Dodaj do ulubionych

A jak finansujecie urodę?

16.06.21, 11:59
Płacicie Wy czy partner?
Te wszystkie bzdety, typu kształtowanie sylwetki, seksowna bielizna, nawet dobry fryzjer.
Przecież tego się nie robi dla siebie, a dla wyglądu, wygląd, jakby nie było z zewnątrz, podziwia bardziej partner niż Wy.
To kto powinien za to płacić?
A jak że wspólnego konta idą te wszystkie drogie jakby nie było rzeczy, to uzgadnianie je wspólnie?
Obserwuj wątek
    • chococaffe Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:07
      To mi przypomniało rozmowę z koleżanką o tzw prezentach dla siebie. Uznała, że to nie żadne prezenty tylko zwykłe maintenance wink


      Pewnie wydaję mniej na tzw urodę niż średnia, ale płacę ja , swoją kartą, niczego nie uzgadniam. I robię to przede wszystkim dla siebie
      • chococaffe Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:11
        Mnie nic nie pomoże, oporcz operacji plastycznych, które są poza zasięgiem naszego budżetu

        big_grin

        Mam podobne nastawienie z dodatkowym elementem, że dla super urody nie dam się ciąć, znieczulać i żeby mnie bolało. Od razu spora oszczędność
      • picathartes Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 17:07
        > To mi przypomniało rozmowę z koleżanką o tzw prezentach dla siebie. Uznała, że to nie żadne prezenty tylko zwykłe maintenance wink


        Rację miała koleżanka. Kremy, sport i inne hobby oraz przyjemności to maintenance. Idzie ze wspólnego konta i nie ma się z czego spowiadać ani tłumaczyć big_grin
        Z prywatnego konta płacę wyłącznie za ekstrawagancje, do których nie chcę się małżowi przyznać. Coś w typie jedwabnego jednokolorowego tiszertu w cenie piętnastu podobnych big_grin

        A tak na serio to małż ma mnie za niesamowicie oszczędną (czytaj sknerę) i w sumie się cieszy, jak coś wreszcie na siebie wydam smile
    • szmytka1 Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:08
      Strzyżenie kosztowało mnie ostatnio 35 zł i byłam pierwszy raz od lat u fryzjera, zamierzam teraz trzymać krtsze włosy i łazić co 2-3 miesiące na podcięcie, więc stać mnie żeby się szarpnąć na taki wydatek i naszego budżetu to nie naruszy. Seksowna bielizna to cos co wywoluje u mnei cień usmiechu. Ja kupuję wygodną i ładną, jak ejst potrzeba wynikająca ze zuzycia poprzedniej. NIe wydaję na zadne drogie rzeczy urodowe. Mnie nic nie pomoże, oporcz operacji plastycznych, które są poza zasięgiem naszego budżetu tongue_out

      Gorzej nadszarpuje nas służba zdrowia, prywatna. Np zęby to mąż mi funduje tongue_out A musze teraz 2 zrobić, masakra. A może okulary, bo będę u okulisty niebawem a kardiolog a neurochirurg chłopu a to a śmo, a rehabilitacja, bo na nfz 10 zabiegów przysługje i finito. Zdrowie ot co nas zeżera finansowo. Co tam uroda.
    • daniela34 Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:11
      Chodziłam do tego samego fryzjera przed partnerem i chodzę teraz. Bieliznę kupowałam przed przed partnerem i kupuję teraz, Nie, nie robię tego dla partnera, a dla siebie. Płacę sama. Oczywiście zdarzają się prezenty w postaci kosmetyków czy ubrań. To owszem i jako prezenty są ok. Natomiast koncepcja, że fryzjer czy bielizna to dla partnera mnie trochę...hmm...zdumiewa.
    • sumire Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:20
      Yyy, no nie.
      Chodzę do fryzjera dla siebie, ubieram się dla siebie, kosmetyczkę odwiedzam dla siebie, o ładny uśmiech dbam dla siebie. Robiłam to, będąc samotna i tak samo jest teraz. Nie ogarniam koncepcji "nie dla siebie, a dla podziwiania z zewnątrz". Prezenty ok, finansowanie nope.
    • asfiksja Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:22
      Noszę kucyk, końcówki przycinam sama, jeszcze nie muszę farbować. Sylwetkę mam ukształtowaną, wręcz zdeformowanie jej oznaczałoby dodatkowe koszty ponoszone na jedzenie, seksownej bielizny nie uznaję, koronki i poliestry mnie gryzą. W kategorii wyglądowej jestem nader ekonomiczna w utrzymaniu.
      Niestety w kategorii "sport i hobby" już tak różowo nie jest.
      • chococaffe Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:29
        wygląd jest często połączony z samopoczuciem. Ze swoim samopoczuciem jestem 24/7

        Poza tym - często się wiąże z dotykiem - czyli tym jaki materiał mnie otula (nie ściska), czy moja skóra/włosy czują się komfortowo itd itp
          • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:38
            Bo ja wiem? W zyciu wyglądałam doskonale i jak cien siebie, w jednym i drugim przypadku czułam sie z sobą tak samo. Podobam sie sobie z +5 i -10, ze wszystkimi moimi wadami, na które nawet uwagi nie zwracam, bo i po co? Żadne kadzenie mi nie poprawia mojego humoru czy własnego spojrzenia na siebie, tak samo krytyka. Czuje sie tak samo dobrze i pewnie w dresach i bez makijazu na jakimś spotkaniu, które mi wpadło znienacka jak i wyfiokowana w wersji total.
          • chococaffe Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:38
            Może dlatego, że u mnie to idzie w parze? Na przykładzie kosmetyków - te które dają mi ogromne poczucie komfortu (braku podrażnień itp) jednocześnie pomagają urodowo? Podobnie z ciuchami - te które mi się podobają są bardzo przyjazne i przyjemne?

            Może dlatego, że moja strefa komfortu to raczej pozycja obserwacyjna i moje wysiłki urodowe są raczej typu, żeby zniknąć w tłumie a nie się wyróżniać nawet najbardziej pozytywnie? I żeby zginąć w tłumie coś jednak muszę "poprawiać" typu dobór fasonu, kolorów a nawet kosmetyków?
            • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:57
              Ale wiesz co, to wcale nie jest śmieszne, kiedyś uczestniczyłam tu w jakimś wątku, w którym wpierano mi, że depiluję ciało dla innych. big_grin Bo gdybym nie musiała robić tego dla innych, to zarosłabym. big_grin Chyba naprawdę jest mnóstwo ludzi, którzy robią coś dla innych, dla mnie to tak absurdalne, że aż smutne.
              • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 17:09
                Smutne?

                Idealna brazylijska depilacja woskiem to jednorazowy koszt 160 zł - z nogami w pakiecie, bo jak próbujesz zakupić tylko te bardziej problematyczne zakątki ciała to wychodzi niewiele mniej. Takiej depilacji oczekiwał ode mnie jeden z partnerów. Płaciłam ze swoich, zgodnie z mantrą "samodzielna, niezależna, wykształcona, z dużego miasta".

                160 zł to również roczny koszt depilacji woskiem wykonanej przeze mnie samodzielnie i uwzględniający przede wszystkim moje potrzeby.

                (Tak, wiem, Ty się opitoliłaś laserowo i masz luz).

                Pytanie kosmos jak najbardziej zasadne dla mnie. Kiedyś jeden z absztyfikantów stwierdził, że gdybym w siebie zainwestowała to zakasowałabym nie pomnę już kogo. Spytałam, czy mam wyłożyć 100 000 zł z własnego konta dla polepszenia jego ego. Nie odezwał się do mnie więcej. Krzyż z depilacją brazylijską w pakiecie na drogę.
                      • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 18:18
                        Ustosunkowałam się do wypowiedzi thank you. Skierowałam wątek w stronę wymogów panów, które to wymogi IMHO obciążają mój portfel (lub przynajmniej usiłują). Opisałam całych dwóch i to w aspekcie historycznym. Tyle chyba wolno?
                          • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 19:16
                            Nie wiedziałam, że facet, który lubi wydepilowaną kobietę to automatycznie zjeb - chyba pojechałaś. Choć, zważywszy na to, że nasze córki będą miały partnerów w dużej mierze chowanych na porno może czas zacząć się bać.

                            Absztyfikant nr 2 i tak odpadł w przedbiegach, ale fajnie, że tworzysz sobie wersje alternatywne na temat cudzego życia.

                            Co do partnerów licznych względnie przed - cóż, jest popyt, jest podaż, tudzież na abarot, nespa?
                            • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 19:25
                              Napisała ta, która nie tworzy... (o mężatkach, które z racji posiadania mężów nie miały kontaktu z innymi facetami wink).

