yenna_m
04.04.21, 15:11
Jak wiecie, mielismy w rodzinie dość spory dramat. Tydzien temu we wtorek do szpitala trafił mój mąż z zapaleniem płuc. Ja do szpitala trafiłam w czwartek. A w poniedzialek w szpitalu wyladował mlodszy syn (z sat 87, przez wcześniejsze 2 dni sat 90, pogotowie w ndz rano wzywane przez nas do dzieciaka ze szpitala, odezwało się dopiero po 15 godz. i w sumie skonczylo sie tak, że nie przyjechało).
Covid, kochane emamy, istnieje.
Lezenie na covidovym to takie emocjonalne ekstremum.
Boisz się. Masz tlen na twarzy. Inni też mają. Kaszlemy. Dojscie do kibla bez tlenu to zadyszka, ryzyko omdlenia, szaleńcze napady kaszlu. Byli tacy, którzy prosili o zalozenie pieluchy bo bali się zemdlec po drodze do kibla...
Trzeba się ruszać. Ryzyko zatoru jest ogromne, dostajesz wiec poza sterydem i antybiotykiem do żyły w ilosci jak dla armii wojska, w brzuch heparynę. Krecisz kółka stopami, ruszasz dupą aby nie dostac zatpru, kaszlesz, lózko jest kurewsko niewygodne a nocą pocisz się potwornie. Tlen wysusza sluzowki i huczy strasznie. Obok krzyczy chora na Alzheimera... Mam siny brzuch, wygladam jak pisanka

Mam też sklute ręce i siniory, bo krew trzeba pobrać, zalozyć dojscia aby mieć przez co podać leki, a dojścia się psują. No i byl moment, że spalam w stoperach bo pani z Alzheimerem... Ale przeciez ją też trzeba bylo leczyć.
W tym wszystkim jest tabun DZIELNYCH i szalenie EMPATYCZNYCH kobiet. Zapierdalają jak dzikie osły w tych kubrakach. Pomagają, glaszczą, pocieszają i ROBIĄ SWOJE BARDZO PROFESJONALNIE, a warunki są ekstremalne z emocjonalnego punktu widzenia. Glaszczą pania z Alzheimerem, pocieszaja, gimnastykują, chociaż ta szczypie i wyrywa sobie dojscia. Zachecają inną pania, by jadła, myja, przewijaja, karmią.
Kurde. Czlowieczenstwo, empatia, profesjonalizm. Serce. Takie ludzie serce i zyczliwosc.
Uwazajcie na siebie. Covid to nie sciema.
Kazdej emamie pracującej z covidowcami dziekuje za Wasz trud. Robicie kawal dobrej roboty. Naprawdę, szacun.
Ja już w sumie dobrze. Od wtorku na sali z synem. Moze wyjdziemy stąd we wtorek-srodę