Dodaj do ulubionych

Impreza u gołodupca.

19.04.21, 22:31
Jak już lecieć to po całości. Kolejna sytuacja. Zaproszenie na imprezę w sobotę, a konkretnie jakiegoś grilla. No i teraz tak jadą goście i ci goście zabierają ze sobą mięso, kiełbasę, sałatki, chleb, alkohol, napoje, ciasta, nawet cebulę. Przyznaje, że ja zabrałam jedynie butelkę wina, słodycze, owoce i dla siebie butelkę bezalkoholowego wina, więc nie jakoś bogato. Resztę przywieźli inni. Tych innych były 3 osoby, ja jedna. Za to gospodarzy było 7 osób. I te 7 osób usiadło na gotowe za stołem we własnym domu nie stawiając na owym stole nawet ogórków w słoiku i pół butelki piwa. Nie muszę dodawać, że wstyd im nie było? Mi było jeść za cudze tym bardziej, że ludzi znam średnio dobrze. No, ale przecież pana na zakup kilograma zwyczajnej i litra coli z biedry nie stać, jego nawet na zaparzenie herbaty czy kawy gościom nie stać. Gołodupiec, skąpiradło czy zwyczajny leszcz bez honoru i pasożyt?
Obserwuj wątek
    • zuzanna_a Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 22:36
      Coz, my mamy duzy dom z ogrodem wiec grill, sylwestry i imprezy z reguly są u nas bo warunki temu sprzyjają, ale jest to spotkanie 5 par, z inicjatywy wszystkich i wszyscy przynosza cos od siebie. Nie wyobrazam sobie co miesiac stawiac imprezy dla 10 osob z wyżerką i alkoholem wiec jest tak, ze kazdy przynosi po rowno, ale my jako gospodarze rowniez mamy taki sam wklad.
        • makurokurosek Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 13:43
          Sama tą ogórkową zrobiła, czy podała ci to co jej mama zrobiła.
          Kolejna rzecz może pozostała dwójka osób to była matka dzieci i jej partner.
          I najważniejsza rzecz pani nie stać na życie, a co tu mówić o gościnie
          • aandzia43 Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 16:43
            makurokurosek napisała:

            > Sama tą ogórkową zrobiła, czy podała ci to co jej mama zrobiła.

            Wiedziałam ze to napiszesz big_grin I że jesteś przekonana, że jej mama zrobiła tę zupę z produktów kupionych za swoją kasę.


            > Kolejna rzecz może pozostała dwójka osób to była matka dzieci i jej partner.
            > I najważniejsza rzecz pani nie stać na życie, a co tu mówić o gościnie

            Stać ją na życie, przypominam twarde dane: jest właścicielką połowy dużego mieszkania, zarabia 3500 (?), ma jedno dziecko i prowadzi (zapewne bardzo szybko powróci do tego roziwązania) gospodarstwo z matką co zmniejsza koszty. Nie stać jej natomiast na wynajmowanie drogiego domu.
    • srubokretka Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 22:48
      Bylam na podobnej imprezie za czasow studenckich. Gospodarze w naszym wieku, ale juz ustawieni (mieszkanie, samochod itd) My biedni, ale mielismy przyniesc skladniki na kolacje, alko. Oni w zamian zaoferowali swoje umeblowane mieszkanie. Gdansk. Tylko tam przezywalam zaskakujace, tego typu przygody.
      Pozniej w Usa natrafilam na ludzi , ktorzy ugoscili licznych gosci pizza na papierowym talerzu w ogrodzie, a sami wpier..i krewetki. (nakrylam ich w kuchni big_grin )
      Fajne przygody .Przynajmniej jest czym o czym pisac smile
    • abecadlowa1 Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 22:49
      "Gołodupiec" to od razu skojarzył mi się z inną Twoją historyjką. Tą, jak mając gości poszłaś do kuchni zrobić przekąski, a gdy wróciłać do pokoju to państwo goście się bzykali.
    • norra.a Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:03
      Może do tej pory stawiali wszystkim i mają już dość? Ja właśnie dlatego zaczęłam limitować imprezy w pewnym kręgu znajomych, spotykaliśmy się w kilka rodzin, zwykle u mnie, bo najwięcej miejsca i fajnie, bo lubię gości. Ale jako gospodarz mam całe przedpołudnie zajęte, bo kroję sałatki, marynuję mięsa, gonię po sklepach, goście przyniosą winko, albo paczkę chipsów dla dzieci, tylko że dzieci jest dziesięcioro i taka paczka chipsów to śmiech na sali. Do mnie zaraz się ustawiają bo "ciocia, już chipsów nie ma, ciocia gdzie jest cola". Naprawdę skromnie to śmiało można wydać 500-700 złotych za takie skromne spotkanie. A co jest najgorsze, to jak wszyscy wychodzilo to ja miałam kilka zmywarek do zrobienia i kończyłam sprzątanie nad ranem, albo w połowie niedzieli. Dlatego zapraszam już raz w roku max, a nie raz w miesiącu - gdy miałam jeszcze siły i zanim stwierdziłam, że chyba za duży koszt takich imprez ponoszę. Kilka razy już usłyszałam, że szkoda, że nie widujemy się tak często jak kiedyś, cóż - gdybym przychodziła na gotowe jak oni, to mogłabym się bawić nawet co tydzień. Samo udostępnienie lokalu na imprezę i ogarnięcie po niej, to powinien już być wystarczający wkład ze strony gospodarza.
      • sol_13 Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:06
        norra.a napisała:

        > Kilka razy już usłyszała
        > m, że szkoda, że nie widujemy się tak często jak kiedyś

        Czemu nie mówisz wtedy, że to prawda, kiedy nas zapraszacie?😉
        • norra.a Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:36
          sol_13 napisała:

          > norra.a napisała:
          >
          > > Kilka razy już usłyszała
          > > m, że szkoda, że nie widujemy się tak często jak kiedyś
          >
          > Czemu nie mówisz wtedy, że to prawda, kiedy nas zapraszacie?😉

          To jest dopiero trudny temat i bardzo mnie drażniący... U nas jest obiektywnie najwygodniej, co nie znaczy, że mi to po latach już przeszkadza, bo za duże koszty (nie tylko finansowe) tego ponoszę.
      • hrabina_niczyja Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:07
        Udostępnienie lokalu i sprzątanie to wkład w imprezę? To po co zapraszać gości? Sorry, ale skoro kogoś zapraszam to wiem na ile mnie stać i ile osób mogę zaprosić. Ale w życiu nie posadzę ich przy pustym stole. Swoją drogą Twoi znajomi to zwykłe buraki skoro pojawiają się z paczka ciastek i cała rodzina. Tutaj cie rozumiem, ale tego, żeby nic nie podać gościom, bo daje chatę nie rozumiem.
        • norra.a Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:34
          Co innego jak się celebruje czyjeś urodziny czy rocznicę ślubu, okej zapraszam i mogę stawiać sushi czy steki i 20 letnie wino, ale co innego jak zgadujemy się grupą na jakimś Whatsappie i wszyscy zgodnie ustalamy, że fajnie byłoby się spotkać w weekend i oczywiście domyślnie lądują u mnie. Ja mam całe przedpołudnie przygotowań, nie pogadam nawet spokojnie, bo kawę parzę, donoszę soczki bombelkom... koleżanki leżą na leżakach, bo one mają relaks sobotni, mąż przewraca szaszłyki na grillu, donosi piwko - jesteśmy autentycznie padnięci po takiej imprezie. Gdybym jeszcze się dowiedziała, że ktoś mnie obgadał, bo menu było nie takie jak trzeba, to by był naprawdę koniec znajomości.
          Gdyby ktoś wymyślił, że jedna para przynosi sałatkę (dla wszystkich) inna garnek bigosu, trzecia worek napojów i przekąsek dla dzieci, a czwarta zostaje i pomaga mi sprzątać dom, to mogłabym imprezy robić co tydzień. Nie wiem jakie, hrabino, masz relacje z gospodarzami, ale jak to są dobrzy znajomi i bywasz tam regularnie to może pora odciążyć ich trochę, bo na pewno i tak są urobieni po pachy jesli w ich domu odbywa się spotkanie.
          • hrabina_niczyja Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:52
            Nie przekonasz mnie. Oczywiście, że u ciebie to już patologia gości. Tak się po prostu nie robi i na twoim miejscu bym powiedziała od razu Kryska robisz kurczaki, Heniek kupujesz piwo, a Mania piecze ciasto. U mnie jednak było trochę odwrotnie, bo to gospodarz nie kiwnął palcem, a nawet herbaty nie postawił. No i tu już niestety, ale tak się nie robi, tym bardziej, że sam ma duża rodzinę, największą. Bo gości były 3 dorosłe osoby i małe dziecko. Za to jego rodzina to osób 7. Kilo zwyczajnej na grilla, chleb i herbata w dzbanku przynajmniej dla swojej rodziny by się jednak przydała. I zapewniam, że nikt z gości nie leżał.
            • norra.a Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 00:00
              Rozumiem Cię, ja też nie potrafię nie ugościć znajomych, nikt raczej nie wychodzi głodny ode mnie, ale ulewa mi się też tym, że dla tych moich znajomych to już jest tak naturalne, że nie widzą jak to wygląda z drugiej strony.
          • aqua48 Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 08:53
            norra.a napisała:

            > koleżanki leżą na leżakach, bo one mają relaks sobotni, mąż przewraca s
            > zaszłyki na grillu, donosi piwko
            > Gdyby ktoś wymyślił, że jedna para przynosi sałatkę (dla wszystkich) inna garne
            > k bigosu, trzecia worek napojów i przekąsek dla dzieci, a czwarta zostaje i pom
            > aga mi sprzątać dom, to mogłabym imprezy robić co tydzień.

            Miałam podobnie, dodatkowo ja nie dysponuję autem więc i cała logistyka zakupowa i dźwiganie ich i dojazd busem spoczywało na mnie. Reszta przyjeżdżała autkami, po czym po całym dniu byczenia się na leżakach, w godzinie zbierania ze stołu stwierdzała że na nich czas bo.. zaraz na drodze będą korki. Oczywiście nikt mnie nie podwiózł nawet na przystanek do tego busa bo ja musiałam jeszcze wszystko posprzątać.Powiedziałam, ze chrzanię takie spotkania i jeśli ktoś chce przyjechać to ja daję miejsce, a reszta musi zadbać o zakupy i przywóz ich. Osób które strzelały fochy, że sałatka była za mało frymuśna nie zapraszam więcej. Finito. Mam spokój.
          • escott Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 14:51
            To moze Ty to wymyśl smile Myślę, że bliskim ludziom (tak bliskim, że ma się ich ochotę widywać raz w miesiącu) naprawdę można powiedzieć szczerze: słuchajcie, nie mam siły sama wszystkiego robić, przynieście żarcie, po imprezie: pomóżcie mi ogarnąć. Ja też uwielbiam gości, ale imprezę na więcej osób taką, że ja wszystko robię i wszystko stawiam, to rzadko mam siłę - a i tak alkohole to jednak zawsze ludzie przynoszą. Jak mój mąż robil mi przyjęcie niespodziankę, a on nie bardzo gotuje, to po prostu poprosił, żeby ludzie przynieśli i przynieśli smile Sam podał część wina, tort, jakieś przegryzki gotowce.
    • geez_louise Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:06
      Ale co mamy Ci powiedzieć? Organizuję duże imprezy grillowe, czy nazywają się składkowe czy nie, mam w domu tyle jedzenia, napojów i przekąsek, że wystarczyłoby dla wszystkich. Mam to przygotowane w lodówkach do szybkiego podania, niewiele od razu wystawiam na stoły, jest od początku opcja „się zamrozi”. Przychodzący goście, w większości bliscy znajomi, przynoszą umawiani czy nie, mnóstwo żarcia. Niektórzy bardzo drogi alkohol, dobre steki, największe krewetki, sałatki na bogato i to w ilościach „dla wszystkich”. Czasem zdarzy się ktoś, kto przyniesie tylko jedną najzwyklejszą wódkę, a na koniec imprezy stwierdzi”nie zeszła, to zabiorę do domu”. Albo mam taką bliską parę, co zawsze przynosi tylko michę paskudnych „wytrawnych muffinek” - czyli bieda gniotek z ziołami prowansalskimi, zachwalają wszystkim jakby to był niesamowity cud, a sami żrą straszne ilości tych cudzych steków i krewetek. Oczywiście chyba są najbogatsi z towarzystwa.

      Wyjazdy do wynajętych domów są w ten sam deseń.
      • hrabina_niczyja Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:14
        Jeju, przypomniałaś mi jak mnie kiedyś facet zaprosił mnie do swoich znajomych. Impreza była świetna, generalnie piliśmy jakieś whisky, bo każdy gość akurat to przytarga. Na koniec wszyscy poszli spać u gospodarzy. Rano wstajemy, wychodzimy na podwórko, sprzątamy burdel, nakrywamy do śniadania czy obiadu i nagle wchodzi sąsiad gospodarzy. Podchodzi do stołu, patrzy, bierze pół litra wódki ze stołu i litr soku, pakuje do siatki i wali tekstem: sorry, ale widziałem przez okno, że ta wódka tu stoi i uważam, że jest ogromnym chamstwem, żebyś Ty mnie Wiesiek zaprosił na imprezę, na którą przyniosłem własny alkohol i nie wypiłem, bo ty mnie czestowales cudzym. Nawet nie własnym, cudzym.
        I druga sytuacja jak byłam jeszcze studentka i wpadł do mnie absztyfikant. Przyniosl wino, schował do lodówki i coś tam się poprztykalismy, więc koleś wstał i wychodząc zabrał to wino 😄
          • hrabina_niczyja Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:34
            Ten to może i tak. A co musiał drugi? Przyszedł wieczorem, przyniósł chyba 2 czy 3 wina, bo na stancji imprezka się jakaś rozkręciła. Jedno zostało, poszliśmy spać, a koleś rano zabrał to jedno co zostało i poszedł. Może do innej laski je zaniósł? 😄
    • poppkinsaa Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:19
      W zeszłym roku zaprosiłammyslałam bardziej, że odmówią ale ok do siebie na działkę dwie kolezanki z pracy, chociaz nie bezposrednio ze mna w dziale, raczej dalsze znajome, gotuję jednak wtedy nie miałam na to czasu. Zamówiłam krewetki ze shrimp house razy trzy, kupiłam wino i kupiłam i zamówiłam w wege restauracji home made desery wydałam za wszystko ponad 250zł jednak było miło i jako gospodarz wiadomo, że zapewniam to co najlepsze
      Pozniej te dwie kolezanki chcialy sie zrewanzowac wiec mnie zaprosily do siebie przyszlam i do jednej i do drugiej z winem, obydwie tanie wino zapewnily, a na stół wyłożyły chipsy i popcorn czy jakies krakersy z lajkonika smile byłam w szoku, no ale cóż wychowano mnie w zupełnie inny sposób więc trudno.
      Więcej się z nimi nie spotkałam. Jak ktoś nie ma klasy to po prostu jej nie ma.

        • aqua48 Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 09:06
          hrabina_niczyja napisała:

          > Ja kiedyś siedziałam przy liściach sałaty zaproszona na imprezę urodzinową 😄

          Ja zostałam kiedyś zaproszona do restauracji na imprezę urodzinową. Po przybyciu na miejsce okazało się, że..nie ma zrobionej rezerwacji, bo solenizant nie pomyślał, czekaliśmy więc jakiś czas na stolik. A potem jak już towarzystwo wreszcie usiadło solenizant z pewnym wahaniem czy się aż tak szarpnąć fundnął nam wszystkim...lody.
        • poppkinsaa Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:27
          Wiesz mogła zrobic i jedna z drugą jakas sałatkę, mogły zamówic to co lubią do jedzenia ale krakersy i chipsy kiedy wiedzaly, ze nie odzywiam sie w taki sposob nie byly ok. Jak mowie moze byly bardziej na luzie, jednak nie dla mnie taki styl, wiec zapomnialam i wiecej sie nie spotkalam.
          • amast Re: Impreza u gołodupca. 19.04.21, 23:37
            Ale Ty ich nie zapytałaś, czy one odżywiają się krewetkami i wege deserami, więc one nie zapytały Ciebie smile Ja bym od Ciebie wyszła głodna, od nich nie. Co nie oznacza, że JA bym podała popcorn i krakersy. Ale do Ciebie po raz drugi też bym nie poszła i raczej osłabiła kontakty. I nawet nie miałabym pretensji, że uważasz się za bardziej ę i ą smile
            • szaraiwka Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 01:15
              A ja w ogóle się zastanawiam, czy w spotkaniu z dwoma koleżankami chodzi o wyżerkę czy o towarzystwo i fajnie spędzony czas razem. Jak kogoś lubię to biesiada przy tanim winie i bagietce będzie super. Jak kogoś lubię średnio to i krewetki nie są warte miernego czasu. No w życiu by mi do łba nie przyszło zrywać kontakt przez to co kto na stole postawił. Za to gdyby na takiej biesiadzie czy przy tygrysich czy przy krakersach omawiały co kto u kogo zjadł i czy było to good enough to chyba bym już więcej nie miała ochoty.
              • z_lasu Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 15:15
                > Jak kogoś lubię to biesiada przy tanim winie i bagietce będzie super. (...) Za to gdyby na takiej
                > biesiadzie czy przy tygrysich czy przy krakersach omawiały co kto u kogo zjadł i czy było to good
                > enough to chyba bym już więcej nie miała ochoty.

                Mam tak samo. Pamiętam jak kiedyś moja ukochana ciotka (rocznik wojenny, sytuacja sprzed covida) zadzwoniła do znajomej i tak ogólnie rzuciła (nie jako przytyk do rozmówcy), że tak rzadko się ostatnio spotykają, że trzeba by częściej, póki żyją i są w stanie. No to znajoma z fochem, że jej nie stać na zapraszanie gości. Na co moja ciotka oburzona "No wiesz??? Przy szklance herbaty, ale najważniejsze, żeby się spotkać, pogadać, pośmiać".
    • simply_z Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 00:03
      zdarzyły mi się takie sytuacje: raz znajoma znajomej zapraszała na pyszną kolację i nocleg (mieszkała w pobliżu lotniska). Ja zmęczona po kilkugodzinnej podrózy, trochę głodna..na stole wylądował.. sernik i wino.
      ale i tak szczytem był znajomy zapraszający na swoje urodziny do knajpy-gdzie wszyscy musieliśmy sobie zapłacić za piwo, jedzenie, przekąski ( część zamawiała pizzę),a kolega jakby nigdy nic odpakowywał sobie prezenty urodzinowe.
    • laura.palmer Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 08:26
      A taki przypadek?
      Byłam (ja i mój eks) na piwie w mieście z naszym dobrym kolegą z liceum. Czasy wczesnostudenckie, więc pieniędzy każdy miał na styk. Jak przyszła pora powrotu do domu, kolega zaproponował, byśmy pojechali z nim na jego osiedle (drugi koniec miasta i zero dojazdu w nocy, mieliśmy się tam wybrać ostatnim dziennym autobusem), bo on umówił się jeszcze z jakimiś ludźmi, a zanocować możemy później u niego. Mieszkał z rodzicami w dużym domu, więc nie było problemu, a ci rodzice nas znali. Namówił nas, pojechaliśmy, posiedzieliśmy w osiedlowym barze, wydaliśmy ostatnie pieniądze i gdzieś o 2 w nocy, głodni jak wilki, poszliśmy do domu kolegi. I wiecie co ten gad zrobił? Na miejscu, w kuchni, wyciągnął z lodówki dwie spore kiełbasy i jajka, usmażył, wyjął pół bochenka chleba i musztardę, po czym położył sobie to wszystko na talerz i zaczął jeść. SAM. Jako, że mi kiszki marsza z głodu grały, zapytałam, czy ma coś dla nas, to wskazał ręką na resztki chleba z tej połowy bochenka (większość leżała już na jego talerzu) mówiąc "no przecież tu leży". Zjedliśmy więc po 2 małe kromeczki (te od piętki) chleba z musztardą, poszliśmy spać, a rano zmyliśmy się bladym świtem, jak tylko zaczął jeździć dzienny autobus.

      W szkole średniej bywałam czasem u tego kolegi i zawsze częstował talerzem kanapek, więc nie wiem skąd u niego takie skąpstwo. Fakt, że kanapki zawsze robione przez matkę. tongue_out
    • magata.d Re: Impreza u gołodupca. 20.04.21, 10:36
      Można zawsze zrezygnować z takich imprez, jak się nie lubi. Ja nie lubię takich składkowych imprez z przynoszonym jedzeniem, często wątpliwej jakości i smaku, kupionym gdzieś po drodze, nie wiadomo ile leżącym w samochodzie, od niechcenia, ble. Lubię sama przyjąć gości, zrobić jedzenie dobre i obsłużyć, i lubię być w pełni obsłużona w gościach. Nie lubię rządzić w cudzych kuchniach i nie lubię, jak ktoś rządzi w mojej. I pręży typowo grillowe to u nas rzadkość, bo nie przepadamy, wolimy inne, lepsze jedzenie, ładnie podane, zdrowsze i smaczniejsze. Poza tym nie lubię ludzi, co tylko patrzą, jakby tu innych wykorzystać, samemu nic nie zrobić i nic nie wydać, wiec unikam. Mąż ma takiego brata. Przyjeżdżają do nas, oczekują obsłużenia, pojedzie się do nich, to jest "weź sobie cos z lodówki", albo "jest festyn z budkami z jedzeniem, kupcie sobie cos do jedzenia, na obiad". Chcą rodzinnie spędzić wakacje, ale pokoju w hotelu, jak my nie wykupią, tylko będą kombinować, jakby tu tanim, czyli naszym kosztem. Unikam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka