po-trafie
31.05.21, 21:39
Ostatnio mam nieco więcej czasu na forum i tak się ułożyły watki, że często wypływaja tematy zawodowe. Udzielam się, dzielę swoja perspektywa, nie ukrywam, że pracuję na dość wysokim, kierowniczym i decyzyjnym stanowisku w międzynarodowej korporacji.
Nie uważam tej pracy ani za lepszej, ani za bardziej wartościowej niż bycie sprzedawca, nauczycielem, producentem, rolnikiem, elektrykiem czy muzykiem. Uważam, ze dopóki nikogo swoja praca nie krzywdzimy, i do tego ktoś chce za nia placic - to najpewniej ma sens i przynosi pożytek. Jestem ze swojej pracy dumna, widzę w niej sens, widzę dla niej powód. Mam nadzieję, że wiekoszosc ludzi, pracujacych w zawodach, o ktorych wiem niewiele i ktorych mozliwe, ze nie rozumiem, znajduje w swojej pracy taka dume i cel.
Bo szkoda ladowac po 40-50h tygodniowo w cos bezcelowego.
W kazdym razie, gdy pisze o swojej pracy to w zamian widzę często... pogardę. I lekceważenie.
Bo bullshit job. Bo korporacje placa za nic, przesuwanie papierow i exceli w te i nazad. Bo bezcelowe, bezwartosciowe i ogolnie - zaslugujace na szyderstwo.
Czemu?
Jesli firme stac na oplacanie ludzi, ktorzy przez rok beda patrzec w papiery, gromadzic je, byc obecni po to zeby raz w roku wykonac akcje, ktora uratuje firme od wtopy kosztujacej 3krotnosc ich rocznego wynagrodzenia - to czy ich praca jest bzdurna?
Jesli firma jest tak duza, ze nie sposob bo ludzie wykonujacy prace komunikowali sie bezposrednio z szefem, i ktos musi tworzyc kolejne poziomy podsumowan, streszczen, skrocen, raportow - by ktos inny mogl na ich podstawie podjac dlugofalowe decyzje, to czy ci ludzie od podsumowan sa nic nie warci?
A ci od czytania raportow i podejmowania decyzji, tez nic nie warci?
Moze tu sie teraz posypia anegdotyczne dowody na to, ze ktos kiedys po reorganizacji mial placone przez 4 lata mimo tego, ze nie robil nic i haha korpo nie zauwazylo. Ale jednak wiekszosc analitykow, kierownikow, headow, dyrektorow, prezydentow czy tam innych "glownych" wykonuja prace majaca jakis cel i efekt, moze nie tak widoczny jak przerzucenie wegla albo operacja na otwartym sercu, niemniej: jest cel i oczekiwany efekt.
Skad ta pogarda?