tereso
24.02.21, 14:00
Mnie nasz odpowiada w stu procentach. Każdy ma swoje konto, maż placi wszystko związane z domem, rachunki, jak był kredyt to wyłącznie z nim, ja płaciłam szkołę, teraz kieszonkowe, zajęcia dodatkowe. Inne potrzeby dzieci, do kogo przyjdą, raczej losowo i wychodzi na pół. Jedzenie kto robi zakupy, też wychodzi pewnie mniej więcej na pół. Samochody każdy swój. Wakacje wychodzi mniej więcej na pół, zazwyczaj ja płacę mieszkanie, mąż loty, dojazdy, jedzenie, ekstrasy. Swoje potrzeby ciuchy hobby inne każdy swoje. Psa i inne różne rzeczy kto akurat ma czas jechać, też sumarycznie nikt się nie miga wychodzi na pół. Pralkę lodówkę też raczej kto podjedzie ale też nikt się nie miga w dłuższym okresie czasu wyszłoby na pół.Oszczędności każdy robi swoje ale jak już się uzbiera to większe inwestycje wspólnie, choć w cześć nie wnikam, założone są na nas oboje. Tak naprawdę mamy wspólnotę majątkową i to co mamy jest wspólne, ale czuję pełną wolność w związku z tym że nikt mi na konto nie zagląda w codziennym życiu dla mnie dyskusja kupić to czy tamto za tyle byłaby strata czasu. Oczywiście upoważnienia i karty do kont mamy ale nikt z tego nie korzysta . Założenie konta na które przelewamy cześć dochodów jest mi doskonale zbędne zupełnie nie widzę sensu. Z drugiej strony wiele osób tak robi. Ja lubię to że wiem za jakiś poletko odpowiadam reszta spontanicznie. Raczej jest u nas tak że oboje się wyrywamy do płacenia, więc to wszystko działa dobrze.