asia_i_p
24.02.21, 10:30
Wiem, że mówiłam, że dosyć było reform w szkole i teraz trzeba powoli zmieniać.
Ale dziecko mi dostało depresji, dostało w związku z tym indywidualny tok nauczania, ma 12 godzin tygodniowo i nagle zaskoczenie, dziecko się uczy, zamiast walczyć o przetrwanie. Czuje, że zaczyna ogarniać całość, wpada na pomysły pisania sobie podsumowań, ma czas dodatkowo coś poćwiczyć.
Więc może by tak jednak reforma organizacyjna w liceum? I zmienić radykalnie sposób uczenia się w szkole? Od 8, a jeszcze lepiej od 9 do 12 wykłady, a potem - w uzgodnieniu z rodzicami uczniów - dany uczeń idzie albo do domu (jeśli ogarnięty i rodzice uważają, że tak dla niego lepiej) albo do sali nauki, sale nauki są przypisane do danych przedmiotów, jest tam nauczyciel do dyspozycji. To plus bardzo przemyślane przycięcie podstawy jeśli idzie o zagadnienia do opanowania i doprecyzowanie, a nawet poszerzenie podstawy, jeśli idzie o umiejętności i może byśmy zaczęli naprawdę edukować, a nie napierdalać w uczniów faktami i sprawdzianami.
Jeszcze raz podkreślam, mówię o liceum. I od razu przyznaję, że myślę też o sobie - dla mnie podział, że do południa uczę zbiorowo, a po południu dyżuruję w sali nauki i pomagam pracującym tam, miałby duży sens, jest porządek, każdy dzień wygląda tak samo, gardło jest ochronione.