Dodaj do ulubionych

A może jednak reforma . . .

24.02.21, 10:30
Wiem, że mówiłam, że dosyć było reform w szkole i teraz trzeba powoli zmieniać.

Ale dziecko mi dostało depresji, dostało w związku z tym indywidualny tok nauczania, ma 12 godzin tygodniowo i nagle zaskoczenie, dziecko się uczy, zamiast walczyć o przetrwanie. Czuje, że zaczyna ogarniać całość, wpada na pomysły pisania sobie podsumowań, ma czas dodatkowo coś poćwiczyć.

Więc może by tak jednak reforma organizacyjna w liceum? I zmienić radykalnie sposób uczenia się w szkole? Od 8, a jeszcze lepiej od 9 do 12 wykłady, a potem - w uzgodnieniu z rodzicami uczniów - dany uczeń idzie albo do domu (jeśli ogarnięty i rodzice uważają, że tak dla niego lepiej) albo do sali nauki, sale nauki są przypisane do danych przedmiotów, jest tam nauczyciel do dyspozycji. To plus bardzo przemyślane przycięcie podstawy jeśli idzie o zagadnienia do opanowania i doprecyzowanie, a nawet poszerzenie podstawy, jeśli idzie o umiejętności i może byśmy zaczęli naprawdę edukować, a nie napierdalać w uczniów faktami i sprawdzianami.

Jeszcze raz podkreślam, mówię o liceum. I od razu przyznaję, że myślę też o sobie - dla mnie podział, że do południa uczę zbiorowo, a po południu dyżuruję w sali nauki i pomagam pracującym tam, miałby duży sens, jest porządek, każdy dzień wygląda tak samo, gardło jest ochronione.
Obserwuj wątek
    • pyza-wedrowniczka Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 12:11
      Boję się tego, że wielu uczniów zrezygnowało by z tych zajęć popołudniowych, bo im się nie chce i nie robiliby nic poza wykładami a rodzice mieliby to gdzieś i potem byłby płacz, że nie umieją/nie dają rady. Przy tym układzie musiałby być lepszy system weryfikowania wiedzy i umiejętności, dużo więcej pracy samodzielnej projektowej.
      • daniela34 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 12:17
        Taka się we mnie pokusa budzi: może by tak wyjść z założenia, że jeśli starszego nastolatka i jego rodziców nie interesuje edukacja, to szkoła zaiste nie musi prowadzić za rączkę i przymuszać do uczęszczania na zajęcia.

        Wiem, pewnie jest milion powodów, dla których niedasie
        • iwoniaw Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 12:24
          Z jednej strony rozumiem chęć podkarmienia takiej pokusy,vz drugiej - obowiązek nauki jest m.in. po to, żeby rodzice takiej np. 15-latki nie mogli uznać "zamiast tracić czas na głupoty w rodzaju pisania rozprawek i czytania książek sprzed 300 lat tudzież rysowania jakichś paraboli - na co to komu i co to w ogóle jest?! - lepiej zajmij się młodszym rodzeństwem i obiad ugotuj, matce i ojcu pomóż".
          Wiadomo, że dzieci z rodzin, które o to dbają, wykształcenie dostaną tak czy owak. Nie ze względu na nich jednak powstał system obowiązkowego szkolnictwa powszechnego.
          • iwoniaw Errata 24.02.21, 12:26
            Nie ze względu na nie - miało być, oczywiście. Zmieniłam tylko część zdania i mi yaki koszmarek wyszedł, brr... 😐
          • daniela34 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 12:47
            Masz pewnie rację. W takim razie plan reformy by asia_p niestety jest nie do zrealizowania. Jeśli te zajęcia popołudniowe mają być nieobowiązkowe ( a jak mają być obowiązkowe to bez sensu) to faktycznie nic nie uchroni części młodzieży przed wymuszaniem przez rodziców/opiekunów rezygnacji (zajmij się młodszymi, pomóż w gospodarstwie, idź dorabiać)
            • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:28
              Ja wciąż uważam, że jest.
              Bo w momencie, kiedy nie mam obowiązku przygotowania 27 godzin tygodniowo, na których muszę utrzymać uwagę śmiertelnie zmęczonych osób i siłą im wtłoczyć wiedzę do głowy, a zamiast tego szykuję tych zajęć 15, a w reszcie czasu pracuję indywidualnie z kolejnymi uczniami nad konkretnymi problemami, które mają, to mi się jednak uwalnia sporo energii.

              Zakładam, że w tym systemie można by zamiast co roku wyłaniać "ofiary" do zostania wychowawcami, równo podzielić uczniów między nauczycieli, i wtedy odpowiadam za circa 15, i wyłonienie z tej 15 dziewczyny, która na study hours nie zostaje, a wyniki ma kiepskie, nie powinno być problemem. A mam uwolnioną energię do załatwienia tej sprawy, pogadania z uczennicą, z rodzicami. Być może trzeba by rzeczywiście zmodyfikować sprawę, że w przypadku ucznia ze słabymi wynikami i podejrzeniami, że ma trudną sytuację domową, jakiejś liczby tych zajęć popołudniowych można jednak od ucznia zażądać. To są szczegóły do dogadania.

              Podstawowa myśl jest taka, że się podporządkowujemy potrzebom psychicznym i edukacyjnym ucznia na tyle, na ile się da, zamiast wkładać dokładnie tę samą energię w męczenie go, a potem próby stymulowania zmęczonego, żeby z siebie cokolwiek wycisnął.
              • daniela34 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:38
                "Być może trzeba by rzeczywiście zmodyfikować sprawę, że w przypadku ucznia ze słabymi wynikami i podejrzeniami, że ma trudną sytuację domową, jakiejś liczby tych zajęć popołudniowych można jednak od ucznia zażądać. To są szczegóły do dogadania"- ok, może przy takim założeniu, że jednak jakiś obowiązek będzie. Bo cała Twoja uwolniona energia nie pomoże jak się zderzysz ze ścianą rodzicielskiego: "nie ma obowiązku, to nie będzie chodzić".

                Na pewno tak jak jest, jest źle. Swoja drugą i trzecią klasę LO pamiętam jako pasmo dupogodzin w szkole, w wielu przypadkach- kompletnie bez sensu odsiadywanych. Nie pamiętam, ile było ich tygodniowo, wychodzi mi, że chyba niewiele mniej niż te 37 Twojej córki (34?), a ja i tak byłam na uprzywilejowanej pozycji, bo nikt ode mnie nie wymagał nadmiernie wysokiej frekwencji.
                Pozostaje jeszcze problem lokalowy i kadrowy.
                • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:50
                  Lokalowego po przejściu podwójnego rocznika tak naprawdę nie ma. Idą niże.

                  Kadrowy - przyznaję, że jako bardzo niewdzięczny przedstawiciel swojej grupy zawodowej zakładam tutaj jednak lekkie zwiększenie pensum - to znaczy zmniejszenie liczby tych najbardziej obciążających godzin aktywnych grupowo w zamian za konkretną liczbę godzin opieki + wsparcia indywidualnego. Zakładam, że jeżeli miałabym między 8/9 - 12 trzy godziny zajęć (bo tu znowu mi się marzy lekkie wydłużenie, tak do 50 minut - godziny, nie żeby więcej wcisnąć, tylko żeby tak nie gonić), to potem kolejne trzy mam popołudniówki. Czyli ze 30 dupogodzin tygodniowo - ale za uczciwą pensję i w sprzyjających warunkach + 10 godzin na administrację/ przygotowanie/ samokształcenie. To jest do dyskusji, pewnie trzeba by wypracować jednak różne modele dla różnych przedmiotów, np. matematyk może mieć mniej zbiorówek, bo będzie relatywnie więcej musiał wspierać indywidualnie, językowiec powinien mieć przy tej swojej sali nauki jakiś mikrogabinecik, gdzie może sobie słaborozgadanego ucznia wyciągnąć na konwersacje - na pewno dużo energii trzeba by włożyć w wypracowanie modelu, który pomaga każdemu.

                  Ale o ile fajniej wkładać energię w to niż w doprowadzanie uczniów do stanu zombie, a potem animowanie tych zombie.

                  Jedna zasada musiałaby być bezwzględna - sprawdzanie wiedzy tylko w tych godzinach zbiorowych, ewentualnie w wyznaczonych osobnych dniach na egzaminy indywidualne. To popołudnie to ma być nauka wolna od bata, wolna od stresu, we własnym tempie, a ja robię wtedy za catering, a nie za ekonoma.
                  • daniela34 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:56
                    Rodzicielskiego, bo odnosiłam się do przykładu iwoni (dziecko zajęć potrzebuje i chce chodzić, rodzic stawia opór, bo zajęcia nieobowiązkowe). Natomiast w przypadku zbuntowanego nastolatka jestem zwolenniczką naturalnych konsekwencji smile smile smile
                  • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:58
                    No ale umówmy się, nastolatek zbuntowany do tego stopnia, w obecnym systemie po prostu wagaruje.
                    Jeżeli mu skrócimy obowiązkowe dupogodziny, to może uda się doprowadzić do stanu, w którym zacznie w nauce widzieć sens, i nie będzie się aż tak bronił rękami i nogami. Bo ten bunt to czasami może być zjawisko oderwane od edukacji, ale czasami jednak nie jest.
              • pyza-wedrowniczka Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:58
                Tylko niestety jeśli 90% uczniów uzna, że chce tych zajęć popołudniowych to albo będą one w grupach 30 osobowych jak teraz, co uniemożliwia indywidualne wsparcie albo trzeba zatrudnić 2x więcej nauczycieli i zorganizować 2x więcej sal. A co w sytuacji, jak po 2 miesiącach połowa uczniów stwierdzi, że chce dołączyć do zajęć bo jednak sami nie ogarniają? To jest logistycznie bardzo, bardzo trudne...
                • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 14:07
                  Obecnie klasa ma na przykład 5 matematyk tygodniowo. W nowym systemie ma 2-3 zbiorowo i 3-4 w formie sal nauki (bo tak jak pisałam, zakładałam lekkie zwiększenie pensum nauczycieli), czyli tej wspieranej indywidualnej pracy. W momencie, kiedy uczniowie wiedzą, że nie będą wyrwani na 100% do odpowiedzi, nie grozi im w danym momencie nagłe odpytanie i nie są przemęczeni, oni naprawdę pracują zupełnie inaczej. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że te 30 osób siedzi i pracuje spokojnie, wołając nauczyciela do siebie wtedy, kiedy w jakimś punkcie się zatnie i potrzebuje "potrącenia", żeby ruszyć dalej. Jak godziny samodzielnej nauki na pensji pani Latter. No i to są nieobowiązkowe godziny samodzielnej nauki, więc jeśli Tomek z 1b uparł się, że on tu wpadł po to, żeby porzucać papierowymi samochodzikami, to dzwonię do rodziców, że właśnie zakończył zajęcia i czy go odbierają, czy jednak wraca sam.
                  • mia_mia Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 16:08
                    30 osób i 45 minut, to mniej niż 90 sekund na „pchnięcie” ucznia.
                    Sam telefon do rodzica i dyskusja, że on sobie jednak życzy żeby siedział na lekcji to kilka minut.
                    Nie da się zorganizować w szkole NI 30 osób.
          • amast Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 12:48
            > rodzice takiej np. 15-latki nie mogli uznać "zamiast tracić czas na głupoty w rodzaju pisania rozprawek i czytania książek sprzed 300 lat tudzież rysowania jakichś paraboli - na co to komu i co to w ogóle jest?! - lepiej zajmij się młodszym rodzeństwem i obiad ugotuj, matce i ojcu pomóż".

            W takich rodzinach i tak najpierw jest to co napisałaś, a szkoła to jak wystarczy czasu i chęci...
        • te_de_ka Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:55
          Ci, którzy radzą sobie samodzielnie to tacy, którzy posiedli umiejętność uczenia się oraz w polskiej szkole ci, którym żaden nauczyciel nie przeszkodzi w przyswajaniu wiedzy i zdobywaniu umiejętności smile Oni powinni przyjść do szkoły, zdać/zaliczyć/udowodnić, czego się nauczyli/co potrafią i powinni zostać skierowani na kurs na swoim poziomie lub kursy zgodnie z zainteresowaniami/predyspozycjami. Swiadectwa powinny być opisowe jak w klasach 1-3 podstawówki, czyli wyliczamy, że brał udział w kursie historii literatury, geometrii, wiedzy o społeczeństwie oraz chemii, biologii i in. z podaniem poziomu jak w przypadku języków obcych (mamy poziomy od A1 do C2) oraz wyliczeniem wszelkich dodatkowych osiągnięć typu wolontariat, osiągnięcia artystyczne i sportowe a w przypadku gorliwych katolików, w ilu mszach św uczestniczył i jakie sakramenty przyjął, żeby mógł aplikować do seminarium duchownegosmile
    • bananananas Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 12:52
      asia_i_p napisała:


      > Ale dziecko mi dostało depresji, dostało w związku z tym indywidualny tok naucz
      > ania, ma 12 godzin tygodniowo i nagle zaskoczenie, dziecko się uczy, zamiast wa
      > lczyć o przetrwanie. Czuje, że zaczyna ogarniać całość, wpada na pomysły pisani
      > a sobie podsumowań, ma czas dodatkowo coś poćwiczyć.
      >
      > Więc może by tak jednak reforma organizacyjna w liceum?

      Jestem za. Naprawdę dobry pomysł na połączenie zalet szkoły i domowej edukacji.

      Mam dziecko w tym roku na ED (8 klasa) i takie same obserwacje. Uczy się sama, w razie problemów ma kogo zapytać.
      A przede wszystkim jest internet, pełen wszelkiej wiedzy w najróżniejszych formach, co kto lubi i jak mu się najefektywniej uczy. Każdą wątpliwość można szybko rozwiać i mieć te wątpliwości na swoim własnym indywidualnym poziomie.
      Wróciło mojemu dziecku odczuwanie przyjemności z uczenia się, z tego, że wie i potrafi.
    • turzyca Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:04
      Żeby przeprowadzić Twoją reformę, trzeba byłoby wybudować tysiące nowych szkół. Przecież te plany zajęć od 7 rano do 19 nie wynikają z widzimisię dyrektora tylko braku miejsca. Oraz zatrudnić tysiące nauczycieli, bo inaczej czym będzie się różniła popołudniowa zmiana od niezdyscyplinowanej klasy?
      To jak już dołożymy szkolnictwu miejsca i nauczycieli, to i jakość nauczania skoczy, bo wyobraź sobie wyniki nauczania, gdyby w klasie było max 18 osób, a na językach połowa grupy. Będzie czas na indywidualną pracę z uczniem, dostosowanie do potrzeb itd.
      • bib24 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:08
        jest kosmiczna ilość godzin, dużo większa niż była za naszego dzieciństwa i dużo większa niż przed deformą, która zwiększyłam liczbę lektur, pamięciówki i bzdetów.
        wystarczy trochę wyciąć i miejsce się znajdzie..
        jaki jest sens nauki od 8 do 16? a potem jest przecież multum pracy domowej i nauki. moje dzieci pracują ciężej niż ja na etacie + jako matka w domu
    • ichi51e Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:10
      przede wszystkim system kolowy w ktorym caly czas robimy to samo tylko w wiekszym zakresie i bardziej nalezy zlikwidowac. w ogole edukacja w ktorej tylko ladujemy w czlowieka wiedze bez sensu. moje dziecko w drugiej klasie - caly czas to samo jak odroznic dab od brzpzy od kasztana... podpisz obrazki - konwalia sasanka zawilec przebisnieg krokus pierwiosnek... po co komu?
    • purchawka2020 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:10
      Mam identyczne doświadczenia. Dziecko mają 12 h zajęć indywidualnych ogarniało wszystko a już zajęcia indywidualne z matmy dają efekty do dzisiaj. Dziecko trafiła koniecznośc nauki indywidualnej w 8 klasie. Egzamin ósmoklasisty zdało śpiewająco, coś jak po porządnych korepetycjach.
      • purchawka2020 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:17
        To co mnie, laika w dziedzinie edukacji , zadziwiło najbardziej to jak wolno przerabiany jest materiał w szkole.Nauka jednego działu biologii, w szkole rozciągnięta na 6 tygodni, zajęła nam cztery godzinne posiedzenia. Zazwyczaj dziecko ogarniało samo ale tu musiałam pomóc w wyjaśnieniu krzyżówek genetycznych. Ojciec trochę pomagał w fizyce ale na pewno nie było tak, że ślęczeliśmy z dzibdziusiem dnaimi i nocami. Wszystko szło jakoś tak łatwo, szybko a jak czegoś nie rozumiał, to nauczyciel tłumaczył podczas lekcji.
        Musze dodać, że większość nauczycieli była naprawdę zaangażaowana ( poza niechlubnym wyjątkiem baby od chemii).
    • nangaparbat3 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:20
      No cóż, masz pełną racje, dobry pomysł. Nauczycieli dałoby się przeszkolić (bo indywidualna praca z uczniem to zupelnie co innego niż z klasą), część rodziców by zrozumiała, gorzej z tymi, co posylają dzieci do szkoły, żeby dostać z powrotem zamówiony produkt. Ale może i oni by ostatecznie zrozumieli, że warto.
      I jeszcze - zmiana podstawy programowej, i to radykalna.
    • tereso Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:45
      Zastanawiam się. Teraz w szkole jest fajne to że po niej można iść na miasto powyglupiac się wspólnie. Po drugie wykłady wlasnie mogłyby być fakultatywne jak na studiach a ćwiczenia razem, czyli odwrotnie jeśli już. W założeniu na te indywidualne lekcje chodziłoby się rzadko ( inaczej nie ma jak, nauczyciel nie będzie siedział iks godzin więcej). Oczywiście dla uczących system byłoby lepszy dla dzieciaków nie jestem pewna. Jestem zwolennikiem mniejszej liczby godzin ale nie wiem czy ten sposób dobry, typowo wykładowy . W każdym razie odczytuje Twój post jako wyraz radości ze córce się chce że się lepiej czuje iw tym jestem w 100 procentach z Tobą 🍀
      • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 13:56
        Ja w sumie zakładałam, że te ranne to wykłady + ćwiczenia takie kontrolowane (w moim przedmiocie drills) + dyskusje/ praca grupowa + sprawdzanie wiedzy - wszystko to, co jest stresujące, wymaga skupionej uwagi lub wymaga obecności grupy. Czyli wprowadzam coś wykładowo, ćwiczymy proste przykłady, zadaje zadanie domowe z przykładami typu średniaki, nad tym uczeń pracuje w domu lub w sali nauki, na następnej lekcji porównujemy wyniki pracy, robimy coś ambitniejszego w tym samym temacie/ dyskusję (no mocno zależy od przedmiotu), zadanie domowe to spisanie indywidualnych wniosków itp.
        No i jednak zakładałam zwiększenie dupogodzin nauczycieli - czyli mają mniej grupówek, więc mniej przygotowywania, ale tych dyżurów w sali nauki więcej, do dogadania ile, ale jednak tyle, żeby te sale nauki nie musiały być za duże.
        • jagoda2 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 15:00
          asia_i_p napisała:

          > No i jednak zakładałam zwiększenie dupogodzin nauczycieli - czyli mają mniej gr
          > upówek, więc mniej przygotowywania, ale tych dyżurów w sali nauki więcej, do do
          > gadania ile, ale jednak tyle, żeby te sale nauki nie musiały być za duże.

          Nie przejdzie. Polski nauczyciel nie da sobie nic dodatkowo wrzucić.
          Pracuję na uczelni, naprawdę nie mamy dużo godzin stricte dydaktycznych, a za każdą dodatkową grupę (2 godziny zajęć) ludzie gotowi są zabić - pomimo, że mają z tego dodatkową kasę (nadgodziny).
          To jest zagadnienie trochę z rodzaju, co było pierwsze: jajko czy kura? Programy nauczania, cały oświaty trzeba, diametralnie przebudować, ale moim zdaniem należałoby zacząć od zmiany sposobu kształcenia nauczycieli i kwalifikacji do tego zawodu. Bo możemy mieć najlepsze programy i najlepszą bazę dydaktyczną, ale jeśli nauczyciele będą słabi (a wielu jest takich), to nic się nie zmieni.
          • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 15:22
            To nie są kwestie niepowiązane.
            Ten sam człowiek, potraktowany z szacunkiem, uczący czegoś, do czego użyteczności jest przekonany, pracujący z niezmęczonymi i dzięki temu uważnymi uczniami, ze zminimalizowaną potrzebą walki o czas i uwagę tych uczniów, będzie pracował zupełnie inaczej.

            A to, że nauczyciel nie da sobie nic wrzucić, to jest mit. Myślisz, że wycieczki, Erasmusy, tygodnie edukacji globalnej, tygodnie polonistyczne, koncerty robią się same? Że wszystkie kółka zaintersowań czy zajęcia wyrówawcze są płatne? Tylko kompletnie inaczej się pracuje, kiedy widzisz sens tego, co robisz. Prawie każdy nauczyciel chętniej posiedzi dwie godziny z uczniami, którzy pracują samodzielnie i proszę o konkretne wsparcie przy konkretnych zadaniach, nich przez godzinę użerał się z grupą, która ze zmęczenia i frustracji chodzi po ścianach. Pensum i tak zostanie w końcu zwiększone, bo im się nauczyciele kończą, więc można by przy okazji ugrać coś sensownego.
            • jagoda2 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 15:42
              asia_i_p napisała:

              > To nie są kwestie niepowiązane.
              > Ten sam człowiek, potraktowany z szacunkiem, uczący czegoś, do czego użytecznoś
              > ci jest przekonany, pracujący z niezmęczonymi i dzięki temu uważnymi uczniami,
              > ze zminimalizowaną potrzebą walki o czas i uwagę tych uczniów, będzie pracował
              > zupełnie inaczej.

              To piękne, co piszesz, idealistyczne, ale wierzysz w to? W tę niezmęczoną i uważną młodzież?
              Poza tym, wydaje mi się, że każdy nauczyciel jest przekonany do użyteczności własnego przedmiotu. Nie mówię o takich, którzy twierdzą, że ich przedmiot jest najważniejszy.

              >
              > A to, że nauczyciel nie da sobie nic wrzucić, to jest mit. Myślisz, że wycieczk
              > i, Erasmusy, tygodnie edukacji globalnej, tygodnie polonistyczne, koncerty robi
              > ą się same? Że wszystkie kółka zaintersowań czy zajęcia wyrówawcze są płatne? T
              > ylko kompletnie inaczej się pracuje, kiedy widzisz sens tego, co robisz. Prawie
              > każdy nauczyciel chętniej posiedzi dwie godziny z uczniami, którzy pracują sam
              > odzielnie i proszę o konkretne wsparcie przy konkretnych zadaniach, nich przez
              > godzinę użerał się z grupą, która ze zmęczenia i frustracji chodzi po ścianach.
              > Pensum i tak zostanie w końcu zwiększone, bo im się nauczyciele kończą, więc m
              > ożna by przy okazji ugrać coś sensownego.
              >
              To prawda, mnóstwo pracy nauczycieli jest niezapłaconej i kompletnie niezauważanej przez społeczeństwo. Natomiast na każdym kroku wypomina im się wakacje, ferie i święta. Ale chociażby w świetle już wykonywanej pracy wyobrażasz sobie, że przyjmą jeszcze coś dodatkowo? To jest naprawdę bardzo obciążona grupa zawodowa, nawet jeśli 4/5 ludzi w tym kraju uważa inaczej i wie lepiej.
              • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 15:50
                Mam w tej chwili 27 godzin - to jest półtora etatu. Pensja + nadgodziny wynosi około 4500. Jeżeli przy tej samej kasie nazwą to etatem, ale połowa z tego to nie będzie aktywne nauczanie grupy, tylko opieka nad pracującymi samodzielnie i udzielanie im indywidualnego wsparcia, to ja poczuję ulgę, a nie dociążenie.
                Mnóstwo nauczycieli ma teraz półtora etatu, stąd takie ładne wysokie średnie wychodzą w statystykach (bo spryciarze przeliczają na głowę, a nie na etat).
      • te_de_ka Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 14:09
        w niektórych szkołach już było fajnie po lekcjach, bo chodzili na sks-y na nowowybudowanych boiskach, niektóre szkoły mają swoje siłownie, uczniowie mogli korzystać, po południu były konsultacje i zajęcia dodatkowe prowadzone z nauczycielami akademickimi, w budynkach szkolnych po południu sale wynajmowały szkoły językowe - kto zapłacił, ten miał więcej języków, do szkół wieczorami przychodzili fachowcy prowadzić kursy przygotowujące do zdawania egzaminów na konkretne uczelnie - płaciła rr i chętni. Do szkoły rr zapraszała ciekawe osoby na seminaria i prelekcje. Moje dziecko mi kiedyś powiedziało, że na dodatkowych popołudniowych zajęciach pan wykładowca pozwalał jeść i pić, co na lekcjach planowych groziło wielkim oburzeniem profesorówsmile
    • tereso Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 14:23
      Moje znajome blisko dziecko jest w szkole która ma trochę podobne zasady ( stara się połączyć zalety indywidualnej nauki z zakładami pracy w grupie). Tyle że to droga szkoła. W wizji Asi moim zdaniem skończyłoby się na tym że 90 procent po obowiązkowych szłaby do domu a zonk przyszedłby w czwartej klasie. Nie znaczy że mówię że to zły pomysł zmniejszyć godziny. Moim zdaniem lepiej byłoby zaplanować część pracy w małych grupach nie indywidualnie.
      • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 14:29
        Mogłyby być i małe grupy. Dla mnie kluczowe są dwie rzeczy:

        - podstawowym kryterium planowania jest pojemność ucznia; czyli nie myślimy tylko o tym, co on powinien wiedzieć, ale też o tym, ile jest się w stanie efektywnie nauczyć, i to drugie jest decydujące;

        - przynajmniej połowa czasu spędzonego na nauce jest bezstresowa - czyli w moim modelu uczeń ma zagwarantowane, że po 12-tej nie zostanie zapytany, nie będzie miał sprawdzianu, nie zostanie mu wprowdzone nowe zagadnienie, więc jeśli pada na twarz, to po tej 12-tej może się zwolnić bez nawarstwiania zaległości. Stopień dobrowolności do dogadania, ja patrząc na moim uczniów twierdzę, że mógłby być wysoki.
        • gaskama Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 14:35
          Asiu, niestety ten model wymaga większego zaangażowania ... emocjonalnego, psychologicznego ze strony nauczyciela. Być może też czasowego. W naszych 30+ osobowych klasach ... trudne do wykonania chyba. Nie uczę już od wielu lat, no i uczyłam głównie studentów. Ale nasz system edukacyjny jest - jak w większości krajów bloku pokomunistycznego - dość skostniały. Nie ma tu zbyt wiele miejsca na kreatywność, wolność wyboru, indywidualne podejście. I to od szkoły podstawowej do aż po same studia.
          • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 14:40
            Zdaję sobie sprawę, tylko ja mam wrażenie, że to zaangażowanie jest, tylko pochłaniane przez co innego, często z kiepskim skutkiem dla obu stron. Albo nauczyciel się gimnastykuje, żeby zainteresować przemęczonych uczniów, albo, niestety, wkłada energię w ich terrroryzowanie albo wreszcie w produkowanie fikcji, że coś robi + tłumienie własnych wyrzutów sumienia.

            Mnie się wydaje, że już po zmianie, to byłby ten sam wydatek energii, co przed zmianą, tylko na inne cele. Natomiast sam moment zmiany byłby trudny.
            • tereso Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 15:35
              Zważ, że u Was sprawdziło się nauczanie indywidualne, z założenia droższe- nie dałoby się sfinansować 30xni na klasę (chyba, żeby bardzo nakłady podnieść). U moich dzieci u jednej to byłaby zmarnowana kasa- odnalazła się w systemie, z kt w pełni korzystała, a psychicznie było ok. Druda- korzystała z LO płatnego, tam wszystko było w grupie, ale można było wyjść z klasy do pokoju odpoczynkowego (samemu, nie z koleżanką), wsparcie nauczycieli b duże. W pokoju wyp była raz- jak miała miesiączkę, bo lekcje w grupie 20 osób w dobrej spokojnej atmosferze jej nie męczyły, a lubiła być z tymi dzieciakami. A trzeci- miglanc, z Twojego systemu by nie skorzystał, z tego co jest- trudno powiedzieć, bo zdalne. Ale obawiam się, że on po 12 zawsze byłby w domu. Teraz jęczał ale mało, głównie, że na 8 trzeba było. Więc wolałabym na 9, wolałabym mniejsze grupy i krócej- np 9-14, dzieci po 20-24 i byłoby git.
    • kozica111 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 15:45
      Ludzie są rózni, w wiekszości tacy jak nie musza to nie zrobią...Jestem przeciwna swobodzie w tym zakresie.Często pewne sprawy, system docenia sie po czasie...Chyba ze bedziesz szła do sklepu do 12 a po tej godzinie pojdziesz sama na pole kopac ziemniaki..
      • alicia033 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 16:34
        kozica111 napisała:

        > Ludzie są rózni, w wiekszości tacy jak nie musza to nie zrobią...

        dokładnie.
        Mieliśmy tu choćby długachny wątek o "wampirach" z którego, niestety, nie wynikało, żeby młodzież, w obowowiązujących aktualnie bardzo luźnych warunkach sama z siebie była zainteresowana nauką.
        • bananananas Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 18:43
          alicia033 napisała:

          > Mieliśmy tu choćby długachny wątek o "wampirach" z którego, niestety, nie wynik
          > ało, żeby młodzież, w obowowiązujących aktualnie bardzo luźnych warunkach sama
          > z siebie była zainteresowana nauką.

