danka88
23.02.21, 12:32
Na fali wątku o zmarłej 3 letniej dziewczynce . Niemal zawsze tak jest , że dopiero gdy dochodzi do tragedii , dzieci są zabierane od takiej rodziny. To teraz opisze sytuacje która sie dzieje w moim bliskim otoczeniu . jest sobie rodzina , małżeństwo + 4 dzieci , dwoje najmłodszych ma 1,5 roku i 3 miesiące . Rodziną zainteresowała sie szkoła kiedy najstarsza córka nie chodziła na zajęcia, odwiedził ich dzielnicowy . Po zobaczeniu tego chlewu i bałaganu który tam panował uruchomiona została procedura - mops asystent rodziny itd . W przeciągu roku 2 razy zmieniają miejsce zamieszkania , teraz mieszkają w szóstke w jednym pokoju . Najstarsza córka zawala rok , przepisuje sie do innej szkoły . 8 letni syn do zerówki też nie chodził w rezultacie chodzi teraz w kratke do przedszkola ( grupa 6 latków ) Rodzice umysłowo rozwinięci , nie są jacyś opóźnieni , ale nie pracują oboje , on lubi sobie wypić ale nie do tego stopnia że sie zatacza , nie ma tam żadnej agresji ale ich dom wygląda jak melina , wszechobecny syf . mają tendencje do zbieractwa , ostatnio na ich 1,5 roczną córke spadła szyba przyniesiona ze śmietnika , grozi jej kalectwo bo uszkodziła nerw nogi . często nie mają na chleb , mleko dla dzieci i pamersy , proszą sie ludzi o pożyczki. Mops przychodzi i co? I nic , co z takimi ludźmi można zrobić ? Chodzi mi o tą granice , jak bardzo trzeba przegiąć aby rodzicom zostaly odebrane dzieci ?