                              No wiec zjeb to ktoś taki, kto oczekuje od kobiety bolu, aby dopasowała sie do jego estetycznych wymagań. Moge tak sadzić? Dzięki...
                              • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 20:46
                                Walczysz o uznanie, że masz jakiś przebieg? Proszsz...

                                Nie tworzę mitów. Po prostu zawsze mnie śmieszyło na ematce wnioskowanie o wszystkich elementach zbioru (tu: faceci) na podstawie jednego elementu zbioru (tu: mój mąż). Przykładowo: jak huknę to mąż karnie leci ze śmieciami - Twój nie wynosi więc huknij. Faktem jest, że Twój mąż dostosowuje się do Twojego wyboru w kwestii własnego owłosienia (a poprzedni mężczyźni albo a) się dostosowywali albo b) nie mieli zdania albo c) nie dostosowywali, było minęło), co jednakowoż nie jest wcale normą kulturową.

                                I doskonale o tym wiesz.

                                Możesz tak sądzisz, że wszystkie kobiety, które robiły sobie depilacje/piersi/tatuaże dla facetów robiły to niewątpliwie dla zjebów. To cokolwiek uproszczone spojrzenie, ale prosisz...
                                • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 21:14
                                  O nic nie walczę, tylko niestety zmuszona jestem do tłumaczenia ci takich oczywistości, ale oczywiście potwierdzasz moja teze, ze jestes tym, co zarzucasz („ tworzysz sobie wersje alternatywne na temat cudzego życia” = „ Walczysz o uznanie, że masz jakiś przebieg?„).Do tego argument: masz męża, to co możesz wiedzieć o singielskim zyciu, a jak ktoś mówi, ze jednak cos wie, to znaczy, ze sie przechwala. Podsumowując - tandetne zagrywki.

                                  Nie wypowiadam sie o wszystkich kobietach a o tobie, bo to TY napisałaś o wymaganiach swojego faceta (do którego jak na niezależna kobietę dostosowywałas sie, płaciłas i cierpiałas).

                                  Cos jeszcze?
                                  • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 21:57
                                    A owszem.

                                    Wymogi facetów i dostosowywanie się kobiet są pochodnymi "kultury patriarchalnej", wzięłam ją w cudzysłów, bo jednak jest to forma opresji, więc posługiwanie się słowami typu "zjeb" w takich wypadkach jest dla mnie jakimś uproszczeniem, nieporozumieniem i zwyczajnie mnie razi. Zresztą: skoro facet zjeb, to jak nazwiesz kobietę, która się dostosowała do cudzych wymogów?

                                    Nie wykluczam zresztą użycia subtelnej ironii w pierwszym wpisie, wszak posłużyłam się cudzysłowem.

                                    Co otworzyło dyskusję na temat tego czym jest "niezależność" kobiet w dzisiejszym świecie. Ja, kobieta niezależna, kupuję sobie torebkę Korsa, 12cm szpilki i krem od Arden za samodzielnie zarobione przez siebie pieniądze!
                                    Ale skąd, niezależna by wzięła kosz wilkinowy po babci, cichostępy i posmarowała się resztką masła ze śniadania! Alternatywnie wmówiła wszystkim wokół, że lubi, że robi to dla siebie, WYŁĄCZNIE dla siebie...

                                    Podkreślanie elementu cierpienia też mnie dziwi. Może mam próg bólu poustawiany inaczej, ale uważam, że ból dupy jest doprawdy śmieszny w porównaniu z bólem duszy i w sumie jest dla mnie nieistotny. A o alternatywnych metodach usuwania owłosienia, podobnie jak o wielu kwestiach związanych z kosmetyką, zwyczajnie wiem mało. Wiedza na ten temat to jakiś obowiązek?

                                    A mężatki, które dowodzą, jak to od zawsze miały i na zawsze mieć będą w nosie wymagania facetów po prostu nieustannie mnie śmieszą. Ale traktuję je jako klasykę ematkowego folkloru, tego samego, w którym tak ochoczo wystawia się cudzym mężom walizki, a potem zakłada wątki pod zmienionym nickiem
                                    • piataziuta Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 22:14
                                      "A mężatki, które dowodzą, jak to od zawsze miały i na zawsze mieć będą w nosie wymagania facetów po prostu nieustannie mnie śmieszą."

                                      Nie jestem mężatką.
                                      Dla facetów, którzy się wokół mnie kręcili nie miało znaczenia nigdy NIC z tematów ubraniowo/makijażowo/włosowo/bieliźniano/owłosieniowych. NIC.

                                      Jeśli u ciebie ktoś stawiał wymagania w tych kwestiach, to może po prostu nie był zachwycony innymi aspektami i chciał braki w związku czymś nadrobić.
                                      • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 22:23
                                        A zdecydowałaś się już na ten ślub, co to ostatnio rozważałaś, czy nie?

                                        Cudownie! Gdzie znajdowałaś takich abnegatów?

                                        Jakby to powiedzieć - co mnie obchodzą braki kogoś wybrakowanego, kto zabrał walizki z mojego życia wiele lat temu (w sensie dosłownym), a lista moich grzechów i braków dłuuuga była, oj długa, łącznie z tym, że źle ścieram okruszki ze stołu!
                                        • piataziuta Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 09:03
                                          casasingato napisał(a):

                                          > A zdecydowałaś się już na ten ślub, co to ostatnio rozważałaś, czy nie?

                                          Jakbym się zdecydowała, to bym nie pisała, że nie jestem mężatką, nie sądzisz?


                                          > Cudownie! Gdzie znajdowałaś takich abnegatów?

                                          Nie byli abnegatami.


                                          > Jakby to powiedzieć - co mnie obchodzą braki kogoś wybrakowanego, kto zabrał wa
                                          > lizki z mojego życia wiele lat temu (w sensie dosłownym), a lista moich grzechó
                                          > w i braków dłuuuga była, oj długa, łącznie z tym, że źle ścieram okruszki ze st
                                          > ołu!

                                          Współczuję ci. Mam nadzieję, że poukładałaś sobie w głowie na tyle, że nie dajesz się już nikomu poniżać.
                                          • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 09:59
                                            piataziuta napisała:

                                            > Jakbym się zdecydowała, to bym nie pisała, że nie jestem mężatką, nie sądzisz?

                                            Ale możesz się szykować

                                            > Współczuję ci. Mam nadzieję, że poukładałaś sobie w głowie na tyle, że nie daje
                                            > sz się już nikomu poniżać.

                                            Cóż, ematki usilnie próbują.
                                    • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 08:29
                                      No nie, mamy XXI w., sama piszesz o sobie per niezależna, więc Twoje dostosowywanie się do faceta jest TWOIM dostosowywaniem się. My już nie musimy tego nie robić, te piękne dla facetów czasy, gdy byli panami życia bezpowrotnie minęły, no, chyba, że uda im się trafić na taką łanię - ale to wtedy sprawa łani, że karnie leci i depiluje co się panu nie podoba.

                                      Tak, robię to wszystko dla siebie - Ty piszesz o szpilkach, a ja zakładam sneakersy, pół ostatniej zimy przechodziłam w dresach (oczywiście, wg mnie - bardzo ładnych) - naprawdę myślisz, że jako kobieta, nosiłabym coś, w czym się sobie nie podobam? Zresztą kto uważa, że kobieta w szpilkach jest seksowniejsza? Czy ja muszę być seksowniejsza/ładniejsza/lepsza niż jestem? Gdy jestem WYSTARCZAJĄCO dobra.
                                      Jak mam ochotę, to zakładam szpilki, ale robię to coraz rzadziej (choć uwielbiam i traktuję je w sumie kolekcjonersko) - ale gdy je zakładam to nie czuję się LEPIEJ. Rozumiesz? Czy w plastikowych sandałach z arbuzami od Kate Perry, klapkach od VN czy szpilkach D&G - ja nie czuję się ani lepiej/ani gorzej.
                                      Wszystko robię dla siebie, czasami mąż mi coś sugeruje ale jeśli jest to ZBIEŻNE z moim poglądem (tylko po prostu wcześniej nie wpadłam na jakieś rozwiazanie), to korzystam z podpowiedzi i w sumie jestem wdzięczna za poszerzenie horyzontów.

                                      Przed mężem miałam xx facetów i każdy z nich miał swoje preferencje... no i? Miałabym się zmieniać pod kolejkę męskich wyobrażeń? Weź.
                                      Nie wiem skąd u Ciebie zbiór pt. mężatki, ja piszę o SOBIE i ja, jako mężatka, mam w domu takiego męża, który mi odpowiada; a odpowiadają mi faceci, którzy się nie wpierd... w moje owłosienie łonowe, czy to z jednej czy z drugiej strony (akurat do tej pory znałam głównie tych, którzy preferowali włosy a nie totalne zero) - u mnie mój wygląd na dole zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie zakładam wątków pod zmienionym nickiem i piszę od lat na swoim - kompromituję się na jednym, nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem, bo mnie forumowa opinia na mój temat obchodzi tyle samo, co opinia facetów o owłosieniu łonowym.

                                      Nie wiem po co te przytyki o kwestiach związanych z kosmetyką... Masz jakiś problem ze mną? To było trzeba napisać tak od razu. smile
                                      • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 09:51
                                        Cóż, Ty i hrabina strasznie przypięłyście się do "bólu" w trakcie depilacji, dorabiając do tego ideologię o poświęcaniu się dla faceta, przepraszam, dla jakiegoś zjeba. Tymczasem ja zaczęłam się depilować dla siebie będąc nastolatką, a na wspomniany antyczny depilator sama zarobiłam kasę (zakup w Baltonie, 44 000 zł). Były wtedy jakieś lepsze metody, ekspertko od urody? Może, nie wiem. Od tamtej pory moja wiedza o metodach depilacji znacznie się nie poszerzyła czego nie da się o powiedzieć o progu bólu - ten na pewno się obniżył, a i włos się osłabił; laserowa zresztą nie jest dla każdego z przyczyn medycznych, ale tymi nie będę się zasłaniać - po prostu mam swoje nawyki, adekwatne zresztą do stylu życia. Natomiast dla kogoś, kto tak jak Ty ma hysia na punkcie kosmetyków i pewnie urodowych nowinek (w tym kontekście Ci o tym przypominam, skoro nie wiesz - wyjaśniam) tego typu postępowanie wydaje się świadczyć o jakichś problemach. No, ok.

                                        Dodam, że depilacja brazylijska zasadniczo polega na usuwaniu owłosienia z tyłu - z przodu możesz sobie pojechać na łyso, ale też zostawić trójkącik albo paseczek - sama wybierasz. Wybierałam co chciałam, bo tak, wargi sromowe i, o ile pamiętam, jednak bikini są bolesne, ale dupa - obleci. Ale to, jako ekspertka, przecież wiesz. Wiesz? Nie, no, zakładasz, że padłam łupem ukrytego pedofila i z troski tak mną potrząsasz.

                                        Przypominam, że wątek był o zasadniczo o kasie i wydatkach na urodę. Wpisałam depilację, bo to był chyba jedyny wypadek, kiedy zaczęłam wydawać więcej niż zwykle z powodu jednego faceta (i nie wyciągałam od niego kasy właśnie w imię owej "niezależności i samodzielności", w kulcie których mnie wychowywano), potem jeszcze udawałam przez chwilę, że mnie jest to potrzebne, a w końcu przerzuciłam się na tańsze chałupnictwo i jestem całkiem zadowolona, że o kieszeni nie wspomnę.

                                        Wtręt o szpilkach et alia był przyczynkiem do rozmowy o charakterze socjologicznym, "kto uważa, że kobieta w szpilkach jest seksowniejsza" itp.; Ty spłyciłaś to rozmowy o sobie (sneakersy) i o mnie (szpilki). Sama pisałam w cudzysłowiu, ale nawet tak zaserwowana ironia Cię przerosła. Cóż, nie posiadam żadnego z wymienionych przez siebie artefaktów, a co noszę i co trzymam sobie na półkach i wieszakach dla "mania" to zupełnie inna historia. Nie jesteś jedyną kolekcjonerką szpilek (jednak max. 9 cm) na tym padole.

                                        Ty się nie dostosowujesz do facetów (liczba mnoga obowiązkowo!), brawo Ty. Piszesz o sobie per "my"? Jakie "my"? Jesteś pewna, że dzisiejsze kobiety - z moim skromnym wyjątkiem oczywiście plus może jedną czy drugą "łanią" na krzyż (lubimy się wywyższać, słowa nas zdradzają) - się nie dostosowują? Wyjdź z bańki.

                                        Ja się w pewnych, nieistotnych dla mnie aspektach mogłam z łatwością dostosować, jak w przypadku owłosienia łonowego, kompromis to się nazywa (a nie "panowanie" nad moim "życiem"), ale preferuję modele ekonomiczne, którym wręczam maszynkę za złotówkę z mojego podręcznego koszyczka, a oni sami mnie golą tak, jak sobie zamarzą.
                                        • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 13:00
                                          Nie mam hysia na punkcie kosmetyków, to po prostu moja praca - i jeśli czegoś ciekawego się dowiaduję, to dzielę się tym z innymi, po co miałabym trzymać dla siebie jakąś konkretną wiedzę? Przy czym zanim komukolwiek i cokolwiek polecę, to jestem na tyle odpowiedzialna, że sprawdzę to najpierw na sobie, także daruj sobie te teksty deprecjonujące to, co robię. Zabawne, że kobieta tak broniąca innych kobiet - najeżdża na inną. Ale rozumiem, przysłowie o belce (sorry, Marek!)i takie tam. wink
                                          Temat depilacji zaczęłam, bo kiedyś na tym forum wmawiano mi, że kobiety depilują się dla innych i było to dla mnie szokujące. Ty zaś przyszłaś do mnie z jakąś misją - właściwie, może w końcu zdradzisz, z jaką? Bo tak się odbijasz z jednej strony w drugą i nie za bardzo wiem o co ci chodzi - o personalne dowalanki czy jednak o coś innego?
                                          Możesz pominąć ból, do którego odniosłam się (tak, mnie depilacja pastą cukrową bolała, dużo mniej niż wosk, dużo mniej niż depilator, dużo mniej niż maszynka do golenia, ale przede wszystkim BOLAŁA), sama napisałaś o kosztach, ja bym dorzuciła jeszcze czas oraz DYSKOMFORT związany z zabiegiem, to mimo wszystko nie jest masaż relaksacyjny albo pedicure, gdzie możesz spać. I sama opisałaś, że godziłaś się na to i właściwie poświęcałaś dla faceta. No mnie to może śmieszyć, ok? Tak samo jak twoje dorabianie ideologii do tego, że jestem mężatką, a co za tym idzie co ja mogę wiedzieć o facetach.

                                          My jesteśmy po prostu różne i gdybym zechciała się ZGODZIĆ na jakiekolwiek pomysły FACETA, które nadszarpywałyby MÓJ budżet, to na pewno nie ponosiłabym tego kosztów. Ty zaś miałaś prawo być niezależną i chcieć poświęcać się dla faceta. Powtórzę - masz do tego pełne prawo, tak jak ja mam prawo pośmiać się z takich układów.

                                          Wtręt o szpilkach - to może zauważ, co było w cudzysłowie, bo widzę, że historia już zaczyna żyć własnym życiem.

                                          Napisałam MY kobiety - jako ogół kobiet, które NIE MUSZĄ się dostosowywać. Rozumiesz? To jest prawda, nie musiMY się dostosowywać, ale jeśli ktoś ma ochotę to proszę bardzo - wolny kraj. smile To żadna moja bańka, może wyjdź ze swojej i zauważ jak bardzo świat się zmienił, choć jeszcze długa droga przed nim, jak widać - przede wszystkim w głowach tych, o których życie chodzi.

                                          • casasingato Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 15:39
                                            Mieć hysia jest obraźliwe? Dla mnie to coś pokroju mieć konika. W sumie definicja "lekki obłęd"... Obraża Cię to, że ktoś wie, że na czymś się znasz? W cv przecież Ci nie zaglądałam, skąd mam wiedzieć, że robisz to zawodowo?

                                            To że Ciebie bolało, nie znaczy, że boli mnie. Uważasz, że jesteśmy różne? Bądź więc konsekwentna w uznaniu tych różnic. Popełniłam wpis o kosztach - w tym celu tu przyszłam, jeśli nie zrozumiałaś - a Ty potraktowałaś mnie jako cierpiętnicę i masochistkę, a faceta jako zjeba i przede wszystkim przeciw temu protestuję. Na to co mówisz i o nim, i o mnie nakłada się Twoje postrzeganie pewnych zjawisk, ale Twoje postrzeganie nie jest uniwersalną prawdą, a wypowiedziane słowa są zwyczajnie chamskie.

                                            Pozostałe elementy z listy są względne, bo przez jakiś czas chodziłam do wyjątkowej kosmetyczki, z którą cudownie się czułam, a i stosunek zarobków do wydatków miałam diametralnie inny. A ponieważ było to w sumie w zamierzchłych czasach to dziś już nie pomnę co dla kogo robiłam, a co zrobiła mi kosmetyczka w prezencie na urodziny. Powrót do Polski i dalsze wypadki wiele zmieniły nie tylko w tym układzie.

                                            Kulturowo rzecz ujmując wiele rzeczy, które robimy jest jakimś nagięciem się do innych osób i zjawisk. Osoby, które twierdzą, że są w 100% niezależne i one nigdy nic dla nikogo nie są dla mnie wiarygodne, o ile nie siedzą gdzieś na kamieniu w lesie, w oczekiwaniu na zwierzynę łowną, którą zaraz same upolują własnoręcznie zrobioną bronią i same są tam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Tak, tak, siedzisz w branży kosmetycznej, a wszystko co ta branża proponuje jest dla całkowicie niezależnych od wzorców kulturowych kobiet, które robią to jedynie dla siebie - no, przepraszam, śmiech na sali. I dzięki swiecacej za zwrócenie uwagi na element hipokryzji w kwestiach dotyczących looku w innym wątku.

                                            W cudzysłowie była niezależność. Od początku. Z tego chcesz się śmiać? I co - lepiej Ci? Extra punkty do zajekurwabistości?

                                            Tak, WY nie musicie. W dobrym miejscu się urodziłyście. Ale nie jesteście, niestety w większości. Ani to wolny kraj, ani wolny świat. A dzięki Internetowi jest niby lepiej - a gorzej. A Ty zaklinaj sobie rzeczywistość. Bo TY nie musiałaś nigdy nic dla nikogo.
                                            • madzioreck Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 16:42
                                              casasingato napisał(a):

                                              > Tak, WY nie musicie. W dobrym miejscu się urodziłyście. Ale nie jesteście, nies
                                              > tety w większości. Ani to wolny kraj, ani wolny świat. A dzięki Internetowi jes
                                              > t niby lepiej - a gorzej. A Ty zaklinaj sobie rzeczywistość. Bo TY nie musiałaś
                                              > nigdy nic dla nikogo.

                                              Od depilacji rowa do problemów świata big_grin To jak, przypomnisz swój stały nick? Bo tego jakoś tu nie kojarzymy...
                                              • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 16:50
                                                Ja już kojarzę, właśnie po tym jak każdemu tematowi dorabia d...
                                                Dżizas, jeszcze czego, żebym wiązała się z kimś, kto powoduje u mnie dyskomfort - raczej wiąże się z ludźmi, którzy jakość i komfort życia podnoszą. Co za paranoja.
                                    • madzioreck Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 13:25
                                      casasingato napisał(a):

                                      Ale traktuję je jako klas
                                      > ykę ematkowego folkloru, tego samego, w którym tak ochoczo wystawia się cudzym
                                      > mężom walizki, a potem zakłada wątki pod zmienionym nickiem

                                      Jak na dogłębną znajomość ematkowego folkloru, to masz coś mało nick... przypomnisz poprzedni? suspicious
                                      • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 17.06.21, 13:29
                                        Eee, nie, jakby to wyglądało w kontrze do tego, co napisała wyżej: "Ale traktuję je jako klasykę ematkowego folkloru, tego samego, w którym tak ochoczo wystawia się cudzym mężom walizki, a potem zakłada wątki pod zmienionym nickiem.'

                                        To już ente potwierdzenie mojej tezy - jesteś dokładnie tym, o co oskarżasz innych. big_grin
                        • hrabina_niczyja Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 21:26
                          A w czym depilacja zubaża Twój portfel? A już cierpienia bólu, bo facet chce nie kumam kompletnie. To znaczy kumam potrzebę, że lubi tak, a nie inaczej. I ok. Kumam, że można też mu zrobić przyjemność, ale nie trzeba od razu wyć z bólu. Są inne opcje pozbycia się owłosienia i bezbolesne. Dlatego ja bym dla faceta na pewno nie narażała siebie na ból, cierpienie czy sytuację niekomfortowa dla mnie. Niekomfortowe w moim przypadku jest na przykład zapuszczenie włosów łonowych. Nie i już.
          • figa_z_makiem99 Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 13:41
            Mój wygląd jest związany z samopoczuciem, na pewne rzeczy mam wpływ na inne nie. Mogę zadbać o zęby, włosy, paznokcie, sylwetkę, ładne ubranie itp. I wymagam podobnie od partnera, nie pociąga mnie zaniedbany mężczyzna z nadwagą.
        • daniela34 Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:33
          Dokładnie tam samo mam. Nie patrzę na siebie w lustrze w ciągu dnia praktycznie wcale. Natomiast jeśli wiem, że dobrze wyglądam to dobrze się czuję, pewniej chodzę, mam lepszą postawę. Fajną bieliznę mam często ukrytą pod mocno zasłaniającym ubraniem.
          A partner widzi mnie rano i często- po całym dniu. Niekoniecznie jest to moment, w którym wyglądam najlepiej, więc argument, ze robię coś "dla partnera" tym bardziej odpada.
      • sumire Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:42
        Cóż, ja akurat sporo, bo naprzeciwko mojego biurka w domu wisi lustro wink
        A serio - to nie jest kwestia tego, ile czasu spędzam, patrząc na siebie. To jest kwestia komfortu, czucia się dobrze w swojej skórze, eliminowania kompleksów. Takie tam drobiazgi.

        Czy gdybyś została sama, przestałabyś dbać o wygląd?
    • primula.alpicola Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:32
      Eeee...?
      Budżet jest wspólny, nikt mi nie wylicza, a ja znam miarę i wiem na co sobie mogę pozwolić.
      I zdecydowanie ponoszę te wydatki dla siebie, choć miło, jak i mąż docenia. Z tym, że on jest nieco odrealniony i prezentuje postawę " po co Ci to i tamto, przecież tego nie potrzebujesz, jest super". Nie widzi związku przyczynowo- skutkowego🤷‍♀️
      • wapaha Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 13:56
        primula.alpicola napisała:

        > Eeee...?
        > Budżet jest wspólny, nikt mi nie wylicza, a ja znam miarę i wiem na co sobie mo
        > gę pozwolić.
        > I zdecydowanie ponoszę te wydatki dla siebie, choć miło, jak i mąż docenia. Z t
        > ym, że on jest nieco odrealniony i prezentuje postawę " po co Ci to i tamto, pr
        > zecież tego nie potrzebujesz, jest super". Nie widzi związku przyczynowo- skutk
        > owego🤷‍♀️


        Hehe, no cóż, faceci tego genu nie mają 😁 podpisuje sie
    • ixiq111 Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:40
      Dbam o urodę i zdrowie tylko dla siebie.

      Dla partnera? Wydaje się dziwne.
      Co jak partner będzie chciał mieć rudą, gdy ja jestem blond? Mam się dla niego przefarbować? Bo finansował fryzjera?

      Zabiegi (dla urody), gdzie używa się igieł, skalpela i innych strasznych narzędzi nawet nie wchodzą w grę. Efekty są może łał, ale nie dla mnie, bom cykor.
    • thank_you Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:41
      Wszystko robie dla Siebie, a mojemu mężowi podobam sie w każdej wersji siebie i to w sumie jest mega fajne. smile

      A pieniądze na urode idą z mojego lub wspólnego konta, co za różnica, jesli pieniądze na to są. Gorzej, gdy nie ma lub priorytety sie różnią. Moj maz uważa, ze nic mi nie potrzeba i ma ubaw z każdego nowego pomysłu, który miał mnie upiększyć.
      Kupuje mi ubrania i bieliznę, ale nie na zasadzie „och, takiej nie nosi, wiec niech w koncu wskoczy w te koronki”, tylko ma beznadziejnie pragmatyczne Podejście - bedac w sklepie, zauwazyl cos ciekawego, to przytargał do domu, bo „sie przyda”.
    • leanne_paul_piper Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:43
      Ja jestem naturalnie ładna, wiec wiele robić nie muszę 😉. Ale za fryzjera, kosmetyki place sobie sama, bo robię to dla siebie, nie dla innych. Za to kolega małżonek wrocil ostatnio z nareczem bikini I bielizny dla mnie. I sam je wypral🙂
    • mid.week Re: A jak finansujecie urodę? 16.06.21, 12:44
      Mieliśmy układ że za prawą część mojego ciała placi on a ja za lewą. To rodziło kłopoty z niektórymi fakturami bo np. fryzjerka odmówiła podziału kosztów na dwie f.vat wg gestości owlosienia. Potem przeszliśmy na górną i dolną połowę ale to też nie jest sprawiedliwe, bo górną generuje większe koszty i nikt jej nie chce 🤷‍♀️