          Mam porównanie dwóch semestrów nauki tego samego dziecka. W zeszłym, ze zdalnym, było tak, jak piszesz - nie trzeba, to się nie uczę. W tym, na ED, radykalna zmiana.
          Przed chwilą dałam córce wydrukowane dodatkowe zadania - "o, fajnie" (jutro ma egzamin). A jeszcze na początku roku byłoby "po co, już zrobiłam z podręcznika".
          Jak już pisałam, po prostu jej znowu (ostatnio było to w wieku przed-szkolnym) jest przyjemnie wiedzieć i umieć. Oprócz tego, że jest bardziej wypoczęta, to ma większe możliwości wychwycić, że nie całkiem coś rozumie i natychmiast albo kogoś zapytać, albo samej sprawdzić w internecie. Na lekcji to nierealne.

          Do Asinej reformy dodałabym jeszcze system sprawdzania wiedzy większymi porcjami, jakieś semestralne czy półsemestralne egzaminy. Trudniej byłoby zakuć i zapomnieć, a łatwiej wykorzystać powiązania między działami tego samego przedmiotu i między przedmiotami.

          Nie mówię, że każde dziecko uczyłoby się w takim systemie więcej i efektywniej, ale wierzę, że większość.
          • pyza-wedrowniczka Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 19:48
            Ja niestety uważam, że mniejszość. Zakładam, że masz wyższe wykształcenie, pracę zdalną lub elastyczną, masz pieniądze na książki/teatry/muzea wyjazdy i inne rzeczy pobudzające ciekawość świata.
            Niestety gdy rodzice mają podstawowe wykształcenie, są bezrobotni z własnej chęci lub zasuwają w fabryce i mają gdzieś edukację, to dziecko z domu wynosi, że szkoła bez sensu. I albo je nauczyciel zmotywuje na siłę oceną, albo to dziecko nigdy nie otworzy książki. Myślę, że dużo jest dzieci, które nie mają przyjemności z tego, że coś wiedzą, tylko z tego, że mogą ponawalać się na komputerze sad
            • bananananas Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 20:06
              pyza-wedrowniczka napisała:

              > Ja niestety uważam, że mniejszość. Zakładam, że masz wyższe wykształcenie, prac
              > ę zdalną lub elastyczną,

              W zeszłym roku miałam taką samą. Zmienił się tylko system, w którym moje dziecko się uczy.

              I o system chodzi - idealnych nie ma, a dobrze mieć efektywniejszy, jeśli się da.
              Wymagania by się nie zmniejszyły, ten uczeń z kiepskim domem musiałby zaliczać materiał albo wypad, dokładnie tak, jak teraz. A szansa na wsparcie go, gdyby chęci wykazywał, byłaby większa, jak już asia napisała.
    • tiffany_obolala Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 16:00
      Ja myślę, że wystarczyłoby upowszechnienie edukacji domowej. System "stary" można zostawić czy próbować reformować, ale też promować właśnie ED - przynajmniej w liceum. Ona ma różne formy, m.in. taką, gdzie młodzież w różnym wieku (ale licealnym) pracuje w 15-osobowej grupie pod okiem tutora, samodzielnie i cicho i nad czym chce przez 3-4 godziny, a kolejną godzinę robią razem różne rzeczy - dyskusje, spotkania z ciekawymi ludźmi czy boisko. To dla tych, którzy się boją, że dziecko nie będzie robić nic bez bata nad głową.
      Konieczność zdania rocznego egzaminu z każdego przedmiotu wystarczająco motywuje do nauki, a samodzielna praca wsparta internetem jest skuteczniejsza od słuchania wykładu. Egzaminów nie trzeba zdawać w czerwcu, 2-3 tygodnie pracy wystarczają do opanowania większości przedmiotów na poziomie podstawowym. Do rozszerzeń potrzeba z tydzień-dwa więcej. Języki czy matma przez cały rok, bo tego się nie da uczyć zrywami.

      Może z czasem w systemowych szkołach zostałaby tak z połowa uczniów, z którymi łatwiej by było wtedy pracować, a reszta przychodziłaby tylko na egzaminy...
      • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 16:38
        Angielskiego jest prawie idealna, tu bym nic nie wywalała. Mój przedmiot ma po prostu szczęście - kolejne zmiany podstawy i nawet zmiany w maturze idą w dobrym kierunku.

        Ale w podstawówce na biologii na przykład jest lista zagadnień i ich jest więcej niż dostępnych godzin. Bo ktoś myślał "przez przedmiot" - co jest ważne, a nie przez ucznia "ile on ma czasu". Wtedy podstawa jest tylko teorią.

        W liceum taka sytuacja jest na podstawach najczęściej - niepotrzebnie przeładowane podstawy zwłaszcza przedmiotów przyrodniczych. Podstawa to ma byc podstawa, jeżeli podstawa zajmuje sto procent czasu średniego ucznia, to gdzie szansa słabego na opanowanie podstowy i gdzie szansa na jakieś rozszerzenia, ciekawostki, powtórki, ćwiczenia?
        • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 16:42
          Czytam się i widzę, że pomieszałam dwa znaczenia słowa podstawa - chodzi mi o to, że moja córka, realizując program podstawowy z chemii, ma z niej przeładowaną podstawę programową.

          Kluczem może być sposób formułowania - w angielskim jednak gros podstawy to nie lista tego, co mają wiedzieć, tylko lista umiejętności. Tego mi brakuje trochę w innych przedmiotach, choć wiem, że w niektórych pewnie jest trudniej osiągalne niż w języku, z natury bardzo praktycznym.
        • alicia033 Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 17:00
          asia_i_p napisała:

          > Angielskiego jest prawie idealna, tu bym nic nie wywalała.

          Czyli: angielskiego nie ruszamy (no dlaczego mnie to nie dziwi?)
          A reszta nauczycieli-przedmiotowców, wiesz, co mówi? Na pewno wiesz, bo nie wierzę, że nie wiesz.
          Mówią, w ich podstawch należy dorzucić to, to, to, to, to..., żeby nauczanie miało sens. I mają rację.
          To, że twoja córka akurat nie jest zainteresowana biologią czy chemią nie jest wyznacznikiem czegokolwiek. I to nie podstawę z tych przedmiotów należy ciąć, bo w profilach innych niż biol-chem ich zakres jest żałosny (i potem mamy na forum "geniuszki" niszczące sweter lanoliną) tylko należy (nie)stety zwiększyć ilość godzin z nich. W pierwszym rzędzie, oczywiście, wykopując religię ze szkół, na którą uczniowie w 12letnim cyklu edukacyjnym tracą ponad 1000 godzin.
          Polska szkoła ma, zwłaszcza od deformy zalewskiej problem z efektywnością nauczania ale wina za to nie leży ani w liczbie godzin, jakie uczniowie powinni spędzać w szkole ani, tym bardziej, w "zbyt obszernej" podstawie programowej.
          • asia_i_p Re: A może jednak reforma . . . 24.02.21, 21:24
            Szkoda, że nie odniosłaś się do mojego uzasadnienia dobrego zdania o podstawie z angielskiego (nacisk na umiejętności, a nie na konkretną listę materiału) i na sytuację na biologii w podstawówce (więcej zagadnień do zrealizowania niż dostępnych godzin).

            Dopóki będzie aż tak duży nacisk na wiedzę, to nie będzie czasu na trenowanie umiejętności. Nie będzie czasu, żeby zaplanować i przeprowadzić doświadczenie na przykład i napisać raport z niego.
          • tiffany_obolala Re: A może jednak reforma . . . 25.02.21, 12:10
            Ale Asia ma rację. Nie znam ani jednego językowca, który by narzekał na przeładowany program, zarówno program, jak i egzaminy są skoncentrowane na umiejętnościach, gramatyka i słówka to mniej ważna składowa przedmiotu, nastawienie jest na komunikację.
            Znam natomiast wielu, którzy narzekają na przeładowanie faktami: historycy nie mają czasu na krytyczną analizę źródeł, przyczyn i skutków, nastąpił powrót do zakuwania dat, fizycy stracili korelację z matematyką, dzieciaki muszą przekształcać wzory, a jeszcze nie wyćwiczyły tego na matmie, matematycy zwłaszcza w LO płaczą, że program jest niedostosowany do możliwości rozwojowych młodzieży w tym wieku (wymaga się myślenia abstrakcyjnego zanim wykształci się cześć mózgu, która za to odpowiada), z biologii jest więcej tematów, niż godzin itd.
            Prawo Mendla sprawdzę sobie w internecie i wzór na alkohol etylowy też. Ale nikt tych dzieciaków nie uczy, JAK sprawdzić to sobie w internecie i GDZIE warto tego szukać, i nie uczy praktycznych umiejętności właśnie typu doświadczenie - bo nie ma na to czasu. Znam wzór na alko, ale bimbru nie zrobię i nie oczyszczę.
            • pyza-wedrowniczka Re: A może jednak reforma . . . 25.02.21, 12:51
              Tak w temacie zakuwania mi się przypomniało. Na studiach na jednym przedmiocie na egzaminach można było mieć książki, notatki itp. (wtedy jeszcze internet w komórkach nie był masowy). Ale wykładowca tak skonstruował egzamin, że jak się ktoś nie uczył, nie rozumiał i nie znał dokładnie zawartości materiału to nie miał i tak szans zdać. Bo np. daty na historii są potrzebne, żeby ułożyć sobie wydarzenia w kolejności i odczytać z nich przyczyny i skutki i umieć ustawić wydarzenie w strosunku do całości świata.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka