Dodaj do ulubionych

Dziecko - pesymista. Długie wyszło

06.07.21, 10:37
Mam w domu dziesięciolatkę, dla której szklanka jest zawsze w połowie pusta. Teraz jest na koloniach i za każdym razem, kiedy rozmawiamy, jest narzekanie. Jak ma problem, ja podsuwam rozwiązanie, a ona zaraz wyszukuje powody, dlaczego się nie da czegoś zrobić. Kolonie wyczekane, bardzo chciała jechać, a potem narzekała nawet, że kołdra nie taka. Raz mąż powiedział, że już wsiada w samochód i po nią jedzie, jak tam jej źle, to od razu zmieniła śpiewkę. Jak jeździliśmy do Chorwacji, to miauczała, że za dużo jesteśmy na plaży, chociaż codziennie ktoś z nią gdzieś chodził, ja albo mąż albo szliśmy wszyscy. Powiedziałam, że za rok wakacje aktywne, super, ona chce. Rok później marudzenie, że za dużo chodzimy, jeździmy rowerami, statkiem chętnie, ale po godzinie jęczenie, kiedy koniec tej wycieczki.
W domu też ciągle o coś jęczy. Jak siedzieli w domu, to ona chce do szkoły, jak było wiadomo, że idą do szkoły, to dzień przed już miała minę niewyraźną, bo w sumie to może lepiej by było nie iść.
Co z takim dzieckiem zrobić? Da się jakoś zmienić jej podejście do życia? Dzisiaj rozmawiałyśmy o drodze powrotnej do domu, powiedziałam, żeby nie zapomniała wziąć wody do butelki, ona, że pewnie dadzą. Ja mówię, że to dobrze, a ona, że ta woda jest niedobra. No to sobie nalej do butelki z filtrem. Tak, ale butelka jest do kitu, nie da się pić przez filtr, musiałaby filtr wyjmować, cały autobus zaleje wodą. Zaczęłam jej opowiadać, jak spowoduje powódź w autokarze i wszyscy koloniści się potopią, bo zaleje ich woda z butelki 0,7 litra. Ja już nie wiem, jak z tym dzieckiem rozmawiać.
Obserwuj wątek
      • jowita771 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 10:55
        Spiera się, to nie ona jest marudą, tylko wszystko dookoła jest nie takie jak trzeba.
        Miała kiedyś okres, że ją ciągle coś bolało. Była kilka dni u dziadków i przy każdej rozmowie telefonicznej było wyliczanie, co ją dzisiaj bolało. Albo dzwoniła tylko po to, żeby powiedzieć, że akurat coś boli. Jak poszłam z nią do lekarza, to bałam się, że się popuka w głowę, jak wyliczałam, co dolega dziecku. Pediatra jest wspaniała, dała mnóstwo skierowań, dołożyła jeszcze coś od siebie i przy okazji dała dla starszej też kilka, żeby już zrobić przy okazji. Dziecko po gruntownym przebadaniu właściwie wyzdrowiało, teraz rzadko ją coś boli. Zastanawiam się, czy jakiejś depresji nie ma, martwi mnie to narzekanie, mój prawie dziewięćdziesięcioletni dziadek mniej narzeka.
        • wapaha Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 07.07.21, 08:09
          jowita771 napisał:

          > Spiera się, to nie ona jest marudą, tylko wszystko dookoła jest nie takie jak t
          > rzeba.
          > Miała kiedyś okres, że ją ciągle coś bolało. Była kilka dni u dziadków i przy k
          > ażdej rozmowie telefonicznej było wyliczanie, co ją dzisiaj bolało. Albo dzwoni
          > ła tylko po to, żeby powiedzieć, że akurat coś boli. Jak poszłam z nią do lekar
          > za, to bałam się, że się popuka w głowę, jak wyliczałam, co dolega dziecku. Ped
          > iatra jest wspaniała, dała mnóstwo skierowań, dołożyła jeszcze coś od siebie i
          > przy okazji dała dla starszej też kilka, żeby już zrobić przy okazji. Dziecko p
          > o gruntownym przebadaniu właściwie wyzdrowiało, teraz rzadko ją coś boli. Zasta
          > nawiam się, czy jakiejś depresji nie ma, martwi mnie to narzekanie, mój prawie
          > dziewięćdziesięcioletni dziadek mniej narzeka.
          >

          Syndrom : tylko mnie kochaj
          Potrzebuje uwagi, atencji dlatego ja przykuwa w taki sposób
          Czasem to wina rodziców (zabiegani, zapracowani, inne dzieci itp) czasem taki typ - z czasem wyrośnie. Warto zapewnić jej zajęcia - rozrywki - działalność która ja dowartościuje u sprawi że będzie chwalona, będzie czuła się ważna i potrzebna ( większe zaangażowanie w obowiązki w domu, pomoc sąsiadce, pomoc w schronisku itp)
    • heniek.8 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 10:52
      jowita771 napisał:

      > raz jest na koloniach i za każdym razem, kiedy rozmawiamy, jest narzekanie. Jak
      > ma problem, ja podsuwam rozwiązanie, a ona zaraz wyszukuje powody, dlaczego si
      > ę nie da czegoś zrobić.

      widzę że odkrywacie grę w "Why Don't You? Yes, But …" smile

      a może spróbuj jej nie doradzać tylko dowiedzieć się co by sama zmieniła w tej sytuacji, bo wiele zależy od niej

      "nie podoba ci się? zawsze masz takie fajne spostrzeżenia, opowiedz mi co byś zmieniła żeby ci się tam podobało - co trzeba dodać? zmienić? odjąć?" , raczej w tym kierunku bym szedł, niech się sama wysili xD
      • kobietazpolnocy Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:21
        To jest bardzo dobra rada.
        Córkę pewnie takie marudzenie odpręża bądź uspokaja. Problem jest taki, że takie nadmierne marudzenie jest źle odczytywane przez otoczenie - ludzie albo chcą ratować (odbierać z kolonii) albo się od marudy odsuwają.

        Dajcie jej pomyśleć nad rozwiązaniem sami - niech zrozumie, że nadmierne smędzenie prowadzi do wysiłku umysłowego dla niej.
      • lumeria Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:52
        >a może spróbuj jej nie doradzać tylko dowiedzieć się co by sama zmieniła w tej sytuacji, bo wiele zależy od niej

        Czasami nie potrzeba nawet pytać o jej własne rozwiązanie. Wystarczy zaakceptować jej punkt widzenia - "masz racje, dużo leżymy na plaży" "tak, rozumiem, ze koc nie zupełnie ci odpowiada".

        Wydaje mi sie, ze (podświadomie?) odbieracie jej biadolenie jako przekaz, byście coś zrobili czy naprawili. Ale tak nie musi byc, ze ona ponarzeka, a wszyscy wokół naginają się by to zmieniać. Pozwólcie jej stwierdzić, ze woda niesmaczna, kolonie maja nudne aspekty, etc. - i nic się z tym nie robi. Tylko można współczuć "No to przykro, ze ....".

    • tilijka123 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:06
      Jedyne co mi przychodzi do głowy to prowadzenie dziennika wdzięczności w formie papierowej, elektronicznej albo chociaż w myślach. Chodzi o to, żeby codziennie wieczorem wypisać kilka fajnych/dobrych rzeczy, które zdarzyły się w ciągu dnia. Można robić to tez na bieżąco w ciągu dnia. Wtedy skupiamy się na dobrych rzeczach.
      To mogą być rzeczy całkiem banalne/drobne: wiewiórka w parku, fajna wycieczka rowerowa, smaczne lody, zdrowie, rodzina, otrzymany prezent, fajny sen. Różne rzeczy.
      Możecie to robić np. całą rodziną pod czas kolacji lub zrobić jej wyzwanie typu: wypisz 5-10 fajnych rzeczy z dzisiejszego dnia.
    • ophelia78 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:07
      A jakby tak urządzić regularbą zyebkę?
      Skoro tłumaczenie nie pomaga, znajdowanie wyjścia z sytuacji nie pomaga, załatwianie sprawy humorem (z tą powodzą w autobusie) nie pomaga to może opieprzenie pomoże?
      Oczywiście jak wróci do domu.
      Przy kolejnej serii jęków spokojnie bez krzyku ale jednak dosadnie i stanowczo powiedz pannie ze jej się w du.pie poprzewracało, że są dzieci które nigdy nigdzie nie jeżdżą bo rodziców nie stać, a jej wszyscy nadskakują a ona wiecznie nieszczęśliwa. Dodaj cos o Waszych uczuciach - ze Wam po prostu qzwa przykro ze sie staracie a ona niezadowolona. Podejrzewam ze wcale nie musisz tu kłamać.... Idę o zakald ze poza wkurzem jest Wam przykro.... ze Wasz starania jak krew w piach.
      Nie krzycz ale palniecie długiego i stanowczego przemówienie i niewdawqnie w dyskusję może.doprowadzi do jakiejś autorefleksji.

      Moj syn 12latek miewa takie okresy ale nie w aż takim natężeniu. I expose do marudy z podkreśleniem jak ja się z tym czuję i jakie życie maja tysiące dzieci w tym kraju (typu wlasnie ze nie jeżdżą na żadne wakacje) z reguły pomaga. Przynajmniej na jakoś czas
        • leosia-wspaniala Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 12:19
          Ale z tego co opisuje autorka nie wyłania się obraz "jedz buraczki, bo dzieci w Afryce głodują" tylko obraz "Ble, niedobre buraczki, wolę pomidory... O nieee, znowu pomidory, pobrudzę sobie nowe spodenki sokiem, nie możesz mi kupić po prostu marchewki? Marchewka, zadławię się nią, wolałabym jednak pomidora" i rodziców, którzy podsuwają pod nos te buraczki, pomidory i marchewki, licząc, że coś w końcu pannę zadowoli. Może dobrze byłoby ją uświadomić, że ma dobrze? Nie na zasadzie "całuj po rękach z wdzięczności" oczywiście, tylko po prostu.
          • triss_merigold6 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 12:36
            Wystarczy "idź jęczeć gdzie indziej". Moja młodsza po cudownej żłobkowo-przedszkolnej fazie jedzenia wszystkiego, ma tendencje do takiego kwękania w restauracjach. Działa krótkie ucinanie: wybierasz coś albo wychodzimy albo my zjemy a ty zaczekasz, jak będziesz ryczeć to cię wyprowadzę.
          • kotejka Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 23:19
            Ja mam 3 synów, wiecznie.glodnych, nie muszę straszyć dziećmi z Afryki, nie zjesz ty, zjedzą inni wink
            Na zrzedzenie stosuje zyebke
            Ktoś to już rekomendował
            Mam takiego osiemnastolatka
            Dotychczas entuzjastyczny, podobny, towarzyski mamrocze pod nosem i ciągle mu nie pasi
            Kubek źle stoi, koszulka nie taka, drukarka nie wspolpracuje, zaraz przybiera ton zrzedzacego dziadygi
            Więc nie pociesze, że z wiekiem przejdzie
            Raczej się nasili wink
      • aguar Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 14:20
        Zgadzam się pół na pół. Jak najbardziej mówić, co się czuje, że się staracie, że chcielibyście, aby była zadowolona, szczęśliwa, że przykro Wam, iż nie jest. Bo to jest prawdziwa prawda. Ale nie porównywać do innych dzieci, do tego, jak one mają, nie oczekiwać wdzięczności za to, że nie jesteście patologią itd.
    • princesswhitewolf Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:08
      Taka zrzedliwa osobowosc. Ja mam natomiast wielkiego domatora w wieku 8 lat. Na wakacje i owszem ale wyciagnac na jakis sped rodzinny- niemozliwe. Wolami ciagnac a on kopytkami w drzwiach sie bedzie zapieral.

