Dodaj do ulubionych

I co na to emamy? Poprzeczka

10.05.21, 07:19
Zgadzacie się czy nie z tym?
Obserwuj wątek
    • po-trafie Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 07:29
      W jakims generalizujacym ujeciu - tak, szukam partnera na podobnym poziomie intelektualnyn, z podobnymi mozliwosciami, potencjalem, aspiracjami.
      To sie lamie przy jednostkach konkretnych - jest sporo inteligentnych ludzi, z talentem do czegos, co studiow ani dyplomow nie wymaga. Dobry stolarz, ktory czytania ksiazek sie nie boi, tez byly ekstra smile
      Ale juz 35letni kasjer w markecie bez konkretnego planu lub checi, by te sytuacje zmienic - prawdopodobnie niebylby rokujacym partnerem.

      Uwazam, ze kazdy czlowiek ma prawo szukac partnera wg dowolnego klucza, stawiac poprzeczke tam, gdzie uwaza za stosowne.
    • mama-ola Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 07:47
      To jest znak czasów - dojrzałe kobiety często się doksztalcają, uczestniczą w kulturze. Właściciele teatrów mówią o widowni, że przeważają kobiety. Uniwersytety 3 wieku i podobne organizacje liczą 80% i więcej kobiet.
      Facet kiedyś miał wyższą społecznie pozycję z definicji, bo był facetem, już sam fakt, że się oświadczył, był nobilitujący. A dziś jest oceniany zgodnie z tym, co faktycznie sobą reprezentuje - i wielkie zdziwienie, że kobiety tak wysoko stawiają poprzeczkę, że "nie chcą odpadów atomowych".
      Dawniej kobiety same widziały wartość innych kobiet w tym, czy ma faceta czy nie.
      Wczoraj mój syn rozmawiał ze swoją babcią i wspomniał krewną 40+, która ma świetną pamięć (jej pamięć jest faktycznie nieprzeciętna). A babcia na to: ona to powinna sobie męża znaleźć! W jej oczach wszystko, co tamta sobą reprezentuje, jest mało warte w takiej sytuacji.
      • triss_merigold6 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 07:55
        Chodzę do teatrów, nie ma wyraźnej przewagi kobiet na widowni, chyba że mówimy o przestawieniach stricte dla dzieci.
        Na Uniwersytetach III wieku faktycznie jest miażdżąca przewaga kobiet, ich rówieśnicy nie żyją, albo są zużytymi menelami albo mają żony i te organizują im czas.
      • tiszantul Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 12:14
        "To jest znak czasów - dojrzałe kobiety często się doksztalcają, uczestniczą w kulturze. Właściciele teatrów mówią o widowni, że przeważają kobiety."

        Dojrzałe kobiety uczestniczą w kulturze z nudów. Dokształcają się, bo to lepsze niż depresja. Zawsze jakaś okazja, żeby wyjść z domu.
        Teatr to zwykła rozrywka. Jak masz za dużo czasu i kompletnie nie wiesz co robić, to idziesz do teatru i fachowcy zapewniają Ci rozrywkę.
        Nie sądzę, żeby te kobiety na widowni były dumne z tego, ze chodzą do teatru, jak to próbujesz przedstawić.
        Kiedyś w teatrze mogły kogoś podłapać, a jeśli teraz, jak piszesz, większość widowni to kobiety, to podłapać mogą głównie koleżankę. Tym samym jak facet chce kogoś poznać, to może ewentualnie pójść do teatru, skoro tam taki zlot samotnych kobiet
        • palacinka2020 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:05
          Idziesz do baru i podrywa cie dwoch facetow- jeden bez rak, drugi bez nog, ktorego wybierzesz?
          Prawidlowa odpowiedz brzmi: zadnego. Wymagaj wiecej a dostaniesz co chcesz.

          Nie Leszka, nie Eugeniusza, ale Piotra ktory skonczyl prawo na UW, zrobil aplikacje, kredyt studencki splacil dawno temu, i rozwija wlasna kancelarie.
            • ichi51e Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 09:09
              ale ona ma dopiero 30 lat na litość boska.. w tym wieku łatwo znaleźć kogoś z drugiego obiegu -
              młodych rozwodników czy ludzi którzy po 10 latach z miłością z liceum zdecydowali ze to jednak nie to (albo dziewczyny ich rzuciły bo ile można być kryzysowa narzeczona) w tym wątku to 30 powinno zostać zmienione na 40. no chyba ze ktoś szuka dziewicy z doświadczeniem no wtedy faktycznie...
              • dyzurny_troll_forum Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 10:04
                ichi51e napisała:

                > ale ona ma dopiero 30 lat na litość boska..

                To już jest późno, bardzo poźno. Niektózy lekarze zalecają pierwsze diecko przed 30stka!

                > w tym wieku łatwo znaleźć kogoś z drugiego obiegu -

                A może ona nie chce przechodzonego!?
                • leanne_paul_piper Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 18:49
                  dyzurny_troll_forum napisała:

                  > ichi51e napisała:
                  >
                  > > ale ona ma dopiero 30 lat na litość boska..
                  >
                  > To już jest późno, bardzo poźno. Niektózy lekarze zalecają pierwsze diecko prze
                  > d 30stka!
                  >
                  > > w tym wieku łatwo znaleźć kogoś z drugiego obiegu -
                  >
                  > A może ona nie chce przechodzonego!?
                  >
                  >

                  Nieprzechodzeni też sa. Mój maż do 41. roku życia był kawalerem, znaczy oszczędzał się, nie szastał soba.
                  No raz szastnal, ale ładne dziecko z tego wyszło, z czego btw. jestem bardzo zadowolona.

                  Więc nie kupuję tej teorii, że nie ma takich 30paro letnich nieprzechodzonych. Zaraz jutro znajdę takich z 5 na Marszałkowskiejwink.
            • sumire Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 12:16
              Tak, panowie ciągle szukają i szukają tych 20+, ale preferencje kobiet zawsze wydają im się zawyżone big_grin

              A potem okazuje się, że na taką 20+ już nie bardzo energii wystarcza, nie mówiąc o innych sprawach, bo nie tylko kobietom licznik bije...
              • iwoniaw Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 13:09
                sumire napisała:

                > Tak, panowie ciągle szukają i szukają tych 20+, ale preferencje kobiet zawsze w
                > ydają im się zawyżone big_grin
                >
                W dodatku jakoś tak się składa, że jedni mają związki z kobietami, a drudzy wiecznego focha na kobiety, bo te wybierają facetów sympatycznych, błyskotliwych, przystojnych, domytych, potrafiących się utrzymać, mających dach nad głową i tak dalej, zamiast "urealnić oczekiwania" i zwrócić afekt ku durniom z dwiema lewymi rękami. Zadziwiające, że jakoś nie słychać apeli, byto faceci obniżali poprzeczkę i rozglądali się za brzydkimi, starymi, biednymi i bezrobotnymi. 😉
          • tiszantul Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 12:34
            "Nie Leszka, nie Eugeniusza, ale Piotra ktory skonczyl prawo na UW, zrobil aplikacje, kredyt studencki splacil dawno temu, i rozwija wlasna kancelarie."

            Jeśli Ty zgarniesz prawnika z kancelarią, to dla innych kobiet zabraknie. Jak możesz zrobić coś takiego innym kobietom. A jeśli prawnik z kancelarią będzie dostępny dla każdej pani, to status legnie w gruzach
          • abecadlowa1 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 20:38
            palacinka2020 napisała:

            > Nie Leszka, nie Eugeniusza, ale Piotra ktory skonczyl prawo na UW, zrobil aplik
            > acje, kredyt studencki splacil dawno temu, i rozwija wlasna kancelarie.

            Jeśli Ci imponuje bycie prawnikiem, to czemu sama nie skończysz prawa, aplikacji nie zaczniesz budować swojej kancelarii, tylko próbujesz zaspokoić sobie tę potrzebę facetem? Myślałam, że faceta do bycia w związku wybiera się ze względu na jego cechy charakteru, osobowość itp., a nie po zawodzie i to jeszcze takim, który obfituje w narcystycznych snobów.

    • asfiksja Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:13
      Znam kobiety, które mają gorzej wykształconych mężów, ale też znam takie, które mają lepiej wykształconych. Jedyna prawidłowość, którą obserwuję to to, że najwięcej jest par na tym samym poziomie wykształcenia.
    • jdylag75 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:26
      Wygląda na to że taki mamy klimat.W Polsce niestety pokutuje przekonanie że papierek magicznie nobilituje, a cały system od przedszkola wspiera kujonków i prymusów ze wszystkiego, zamiast rzetelną wiedze i praktyczne umiejętnośc. W konsekwencji ludzie którzy wykonuja potrzebne zawody nie wymagające wykształcenia akademickiego nie sa szanowani i sami często się nie szanują. Takie podejście to też strzał w stopy kobiet, które ufając że jak skoncza studia i magiczne podyplomówki już o nic zawodowo się nie będą musiały martwić, bo wykształcenie samo załatwi im pozycję. Do tego dochodzi wszczepiona lekka pogarda dla ludzi bez wykształcenia wyższego i mamy stawianie popzreczek.
    • taje Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:34
      Zazwyczaj ktoś musi zarabiać więcej - bardzo rzadko się zdarzają w związku dwie absolutnie identyczne pensje. To czego nie rozumiem to dlaczego akurat facet ma zarabiać więcej. Kłoci to się trochę z ponoć postępowymi poglądami młodych Polek. Chyba, że to artykuł o tym jak Polki są konserwatywne. Albo o tym, że chciałoby się mieć ciastko i je zjeść.
        • taje Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 09:17
          Tak ale pytanie dlaczego źle znoszą. Może dlatego właśnie, że nawet niezależne i wykształcone kobiety zakładają, że mężczyzna ma zarabiać więcej. Jak nie zarabia więcej to odrzut. To zamknięte koło. Nie dziwiłoby mnie wcale, gdyby kobiety definiujące swoją rolę jako matka i żona tak myślały ale żeby te samodzielne i wykształcone singielki wpisywały się w retorykę patriarchatu, który ponoć odrzucają...
        • jowita771 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 11:53
          turzyca napisała:

          > Polki nie są konserwatywne. Polacy są konserwatywni. Przy takim rynku brak kons
          > erwatyzmu u kobiet skończy się byciem zaoraną, więc konsekwencją jest konserwat
          > ywna strategia wyboru.
          >

          Kończy się raczej tym, że to panowie "leżą odłogiem", jeśli idziemy w terminologie rolniczą. Panie wyjeżdżają za granicę i tam znajdują partnerów mniej konserwatywnych niż Polacy, a polscy konserwatyści jęczą, że "dziwki poleciały na kasę".
    • jowita771 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:35
      Nie rozumiem, dlaczego miałabym się zgadzać albo nie zgadzać z czyimiś życiowymi wyborami. Skoro kobieta woli być sama niż z partnerem, który jej nie odpowiada, to robi bardzo dobrze, że wysoko zawiesza poprzeczkę. Te, które mają podejście "lepszy taki niż żaden", zawieszają nisko i panowie dają radę doskoczyć. I wszystko się zgadza. Problem mają chyba tylko panowie, którzy do wysoko zawieszonej poprzeczki nie doskoczą, a pań z niska zawieszoną dla nich zabrakło. Ale to ich problem, a nie wymagających pań, nigdzie nie jest napisane, że każdemu się należy partner.
    • waleria_s Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:46
      Temat był wałkowany na ematce sto razy, tylko w nieco innej formie. Generalnie sprowadza się do jednego- każdy ma prawo mieć swoje wymagania wobec partnera. I każdy jakąś tam pozycję na rynku matrymonialnym ma, na którą składa się wygląd, charakter, pozycja zawodowa, wykształcenie, zainteresowania itd. Nie widzę powodu, dla którego ładna, ogarnięta życiowo, wykształcona kobieta po 30-stce miałaby łapać byle portki, bo to już czas. No nie. Z wiekiem (i tu niestety dla mężczyzn) wymagania kobiet względem przyszłego partnera raczej rosną, a nie maleją. Co ujdzie u 20-latka i na co przymknie się oko, u faceta w okolicach 30-40 lat będzie uwierać i spowoduje skreślenie na samym starcie.
      • dyzurny_troll_forum Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 10:10
        waleria_s napisał(a):

        >. No nie. Z wiekiem (i tu niestety dla mę
        > żczyzn) wymagania kobiet względem przyszłego partnera raczej rosną, a nie malej
        > ą. Co ujdzie u 20-latka i na co przymknie się oko, u faceta w okolicach 30-40 l
        > at będzie uwierać i spowoduje skreślenie na samym starcie.

        Ustawiony facet 35+ (taki na widok którego ślini się 30+ z tego wątku) na matkę swoich dzieci weźmie raczej 25+ niż 30+. Tak gdzieś w 90% przypadków.
        • iwoniaw Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 12:34

          > Ustawiony facet 35+ (taki na widok którego ślini się 30+ z tego wątku) na matkę
          > swoich dzieci weźmie raczej 25+ niż 30+. Tak gdzieś w 90% przypadków.
          >

          No i świetnie. Przynajmniej nikt mu nie truje, że poprzeczkę ustawia niewłaściwie. Autorka wątku tymczasem oburza się, że jakaś 30+ chcąca związku śmie mieć wobec faceta jakieś wymagania i że jak to. Ano tak to, że jakieś tam SWOJE standardy minimum ma każdy, niezależnie od wieku i płci i raczej dziwne byłoby, gdyby taka singielka ze startera rzucała się na każdego chłopa bez względu na jego "parametry" w dziedzinie dowolnej.

          Co do konkretnej kwestii wykształcenia formalnego - długo żyję na tym świecie, ale nie spotkałam się z tym, by ktoś żądał do wglądu od potencjalnego kandydata/kandydatki do związku dyplomu ukończenia szkoły/studiów. Ludzie dobierają się z mentalnie podobnymi sobie, co w dużym stopniu oczywiście koreluje z wykształceniem (jak i innymi aspektami osobowości, pozycji spiłecznej itd.), ale to raczej pożądane cechy skutkują konkretnym wykształceniem, niż wykształcenie sprawia, że ktoś nabiera pożądanych cech.
          • triss_merigold6 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 12:45
            No raczej. Czynniki środowiskowe są istotne, bo na dłuższą metę sprawdzają się podobieństwa, a nie różnice.
            Pani z dużego miasta, po studiach i z wygodną pracą, tak niekoniecznie będzie się dogadywać z panem na wsi po rolniczej szkole przysposobienia zawodowego. Może być z tego romansik wakacyjny w ramach egzotyki, ale nie związek.
          • jolie Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 15:02
            >Ludzie dobierają się z mentalnie podobnymi sobie, co w dużym stopniu oczywiście koreluje z wykształceniem (jak i innymi aspektami osobowości, pozycji spiłecznej itd.), ale to raczej pożądane cechy skutkują konkretnym wykształceniem, niż wykształcenie sprawia, że ktoś nabiera pożądanych cech.

            Zgadzam się w 100%. I nie ma się co oszukiwać, że te korelacje atrakcyjnych cech u faceta z wykształceniem to korelacje całkiem wysokie. Czyli facet bystry, pracowity i ambitny często skończył studia.
    • savignonblanc Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:48
      Powiem wprost. Gdybym teraz z jakiegoś powodu została singielka, byłabym nią już pewnie do kresu mych dni. Mam poprzeczkę postawiona tak wysoko, ze nie dałabym rady pewnych rzeczy przeskoczyć, a jestem w pełni świadoma, ze w moim wieku i z trójka dzieci szanse na znalezienie partnera na poziomie moich oczekiwań są nikłe.
    • kosmos_pierzasty Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:49
      Dla mnie to całkowicie zrozumiałe. Tzn. z zarobkami może być różnie (mnie w ogóle nie przeszkadzało, że mój obecny mąż zarabiał połowę tego co ja, gdy się poznaliśmy), ale przepaść intelektualna czy istotne różnice w aspiracjach mogą być sporą przeszkodą.
      I nie mam na myśli tego niewielkiego odsetka genialnych stolarzy tongue_out
    • triismegistos Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:54
      Też byłam wybredną trzydziestolatką, która nie chciała byle kogo na stałe. Dzisiaj jestem szczęśliwą mężatką. Czytając ten wątek wyobraziłam sobie, że miałabym obniżyć poprzeczkę i związać się z byle kim. Brrr.
      • tiszantul Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 13:00
        "Też byłam wybredną trzydziestolatką, która nie chciała byle kogo na stałe. Dzisiaj jestem szczęśliwą mężatką. Czytając ten wątek wyobraziłam sobie, że miałabym obniżyć poprzeczkę i związać się z byle kim. Brrr."

        Zgarnęłaś co chciałaś z bardzo deficytowego rynku i mówisz innym, ze też tak mogą? Praktycznie mówisz: mnie się udało, wam się nie uda
    • ichi51e Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 08:56
      myśle ze to bzdura. znalezienie sobie partnera to w dużej mierze kwestia szczęścia i trafieni w odpowiednim momencie na odpowiedni osobę. z czasem okienko robi się coraz węższe a człowiek przyzwyczaja się do bycia w pojedynkę. i lubi to co gorsza! wiec żeby z tego zrezygnować musiałby albo trafić na kogoś rzeczywiście niezwykłego/pasującego (a tacy w dużej mierze już sparowani) albo faktycznie brać co się nawinie - a to mu się zwyczajnie nie opłaca - przecież po to się człowiek pruje żeby mu było LEPIEJ niż samemu.
      • tiszantul Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 13:30
        "Natomiast śmieszy mnie to stwierdzenie o studiach i podyplomowkach. Naprawdę to żaden wyczyn, najgorszy cep jest w stanie skończyć"

        Panie kończą z zapałem godnym lepszej sprawy te podyplomówki, pragną awansu społecznego, więc kwestionowanie ich dumy i satysfakcji jest zwyczajnie nietaktowne. Rysunku dziecka też nie będziesz krytykować
        • elf1977 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 11.05.21, 09:01
          tiszantul napisała:

          > "Natomiast śmieszy mnie to stwierdzenie o studiach i podyplomowkach. Naprawdę t
          > o żaden wyczyn, najgorszy cep jest w stanie skończyć"
          >
          > Panie kończą z zapałem godnym lepszej sprawy te podyplomówki, pragną awansu spo
          > łecznego, więc kwestionowanie ich dumy i satysfakcji jest zwyczajnie nietaktown
          > e. Rysunku dziecka też nie będziesz krytykować
          Żenujące porównanie. Ambitna to śmieszna, ambitny to...ambitny.
    • umi Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 09:38
      Z zarobkami jest tak, ze ich poziom sie zmienia. Mysle, ze to "mniej zarabiac" jest tu wiec bardziej powiazane z tym wyksztalceniem. Po prostu szukaja kogos podobnego do siebie. To nie jest takie glupie, na poczatku sa motylki i wszystko wydaje sie proste, nawet jesli roznice sa kolosalne. Potem (z mojej obserwacji) to co rozczulalo zaczyna wqviac. I czlowiek oprocz haju hormonalnego potrzebuje tez wsparcia. Mysle, ze nie hydraulik jest problemem jako taki, tylko to, co hydraulik w glowie ma. Zwiazki ludzi ktorzy do siebie malo pasuja jako ludzie maja mniejsza szanse przetrwac. Wiec nic dziwnego ze osoba lat 30 nie jest juz tak beztroska jak 20-latka i niekoniecznie chce zyc chwila, a patrzy dlugodystansowo, szukajac kogos na stale.
    • tanebo001 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 09:46
      Kobiety cierpią na dychotomię - z jedne strony chcą być silne. Stąd pęd do studiów i kariery. Ale w przypadku poszukiwania partnera zostały w XIX wieku. Szukają silniejszego od siebie chłopa. Nie dopuszczają myśli że mogą z facetem wygrać. A przecież nie ma w tym nic złego...
        • ritual2019 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 10:16
          Oczywiscie ale ta plaszczyzna to nie tylko wyksztalcenie. Wyksztalcenie wyzsze zeeszta nie gwarantuje znalezienia wspolnej plaszczyzny, nawet jesli to bedzie podobne. Na ta wspolna plaszczyzne skladaja sie inne czynniki np swiatopoglad, menralnosc a te sa bardzo silnie ksztaltowane kulturowo czyli podejscie do tradycji, rodziny, sposobu wychowania dzieci, pracy zawodowej, obowiazkow domowych, spedzania wolnego czasu, relacji rodzinnych itp.
          • daniela34 Re: I co na to emamy? Poprzeczka 10.05.21, 10:22
            Oczywiście, że wykształcenie nie gwarantuje. Ale statystycznie łatwiej mi znaleźć płaszczyznę wspólną z facetem po studiach niż ze spawaczem. Tak się też składa, że podejście do tradycji i rodziny oraz obowiązków domowych i spędzania wolnego czasu wspólne mam bardziej z facetami po studiach z dużego miasta niż z kierowcami zawodowymi.
            Nie wykluczam, że są kierowcy zawodowi, którzy mają podobne do mnie sposoby spędzania wolnego czasu, ale niestety ich nie spotykam.