Dodaj do ulubionych

Wsparcie partnera w trudnych chwilach

01.05.21, 16:47
Witam.
Bardzo często Was czytam ale nigdy się nie udzielałam na forum jednak i na mnie przyszedł czas.

Zmarła moja mama, równe 5 dni po szczepieniu.

Chwilę wcześniej miałam niewielkie spięcie z partnerem (jesteśmy razem niecały rok). Oboje blisko 30 stki. Nie mieszkamy jeszcze razem. Można powiedzieć, że się poznajemy.

Ogólnie poszło o to, że partner na moje pytanie o "nas" a konkretnie o to, czy myśli o związku ze mną poważnie odparł mi, że nie myśli teraz o tym ponieważ ma inne sprawy na głowie i nie wie co zrobić a poza tym i tutaj
nie udzieli jednoznacznej odpowiedzi.

Na tym rozmowa się zakończyła ponieważ zmienił całkowicie temat.

Postanowiłam, że poczekam na ruch z jego strony. Dlatego też, że każde wyjście, wyjazd czy spacer wszystko wychodziło z mojej inicjatywy.
I tak przez ponad tydzień nie mieliśmy kontaktu.

W dniu kiedy zmarła moja mama dostałam od niego wiadomość "dlaczego przestałaś się odzywać i masz mnie tyle czasu gdzieś?"
Powiedziałam, że telefony działają w dwie strony. Poza tym mam ciężki czas z powodu śmierci mamy.
On zaczął pisać o swoich problemach itp.

Zapytałam czy zadzowni w wolnej chwili. Zrobił to wieczorem, poinformowałam, że następnego dnia jest pogrzeb, pogadaliśmy. Ustaliśmy, że następnego dnia ja zadzownię już na spokojnie jak będę w domu.
Dzowniłam, nie odebrał, nie odzwonił. Było mi bardzo ciężko, potrzebowałam pogadać. Późnym wieczorem odpsial że ma dużo pracy i zadzowni następnego dnia.
Następnego dnia również czekałam na telefon. Znów późnym wieczorem napsiał że idzie spać i na spokojne zadzwoni jutro.

I teraz do meritum.
Jest już jutro, nie dzowni. Godz 22 dostaję smsa czy śpię, odp że nie. Cisza. Po godzinie znowu smsa czy teraz śpię, odp że nadal nie. Pyta mnie za ile idę spać. Powiedziałam że w sumie zaraz. Cisza.
Poczułam złość, brak wsparcia, odrzucenie. Możliwe, że zbyt naciągane w związku z kryzysem po śmierci mamy. Popłakałam się jak małe dziecko.

Przebudziłam się po 2h, (mam duży ze snem od 2 tygodni), nie było od niego żadnej wiadomości.
Napisałam szczerze jak się czuję, że czekałam za telefon kilka bo obiecał że zadzowni, ponieważ było to dla mnie ważne, potrzebowałam wsparcia, chwili rozmowy.

Wiecie co mi odpsial? "Mogłaś nie kłamać że idziesz zaraz spać to bym zadzownił".

Poczułam bezradność, złość, niechęć do człowieka na którym bardzo mi zależało, do człowieka na którym myślałam że mogę polegać, liczyć na wsparcie.

Mam żal. Nie potrafię się w tym momencie pierwsza odezwać. Powstała we mnie blokada. Jest mi cholernie przykro.




Obserwuj wątek