      Do parku... tylko z mama bo z tata to juz nie taka atrakcja. Wesole Miasteczko- no cos ty, komu by sie chcialo. Inne dzieci - tak ale tylko jak do niego przyjada. No dobra, rowerem do pobliskiego Parku ale gdzies dalej- wykluczone. Najfajniej ponoc w domu i w ogrodzie.
      Nie ze sie boi czy cos. To asertywne dziecko. Po prostu jakis taki domator sie nam wyklul.

    • beataj1 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:10
      Mam córkę z podobnymi inklinacjami.
      Powoli to zmieniamy i widzę efekty. Co robię:
      Po pierwsze: akceptuje jej uczucia - czyli jak mówi że na obozie jest okropnie i pokój jest straszny mówie: ok masz prawo tak czuć, twoje uczucia są ważne.

      A teraz zastanów się nad tym czy jest coś co Ci się podoba. Jakieś drobiazgi. Staraj się na nich skupić.
      Pozbieraj te drobiazgi do mentalnego koszyczka w głowie.
      Niech to będzie ćwiczenie.

      Ona wie że lepiej się żyje optymistom.
      Podkreślam jej by była dumna z siebie, że może powolutku zmieniać swoje podejście. Bo każdy z nas ma potencjał zmiany cech które nam nie służą.

      I ona uczy się aktywnego szukania pozytywów. I coraz lepiej jej to wychodzi. Moją rolą jest pokazanie gdzie wychodzi z niej maruda.
      I ciągłe pokazywanie drobnych fajnych rzeczy w życiu - a że piękne dziś światło, a że jakiś kwiatek ładnie kwitnie, a że fajnie co jej wyszło, czy że coś (bardzo drobnego) jest przyjemne/fajne.
      • sandrasj Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 23:11
        Niekoniecznie. Siostra mojego męża taka jest, teraz ma 30 lat, ale mąż mówi że od dzieciństwa zawsze marudzi na wszystko. Miałam nieprzyjemność z nią 2 lata mieszkać, i było koszmarnie. U niej zawsze szklanka jest do połowy pusta, zawsze jest tak że się "czegoś nie da", albo jak się nie da zrobić czegoś na 100% to w ogóle nie warto nawet palcem ruszyć. Ostatnio mówi że chyba "jest małym aspergerkiem"
        Teraz zdradzę że... Siostra męża została psychiatrą. Może czuła ze powinna?
    • julita165 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:13
      Moj syn jest w zblizpnym wieku i ma podobny charakterek. Napeawde rzadko uzna ze cos jest super i niepotrzeba komentarza "ale". Nie za bardzo wiem jak yo zmoenic, ja po prostu ignoruje. Znam go na tyle zeby jednak zauwazyc i rozroznic kiedy jest rzeczywiscie problem a kiedy wylazi tylko jego marudna natura.
    • kanna Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:16
      Ja uczę wtedy dziecko, żeby dostrzegało dobre strony. Uczę dostrzegania dobrych stron sytuacji, jak się uczy zjazdy na rowerze.
      czyli zachęcam do ćwiczenia.

      Na początek wstęp teoretyczny wink potem ćwiczenia.

      "Jesteś taką osobą ,która przy opisie sytuacji skupia się na tym, co jej nie pasuje. To tak, jakbyś zakładała czarne okulary i przez nie patrzyła na świat. To przydatna umiejętność, bo pozwala dostrzec zagrożenia.
      No, ale każda sytuacja ma swoje plusy i minusy.
      Dopiero jak się zobaczy to m i to, to masz oceny obraz sytuacji.
      Poćwiczmy teraz dostrzeganie pozytywów, czyli tego, co Ci pasuje".

      I ćwiczycie , najpierw na prostych rzeczach.
      "Nie kupiliśmy dziś lodów i to źle , bo...." (w tym będzie świetna) , ale zaraz potem druga część "nie kupiliśmy dziś lodów, ale to dobrze, bo..."

      Jak już trochę poćwiczycie, to jak zaczyna narzekać, to mówisz: dobra, a teraz zdejmij czarne okulary i załóż różowe. Dwie dobrze rzeczy poproszę.

      I najważniejsze; jak narzeka, to tylko słuchasz. Nie komentujesz, nie przekonujesz jej, ze jest dobrze.
      Możesz poempatyzować, czyli powiedzieć coś w stylu: Kurczę, butelka z niedobrą wodą, to słabe.

      I żadnych rad. Bo na razie wygląda na to, ze gracie w grę Tak, ale...
      Ona coś mówi, ty dajesz radę, ona odpowiada Tak, ale..., ty kolejna rada i gra leci smile

      Zamiast rad sprawdza się "co by ci pomogło:, albo "A co byś potrzebowała"?

      A i to z zalaniem autokaru było super big_grin Żart i rozdmuchanie zawsze pomaga.
    • celandine Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:27
      Też mam taką jęczyduszę, w tym samym wieku. Przyznam, że bardzo mnie to stresuje bo zawsze jest coś, co wywołuje jęczęnie i narzekanie, w dodatku z łatwością zalewa się łzami. Teraz jesteśmy na wakacjach i w morzu są za duże fale, basen jest zimny itd. Staram się podkreślać dobre strony każdej sytuacji, tłumaczę, że są dzieci, które nie jeżdżą na wakacje itd. Potem jedzie na obóz i już się spodziewam narzekania. U nas to akurat wiem, po kim ten charakter, tylko tej osoby mogę unikać a gorzej mieć taką w domu.
    • gama2003 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:31
      Znam takiego dorosłego.
      Trzymam kciuki, by Twoja wyrosła, albo sposobem jakimś jej pomożecie mniej narzekać.

      Ten dorosły to atrakcja na 5 minut kontaktu i tydzień obgadywania ze śmiechem. Mieszkać z kimś takim to horror, znajdzie dziurę we wszystkim, życie obrzydzając z czasem.
    • bergamotka77 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:33
      Może taki okres ma na miauczenie. Moj ma 11 i też więcej jęczy niż kiedyś, ciągle kogoś o coś męczy. Ma być jak on chce plus je codziennie to samo choć mamy doskonałe, różnorodne potrawy serwowane na każdy posiłek. Nie, on lubi tylko to i je tylko to. Dzieci robią się męczące gdy wchodzą w okres dojrzewania. Mija im to ok.16 roku życia tongue_out Przynajmniej ze starszym jest spokój, dwóch miauczących nastolatków by mnie wykończyło wink
    • jowita771 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:34
      Ematka jak zawsze pomocna. Dziękuję za wszystkie rady, już jestem mądrzejsza, parę sposobów mam, więc będę próbować. Chciałabym dziecko z tego wyciągnąć jakoś, bo wydaje mi się, że takiemu człowiekowi nie jest z fajnie z takim podejściem.
      • little_fish Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:48
        Mój starszy syn tak miał. Właśnie we wczesnym wieku nastoletnim. Rany ile on nam krwi napsuł tym wiecznym niezadowoleniem. Dodatkowo stanowił straszliwy kontrast z wiecznie zadowolonym młodszym bratem.
        Przeszło. Myślę, że spory wpływ na to miało dorastanie i coraz większa autonomia w podejmowaniu decyzji. Raz, że mógł robić po swojemu, więc był zadowolony, dwa, że dotarło do niego wyraźnie, że nawet jak sobie coś sam planujesz i organizujesz, to nie zawsze wszystko wychodzi po twojej myśli. I że lepiej jest cieszyć się z tego co wyszło, niż martwić się tym, co się nie udało.
        Życzę cierpliwości i trzymam kciuki, żeby się dziecko szybko ogarnęło. 😉
      • beataj1 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 11:50
        Może to jest jedynie kwestia wieku. U nas teściowa jest taką pesymistką. Kontakt z nią to jest masakra.
        Przysięgam po każdym kontakcie z nią człowiek ma wrażenie że nic nie ma sensu, życie to magma wciągająca nam pod powierzchnie i że wszyscy dookoła są wrogami.
      • lumeria Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 12:00
        >Może ona nie narzeka, a jedynie informuję że rzeczywistość nie spełnia jej oczekiwan

        Dokladnie.

        To tez taki wiek, ze zderza się z realiami, ze nie wszystko jest po jej myśli, a rodzice nie są bogami, którzy usuną jej każdy pyłek z drogi.

        I lepiej, żeby nie usuwali, tylko po prostu afirmowali, ze no fakt rozne rzeczy/ludzie nie spełniają oczekiwań i to jest w porządku by czuć jakiś zawód czy niezadowolenie - w skali odpowiedniej do zjawiska.

    • rozaliaolaboga Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 12:29
      Mój mąż jest taki. To jest STRASZNE.
      W sprawach przyziemnych nie, na wakacjach jest ok i wszystko mu się podoba, ale jeśli chodzi o grubsze życiowe sprawy - porażka. Wszyscy inni mają lepiej, on jeden zawsze pod górkę, praca najgorsza, pieniędzy nie mamy (bzdura), jesteśmy starzy i chorzy (bzdura) i nic dobrego nas już w życiu nie czeka. Jedyne, o co można się modlić, to lekka i rychla smierc.
      Poważnie rozważam rozwód.
      • niktnaprawdewazny0 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 12:43
        Ja się trochę nauczyłam żyć z takimi typami. "Źle się czuje, nie wiem czy jutro nie wyląduje w szpitalu...", OK, więc skoro jutro Cię może nie być, to dziś zrób to i to... "jest tak samo beznadziejnie jak wczoraj...", To super, znaczy, że stabilnie. ITP. Dla kogoś z zewnątrz wygląda jakbym była nieczuła do bólu, ale inaczej się z takimi nie da.
    • fitfood1664 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:14
      ja bym się tak nie skupiała na jej międoleniu, w imię zasady że nie pożądane zachowania należy ignorować, po prostu zmieniałabym temat bez komentarza, ona wie że w ten sposób zyskuje uwagę, więc będzie tak robić dalej, jeśli będziecie pochylac się i deliberować nad każdym jej kwękiem
    • mikams75 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:15
      ale zawsze tak miala czy to taki etap? moje dziecko w tym wieku tez mialo podobnie (jak byla mlodsza to byla zupelnie inna, entuzjastyczna i wszystko sie podobalo), moze nie ciagly pesymizm ale ciagle cos zle. Najpierw chce wycieczke a pozniej nic sie nie podoba. Koniec wycieczki? Tez zle. I tak w kolko, podobne przyklady jak u Ciebie.
      Generalnie to im wiecej uzalania sie i nadskakiwania dziecku, zeby mu pasowalo, tym gorsze efekty. A juz wyjscie z babcia to byly najgorsze, bo babcia zupelnie nie tracila cierpliwosci i nadskakiwala - a to moze tu pojdziemy (na pewno tak jest brzydko), a to moze loda (na pewno nie bedzie ciasteczkowych) i tak bez konca. Ja szybciej tracilam cierpliwosc.
      I mialam dosc. Czasem dobrze jest dac dziecku poniesc konsekencje i dac podjac decyzje. Butelka nie taka? Ok, rozumiem, ze akurat tobie nie pasuje ta butelka, tak bywa, jestesmy rozni, mamy rozne preferencje ale masz kieszonkowe, mozesz sobie kupic jaka chcesz. Gwarantuje, ze nie bedzie chciala wydac kasy na nowa i ta butelka bedzie dobra. Tak samo mozna postapic z kazda materialna rzecza na ktora dziecko narzeka.
      I ja w pewnym momencie zrezygnowalam z wyjsc i atrakcji z dzieckiem. Po etapie jekow i wiecznego niezadowolenia powiedzialam, ze nie musimy sie tak meczyc wycieczkami, zakupami (na ktore dziecko samo chcialo isc, zeby sobie cos tam wybrac) i innymi jesli nie sprawia to wcale radosci. Ona jest niezadowolona, ja zla, wiec po co? To nie sa obowiazkowe wyjscia, wiec nie musi chodzic. Po pierwszym chwilowym zachwycie, ze fajnie, nie musze nic z rodzicami, okazalo sie, ze jednak jest nudno i niefajnie. Corka sama zaczela sie dopytywac dlaczego pojechalam gdzies tam bez niej. Wyjasnilam dlaczego. I jeszcze pomoglo wyjscie z jeczaca kolezanka. Corka miala akurat dobry dzien i sama powiedziala, ze takie zachowanie jest nie do wytrzymania big_grin
      I jak planowalam gdzies isc to corka zaczela sama sie upominac. Odmawialam zabrania jej ze soba, bo na pewno nie bedzie sie jej podobac i bedzie jeczec. Jak juz zlozyla na pismie oswiadczenie, ze jeczec nie bedzie i ublagala mnie, zeby ja zabrac, to jakos sie umiala powstrzymac a pozniej jak juz wyszla z cyklu wiecznego jeczenia, to nastal o wiele lepszy etap.
      Podobnie bylo w restauracjach - siedziala i jeczala, ze wszystko niedobre i psula innym humor. Az zapowiedzialam, ze nic dla niej nie zamawiamy, bo bedzie niedobre. Z laski pozwolilam cos uszczknac z naszych talerzy. Wcinala az sie uszy trzesly. Ot przewrotnosc dziecieca wink


      • bergamotka77 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 14:13
        Masz rację. Cos w tym jest. Ja tez kilka fochow mogę zaakceptować czy gorszy dzień bo taki może mieć każdy ale ciągle jeczenie, marudzenie u dzieci doprowadza mnie do szewskiej pasji. Basen nie taki, piasek na plaży nie taki, za głęboko, za płytko, za gorąco, za wietrznie - a dzieci w Afryce głodują, w Polsce pracują przy żniwach albo biegają po osiedlu bez celu. I takie jazdy powodują, ze kończy się moja cierpliwość I młody dostaje ochrzan, że wydziwia.
        • mikams75 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 14:27
          i poprawiam mu sie nastroj po ochrzanie? bo u mnie to dziecko albo ryczalo albo siedzialo z fochem a ja wkurzona z podniesionym cisnieniem. Zdarzylo sie, ze byly na plazy jeki o wszystko. Po pewnym czasie juz nie bylam mila i nie staralam sie zajac czyms dziecka - jedno, drugie ostrzezenie i pakujemy zabawki. W hotelu mycia i pakowanie zabawek, bo juz nam nie beda potrzebne, bo przeciez piasek nie taki, woda nie taka. Najdalej 2h po sniadaniu dziecko blagalo, zeby isc na plaze opowiadajac co fantastycznego planuje zrobic z piasku, ze mi pokaze triki plywackie w wodzie itd. Taka drobna roznica - to dziecku zalezalo na wyjsciu, nie mnie. Jesli to ja zarzadzalam wyjscie na plaze, to wszystko bylo zle.
    • aqua48 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:18
      jowita771 napisał:


      > Co z takim dzieckiem zrobić? Da się jakoś zmienić jej podejście do życia?

      Kochać, marudzenie puszczać mimo uszu, nie przejmować się założywszy, że "ten typ tak ma" i nie próbować naprawiać. Mój młodszy też pesymista, też zawsze problem i nic się nie da. Ale jakoś mu się wszystko udaje smile Jak dorósł stwierdził, że woli nastawić się że będzie źle i miło się rozczarować niż odwrotnie. Cóż - jego życie.

      • mikams75 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:25
        dopoki zycia nie uprzykrza sobie i otoczeniu, to ok, ale taka 10latka to sie sama zapetli w swoich negatywnych emocjach i dobrze jest przerwac ten cykl i pomoc wyjsc. Charakteru sie nie zmieni ale latwie bedzie zyc i jej i rodzinie.
        Choc jak ja patrze na swoje dziecko i rozne etapy rozwoju, to widze jak bardzo zmienia sie dziecko, charakter, podejscie do wielu rzeczy. Obecnie z jeczacej i wiecznie niezadowolonej 10latki mam trzy lata pozniej inna osobe w domu.
          • mikams75 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 14:17
            mam mieszane uczucia na ile faktycznie mamy wplyw na dzieci. Z jednej strony czlek sie stara wychowac na ludzi a z drugiej wielokrotnie napotkalam na beton. Nie raz bylo tak, ze jakis durny etap po prostu ignorowalam i czekalam az przejdzie. Ale opisana sytuacja wymeczyla mnie strasznie. Nie wiem czy by samo minelo. W tym czasie nie bylo zmian, dwa lata pozniej byla zmiana srodowiska i faktycznie tez miala wplyw ale na szczescie dziecko weszlo na nowy etap z pozytywnymi myslami w glowie.
      • la_felicja Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:32
        A nie lepiej jednak takiemu dziecku uświadomic, że takich jędolących męczybuł nikt nie lubi? Rodzina owszem, zawsze będzie kochać i akceptować, ale koledzy już niekoniecznie. Chyba łatwiej zwalczyć takie zachowania w młodym wieku niż później, w nastoletnim, jak dodatkowo hormony zaczną walić na łeb?
    • totutotam.org Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:37
      Dostałaś sporo fajnych rad, korzystaj!
      Ja mam taką szwagierkę, nigdy z tego nie wyrosła i jest coraz gorzej. Jej rodzice nieba jej przychylali, na głowie stawali, żeby dostrzegała pozytywy - zła metoda, bo dodatkowo nabyła niezdarność wyuczoną w połączeniu z nadmierną chęcią kontroli wszystkich dookoła.
      Dlatego największy potencjał widzę w strategiach angażowania ją w odpowiedzialność i decyzyjność.
    • jdylag75 Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:40
      Zamiast od razu pokazywac jasne strony sytuacji moze spróbuj zaakceptowac, ze coś jej się nie podoba, coś w stylu - rzeczywiście strasznei upalnie dzisiaj, widze że jesteś smutna itd. Moja teraz 12-latka bardzo to docenia, zawsze żałują ją jak się oparzy, albo kiedy się nie wyspała albo jednak jest nudno, szybciej jej przechodzi zły humor i zaczyna się starać czerpac chociaz odrobinę przyjemności.
      Sama nie lubię kiedy ktoś mi wmawia że jest inaczej niz czuję i że jestem w zwiąkzu z moimi odczuciami dziwna.
    • misiamama Re: Dziecko - pesymista. Długie wyszło 06.07.21, 13:48
      przeczytałam odpowiedzi, fajna rada żeby zapytać co ona sama myśli - co mogłaby zmienić. Można też iść w kierunku eskalowania ad absurdum, czyli nie ma wody, i pewnie tam też nie będzie, będzie ale niesmaczna, o na pewno bo zawsze dają najgorsze zgniłki itd. w ten deseń. Najgorsze wg mnie to rady w stylu "zjebka" albo "ignoruj".
      Ja stosuję metodę milczącego współczucia i córce samo mija, ale ona jest młodsza. Czyli użala się, a ja nic nie mówię, tylko wydaję takie akceptujące mhm, ooo, rozumiem. Wiele osób zwróciło uwagę, że ludzie narzekający nie są lubiani, ale w sumie nie wiemy, czy do innych córka też tak narzeka? czy koleżankom też się żali na przerwach? bo może córka potrzebuje zwyczajnie odreagować i jest taka tylko w relacji w której czuje się bezpiecznie, czyli z Tobą/ z rodzicami. Ja bym pozwoliła dziecku na takie odreagowywanie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka