zartynabok80
20.04.21, 00:55
Inny problem niż pielęgnacja, a mianowicie farbowanie. Jestem typową szarą myszą, od dawna farbowałam się na jasny blond, z dobrym efektem. Fryzjerka, zresztą bliska koleżanka koleżanki, namówiła mnie na analizę kolorystyczną. Zgodziłam się, po to, by ją wesprzeć - pandemia itd. Ciekawa byłam efektów, ale też nie przeszkadzał mi w niczym dotychczasowy wygląd.
Fryzjerka-analityczka orzekła, że jestem typem ciepłym (jakąś tam jesienią), co tak średnio mnie przekonało, ale ok, zaryzykowałam z rudym/miedzianym. Mam go od pół roku, nie czuję się dobrze. Chciałabym wrócić do blondu; czytałam, że to będzie trudne.
Fryzjerka strasznie nerwowo podeszła do sprawy: że ona zrobiła tę analizę i byłoby brakiem profesjonalizmu godzić się teraz na moje pomysły. A w ogóle to z tego nie da się już zrobić blondu.
Facet mnie wyśmiał, że w ogóle myślę jeszcze o chodzeniu do tej babki. I ma rację, płacę dużo, a ona mnie wnerwia. Tylko ja kompletnie nie mam doświadczenia, nigdy nie byłam typem szalejącym z kolorami. Pójdę do kogoś innego, ale nie chcę, by ten ktoś zrobił mnie w jajo. Czy faktycznie nie da się uratować włosów z tej rudości? Fryzjerka troszczy się o moje włosy czy pomyliła role? Podpowiecie coś?
Na razie jestem tylko po rozmowie z tą moją fryzjerką, umawiać się będziemy po otwarciu branży, więc mam chwilę na przemyślenia.