Dodaj do ulubionych

Życie z pesymistą.

27.05.21, 23:09
W zasadzie to nie wiem co mam napisać.
Mój konkubent, wieczna maruda. Wiecznie jakieś negatywne teksty. Za kilka dni jedziemy na wakacje, to słyszę że i tak będzie deszcz padał. Świeci słońce, to źle bo pszczoły latają.
Staram się o nic nie prości, ale jak już mi się dziś zdarzyło poprosić o przyniesienie z góry skarpetek przy okazji, bo i tak był (chodzę o kulach) to musiałam litanię wysłuchać, chodź chwilę wcześniej, to ja zostałam o coś poproszona przez niego. Zrobiłam bez słowa. Miliony sytuacji.
Ma wszystko, dom bez kredytu, samochody, firmę, wsparcie rodziny, a i tak ciąglę słyszę, jak to on ma ciężko. Na domiar złego pracujemy razem w domu od 10 lat.
Chyba z wiekiem mu się to nasiliło, bo na pewno w takim nim bym się nie zakochała. Widzę, że córka też już idzie w tę stronę.
Doszło już do tego, że staram się go unikać.
Jak przychodzi do łóżka to ja udaję ze śpię.
On odbiera mi radość życia. Chęci do czegokolwiek. Czuję że jestem na końcówce.
Tak się chciałam wyżalić.
Obserwuj wątek
    • mama-ola Re: Życie z pesymistą. 27.05.21, 23:13
      Może on ma depresję? Albo jest niezadowolony z życia? Nudzi się, przytłacza go monotonia? Albo się starzeje i widzi to?
      Tak czy owak sam musi sobie coś wymyślić. Jakieś hobby czy sport. To by go trochę przestawiło na inne myślenie.
    • fragile_f Re: Życie z pesymistą. 27.05.21, 23:20
      Idzcie na terapie małżeńską, po co się tak męczyć? Albo idz na terapię indywidualną.

      Odechciało mi się życia od czytania opisu, to co przechodzisz w domu musi byc 200x bardziej dołujące.
      • magdallenac Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 01:15
        fragile_f napisała:

        > Idzcie na terapie małżeńską, po co się tak męczyć? Albo idz na terapię indywidu
        > alną.

        Dokladnie tak. A jesli terapia nie zadziala, lub on sie nie zgodzi, wydrukuj sobie to co sama napisalas: Doszło już do tego, że staram się go unikać. Jak przychodzi do łóżka to ja udaję ze śpię.
        On odbiera mi radość życia. Chęci do czegokolwiek. Czuję że jestem na końcówce.


        Czytaj to codziennie i pomysl, ze ( jesli jestescie w mniej wiecej tym samym wieku) zostalo Ci przy dobrych wiatrach jakies 40 lat zycia z tym osobnikiem. A pozniej pomysl, ze masz tylko jedno zycie.
    • feiticeira Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 01:11
      Okropnie Ci współczuję. Czy on wie, że tak na Ciebie działa, czy znosisz to w milczeniu, a jemu się wydaje, że wszystko jest w porządku?
      Mam męża z tendencją bycia marudą, może nie tak ekstremalnego jak Ty, i też z wiekiem mu się to nasila, ale zauważyłam, ze na mojego działa, jak mu się pokaże jego zachowanie, czyli "zobacz konkubencie, poprosiłeś o coś, a ja to zrobiłam bez słowa skargi, choć chodzę o kulach. Ja poprosiłam Cię o głupie skarpety i musiałam wysłuchać całej litanii. Po czymś takim odechciewa mi się wchodzić z Tobą w jakiekolwiek interakcje".

      Myślę, że nie zmienisz stetryczałego pesymisty w radosnego optymistę, ale jest szansa trzymać malkontenctwo w ryzach.
      Tylko on musi wiedzieć jak na Ciebie wpływa. Nawet jeśli z początku miałby z tego powodu jeszcze więcej marudzić.
    • lot_w_kosmos Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 05:45
      Czy rozmawiałaś z nim o tym?
      Czy on wieco ci robi, czy w błogiej nieświadomości radośnie sobie poczyna?
      I co to znaczy że potulnie coś dla niego zrobiłaś skoro nieużyty żłób nie może zostać poproszony o zniesienie z góry skarpet chorej partnerce?
      • bergamotka77 Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 13:17
        lajtova napisał(a):

        > Nie ma pesymistów na świecie. Są realiści. Natomiast tak zwani optymiści mają j
        > akieś uszkodzenie mózgu.
        >

        Być może, ale są szczęśliwsi. A w życiu chodzi o to, aby być szczęśliwym prawda?
    • manala Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 07:02
      Współczuję. Mieszkam z podobnym typem więc wiem co to znaczy. Wykrzesać z niego jakiś entuzjazm - graniczy z cudem. Potrafi wszystkim popsuć wieczór przez jakąś pierdołę. Jest zupełnie pozbawiony empatii. Zamiast wsparcia , mogę liczyć na opierdol i fochy.
      No ale cóż...widziały gały co brały...
      A teraz jak się ma 2 dzieci i nie jest się 'wonskom specjalistkom' zarabiającą kupę kasy, to nie ma za bardzo opcji.
      Ciebie jednak rozumiem doskonale...
    • lilia.z.doliny Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 07:32
      Mam w rodzinie
      Bogu dzieki to ojciec, nie maz
      Ojca traktuje anegdotycznie, z mezem nie dalabym.rady
      Ale u mnie roze z ogrodu sa " troche przybrudzone jakby", klematisow mam nie sadzic, bo i tak nie urosna (urosly? Ale dziwnie sie pna; gdyby moj ojciec je wsadzal, to by sie piely lepiej), anemony sa za watle, a winobluszcz moze i kadny, ale za tp przy zlym plocie rosnie.
    • zamyslona_ona02 Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 07:58
      Proponuję z nim porozmawiać, może nie zdaje sobie sprawy z tego jaki jest męczący. Mój miał w pewnym momencie takie zapędy, gdy mu o tym powiedziałam to było wielkie zdziwienie i twardo twierdził, że wcale nie narzeka. Więc przy kolejnych jękach (które bardzo szybko nastąpiły) od razu wskazywałam mu je palcem. Po kilku razach zrozumiał i zaczął się pilnować. Zastosował odwyk i już jest ok (na razie kilka miesięcy, nie wiem czy na stałe wink).
    • ninanos Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 08:22
      Miałam w pracy takiego kolegę, z nim jak się rozmawiało to od razu człowiek czuł, że wszystko jest do bani, odbierał radość. Wieczny pesymista, wieczna ofiara wszystkiego i wszystkich, nie potrafił postawić na swoim, a później jak jest poszkodowany opowiadał długo, potrafił zdołować niejednego wesołka. Po tych kilku godzinach w pracy wracałam wyczerpana, przybita, choć starałam się nie słuchać o czym mówi to i tak jego rozkminy do mnie docierały. On to robił w taki specyficzny sposób, bo przy okazji wydawał sie koleżeński i miły.
      Jak odszedł, a w sumie to szef go wywalił zmieniło się energia w biurze.
      • bergamotka77 Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 13:23
        Ja miałam koleżankę. Nasz wspolny kolega uważał, że po wysłuchaniu X człowiek ma ochotę iść szukać sznura wink Strasznie negatywnie na mnie działają tacy ludzie. Wolę tych, którzy działają gdy im coś nie pasuje czy nie uklada się a nie tylko się użalają. To taka bierna agresja. Nie wspominając o tym, że wielu się dobrze układa, ale ponarzekać sobie muszą bo się uduszą. I wyrzygać wszystko swojemu partnerowi.
    • z_pokladu_idy Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 11:19
      Mam takiego ojca i babcię, z tym że babcia jest do tego toksykiem, potrafiła się obrazić na mnie, gdy dzieckiem byłam za byle bzdurę. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że jak się nie będę bawić w tę samą grę, co oni, to to upierdliwe zrzędzenie się kończy. Ojca załatwiam żartem, z babcią udaję, że nie wiem, o co jej chodzi, ale może herbatkę zaparzę. O dziwo po okresie dorastania, gdy nie widziałam dla siebie i taty szans na przyzwoite relacje teraz świetnie się dogadujemy. Kwestia tego, kto nadaje energię relacji.
      Ty się dostosowałaś do męża, więc to on dominuje swoim nastrojem i uwiesza na Tobie jak ten wampir energetyczny. Opieprz go z góry na dół, zajmij się swoim życiem i przyjemnościami. Gdy wyjeżdża powiedz, że ma dzwonić tylko z komplementami lub gdy wyląduje w szpitalu. Limit - 2 telefony dziennie, inaczej go zablokujesz.
    • malia Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 11:38
      Bardzo ci współczuję. Tytuł tylko zły dałaś, bo to chyba nie pesymizm, tylko hu..y charakter. Wygłaszanie litanii kobiecie która chodzi o kulach bo przyniósł skarpety to chamstwo w czystej postaci. Nie rozumiem tych 24 telefonów, po 5 bym już powiedziała, żeby się ogarnął, matko, przecież dzwoni 4-5 razy na godzinę!
      Idźcie na terapię, jak się da oczywiście. Ale już , teraz , zaraz weź mu uświadom co robi i jak to wygląda z boku, spokojnie, na zimno odczytaj mu z kartki co robił i ile razy w ciągu tego jednego dnia.
      • asia.sthm Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 18:15
        > nie pesymizm, tylko hu..y charakter.

        racja.
        zadne terapie tylko typa konfrontowac za kazdym razem i stawiac wymagania prostym komunikatem: przestan narzekac, nie dzwon z kazda glupota, pomoz mi z tym i w tym, usmiechnij sie. I tak bez przerwy.
        On sam nie czuje ze jest nie do wytrzymania, trzeba mu to pokazywac palcem i nie prosic a oczekiwac wyraznych zmian. Gorzej jak z dzieckiem big_grin
    • hosta_73 Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 13:13
      "Staram się o nic nie prości, ale jak już mi się dziś zdarzyło poprosić o przyniesienie z góry skarpetek przy okazji, bo i tak był (chodzę o kulach) to musiałam litanię wysłuchać, chodź chwilę wcześniej, to ja zostałam o coś poproszona przez niego"

      Ten człowiek to cham i świnia.
      Ty jesteś zbyt pokorna. Jeśli się nie postawisz oi nie zarządzasz zmiany, lepiej nie będzie.
      Trzymaj się.
    • allijja Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 14:50
      kiedyś juz opisywałam...
      jako młodziutka świeżynka trafiłam do pracy i tam ujał mnie chlopak, taki "śliczny" przystojniaczek...No wiecie jak to było...rzucanie "długaśnych" spojrzen, kombinowanie zeby znaleźc sie w miejscu, w ktorym jest "przystojniak", jakies wieczorne marzenia "jak to bedzie kiedy ON...."
      Pracowalismy na innych zmianach wiec chlopaczka widywałam krótko, moze kilkanście minut co kilka dni. Ale wystarczyło na wszelakie wyobrażenia...
      No i po kiliku miesiącach trafił sie wyjazd służbowy, na kilka dni. Pojechał "przystojniaczek" oraz m.in. ja. Wszyscy bylismy zakwaterowani w jednym hotelu a na posiłki chodziliśmy do jednej knajpy.
      Po pierwszym dniu miałam ochote zamordować obiekt moich kilkumiesięcznych westchnień...
      Każdy posilek to było marudzenie - sztućce brudne (?), posilek za późno/ za zimny/kelnerka nie usmiecha sie. Obrus brudny a kelner nie zmienił fartucha. A poza wszystkim to nie ma słońca tylko jest pochmurno...
      Miałam ochote udusić dziada....
      Oczywiście "odkochałam się" w poł dnia (a, qrna, poł roku westchnień....zmarnowane...)
      Chłopak (mlodziutki, 20 kilka lat) wkrótce sie ozenił i równie szybko zmarł - na białaczke. Moim zdaniem to ten jego krytykancki (wredny) charakterek przyczynil sie do tego. Jemu naprawde NIGDY NIC się nie podobało. Ja jednego dnia nie bylabym w stanie przezyc z takim malkontentem..
      Niektóre typy tak mają = omijać z daleka.
    • abecadlowa1 Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 16:28
      Umęczyłam się czytaniem. Mam w dalszej rodzinie takie osoby. Gdy byłam młodsza, to po każdym kontakcie z cioteczką czułam się wyssana i sponiewierana. Dziś staram się świadomie wybierać dla siebie towarzystwo. Lubię ludzi pozytywnych i pogodnych. W pewnym momencie swojego życia (dawno) z zaskoczeniem odkryłam, że największymi marudami są osoby, które nie mają do tego żadnych obiektywnych przyczyn, a osoby z naprawdę ciężkimi doświadczeniami mają często w sobie lekkość, pogodność i akceptację, których można im zazdrościć.
      • jolie Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 18:00
        >W pewnym momencie swojego życia (dawno) z zaskoczeniem odkryłam, że największymi marudami są osoby, które nie mają do tego żadnych obiektywnych przyczyn, a osoby z naprawdę ciężkimi doświadczeniami mają często w sobie lekkość, pogodność i akceptację, których można im zazdrościć.


        To prawda, tak jest. Wiecznie uciemiężone i pokrzywdzone marudy to często chyba ukryci narcyze.
        • abecadlowa1 Re: Życie z pesymistą. 29.05.21, 10:22
          taki-sobie-nick napisała:

          > To znaczy - ile znasz tych osób z ciężkimi doświadczeniami?

          Sporo. Chyba nawet zbyt wielu. Z pokolenia moich dziadków to praktycznie każdy, kto doświadczył wojny, przesiedleń, pracy przymusowej, widoku śmierci. Wśród młodszych ludzi znam osoby doświadczone ciężką chorobą, niepełnosprawnością swoją lub kogoś bliskiego, traumatycznym rozwodem. I pewnie wiele więcej by się znalazło.
          Nie chcę generalizować, że żadna z tych osób nie jest marudą. Bywa przecież, że ciężkie doświadczenia kogoś łamią i odbierają mu wolę życia. Znałam osoby, które popełniły samobójstwo (one niestety też nie narzekały na swój los, bo gdyby tak było to może dostałyby pomoc na czas).
          Widzę natomiast często, że ktoś, kto poradził sobie z trudnościami, ma w sobie tę lekkość, o której wyżej pisałam. Ale kluczem jest chyba to "poradził sobie", czyli dał radę te problemy udzwignąć, rozwiązać, zaakceptować.
    • bei Re: Życie z pesymistą. 28.05.21, 17:44
      Ponarzekaj razem z nim, ale nie za długo, niech się ucieszy, ze ma wspólnika. Później przejdź do pozytywów i poproś, by tez swoje znalazł. Jak się nie da, to musisz szukać swojego świata.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka