Dodaj do ulubionych

jak żyć z dwojgiem kłamczuchów

15.06.21, 00:28
Piszę pod zmienionym nickiem z istotnych sobie znanych powodów, których się zresztą nie wstydzę i chętnie mogę podać.
Mam problem z moją starszą siostrą i teraz też z moim synem. Z siostrą różnie to bywało, człowiek też analizuje i myśli, że nie wszystkiemu ona była winna. Ale jak się chce być uczciwym i starać się wyciągnąć rękę do zgody, to się okazuje, że jest się naiwnym idiotą, który sam się prosi, żeby go nerwy zjadły, bo najbliższe osoby mają go gdzieś!!!!
4 lata temu był pogrzeb mojego ojca, na który wiadomo i chciałam i musiałam przyjść. Na pogrzebie, gdy się odwróciłam na chwilę, siostra poprosiła mojego syna o jego nr telefonu. Nie byłam zadowolona. W zeszłym roku syn skończył 18 lat i dzyń dzyń dzwoni telefonik (za moimi plecami, bo przecież jesteśmy pokłócone), czy nie pojechałby do niej za granicę - ona zaprasza. No rozeszło się po kościach, bo był covid, lockdown i kwarantanna. W tym roku znowu ona pierwsza do niego dzwoni. Napisałam jej, że nie podoba mi się to, że odbywa się to poza moimi plecami, a jak rozumiem, kasę na bilet to chętnie, żebym ja wyłożyła, to tak. No to mi odpisała - że to mój syn do niej zadzwonił pierwszy z pytaniem, czy może przyjechać i w zeszłym i w tym roku! Wiem doskonale, że to nieprawda z wielu powodów, których tu nie będę pisać, żeby było krócej. Zadzwoniła do mnie, to jej mówię - dlaczego kłamiesz - no to ona, że już nie pamięta jak to naprawdę było. I wiem, że czasami można czegoś nie pamiętać, ale tu założyłabym się na 100%, że doskonale pamięta. A w ogóle zadzwoniła, żeby się dowiedzieć, czy syn jest zaszczepiony na covid. No to jej mówię, że jestem przeciwna podawaniu tej szczepionki, która nie przeszła jeszcze III fazy badań klinicznych, a wśród moich znajomych mam rodziców, którym szczepionka (inna) zmarnowała dziecko, a skutki uboczne mogą okazać się po latach. No to ona mówi, że szczepionka jest konieczna, bo jak jest tylko zaświadczenie o braku covidu (za które chętnie bym zapłaciła) to jest i kwarantanna. Wchodzę na stronę MSZ, wchodzę na stronę ambasady tego kraju i wcale szczepionka nie jest konieczna i żadnej kwarantanny nie ma. Po prostu jej zależy, żeby on się zaszczepił, jakby do niej przyjeżdżał (przypominam, to nie on ją prosił o przyjazd, tylko odwrotnie) bo ona nie widzi żadnego problemu w szczepionce, czyta tylko newsweeki i inne takie, które oczywiście tak sprawę przedstawiają, że no szczepionka to must-have i zero wątpliwości. Oczywiście, ona pewnie powie, że "nie wiedziała" (co jest mało prawdopodobne, bo skoro jeździ między jednym krajem a drugim) i znów będzie się wymigiwać, ale jak można uwierzyć drugi raz komuś, kto kłamie.
Mam mieszane uczucia, ona mi nabroiła w życiu wcześniej, nie podobało mi się wyłudzenie telefonu od syna, sprawa niestety nie przycichła, tylko czekała, aż skończy 18 lat, wiem, że cieszyłby się na wyjazd zagraniczny i trochę go moje obiekcje nie obchodzą, z któego to powodu mi przykro, bo chyba 18 latek mógłby zrozumieć, że osoba, która tak postępuje, to nie wiadomo, czego się spodziewać potem. No więc, jestem rozdarta, bo można było tego tematu nie ciągnąć, bo mi napisała, że skoro "nie pozwalam" to on nie pojedzie, niepotrzebnie pisałam, że wcale nie "nie pozwalam" tylko nie podoba mi się, że to się odbywa poza moimi plecami, to teraz wypłynął temat szczepionki. I też inaczej bym do tego podeszła, gdyby przyszedł i powiedział mi no nie wiem: mamo, jest lato, chcę jechać do Chorwacji i dlatego chcę się zaszczepić, ale tego tematu nie było w ogóle, dopóki moja siostra nie wyjechała z tym zaproszeniem i jako rzecz oczywistą uznała, że on się zaszczepi.
Chciałam wbrew sobie nie utrudniać mu czegoś na co się cieszy, a czuję się jak naiwna idiotka i uważam, że postępowanie mojej siostry to nie jest takie nic, zwłaszcza, że już wcześniej wielokrotnie pokazała, że się po prostu ze mną nie liczy.
I tak jak miałam w domu spokój, to teraz jest wykopywanie x-n artykułów na poparcie mojego stanowiska dlaczego szczepionka nie, a wiadomo, że jak ktoś (mój syn) się uprze, to choćby mu udowadniać, że 2x2 to 4, to będzie, że jednak czasami może być 5.
Nie wiem, dlaczego jestem taka głupia, że nie potrafię zdecydowanie powiedzieć, synu, jest tak a tak, takie zachowanie nie podoba mi się, i zwiedzaj sobie świat, ale nie kosztem tego, że będę tak traktowana. Tylko drugie denko jest takie, że mój synek pieniędzy nie ma (i wcale do pracy się nie pali - wakacje mu przeciekają przez palce na nic konkretnego) i dlatego nie jest mu wszystko jedno, czy sobie jakiś kraj będzie zwiedzać sam, czy na czyjeś zaproszenie, szkoda tylko, że zachowanie mojej siostry jest dla niego przy tym sprawą drugorzędną.
Z tego co widzę na tym forum, 18 letnie osoby to się traktuje jak niuniusie, które mają prawo skończywszy szkołę na takich sobie ocenach leżeć do góry brzuchem przez 4 miesiące. I niech leży, tylko potem przychodzi do sytuacji w której on ma moje zdanie gdzieś, bo ktoś mu coś zaoferował, a on przecież nie ma pieniędzy, więc to sobie ceni, że nie musiałby płacić. Do pracy wypchnąć go nie można. Ja pracowałam od 15 roku życia i sądzę po sobie. I tak, uważam, że krzywda mi się żadna nie stała przez to, a wręcz przeciwnie.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka