o teściowych raz jeszcze

29.10.04, 18:51
Cześć dziewczyny,

Czytam niektóre Wasze wątki i odpowiedzi, i tak się zastanawiam: za co Wy tak
nie lubicie swoich teściowych? Czy naprawdę są takie wredne, jak te teściowe
z dowcipów? A jeśli tak, to czym to się przejawia? A jeżeli Wasze stosunki z
teściowymi są złe, to zastanawiałyście się może, czy nie ma w tym trochę
Waszej winy? Pytam, bo ja moją teściową lubię. Uważam, że jest świetną
kobietą. Sznuję ją i nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Oczywiście ma
ona swoje wady, jak każdy z nas. Czasmi czymś mnie rozdrażni, ale to są
jakieś drobiazgi, z których nie można robić awantury. Ogólnie nasze stosunki
układają się bardzo dobrze. Tak więc, nie rozumiem Waszych niechęci do
teściowych. Co one robią takiego, że nie można ich lubić lub choćby tolerować?

Pozdrawiam

Sally
    • ma.dzia Re: o teściowych raz jeszcze 29.10.04, 19:18
      Tesciowej niestety sie nie wybiera tak jak mozna sobie wybrac meza czy
      przyjaciol. To takie wspolzycie na sile i niestety czesto zdarza sie,ze bardzo
      ciezkie. Roznice wiekowe i poglodowe na wiele sparaw i konflikty same sie
      mnoza. No ale ja tylko tak przypuszczam bo osobiscie to tesciowej nie mialam
      okazji poznac.
    • anatemka Re: o teściowych raz jeszcze 30.10.04, 09:21
      sally, niektórzy lubia teściowe, niektórzy nie. Widocznie mają ku temu powody.
      Ja mojej nie lubię, nie rozmawiam z nią i nie widujemy się. Mam swoje powody.
      Wg mnie słuszne.
    • twinmama76 Re: o teściowych raz jeszcze 30.10.04, 10:12
      Nie wiem, czy słusznie, ale odebrałam twój post jako atak. Twoje pytania sa
      zresztą troche bez sensu - oczekujesz, że np. ja teraz zacznę ci opowiadać
      historie mojego życia????
      Piszesz, że nie rozumiesz czyjejś niechęci do teściowej - przepraszam, ale nie
      możesz rozumieć czegoś, o czym nie masz pojęcia.
      Zresztą, nie mam ochoty przekonywac cię do własnych racji. Napisze tylko to, co
      juz raz na tym forum pisałam.
      Ciszę się, że masz fajna tesciową, a ty się ciesz, że nie masz mojej.
    • dzindzinka Re: o teściowych raz jeszcze 30.10.04, 10:54
      Pewnie jest to różnie: są naprawdę wredne teściowe i są naprawdę wredne synowe,
      często wina leży po obu stronach, każda sytuacja jest indywidualna. Ja
      osobiście już od kilku lat nie narzekam. Zachowanie teściowej wobec mnie
      zmieniło się radykalnie ma plus! Potrafiła być wredna w słowach, nie
      odpowiadałam jej tym samym, ale ją ignorowałam, nie mówiłam do niej "mamo", nie
      dwoniłam. Zrozumiała. Teraz jest inaczej.
    • aleksandrynka Re: o teściowych raz jeszcze 30.10.04, 15:00
      Ogólnie nasze stosunki
      > układają się bardzo dobrze. Tak więc, nie rozumiem Waszych niechęci do
      > teściowych

      możesz jedynie nie rozumieć naszej niechęci do Twojej teściowej, o ile by się
      ta niechęć pojawiła. Ale nie znasz naszych, poznasz, to może zrozumiesz. Chcesz
      wszystkie teściowe "rozumieć" jedną miarą? Niewykonalne...
      I pytasz: Czytam niektóre Wasze wątki i odpowiedzi, i tak się zastanawiam: za
      co Wy tak
      > nie lubicie swoich teściowych...
      No to chyba niedokładnie czytasz te wątki.

      ps
      Ja tam swoją nawet lubię, ale wiem, że są wredziochy takie, że ech...
    • sally_zielona Re: o teściowych raz jeszcze 30.10.04, 15:40
      Twinmama76 napisała:

      > Nie wiem, czy słusznie, ale odebrałam twój post jako atak.

      Niesłusznie. Pytania takie same jak każde inne pojawiające się na forum. Jesteś
      przewrażliwiona.

      > Twoje pytania sa zresztą troche bez sensu - oczekujesz, że np. ja teraz
      > zacznę ci opowiadać
      > historie mojego życia????

      Niekoniecznie. Gdybyś chciała mogłabyś po prostu napisać dlaczego jej nie
      lubisz (była przeciwna Waszemu związkowi? namawia dziecko przeciwno Tobie? czy
      tym podobne). Nie chcesz - masz prawo.

      >Piszesz, że nie rozumiesz czyjejś niechęci do teściowej - przepraszam, ale nie
      >możesz rozumieć czegoś, o czym nie masz pojęcia.

      Właśnie dlatego pytam, bo nie rozumiem i bo nie mam pojęcia.

      Muszę przyznać, że nie przypuszczałam, że mój post wywoła takie reakcje.
      Chciałabym Wam wytłumaczyć, co skłoniło mnie do jego napisania, ale teraz muszę
      położyć dziecko spać. Odezwę się później.

      Sally
      • twinmama76 Re: o teściowych raz jeszcze 30.10.04, 16:08
        taaak jestem strasznie przewrażliwiona.... szczególnie, że kiedyś tam opisałam
        pokrótce moje relacje z teściową i oczywicie zaraz zaroiło sie od
        postów "nierozumiejących".
        Wiesz co, w sumie to ja tez mogłabym napisac post pt. "Nie rozumiem, jak można
        lubić teściów", bo taka jest logika twojego. Tak samo ktoś lubiący psy
        napisze "nie rozumiem, jak można nie lubic psów" itd. itp.
        Może sie zdziwisz, ale ja bez problemu moge zrozumiec, że ktoś swoją teściową
        lubi.
        Co do powodów, dla których ja teściowej nie lubię - wystarczy wklepać mój login
        w wyszukiwarkę i już kilka z nich będziesz miała. Choć będzie to obraz bardzo
        fragmentaryczny...
        Po co mam podawać inne powody - żebyś mogła ocenić, czy są wystarczające? Dla
        mnie są.
        Na próbę: moja teściowa powiedziała niedawno, że do jej rodziny należą moje
        dzieci, a ja nie (od mojego ślubu minęło 5 lat). I co, dobry powód?
    • kubusala Czysta rywalizacja 30.10.04, 23:35
      Na początku zaznaczę,że pomimo wielu drobnych złosliwości ze strony mojej
      teściowej i tak mamy dobry kontakt, więc moja ocena jest obiektywna.
      Wydaje mi się,że to wynika z czystej rywalizacji o męża i syna. I cos w tym
      musi być, gdzies czytałam statystykę,że 75% synowych narzeka na swoje teściowe
      a tylko 30% z nich narzeka na swoje matki.
      Moim zdaniem to własnie chodzi o tego, który stoi po środku: często teściowa
      nie może pogodzić się z tym,że Jej synuś jest teraz pod wpływem innej kobiety i
      mamusia nie ma juz nad Nim kontroli.Rywalizuje wtedy z synową, dając Jej
      wyraźnie odczuć,że nadal ma wpływ na syna.Przykład:Moja teściowa dzwoni do mnie
      i pyta czy przyjedziemy dziś do Niej, ja odpowiadam,że nie wiem bo jestem
      jeszcze w pracy i do tego potwornie zmęczona i że oddzwonię jak wrócę z
      pracy.Następnie moja teściowa odkłada słuchawkę i dzwoni odrazu do mojego męża,
      biadoląc,że tak tęskni i czy nie przyjechalibyśmy dziś.Mąż oczywiście
      obiecuje,że przyjedziemy. Na mój protes odpowiada,że obiecał.Jedziemy. 1:0 dla
      teściowejsmile
      Dopóki ta rywalizacja jest niewinna i każda ze stron zdrowo do Niej podchodzi,
      jest o.k. Gorzej gdy padają słowa nieodwracalne. Nie wiem jak wygląda to ze
      strony teściowej(pewnie za 20lat sie dowiem smile)ale ze strony synowej potrzeba
      czasami dużo dobrej woli aby te stosunki były poprawne. Ja ilekroć chcę coś
      głupiego powiedzieć mojej teściowej..to patrzę na mojego synka i myślę
      sobie:"... Mój Skarbie, urodziłam Cię, karmiłam piersią,płakałam z radości gdy
      zacząłeś chodzić, mówić...jak ja pogodzę się z tym,że kiedyś będe musiała
      prosic inną kobiete o spotkanie z Tobą? I wiecie co? wtedy pakuję sie i jadę do
      tej francy mojej teściowej ja franca synowasmile
      I zyczę Wam kochane synowe abyście potrafiły te france teściowe tolerowac i
      pozwolic im mieć jeszcze wpływ na swoje dzieci(albo przynajmiej pozwolić im
      myśleć ,że mają jeszcze wpływ...
      I jeszcze jedno, gdyby moje stosunki z teściową były napięte mój mąż byłby
      bardzo nieszczęśliwy i powiedział nam o tym. Więc obie staramy się aby był
      szczesliwy...smile
    • magdag3 Re: o teściowych raz jeszcze 01.11.04, 23:56
      Po ślubie wynajmowaliśmy z mężem mieszkanie i to teściowa namawiała męża byśmy
      zamieszkali z nią.O tym,że chodziło o opłaty oraz kontrolę nad synem (a
      właściwie synową) powiedziała później.Mam pretensje do męża bo znał on własną
      matkę.Ja o wielu sparwach nie wiedziałam.Po zamieszkaniu okazało się,że nie
      wolno mi z nią rozmawiać ani o naszych sprawach ani o znajomych ani o mojej
      rodzinie bo wszystko co powiem odwraca przeciwko mnie (choćby wiadomości były
      pozornie neutralne),opowiada o mnie w rodzinie niestworzone rzeczy.Mój mąż z
      matką nigdy nie rozmawiał o jakichkolwiek włąsnych sprawach.Wiecznie słyszałam
      od męża bym nie mówiłą,nie odzywała się,omijała,nie zauważała.Nie było może
      trudno bo teściowa bardzo często nie odzywała się do mnie.Taką miała "manierę"-
      obrażała się i czekałą na przeprosiny (robiła to swojemu synowi a mijemu mężowi
      całe życie dlaczego nie miała i mnie).Gdy okazało się że jestem w ciąży nie
      tylko urządzała awantury mojemu mężowi ale i rozpowiadała po całej swojej
      rodzinie że to na pewno nie jego dziecko bo ... jej synek przechodził świnkę w
      wieku 15 lat z jakimiś problemami więc na pewno nie może mieć dzieci.Mój mąz
      myślał że nie dowiem się niczego o tej "koncepcji" teściowej ale dowiedziałam
      się.Tłumaczył matkę,uspokajał ale nie miał zamiaru szukać mieszkania bo uważał
      że jego matka już taka jest i należy tylko nie zwracać na to uwagi.Nie
      zwarcałam więc uwagi jej gadki że na pewno nie urodzę zdrowego dziecka,że jej
      się nie podoba mój wygląd,brzych.Bo to nie były rozmowy-moja teściowa mówiła do
      siebie w formie bezosobowej jakby wcale nie o mnie ani do mnie chodząc po
      mieszkaniu tak bym ja to słyszała i tylko wtedy gdy jej syna nie było w
      domu.Potrafiła również w kuchni zostawić mi rozłożoną gazetę z artykułem o tym
      jak komuś urodziło się upośledzone dzicko lub książkę medyczną z podkreślonymi
      grubą czerwoną kresą chorobami dzieci.Musiała być czujna bo książka lub gazeta
      leżała w kuchni do czasu aż wrócił mój mąż,ona wtedy wbiegała do kuchni i
      zabierałą ją.Złośliwości się nasilały a ja udawałam że ich nie widzę. Gdy
      urodziło nam się dziecko nie omieszkała wykazać niezadowolenia z tego,że to
      córka.Nie omieszkiwała cały czas nam mówić byśmy na nią nie liczyli w sprawie
      jakiejkolwiek pomocy przy dziecku (poza "dobrymi radami" oczywiście).Urządziłą
      awanturę że nie będę w jej pralce prałą pieluch bo pralka się zepsuje.Zanim
      kupiliśmy pralkę mąż prał pieluchy w rękach i słuchał awantur żę parobasa z
      niego zrobiłam.Kiedy córeczka miała 1,5 miesiąca lekarka podejrzewałą u niej
      ciężką chorobę.Na wizytę u specjalisty czekałam kilka dni.Kilka nieprzespanych
      dni i nocy...w trzeci taki dzień prałam coś (w rękach) w łazience a w pokoju
      moje dziecko zaczęło płakać.W przedpokoju stanęła moja teściowa i zaczęła
      wrzeszczeć że tak mogę postępować z normalnym dzickiem a nie takim jakie
      mam ... wyprowadziłam się do moich rodziców,moje małżeństwo omal się nie
      rozleciało.Z teściową nie widziałyśmy się kilka lat.Nasze stosunki już były
      zimne,trzymałam dystans a ona od czasu do czasu próbowała "zamieszać" w naszym
      małżeństwie. Kiedy teściowa zaczęła chorować mój mąż powiedział mi że zdaniem
      jego matki powinnam jej się odwdzięczyć ze to że u niej mieszkałam i opiekować
      się nią.Powiedziałam mu tylko że dobrze że zaznaczył "zdaniem matki" bo to
      brzmiało jak ironia.Ironią nie było,mój mąż po prostu był do takiego zachowania
      swojej "kulturalnej" matki (sama uważała się za wielką damę będąc pańcią w
      manierach).
      Teściowa nie żyje od roku a ja do dziś nie umiem wybaczyć jej podłości.Jest
      jedyną osobą w moim życiu której nie chciałabym spotkać a spotkałam,której
      pamięć chciałabym wymazać a nie mogę.Mimo tego że z moim męzem przeżyłam 23
      lata w większości dobrego małżeństwa gdybym miała jeszcze raz wyjść za niego za
      mąż - nie wyszłabym.Najgorszemu wrogowi (choć nie mam wrogów) nie życzę kogoś
      takiego za teściową bo nikt nie zasłużył na kontakt z taką osobą.
    • jhbsk Re: o teściowych raz jeszcze 02.11.04, 08:05
      A ja swoich teściów uwielbiam. Są fantastyczni, serdeczni, uczynni itd. Może
      mam szczęście.
    • mamaaga99 Re: o teściowych raz jeszcze 02.11.04, 17:12
      Przeczytałam wypowiedzi i zastanawiam się, co tu napisać... Jestem mężatką od
      6,5 roku i początkowo byłam nastawiona bardzo optymistycznie do teściów -
      przyjęli mnie bardzo dobrze, byli ciekawymi ludźmi, sporo podróżowali, dużo
      opowieści i zdjęć z tych podróży było, nie wtrącali się w nasze sprawy, do
      czasu...
      Wszystko zaczęło się właściwie od momentu urodzenia przez mnie dziecka - ciągłe
      dopytywanie się, jak dziecko(niby ok, choć uciążliwe), ciągłe dawanie dobrych
      rad włącznie z namawianiem mnie usilnie do rezygnacji z karmienia piersią,
      bo "widać, że dziecko głodne" (teściowa piersią nie karmiła i oczywiśćie
      polegała na własnych doświadczeniach). Nie chce tu przytaczać mnóstwa
      przykładów, bo nie o to chodzi, ale rozdźwięk między mną a teściową się
      powiększał, chociaż nadal byliśmy dla siebie miłe i nie było między nami
      żadnych kłótni ani przerzucania się słowami, poprawne stosunki ale... ale coraz
      mniej serca i rozczarowanie. Rozdźwięk stał się tak duży, że kiedy nasza córka
      zostawała u teściów na popoudnie, to teściowa przebierała ją w inne ubrania -
      te, które sama kupiła. I to nie dlatego, że dziecko było brzydko ubrane, ale
      niegustownie (sama tak się właśnie wyraziła) - po prostu: bluzeczka i spodnie
      nie były dość dobrze dobrane kolorystycznie, chusteczka na głowie była
      niewłaściwa w stosunku do sweterka a sweterek do spódniczki itp. I tylko niech
      mi ktoś nie pisze, że może ona nie potrafiła podarować tych rzeczy mnie, żebym
      ubierała w nie córeczkę - przyjmowłam od niej ubrania i ubierałam w nie
      dziecko, nigdy słowem nie skrytykowałam, ale właśnie miałam zbyt mało gustu w
      sprawach ubioru. Kiedy moje dziecko podrosło oczywiście pojawił się problem - z
      kim nasze dziecko może się bawić a z kim nie, towarzystwo jakich dzieci nie
      jest odpowiednie itd. Oczywiście wszystko to bardzo kulturalnie ale co z tego ?
      Zadra w sercu zostaje i nic tego nie zmieni. Do tego doszło obrażanie się - bo
      powiedziałam coś nie tak. I nigdy nie używałam słow uważanych powszechnie za
      obraźliwe, ale po prostu w rozmowie sformułowała coś nie tak, coś, czego oni
      nie zaakceptowali i przestawali rozmawiać, nagle przestawali dzwonić. Kiedy mąż
      dzwonił i pytam, czy coś się stało, to wtedy okazywało się, że jestem winna
      przeprosiny ? Ale za co ? Trudno przepraszac, kiedy się nie wie, za co i nie
      się szansy wytłumaczenia. Obrażali się oboje - i teść i teściowa, i zawsze na
      mnie, nigdy na męża. Ale przepraszam, dla utrzymania poprawnych stosunków,
      chociaż czułam się przez to upokorzona.

      W każdym razie mieszkamy obecnie dośc daleko od teściów, nie mogę powiedzieć,
      że ich nie lubię ale nie mogę też powiedzieć, że lubię. Ograniczyłam kontakty,
      głównie to mąż z nimi rozmawia przez telefon, kiedy przyjeżdżają lub my
      jedziemy do nich - nie inicjuję rozmów, jestem obok - pozwalam im cieszyć się
      wnukami i synem. Czuję się jakoś tak na zewnątrz tej rodziny.

      A'propos statystyk, że tylko 30% kobiet nie lubi swoich matek - z matką każdy
      zna się trochę lepiej niż z teściową, relacje są bardziej bezpośrednie i nawet
      jak sie pokłócę to łatwiej jest wyciągnąć ręcę do zgody smile
      aga
      • mamaaga99 Re: to bez sensu 03.11.04, 12:21
        Tak, taki wątek jest chyba bez sensu, bo przez te "wypominki" o teściach i
        odkurzenie złych wspomnień miałam wczoraj fatalny wieczór, nakrzyczałam na
        dzieci i chodziłam podminowana. Więc chyba lepiej nie wywoływać wilka z lasu ?

        Pozdrowienia
        Aga
    • szwed_ka Re: o teściowych raz jeszcze 02.11.04, 17:40
      Moje stosunki z teściową moge określić jako w miarę poprawne, tzn. ja nie
      przepadam za nią, ona nie przepada za mną, ale na zewnątrz niby jest ok.
      Zawsze uważała, że mój mąż mógł trafić lepiej. Wychowywała go sama jako panna z
      dzieckiem więc miała "przerost ambicji nad możliwościami". Po naszych
      zaręczynach nie oddzywała się do nas przez pół roku. Ślub wzięlismy po 6 lat
      znajomości, więc nie był to przypadek. Teraz jesteśmy 2 lata po ślubie i mamy
      najwspanialszego na świecie 4 m-nego synka (też nie przypadek).
      Najgorsze jest to, że ona nie powie mi wprost, że czymś ją "uraziłam" tylko
      wszystko skupia się na moim mężu.
      Moja konkluzja jest taka: mam najcudowniejszego męża na świecie, który trzyma
      moją stronę i uważa, że ja i nasz syn jesteśmy dla niego najważniejsi.
      Powiedział mi kiedyś:" staraj się robić tak, żeby moja mama kiedyś powiedziała -
      nie miałam racji, mój syn wybrał sobie dobrą żonę. Nie daj jej satysfakcji
      powiedzenia - a nie mówiłam?"
      I tak staram się robić (choć oczywiście nie zawsze wychodzi). Najważniejszy
      jest mój mąż i syn, a teściowa to rzecz drugorzędna.

      Pozdrawiam
    • mama_radka Re: o teściowych raz jeszcze 03.11.04, 11:40
      Widzisz przed ślubem i jeszcze po ślubie uważalam teściów za fajnych ludzi. Nie
      wtrącali się, byli sympatyczni. I kiedy zdecydowaliśmy sie na małżeństwo
      powstał problem - gdzie zamieszkamy - wyszło na to, że w domu teściów, teściowa
      to zaproponowała, a ja miałam chyba zaćmienie umysłowe i się zgodziłam. Po
      slubie było jeszcze dobrze, mieszkaliśmy razem, ale mało ich widziałam, miałam
      dużo luzu. Gdy zaszłam w ciążę - tu zaczęly się problemy - a najwieksze
      problemy zaczeły sie po porodzie, ciągłe wtrącanie, ciągłe nachodzenie, chwili
      spokoju, obrażanie się teściowej jak coś nie po jej myśli. Nie bedę wszystkiego
      opisywać - nie chcę sie powtarzać. Ale wierz mi nie jest dobrze, wydaje mi sie,
      że tesciowa mnie uważa, że jestem małą dziewczynką, która nie poradzi sobie z
      wychowaniem dziecka, a mnie to denerwuje. I widzisz ja jednak staram się aby
      stosunki były poprawne, ale to wymaga dwóch stron,nie tylko mojej. z ostatniej
      chwili na moja prośbę aby zamykali drzwi od piwnic (teście), jak synek jest u
      nich na dole, a tam jest wejście do piwnicy, nie robią tego, jak mówię, żeby
      nie trzeć jabłka tylko mały ma jesć pokrojone jabłko, ona trze i mogłam takich
      przykładów mnozyc na to, że teściowa wie lepiej ode mnie, wie jak lepiej
      wychowac dziecko.... wiem, że wyżej wymienione przykłady to drobnostki, ale
      chciałam pokazać tylko, że teściowa mnie nie słucha. juz nie wspomnę jak
      bylismy 1 listopada na cmentarzu - bylismy razem (teście, ja z mężem i synek) i
      ona cały czas chciała trzymać go na ręku - juz nie oto chodzi, ze chciała,
      mogła, ale chcielismy z mezem ja wyreczyć, bo synek to żywe srebro ,waży prawie
      14kg, i jak ja wzięłam od niej synka, to po pierwsze - obraziła się, nie
      chiałami go oddać, i miała minę skrzywdzonego dziecka - czy tak postępuje
      dorosła osoba? Widzisz, ja sie staram dużo wybaczam teściom, staram się ich
      szanować , ale wierz mi jeśli teściowa się nie stara, to ileż mozna wytrzymać?
    • le_lutki Re: o teściowych raz jeszcze 03.11.04, 12:27
      Hej,

      ja juz niejednokrotnie sie wypowiadalam na ten temat (o czym moze poswiadczyc
      chociazby Twinamama smile ale wypowiem sie raz jeszcze, bo watek traktuje problem
      globalnie a nie na zasadzie pojedynczego konfliktu.
      Ja mam az dwie tesciowe - w tym jedna, ktora jest najpewniej psychicznie chora
      i konflikt nie ma miejsca na linii "ja - ona" tylko "ona - reszta swiata" (a
      zwlaszcza rodzina jej meza).
      I miedzy innymi ten fakt nauczyl mnie, zeby przechodzic do porzadku dziennego i
      puszczac mimo uszu rzeczy, ktore draznia mnie (i to czasem bardzo) u drugiej
      tesciowej, ktora osoba latwa, ani ciepla i otwarta nie jest na pewno.
      Nerwy trzeba oszczedzac na konflikty powazniejsego kalibru (patrz pierwsza
      tesciowa) a nie urzadzac awanture bo np podarowala dziecku seledynowe ubranko w
      czerwone zwierzatka albo podczas chrzcin warknela: Anna, znowu Anna, wszedzie
      Anna (majac na mysli mnie) - kiedy usilowala zrobic mojemu malemu zdjecie.
      Zupelnie jakby matka dziecka byla elementem zbednym w tej calej dekoracji.
      Jasne - moglam sie obrazic, wyjsc ostentacyjnie i w ogole wyzalic sie mezowi na
      jego matke, ale po co? Co by mi to dalo? Kiedys (np przy okazji slubu)
      wylewalam morze lez i az mi zoladek sciskalo tak mialam za zle tesciowej wiele
      rzeczy i psucie mi mojej uroczystosci. Tylko ta eskalacja do niczego by nie
      doprowadzila - zrozumialam to wreszcie kiedys.
      Jestesmy tak rozne jak ogien i woda (choc czasem zdarzaja nam sie podobne
      poglady - to dopiero jest wydarzenie!) I tego nic juz nie zmieni. A ja chce,
      zeby dziecko moje mialo dziadkow, chocby w tak niklym stopniu jak sie da. A
      kiedy sa we Francji - to wrecz tyle ile sie da, nawet beze mnie.
      Najgorszym z mozliwych rozwiazan w przypadku konfliktow synowa-tesciowa (mam na
      mysli codzienne pierdoly) jest dla mnie rozgrywanie ich za pomoca dziecka. I to
      jeszcze tlumaczac, ze to dla jego dobra, podczas gdy chodzi tylko o swoj wlasny
      swiety spokoj i wygode oraz ewentualnie postawienie na swoim. 80% przypadkow to
      wlasnie te. Wychodze z zalozenia, ze ja tesciowej raczej nigdy nie pokocham (z
      wzajemnoscia zreszta)ale bylabym wyrodna matka we wlasnych oczach pozwalajac
      aby nie pokochal jej moj syn, jako swojej babci. Bo przeciez to, ze ja nie mam
      z nia wspolnego jezyka (mimo, ze pracuje nad nasza relacja) to nie znaczy, ze
      moje dziecko go nie znajdzie. Przyklady znam z wlasnego domu, wiec nie jest to
      teoria.
      Innymi slowy moje dzialanie "na zlosc" babci moze sie odwrocic glownie
      przeciwko mnie.
      Nie chce tu wszystkich tesciowych i synowych pakowac do jednego worka (sama mam
      dwa rozne przyklady takich relacji) ale czasem troche obiektywizmu nie
      zaszkodzi. Ja sama wiem, jaki mam charakter - mimo pacyfistycznego
      usposobienia aniolem nie jestem i raczej juz nie bede. Wiem, ze potrafie byc
      egocentryczka, wiem, ze potrafie byc zazdrosna, wiem o sobie jeszcze wiele
      innych rzeczy. I skoro ja to widze, to tym bardziej musza to widziec inni - z
      tesciowa na czele rzeklabym, bo oczywiscie czesto u niej jest sie bardziej na
      celowniku. Wole obracac moje konflikty z tesciowa w smiech (kiedy juz ochlone i
      np komus opowiadam jak to bylo) niz w awantury, wyrzuty i domaganie sie reakcji
      skierowane w mojego meza. To ja jestem dorosla i sama mam umiec sobie ulozyc
      relacje z druga osoba, maz tego za mnie nie zrobi. Jak to zrobie - swiadczyc
      bedzie tylko o mnie. Ani moim dzieciom ani mezowi nic do tego. Oczywiscie milo
      jest miec wsparcie i zrozumienie u meza - chociazby dlatego, ze ktos inny
      rowniez mysli, ze to ONA zawinila. Ale nalezy sobie zdac sprawe, ze tego
      nieszczesnego meza stawiamy miedzy mlotem a kowadlem i chocbysmy byly dla niego
      najwazniejsze na swiecie to trudno wymagac, aby np opieprzal wlasna matke, albo
      stawial jej ultimatum. Tak jak ja nie moglabym raczej opieprzyc swojej - no ale
      to moze juz kwestia indywidualna.
      Wiele razy bardzo mnie zabolalo zachowanie lub jakies stwierdzenie tesciowej
      (glownie jako totalnie bezpodstawne) - ale nadal twierdze, ze oplaca sie to
      przelknac i zachowac nerwy na kwestie powazne, a nie glupoty.
      Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze - co mi juz wytknieto - ja moja tesciowa
      widuje kilka razy do roku (ale jak juz to i tydzien i dwa pod jednym dachem)
      ale niezaleznie od tego - to, jakie beda nasze relacje zalezy w duzej mierze
      ode mnie samej.
      Wracajac do sformulowania sally: jesli nie lubic to w kazdym razie tolerowac
      mozna na pewno wiecej, niz nam sie wydaje. Ale czy na pewno kazdej z nas na tym
      zalezy i probuje? Jedne tak - inne nie.
      Pozdrawiam
Pełna wersja