Dodaj do ulubionych

Różne sposoby na życie.

27.03.21, 11:17
Mam dwudziestokilkuletnią (a może już nawet trzydziestoletnią?) sąsiadkę, nazwijmy ją Martyna. Martyna jest bardzo spokojna, inteligentna, lotna, a do tego ładniutka jak laleczka i zgrabna. Bardzo dobrze i sensownie się z nią rozmawia, wrecz powiedziałabym, ze powyżej przeciętnych osób w jej wieku, którym często w głowach tylko ciuchy i wydęte usta w kolorze dudy pawiana. Skończyła technikum i miala bdb oceny (raz nawet pokazała świadectwo jak wracała ze szkoly). Nie wiem, czy podchodziła do matury, ale nawet jeśli nie, w dzisiejszych czasach można i tak kontynuować naukę. Do tego nigdy nie widziałam jej w jakimkolwiek stanie agresji, napiecia, pobudzenia, gadania od rzeczy czy plucia gwoździami. Nie rozbiera się do rosołu i nie krzyczy na ulicy, ze kocha Jarosława K. Nie jest tez depresyjna czy apatyczna - raczej zawsze uśmiechnięta, a usmiech ma bardzo miły i na brak adoratorów nie narzeka. Nie powinna mieć kompleksów - ja bym nie miala!

Mimo to regularnie pod blok podjeżdża karetka i zabiera Martynę do szpitala. Często między jedną hospitalizacją a drugą nie mija nawet kilka dni. I tak odkąd skończyła szkołę, czyli dobrych 5, a nawet 10 lat.

Ja wiem, ze przywiozą, odwiozą, nakarmią i przy okazji pozna parę nowych koleżanek, ale czy psychiatryk to naprawdę musi być jedyny sposób na życie młodziutkiej, NORMALNEJ dziewczyny? Tym bardziej, że ta dziewczyna ma rodzeństwo i rodziców i w rubryce o stanie cywilnym na pewno nie wpisuje "sierotka"... Wiem, ze czasy nie rozpieszczają, ale bez przesady, można nagotować gar zupy, a ludzi tez można poznać wszędzie. Psychiatrów, psychologów itd. jest tez jak naszczekal - do wyboru, do koloru. Niektórzy na telefon, prawie jak pizza.
Obserwuj wątek
    • mamtrzykotyidwa Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 11:33
      No, ale o co ci chodzi?
      Skoro ją do szpitala zabierają, to widocznie jest jakiś tego powód.
      Może spluń magiczną śliną i uzdrów tę śliczną sąsiadkę?
      Myślisz, że jak ktoś jest śliczny, miły, mądry i wygląda normalnie, to nie może być chory i tak sobie tylko dla fanaberii do tego psychiatryka jeździ?
    • asiairma Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 12:15
      Nie NORMALNEJ dziewczyny a dziewczyny POTRZEBUJĄCEJ POMOCY, chorej.
      Piszesz bzdury albo chcesz rozbujać głupia dyskusję.
      Co to za określenie "sierotka" jako stan cywilny?
      Myślisz, że do szczęścia czy zwykłej normalności potrzeba tylko ładnej buzi i chłopa?
    • basiastel Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 12:25
      Nie wiesz co dziewczynie jest. Poznałam kiedyś świetną dziewczynę, z dwoma fakultetami. Absolutnie nie było widać po niej choroby, a miała schizofrenię, której była świadoma i którą ukrywała. Rujnowało jej to życie, bardzo mi było jej żal. Regularnie lądowała w szpitalu.
      • zolte.jak.jasny.gwint Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 13:43
        sumire napisała:

        > Nawet jeśli zioniesz trollem na kilometr, to nazywając choroby psychiczne "spos
        > obem na życie" udowadniasz przy okazji, że masz IQ mątwy.

        Rozumiem, ze można raz do roku czy nawet dwa razy na rok iść do psychiatryka, dla świętego spokoju czy papierow, ale siedzieć przez całe świadome i dorosłe życie? Jak ktoś jest chory, to może iść do specjalisty, jak nie ma co robić, może zapisać się do ośrodka dla osób ze schizofrenią czy depresją i tam otrzymać jesli nawet nie wsparcie, to przynajmniej wyżywienie i masę rozrywek (ona raz była i "nie podobało sie" - rozumiem, ze wszędzie dobrze, a w szpitalu najlepiej?)

        Zreszta, wierzcie lub nie, ale historia psychiatryczna może naprawdę zawazyc na całym życiu. Moja córka w czasach liceum miała kiedys uwielbianą i cenioną przez uczniów i rodziców wychowawczynię, ktora wychowała kilku olimpiczyków. Sielanka toczyła się długo, aż do dnia, w którym pani nieopatrznie wygadała się komuś, ze ma schizofrenię. Dyrekcja się wsciekla i zwolniła ją niemal w trybie natychmiastowym, a pani profesor strasznie się wnerwila i podarła wszystkie dyplomy w drobny mak. Wiedziala, ze w pracy jest juz spalona, bo to była mała miejscowość i plotki szybko się rozeszly, a to nie byl czas na dyskusje i uświadamianie prymitywom, ze ze z chorobą da się dobrze pracować (nikt o tym wtedy nie mówił w mediach, tym bardziej na dzień dobry). Rozumiem, ze gdyby pani chociaz raz rzuciła w uczniów (czy tym bardziej dyrekcję) krzesłem, albo stosowala mobbing - ale tak po prostu, za nic? Skonczylo się to tak, ze zamieszkała w małym domku na wsi, jest teraz jużna emeryturze i nie musi kłaniać się w pas nikomu. Corka do dzisiaj ma ją w znajomych na fb i gro jej znajomych tez, choć dawno skonczyli szkole, to darzą ją ogromnym sentymentem. Szkoda tylko, ze na jej miejsce przyszło młode dziewczę, ktore ledwo dukało słówka, a już w ogóle nie potrafiło niczego wytłumaczyć.
    • ophelia78 Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 15:28
      Wiesz po moja znajomą regularnie w nocy przyjeżdża policja. I tez ją potem odwozi....
      Znajoma jest tłumaczem przysięgłym i jak w nocy było zatrzymanie/mordobicie/itp i przysięgły jest potrzebny na cito w nocy przywozi/odwozi policja.
      Ciekawe co niej byś tu napisala.
    • livia.kalina Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 15:31
      Czytając ten wątek, dochodzę do wniosku, że ja to z ludźmi nie potrafię żyć. Jak żyję, żaden z moich sąsiadów nie pokazywał mi świadectwa szkolnego, żadnego też nie odpytywałam na okoliczność słyszanych w głowie głosów.
    • wisniowy_sad Re: Różne sposoby na życie. 27.03.21, 16:51
      zolte.jak.jasny.gwint napisała:

      Psychiatrów, psychologów itd. jest tez jak naszczekal -
      > do wyboru, do koloru. Niektórzy na telefon, prawie jak pizza.

      I tu dochodzimy do sedna problemu. Moja bliska przyjaciółka leczy się psychiatrycznie i od dawna mówi, ze od dłuższego czasu wizyta u psychiatry trwa podobnie jak kupno pizzy czy kebaba. I nieważne, czy telefoniczna, czy na żywo, za miliony monet, czy na fundusz. Bo prywatnie tez pracują najczęściej ci sami, co na NFZ. Wchodzisz, mówisz "nazywam się X.Y., chcę takie i takie leki" (lekarz ma przecież tysiące pacjentów i nie pamieta żadnego nazwiska, a co dopiero imienia), a psychiatra kiwa głową i przepisuje. Wszystkiego nie więcej niż minuta, czy półtorej. Zgroza! Czesto nawet zamawianie kebaba trwa zresztą dłużej, bo jeszcze spytają, z jakim mięsem, jakiego sosu potrzebujesz i czy nie chcesz czegoś do picia. I jak już w miarę znasz sprzedających, to jeszcze zapytają, co u Ciebie słychać, czy nawet jak się czujesz (jak nie ma dużo ludzi) i na koniec zyczą miłego dnia. U psychiatry nawet jak nie ma kolejki to tego nie uświadczysz. Jak lekarz ma wdrożyć dobre leczenie, skoro często nie zna pacjenta i w ciągu minuty trudno ocenić, czy jest apatyczny czy nakręcony? "Lekarze dusz", tjaaa...

      O terapii zapomnij. Po koronawirusie ludzie potracili (i dalej tracą) bliskich, zdrowie, dorobek nierzadko całego życia, czasami nawet renty czy niektóre świadczenia uzupełniające. Kolejki do terapeutów są ogromne, i długo jeszcze nie dla wszystkich będzie starczyło miejsc. A terapeuta musi pogadać (choć to jeszcze zależy od nurtu), a przynajmniej wysłuchać pacjenta przez 45 min. Nie może lecieć w kulki jak psychiatra.

      Dziwi Cię to, ze ludzi, zwłaszcza młodych, wożą non stop do szpitali? Zresztą przyjaciółka tez byla ok. miesiąc temu w szpitalu i tylko z pacjentami dało się normalnie porozmawiać. Lekarze chodzili na obchody nieregularnie, ok. 2 razy w tygodniu, bo zasłaniali się koronawirusami (mimo ze nieoficjalnie mówiono, że 90% szpitala byla wyszczepiona dwiema dawkami). Nie zmieniono jej nawet prawie żadnych leków (dodano tylko relanium czy hydroksyzynę, a tym można pięty smarowac). Psychologow było tylu ilu mówisz - "jak pies naszczekał", ale żaden nie pogadal z nią nawet tych dwóch minut, bo byli tylko od picia kawki z pielęgniarkami. Pielęgniarzy się bardzo bała, bo to były same osilki. Telefon był jeden na 25 pacjentów. 25! Przyjaciolka woli iść do dentysty niż do lekarza i wcale się jej nie dziwię. Tym bardziej, że dentystkę ma do rany przyloz i można z nią o wszystkim pogadać. O chorobie tez. Chyba, ze zatrudnimy jako psychiatrów sprzedawców kebabów - wtedy będziemy mieli zdrowe społeczeństwo. Ale dla szpitali to na rękę, ze pacjent będzie wiele razy wracal - jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka