Dodaj do ulubionych

Zdalne nauczanie a dawne czasy.

22.03.21, 10:27
Gdyby w moich czasach rzad nas wysłał na zdalne nauczanie, poradzilibyśmy sobie świetnie. Pamiętam, że od południa do nocy koleżanki waliły do mnie drzwiami i oknami, choć ani ładna ani bogata nie byłam. Teraz gdy czytam, ze uczniow nikt nie odwiedza, bierze mnie smiech przez łzy. Jak bardzo człowieczeństwo dało się upodlic dla byle jakiego internetu. Jak bardzo pozwoliliśmy naszym dzieciom wejść w ten wirtualny świat, gdzie kogoś można "odkliknac", gdzie relacje na żywo nic nie znacza...
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 10:36
      Nie poradzilibyśmy sobie, z bardzo wielu powodów. Zdalne nauczanie nie jest skuteczną formą kształcenia masowego na okres dłuższy niż kilka dni, a i to pod warunkiem, że materiał zostanie ponownie omówiony w realu.
      Zresztą, co ja się będę produkować, wyniki egzaminów próbnych ósmoklasistow i maturzystów dadzą odpowiednią informację na temat efektów po roku.
    • lauren6 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 10:36
      "Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał."
    • aguar Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 10:38
      Żałuję, że ta pandemia nie dopadła nas 15-20 lat temu, kiedy zorganizowanie nauki zdalnej nie byłoby możliwe, bo internet nie był tak powszechnie dostępny. Musiałoby być albo w ogóle bez szkoły, albo normalna, ew. tajne komplety, jak w czasie wojny.
      • umi Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 17:45
        Ani kompletow by nie bylo ani szkoly. Pozamykaliby wszystko i nawet by nie bylo jak pyskowac przez internet. Wolniej by sie roznosilo, bo ludzie nie latali jeszcze az tak powszechnie, ale tez by sie rozlazlo. A szczepionke by wolniej robili.
        Zwyczajnie, wszyskich by pewnie cofneli o rok i tyle. Teraz chociaz kto chce sie uczyc, ten ma jakies mozliwosci. Lepsze czy gorsze, ale jednak jakies sa.
          • arista80 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 12:18
            Albo nie byłoby szkoły i zajęć. Jak byłam w podstawówce, zamknięto na parę tygodni szkołę, gdyż wykryto jakieś nieprawidłowości w strukturze, które mogłyby spowodować jej zawalenie. I jak pisałam wyże,j w konsekwencji zamknięto budynek, a my mieliśmy wolne.
            • daniela34 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 12:32
              Na krótko - owszem. W latach szkolnych mojej mamy szkoły zamykano (lokalnie) na tydzień/dwa z powodu silnych mrozów albo epidemii grypy (zwykłej sezonowej), ale jednak nie trwało to miesiącami. Natomiast czytałam, ze w 1937 roku w Chicago zamknięto szkoły na 15 tygodni z powodu epidemii polio i dzieci uczyły się z słuchowisk radiowych (bazuję na artykułach prasowych). Myślę, że gdyby zamknięcie miało trwać dłużej to w latach 90-tych nadawaliby programy edukacyjne w tv. I podejrzewam, że byłyby lepsze niż robiona na gwałt "szkoła z TVP" z wiosny. Bo baza ludzka była (całkiem sensowne programy przyrodnicze i z zakresu nauk ścislych oglądałam jako dziecko)
                • daniela34 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 12:59
                  Nie twierdzę, że by zastąpiły ani że byłyby choćby i atrapą. Odpowiadam na pytanie, co by było gdyby (moim zdaniem oczywiście). Natomiast śmiem twierdzić, że przynajmniej jeśli chodzi o warstwę czysto edukacyjną "stara" Telewizja Polska poradziłaby sobie lepiej. Nie sądzę, żeby na przykład taki Wiktor Niedzicki pomylił obwód ze średnicą. Oczywiście dla współczesnej młodzieży te programy z tamtych czasów są archaiczne. Ale jeśli mówimy o tym, jak mogliby rozwiązać problem nauki zdalnej w latach 90-tych, to uważam, że same wykłady w tvp mogłoby się okazać lepsze niż teraz. Co oczywiście nie znaczy, ze to by wystarczyło, bo szkoła to nie tylko wykłady.
                  • tesiabusia Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 15:13
                    daniela34 napisała:

                    > Nie twierdzę, że by zastąpiły ani że byłyby choćby i atrapą. Odpowiadam na pyta
                    > nie, co by było gdyby (moim zdaniem oczywiście). Natomiast śmiem twierdzić, że
                    > przynajmniej jeśli chodzi o warstwę czysto edukacyjną "stara" Telewizja Polska
                    > poradziłaby sobie lepiej. Nie sądzę, żeby na przykład taki Wiktor Niedzicki po
                    > mylił obwód ze średnicą. Oczywiście dla współczesnej młodzieży te programy z ta
                    > mtych czasów są archaiczne. Ale jeśli mówimy o tym, jak mogliby rozwiązać probl
                    > em nauki zdalnej w latach 90-tych, to uważam, że same wykłady w tvp mogłoby się
                    > okazać lepsze niż teraz. Co oczywiście nie znaczy, ze to by wystarczyło, bo sz
                    > koła to nie tylko wykłady.

                    O matko, przypomniałaś mi stare programy z TVP. Tez je uwielbiałam pasjami! Zwłaszcza w latach 90-tych. Moj ulubiony to byl Kwant, ale oglądałam tez wiele innych. Jakie zdolne dzieciaki tam pokazywali! I nie przeszkadzało mi nawet to, ze byli ubrani jak emeryci smile Do dzisiaj wielbie fizykę z całego serca. Teraz dzieci, które na ogół nie grzeszą zadnym talentem, przebiera się w "mini jak u swini" i każe występować na scenie ku uciesze gawiedzi, a po paru latach orbituja gdzieś na marginesie show biznesu (i zakladaja zbiorki). Tamte dziewczynki z "Kwantu" pewnie dawno już są wąskimi specjalistkami gdzieś w NASA. Gdzies na przełomie wieków skończyła się i redakcja edukacyjna, i dziecięca. Jedynka długo nie oferowała nic dzieciom (w niedziele było tylko coraz slabsze katolickie Ziarno). Teraz jest ABC z bajkami-popluczynami po ideologii LGBT kupowanymi za grosze na zachodzie (lub wrecz dostawanymi gratis), czasem (przy tej czy innej okazji) przetykane piosenkami Pietrzaka (swoja droga, bardzo egzotyczne połączenie, LGBT i Pietrzak...)
                      • tesiabusia Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 16:18
                        triss_merigold6 napisała:

                        > A jak to się ma do braku od roku normalnie funkcjonującej edukacji? Fakt, że ki
                        > edyś coś było w publicznej tv jest dla moich dzieci doskonale bez znaczenia.

                        I tu znow dochodzimy do tego, o czym mowila jedna z forumek w tym watku: po co potrzebne jest nam państwo? Ani nie nakarmi (chyba ze miska ryzu), ani nie wyleczy, ani nie wyksztalci, ani tym bardziej nie obroni. Za to Obajtek, Rydzyk i banda rzadowych przydupasow żyjących z synekur, karmiących nasze dzieci od rana do nocy Trollami (bynajmniej nie na forum), Transformersami, tym nieszczesnym Pietrzakiem i innymi bzdetami, może spać spokojnie. Ale przecież zawsze można przełączyć na inny kanal, prawda? Tak, tylko inny kanał nie dostal miliardów z budżetu... Znam chłopca w wieku ok. 14 lat (w normie intelelektualnej) wychowanego w dzieciństwie na tych wszystkich Tele-glupisiach, który dopiero w tym roku zrozumial, ze w ogóle ma przyrodnia siostre, a książke po raz pierwszy samodzielnie przeczytal rok temu w czasie pandemii. I to w domu "z tradycjami", ech... Ja pochodze z przeciętnej, robotniczej rodziny, ale w przedszkolu biegle czytałam, a już w wieku ok. 2 lat kojarzyłam swoje przyrodnie rodzeństwo. Myślę, że nie byłam wybrykiem natury.
                          • tesiabusia Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 20:34
                            morekac napisała:

                            > Państwo jest nam potrzebne do płacenia podatków.
                            >

                            Zgadzam się w 100%. Tylko ze jeszcze calkiem niedawno te podatki były sensowniej wykorzystywane, niż np. na Transformersy, gry o papiezu, przekręty Obajtka i zdalne nauczanie (na prywatnych komputerach). Dzis chciałam zapisać się do ginekologa - dowiedziałam się, że dopiero od stycznia wznowiono zapisy, a wcześniej od marca ubiegłego roku (prawie rok!) ginekolog "leczyl" zdalnie (a tak naprawdę zbywał wszystkich, bo rok temu dzwoniłam do rejestracji i pani byla bardzo niemila). Wole nie myśleć, ile niezamożnych kobiet w skali kraju zmarło na raka szyjki macicy... Tak samo z restauracjami - pal licho gastronomie, u Obajtka są przecież takie dobre paroweczki (wczoraj w tvp info powtarzali to do porzygu).
                    • daniela34 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 15:27
                      Teraz jest ABC z bajkami-popluczynami po ideologii LGBT kupowanymi za grosz
                      > e na zachodzie (lub wrecz dostawanymi gratis), czasem (przy tej czy innej okazj
                      > i) przetykane piosenkami Pietrzaka (swoja droga, bardzo egzotyczne połączenie,
                      > LGBT i Pietrzak...)

                      Uuuu, zacny towar był konsumowany
      • ichi51e Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 17:31
        u nas to wyglada tak - w pon dostajesz teczke z zadaniami i na tydzien - i tam masz podzielone na "prace poranna, która dziecko ma najlepiej zacząć o 8" i "prace domowa, która ma robić po południu" - tak żebyście się cały dzień nie nudzili....
    • heca7 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 10:51
      Jaki związek ma zdalne nauczanie ze znajomymi walącymi drzwiami i oknami?!
      Kiedyś nie było internetu więc nie ma co gdybać, że byśmy sobie lepiej poradzili. Jak trzeba było odpisać lekcje to szło się do koleżanki z zeszytem. Niby jak w dobie pandemii miało by się to odbywać? Przecież właśnie po to jest to zdalne nauczanie aby się uczniowie ze sobą nie spotykali.
      • tesiabusia Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 11:32
        heca7 napisała:

        > Przecież właśnie po to jest to zdaln
        > e nauczanie aby się uczniowie ze sobą nie spotykali.
        >

        Ale jednak wielu rodziców (zwłaszcza bogatszych) takie spotkania organizuje. I to dla 15-latków, a nawet starszych, którzy spokojnie mogliby się spotkać sami. To jest odgórnie sterowane przez dorosłych. Zresztą to jest szerszy problem, niż jednorazowa pandemią. Parę lat temu moja bardzo wyksztalcona znajoma majaca dzieci w wieku licealnym powiedziała, że żadnego z nich nikt nie odwiedził przez całe ferie. Za to rozmawiali od rana do nocy przez messenger. Kiedys tez moi bogatsi znajomi mieli juz pierwsze komputery, od groma gier, później wszedł pierwszy internet. Ale nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, żeby rozmowami na gadu-gadu czy graniem zastępować realną przyjaźń. Zal mi tych dzieci, zwłaszcza młodszych. Kiedy mają skakać z koleżankami po łóżkach, jak nie teraz? Ja skakałam codziennie i nic się nie stało. Łóżko stoi do dzisiaj, i wszyscy żyją...
        • morekac Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 13:19
          >. I to dla 15-latków, a nawet starszych, którzy spokojnie mogliby się spotkać sami. To jest odgórnie sterowane przez dorosłych.

          Jakby ci umknęło: przez całkiem długie miesiące zeszłego roku 15latek teoretycznie nie mógł nosa za drzwi wystawić bez dorosłego opiekuna. A zważywszy upadek PKSów i komunikacji publicznej poza większymi miastami i to, że ludzie w tym wieku nie mają prawa jazdy, to podrzucanie potomstwa na zajęcia nie jest dowodem na fajtłapowatość 15latków i niszczący wpływ internetów.
          • triss_merigold6 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 13:32
            Do szkół średnich, z wyjątkiem najsłabszych lokalnych zawodówek, chodzi młodzież z całego miasta, a do wielu z całego powiatu czy nawet województwa. Nie wpadną do siebie ot tak, na godzinę po południu, żeby posiedzieć w domu czy przejść się po osiedlu.
    • ga-ti Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 11:01
      Na mojej wsi szkoły były czasem zamykane, właściwie to chyba co roku, zimą, bo mrozy bardzo wysokie, bo ogrzewanie w szkole padło, bo śniegi zasypały, bo autobusy nie są w stanie wyjechać po dzieciaki, itp. Zwykle tydzień dodatkowych ferii. I były to ferie najprawdziwsze, zupełny brak lekcji jakichkolwiek, ewentualnie lektura do przeczytania (jeśli była wcześniej zadana).
      Gdyby to potrwało dłużej to skutki byłyby nieciekawe.
      Inaczej z życiem towarzyskim. Myśmy aż tak po domach nie chodzili, bardziej w wieku nastoletnim, ale i tak życie toczyło się na dworze. Pewnie byśmy nadal się bawili, grali, plotkowali, raczej normalnie. Teraz inne czasy. Moja mama też zdecydowanie częściej spotykała się z sąsiadkami na kawkę, a ja wolę pogadać na forum, taki life, jak pisze Bis wink
    • saszanasza Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 11:24
      tesiabusia napisała:

      > Gdyby w moich czasach rzad nas wysłał na zdalne nauczanie, poradzilibyśmy sobie
      > świetnie. Pamiętam, że od południa do nocy koleżanki waliły do mnie drzwiami i
      > oknami, choć ani ładna ani bogata nie byłam.

      Co to ma wspólnego ze zdalnym nauczaniem?


      Teraz gdy czytam, ze uczniow nikt
      > nie odwiedza, bierze mnie smiech przez łzy.

      To również nie ma nic wspólnego ze zdalnym nauczniem.

      Jak bardzo człowieczeństwo dało si
      > ę upodlic dla byle jakiego internetu. Jak bardzo pozwoliliśmy naszym dzieciom w
      > ejść w ten wirtualny świat, gdzie kogoś można "odkliknac", gdzie relacje na żyw
      > o nic nie znacza...

      I w sumie to też. Nauka zdalna a social media to zupełnie co innego. Łączy ich tylko korzystanie z komputera/telefonu. Problemy z nauką zdalną mają zupełnie inne podłoże.
    • smillla Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 12:00
      Też myślałam o tym, że dzisiaj w Polsce nauczanie zdalne to coś, co w innych warunkach kulturowych wcale by nie było aż tak uciążliwe. Nie powiem, że nie byłoby w ogóle uciążliwe i że zdalne to ideał nauczania, ale śmiało powiem, że zdalne nie musi być aż tak dokuczliwe, jeśli ludzie nie będą aż tak bezradni.

      Znam kilka nauczycielek - w podstawówkach i na poziomie szkół średnich! - i z ich opowieści wyłania mi się obraz społeczeństwa ludzi nieporadnych życiowo, którzy zwracają się do szkół z zarzutem, ze przez nauczanie zdalne ich dziecko od pół roku nie widziało się z najlepszą przyjaciółką (mieszkają w odległości paru ulic), że nie spotyka się z ulubionymi kolegami, że nie ma możliwości porozmawiania z rówieśnikami.

      Wielkie Nieba! Czy kiedy ja byłam uczennicą, potrzebowałam szkoły, aby widzieć się z przyjaciółką?... Czy nie miałam z kim porozmawiać, bo nie było szkoły?... Moje życie prywatne istniało poza szkołą. Przyjaciele wpadali w odwiedziny. Dużo się razem spacerowało. Rozmowy face to face nie miały końca. Szkole było nic do tego.

      Dziś ludzie zatracili odwieczne instynkty budowania sobie prywatnego habitatu, w którym znajdzie się i towarzystwo, i pomoc, i poczucie wspólnoty z innymi ludźmi, i uwierzyli w neoliberalne kity, mające na celu sprowadzenie ludzi do roli producento-konsumenta. Reszta życiowych aktywności została zmarginalizowana, bo prywatne miało ustąpić dyspozycyjności i wydajności w pracy. Jedyną wspieraną sferą prywatności stała się konsumpcja, tez właściwie mało prywatna poprzez presję podporządkowywania jej wymogom "budowania marki" w socjal mediach.

      Przekaz brzmiał tak: Wy macie przede wszystkim pracować, kupować, markę budować, a jak będziecie mieć dzieci, to my się nimi wydatnie zaopiekujemy: będą żłobki, przedszkola, szkoły ze świetlicami, w szkołach średnich liczne kółka i zajęcia pozalekcyjne. Nie martwcie się - system edukacji nie tylko wyedukuje, ale zaopiekuje się waszym dzieckiem w czasie wolnym i będzie animował towarzysko. Nie musicie pilnować, by zawsze mieć czysto w łazience, bo mogą wpaść przyjaciele dziecka - od spotkań będzie świetlica i szkoła, a nie dom! Już nie musicie planować posiłków - dziecko nakarmią szkolne stołówki. Jeśli dziecku coś się nie będzie życiowo układać - szkoła ma wyterapeutyzować je i doprowadzić do stanu rozkwitu. Szkoła obiecała ludziom, że oprócz edukacji zapewni ich dzieciom całą sferę opiekuńczo-wychowawczą. Odciąży niemal całościowo.

      Co się stało w czasie zdalnego?
      Obietnicę złamano. I rodzice, którzy przez lata w nią wierzyli i mieli dowody jej działania czują się oszukani. Odzwyczajeni od pewnych funkcji, nagle muszą się ich uczyć, sami ogarniać coś, co kiedyś ogarniała szkoła. Nie tak miało być. Rozumiem słuszną frustrację. Nie twierdzę też, że to, co się dzieje w szkolnictwie, jest ok. Ale:

      Jest jak jest. Nie trzeba płakać nad rozlanym mlekiem i biernie czekać wierząc, że wszystko magicznie wróci na stare tory, tylko działać, być elastycznym. Zacząć wracać do porzuconych zwyczajów odwiedzania się w domach, wspólnego wychodzenia ze znajomymi, większej otwartości na ludzi i rozbudowywania sfery prywatnej. Budować sieć wsparcia. Denerwuje mnie to biadolenie, które często jest jedyną aktywnością rodziców i zastępuje konstruktywne działanie.
      Rodzicu: Przeklnij na sytuację, ale się jej nie poddawaj i jak możesz, tak ratuj sytuację!
      • vasaria Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 12:41
        Rodzice, rodzice, rodzice i rodzice. Możemy sami uczyć dzieci, możemy się sami leczyć, sami bronić (z lepszym ale raczej gorszym skutkiem), a po co nam wtedy państwo ???? A wiem. Żeby Rydzyk i inny Obajtek kasę trzepał.

        Ponadto, rozumiem, że rodzic w roli animatora dziecka żył będzie wiatrem, mirabelką oraz szczawiem. A nie, sorry, może miskę ryżu mu rzucą.

        Ponadto, mówimy o wydolnych rodzicach i dobrych rodzinach. Ale świat nie jest wyłącznie dobry. Dzieci z rodzin, które sobie nie radzą na smietnik?

        Ponadto, ta fikcja edukacyjna trwa już rok. Rok! Nie kilka tygodni, czy miesięcy.

        • umi Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 17:53
          "Ponadto, rozumiem, że rodzic w roli animatora dziecka żył będzie wiatrem, mirabelką oraz szczawiem" - Eee... ale szkola to nie jest animator dziecka. Ona ma uczyc. Od animowania sa raczej zajecia pozalekcyjne. Inna sprawa, ze te w szkole byly czesto, ale jednak nie zawsze. I trzeba je ogarnac - czyli zanimowac. Szkola jako taka od nauki jest.
            • umi Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 18:11
              Fakt, ze po odstawieniu do szkoly ktos tych dzieci pilnuje. Ale o tym to trzeba bylo myslec jak pandemia sie zaczynala. Gdyby juz wtedy spojrzec realnei, a nie zyczeniowo, to wiadomo bylo, ze szkoly sa przepelnione przez reforme. Nie ma w nich warunkow na realia epidemiczne. Plus nawet nie przepelnionych ikt z taka mysla nigdy nie projektowal. Plus od dzieci jednak ciezko wymagac, zeby sie pilnowaly, skoro nawet dorosli nie potrafia. Ludzie mieli motorki w tylkach i musieli bo by sie udusili. Mogli sie poswiecic dla dzieci i zadbac zeby pandemia wygasla.
              Wiem, ze to akurat latwopisac poc zasie i juz se ne vrati tongue_out Tylko teraz jest jak jest. Wiekszosc jednak chce zyc i byc zdrowa. Majac do wyboru zycie szkole dziubdziusiow vs zycie i zdrowie wielu doroslych, ja przychylam sie jednak do tego drugiego. Z samego tego faktu, ze ktos te dzieci musi wychowywac i sie nimi zajmowac. Wiec nie mozna dla nich poswiecic wszystkich doroslych, bo i dzieci sie wtedy poswieci tez. Plus nie mozna wiecznie zyc w pandemii, to nienormalne jest i powinno byc rozwiazane porzadnie. Plus Chiny musza byc wziete pod porzadna lupe. Tak samo jak wszelkei osrodki pracujace z mikroorganizmami. Nie wazne czy ucieklo czy byl syf i zmutowalo - standardy musza byc przestrzegane albo niech placa kary.
              • tri.lian Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 20:24
                Właśnie, łatwo pisać po czasie. Nikt rok temu nie zakładał realnie że to tyle potrwa. Mówię o konkretnych ruchach (zatrudnienie opiekunki, przejście na ED czy coś w tym stylu), a nie o obawy które można było mieć.
                Teraz to przypomina radę: trzeba było usiąść to byś się nie przewrócił wink

                A brak szkoły to poza katastrofą edukacyjną dodatkowo kolejny cios w kobiety, bo to one zniknęły z rynku pracy (przeciętnie, bo wiadomo wink że my tu na forum zarabiamy kokosy a jak ktoś idzie na opiekę to jest to mąż)
                • ichi51e Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 20:45
                  Wziawszy pod uwage ze w sejmie wlasnie przeszlo złagodzenie obostrzeń jesli chodzi o przejscie na ed (zniesiono rejonizację i opinie poradni oraz zwiększono subwencje) raczej chyba do konca swiata normalnosc nie powróci uncertain
                • umi Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 22:27
                  Czesc osob zakladala, juz w sierpniu jak oglosili co planuja (bo akurat wtedy, trzeba przyznac, podali z wyprzedzeniem i to bylo bardzo pomoce). I wtedy sie ogarnialo opiekunki czy korki. Latwo bylo dostac ED i w miare latwo bylo znalezc kogos na dluzej. Co prawda we wrzesniu to dobrze w miare wygladalo, w mniejszych szkolach probowano nawet cos tam wprowadzic ze srodkow bezpieczenstwa i UE chwalila Polske, ze najlepiej sobei radzi. Nie powiem, bol dolnej czesci ciala byl. Ale potem okazalo sie, ze sie wszystko poszlo pasc i jednak otwarcie bylo zlym ruchem, a siedzenie w piwnicach nie takim zlym dlugoterminowo, chociaz tez nie idealnym. Teraz nei mam zadnych proognoz i nie mam pojecia co bedzie dalej. Ale dla dlugoterminowych klientow rabaty sa, zawsze cos tongue_out

                  Kobiety z rynku znikac nie musza, wolne na dziecko oboje rodzicow moze brac i powinno moim zdaniem, bo dlugoterminowo tak jest lepiej, nawet przy duzych roznicach w pensji. Dwie osoby pracujace to nie jedna.
                    • umi Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 08:36
                      Ale to jest wybor. Tzn. rozumiem go, ale uwazam za ryzykowny. Chyba, ze alternatywa jest brak kasy do pierwszego. Tu juz nie raz byly dyskusje zreszta na ten temat. Ja jestem z frakcji, ze jesli ktos pracuje, to niech lepiej pracuje nawet jesli druga osoba ma zarobic wiecej. Lepiej mniej z dwoch zrodel niz duzo z jednego. Tzn. ogolnie i moim zdaniem. Bo diabel zawsze w szegolach tkwi.
                      • tri.lian Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 09:09
                        Nie, to nie zawsze jest wybór. Albo inaczej: to jest wybór którą pensję stracić, a nie czy stracić pensję żony czy zachować obie - bo tak to przedstawiasz.

                        To rzeczywiście ogromny temat, odwiecznych nierówności na rynku pracy i nie da się ich uzasadnić tym że kobiety mają to co sobie same wybrały, bo to ogromne spłaszczenie tematu.
                        • nikki30 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 11:02
                          >Nie, to nie zawsze jest wybór.

                          Nie zawsze, ale w większość jest to wybór. Przez lata jako prawnik pomagałam osobom biernym zawodowo. Najbardziej chciało się pracować kobietom z dziećmi ciężko niepełnosprawnymi i one robiły wszystko, aby z dotychczasowego życia się po prostu wyrwać, ale nie zawsze mogły.
                    • nikki30 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 10:58
                      >Ja wiem że nie muszą, ale piszę o faktach a nie utopii:

                      Przypominam że ok. 52 % kobiet w Polsce nie było aktywnych zawodowo przed pandemią...Mało kto o tym pamięta. Mieliśmy już przed lockdownem najniższy wskaźnik aktywności zawodowej kobiet w UE .Najgorsze skutki na rynku pracy dla kobiet spowodowało 500 +. Wiesz w ogóle, że tylko 56 % Polaków jest aktywna zawodowo.Ogółem na 1 000 pracujących przypada w Polsce 837 osób bezrobotnych i biernych zawodowo.
                        • nikki30 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 11:36
                          Liczba rozwodów wzrosła o 1/3 przynajmniej w znanych mi kancelariachwink
                          Wierz mi, że wiele kobiet dostało do ręki świetne wytłumaczenie - nie mogę pracować przez pandemię i w braku jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa (aktywizacja zawodowa z UP, wsparcie psychologiczne to śmiech na sali), będą w tym tkwić po wsze czasysad No ale po to są właśnie małe wspólnoty, aby tych ludzi wspierać i mobilizować do działania.
                          • tri.lian Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 11:49
                            W krótkim okresie może i tak, ze względu na zamknięcie w domu ludzi którzy wcześniej mieli bardziej różnorodne życie (chociaż jednak poczekałabym na jakieś oficjalne statystyki dot. Rozwodów)

                            Ale abstrahując od bezpośredniego efektu pandemii i zamknięcia w domu niska aktywność zawodowa kobiet działa w kierunku obniżenia liczby rozwodów. Niestety nie z powodu wzrostu szczęścia małżeńskiego.
          • magdallenac Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 18:12
            lauren6 napisała:

            > Ktoś przebrnął do końca tego strumienia świadomości?

            Mnie zresetowało po pierwszym zdaniu Też myślałam o tym, że dzisiaj w Polsce nauczanie zdalne to coś, co w innych warunkach kulturowych wcale by nie było aż tak uciążliwe, bo za bardzo zaczęłam się zastanawiać o co autorce może chodzić
            • morekac Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 22.03.21, 20:30
              Przetłumaczę: oznacza to, że rodzicom w dupach się poprzewracało i uznali te kilka lat temu, że od uczenia dzieci sa nauczyciele, a nie rodzice. A przeciez dawniej to matka uczyła dziatki pisania i czytania w wątłym świetle świeczek...
              • smillla Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 06:43
                Błąd tłumacza:
                Zaczęło się od tego, ze szkoła była od edukacji. Trochę też pełniła funkcję wychowawczą. Nauczyciele byli od uczenia dzieci. Od wychowywania i opiekowania się - rodzice.
                Z upływem czasu szkoła rozbudowała funkcję wychowawczo-opiekuńczą.
                Zdalne zostawiło funkcję edukacyjną (i tu pilny bombelek może i jakoś da radę, inne rzecz, że nie każdy pilny), a już nie ogarnia bombelków opiekuńczo i wychowawczo. A miała się opiekować i wychowywać, socjalizować, zapewniać kontakty towarzyskie, itd. Tymczasem pod tym względem wrócił dawny układ - do kompletnie nieprzygotowanych ludzi, oszukanych przez państwo, że szkoła całościowo ogarnie im dzieci.
                • morekac Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 07:40
                  Z tą funkcją edukacyjną to teraz bym nie przesadzała. Przyzwoicie prowadzona nauka online może się sprawdzać na dłuższą metę u ludzi dorosłych czy prawie dorosłych - i odpowiednio zmotywowanych. I też nie każdy będzie to lubił).Oraz przy odpowiednich wykładowcach.
        • canaille Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 09:20
          A ja zrozumiałam, ale ja siedzę na dupie więc ogarniam takie teksty.

          Rozumiem, że szkoła ma funkcje do spełnienia, ale osobiście nie jestem rozczarowana, gdyż od pierwszych dni przedszkola dziecka rozumiałam, że niewiele ruszyło w edukacji od moich czasów. I wiem, że jeśli np. szkoła nie ogarnia problematyki przemocy to może okazać się, że dziecko nią dotknięte z radością powita nie tylko szkołę zdalną, ale i kolejne przedłużenia tego stanu rzeczy.

          Dodatkowo w podobnych wątkach pytałam, czemu dzieci SAME się jakoś nie zorganizują towarzysko. Nie mówię o maluchach 1-3, 4-8 może jeszcze jakoś trzeba pomagać, ale nastolatki?

          I nie dostałam żadnych odpowiedzi. No, jedną. Z której wynikało, że dzieciak nerd. Spytałam znajomej, której dziecko w rodzinie ma podobny problem. Wyszło na to, że nie dość, że model zamieszkania rodziny to "latte na tarasie" - czyli bliski temu co smillla określa jako "pracować, kupować, markę budować" (a odległość nie wybacza), to jeszcze mamusia podkręcała "budowanie marki" wybieraniem dziecku znajomych, co skutkowało tym, że w pobliżu miejsca zamieszkania kontaktu z choćby nielicznymi dziećmi nie bardzo było.
          • triss_merigold6 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 09:37
            Skup się.
            Nastolatki widywaly się w szkole i odprowadzając po szkole - teraz tego nie ma.

            Nastolatki w szkołach średnich są z całego miasta, a w wielu dobrych liceach i technikach - z całego powiatu czy jak u nas, z całego województwa. Nie mieszkają w bloku obok tylko na drugim końcu Warszawy albo np. w Grodzisku czy Wesołej i nie przyjadą do kolegi po południu, żeby posiedzieć godzinę w domu czy połazic po osiedlu. Po lekcjach szli sobie coś zjeść i pogadać, teraz nie mogą. Żeby się spotkać, trzeba mieć gdzie - kina nie ma, na rowery zimno, kafejki zamknięte, za młodzi są, żeby siedzieć i pić w krzakach nad Wisłą, a spacery po parku są mało atrakcyjne.
            Mój starszy widuje się z kolegami na treningach 2x w tygodniu, pogadają chwilę i każdy jedzie do domu, bo kończą po 20. Z harcerzami się widuje - w soboty najczęściej, ale to nie są nastolatki z jego klasy/szkoły.
            Dzieciaki z podstawówki są w różnych szkołach, większość nie ma teraz ze sobą nic wspólnego, z pojedynczymi się widuje - połażą po osiedlu, posiedza w domu raz u jednego, raz u drugiego, ale to nie jest grupa.
            • canaille Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 09:53
              Sama się skup i wynieś w miejsce, w którym Twoje dzieci będą się mogły socjalizować 365 dni w roku, a nie tylko przy ładnej pogodzie. Zapewniam Cię, że w byle podstawówce w Śródmieściu też są dzieciaki z całego miasta, a nawet spoza.

              Nie ma dużej grupy - no, nie ma. Kontakty się zatomizowały? Zatomizowały.
              Dla jednych strata, dla innych ulga.

              Pójdzie młody do wojska to nadrobi z nawiązką.
                • nikki30 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 11:30
                  >Do socjalizacji służyła szkoła, dla młodszych dzieci świetlica - jak kończyli lekcje o 12, max 13 >to do 15:30-16 codziennie mieli czas na zabawę, bycie na powietrzu, plac zabaw etc.

                  Naprawdę tylko szkoła? U nas głownie kontakty poza szkolne, nie tylko z dziećmi z klasy. W szkole krótkie przerwy, stres bo klasa mocna i walka o oceny, na świetlicy, szkolnym korytarzu jednak reżim, aby nie przeszkadzały innym, które chcą odrobić lekcje lub uczestniczyć w zajęciach. I one teraz znakomicie zresztą funkcjonują. Kurcze dzieciaki uczą się ze sobą nawet w rodzinach, gdzie są super małe mieszkania, nocują u siebie, razem gotują, sprzątają, bo nie każdy rodzic ma pracę zdalną. Sporo dzieci powyjeżdżało, rodzice korzystając z pracy zdalnej powynajmowali spore domy na Mazurach, z innymi rodzicami dzieci z klasy i dzieci uczą się tam razem od miesięcy. Raz uczestniczą w lekcjach a raz nie. Moje spędziły sporo czasu w Azji na zdalnym, szalejąc z dzieciakami z różnych stron światasmile Ja to się raczej obawiam, że niewiele dzieci będzie w stanie wrócić do szkoły, od której się odzwyczaiły - wczesne wstawanie, siedzenie w ławkach, określone zachowanie. Moje dzieci raz w tygodniu mają pogadanki z panią psycholog szkolną (my rodzice też) i z tych opowieści dzieci raczej wyłania się obraz, że one by chciały wrócić do szkoły, ale tak w formie hybrydowej i nie w tej formie jaka była przed pandemią...

                  I jeszcze jedno pamiętam narzekania na szkołę przed pandemią i te wszystkie posty, gdzie wiele z Was w tym ty Triss pisałyście o szkole jako przechowalni. Pamiętam w ilu udzielałam się wątkach odnośnie ED i jej wad. A teraz nagle szkoła taka ważna w rozwoju dzieci?Nie neguję tego, bo jest bardzo ważna i uważam, że dzieciaki powinny do niej wrócić jak najszybciej, jednak masz to co masz i musisz się tak zorganizować psychicznie i fizycznie, aby ten okres z dzieckiem przetrwać jak najlepiej.
                  • morekac Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 11:52
                    >I jeszcze jedno pamiętam narzekania na szkołę przed pandemią i te wszystkie posty, gdzie wiele z Was w tym ty Triss pisałyście o szkole jako przechowalni

                    Po prostu człowiekowi nie starczyło wyobraźni, że może być gorzej. To tak jak z min8strem edukacji: przy każdym kolejnym wydaje się, że już gorzej być nie może. Że Giertych, Zalewska itp. A potem przychodzi Czarnek...
                    • nikki30 Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 12:00
                      >Po prostu człowiekowi nie starczyło wyobraźni, że może być gorzej.

                      Za mało życiu jednak widziałaśsmile Powiem Ci że będzie jeszcze gorzej i to dopiero początek czasów, do których nie będziesz chciała kiedyś wracać.
                      • morekac Re: Zdalne nauczanie a dawne czasy. 23.03.21, 13:35
                        Skarbeńku, juz wystarczająco dużo widziałam, by się na razie już nie przejmować. Serio, serio. Od dzieciństwa żyję w nieustającym kryzysie, nieustającym straszeniu wszystkim: od chorób na bombie atomowej skończywszy. Pamiętam stan wojenny, wybuch w Czernobylu i kolejne kryzysy lat 80tych, 90tych, dwutysięcznych, 2008 i już przestaje mnie to ruszać. Cokolwiek. I tylko ci ministrowie od edukacji zaskakują mnie nieodmiennie, że zdają się jeszcze głupsi niż ci poprzedni...