Dodaj do ulubionych

Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt

06.07.21, 14:37
Chodzi o mnie i mój udział w koloniach letnich. Pierwszy raz byłem jako niespełna 12 latek w Piwnicznej - Zdrój. Piękne miejsce, fajni koledzy, super wychowawca, ale nieee - laluś mallard tęsknił za mamusią i tatusiem! Były płaczliwe telefony do domu, zamawiane w "międzymiastowej" (rok 1972), nawet się na krótko rozchorowałem z tej tęsknoty! Ten cały żal nie przeszkadzał mi we w zasadzie normalnym funkcjonowaniu i poczuciu, że w gruncie rzeczy fajnie tu jest. Jakiś tydzień przed powrotem (kolonie trwały wtedy TRZY tygodnie), żal mi przeszedł i było już ok.
Następnego lata (1973), pojechałem na Mazury. Tam było już ok, raz, że byłem starszy, a dwa, że dali mnie do starszej grupy razem z bratem i to był strzał w dziesiątkę. Niestety "pech" chciał, że zaprzyjaźniłem się z "płaczkiem" z młodszej grupy, synem kolegi z pracy mojego Ojca. Po płaczka, mniej więcej w połowie kolonii przyjechał jego ojciec, a ja, nie pamiętam czemu, zabrałem się z nimi do domu...
Korzyść z tego była taka, że mogłem z tatą wyjechać na wczasy, bo nadarzyła się okazja, natomiast ominęły mnie wrażenia, jakie mieli koledzy, kiedy jedna z wychowawczyń grup dziewczęcych, przychodziła nocą do naszego wychowawcy (spał z nami na sali), żeby z jękami i rzężeniem sprężyn łóżka, uprawiać tzw. seks.
Obserwuj wątek
        • januszekxxl Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 15:02
          iwles napisała:
          > nie wiem, ile ty masz lat, ale międzymiastowe zamawialo sie też z telefonu stac
          > jonarnego tongue_out
          >

          I oczywiście z telefonu kolonijnego.
          Międzymiastowe były płatne. Kto miałby za to zapłacić? Kierownik kolonii, bo dwunastoletni dziubdziuś co chwilę musi się wypłakać rodzicom telefonicznie?
          Poza tym na połączenie czekało się nieraz kilka godzin. No chyba że się zamawiało połączenie ekspresowe, ale to już kosztowało dużo więcej od zwykłej międzymiastowej..
        • kropkaa Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 16:31
          Czas wolny jest chyba czymś nie do pomyślenia dzisiaj. Na 2h byliśmy puszczani np. na Długiej w Gdańsku, w czasie Jarmarku Dominikańskiego. Można było robić, co się chciało. Dzieci z wczesnej podstawówki, o komórkach nikt nie słyszał. Rekomendowane zdaje się było tylko chodzenie parami lub w małych grupach.
      • mia_mia Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 18:26
        Jestem od niego sporo młodsza, ale nawet te 30 lat temu na koloniach niespecjalnie pilnowano dzieci i samodzielne wyjście na pocztę nie byłoby niczym niezwykłym. Wychowawcy zajmowali się sobą i wypoczywali nie zawracając sobie głowy dziećmi, palenie i picie przez nich nie było niczym wyjątkowym, a od pewnego wieku także przez kolonistówwink
    • jdylag75 Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 15:17
      Ja byłam, w wieku 8 lat zostałam wysłana nad Bałtyk, przez cały świat, na 3 tygodnie, niby była siostra, ale w najstarszej grupie. Okropnie tęskniłam, ryczalam, pisałam listy. Kolejne 2 razy było trochę lepiej. Na domiar złego całe lata byłam wyśmiewana z tego powodu w rodzinie - więc miałes lepiej z tymi wczasami.
    • stasi1 Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 15:18
      Ja nie byłem na koloniach bo nie było tradycji wśród moich kolegów. Jedyny znajomy co wyjeżdżał to miał nową mamę. Oczywiście żałuje dzisiaj z tej perspektywy że nigdzie nie byłem. Rodzice też sami nigdzie nie jeździli. Mama kilka razy w czasach panieńskich gdzieś pojechała w małżeństwie już raczej nie.
    • rewolucja.pa Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 16:17
      Ja byłam wychuchanką, więc na koloniach to akurat nauczyłam się palić, kląć i kraść (bardzo pożyteczna lekcja z nauk społecznych, chociaż żadna z tych czynności nie przetrwała próby czasu wink
      Raz tylko było hardkorowo, ale nie płakałam. Zwiałam do domu sama. Ponieważ udało mi się dotrzeć do domu zanim jeszcze ktoś mógł się zorientować, nikt się nie martwił w międzyczasie.
    • malia Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 16:38
      Ja byłam mameją. Z pierwszych kolonii rodzice mnie przywieźli do domu w połowie bo płakałam. Za rok pojechałam na drugie, bo podobno dopiero wtedy mialam docenić jak jest fajnie, no za nic nie było. Wielkie łazienki z rzędem pryszniców bez zasłonek, rządek umywalek, kadra, która znikała na całe wieczory. Nigdy więcej nie byłam na koloniach.
    • heca7 Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 18:32
      Ja nigdy nie byłam na koloniach. Bo na samą myśl, że miałabym wstawać o określonej godzinie i jeść na gwizdek robiło mi się słabo. Dodatkowo w tym czasie byłam fatalnym niejadkiem i jedzenie stołówkowe jawiło mi się jako jeden z kręgów piekielnych. A w ogóle to jestem introwertykiem więc zbiorowy wypoczynek to dla mnie męka.
      • daniela34 Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 18:43
        Siostro!!! Wszystko pasuje poza niejadkiem. Ja bylam "jadkiem" I nawet rozmaite zakłady żywienia zbiorowego mi nie przeszkadzały, ale wstawanie, jedzenie, mycie na gwizdek oraz obce dzieci w ilości hurtowej to był koszmar. Na szczęście mialam rozsądnych rodziców (oboje w dzieciństwie jeździli na kolonie z dużym entuzjazmem)
          • bialeem Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 22:25
            Na pierwszym obozie dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak słodka herbata.
            To jeszcze nie były czasy powszechnego występowania wody w plastikowych butelkach i nawadnialiśmy się piciem przy okazji posiłków. Kompot - ok, kompot każdy zna i lubi, ale nalałam sobie herbaty z nadzieją, że to będzie mój ulubiony gorzki napój, który uwielbiam także zimny, a tam... bleeeeeeeeeee
            Nie dało się wyprosić gorzkiej.
            • kropkaa Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 22:40
              Dla mnie odlewano przed wsypaniem do gara torby cukru. Kakao, bawarki w ogóle nie tykałam, też herbata stala dla mnie (nawet wychowawcznie wtedy korzystały).
              Już wtedy nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie można było samemu słodzić albo nie.
              Swoją drogą zazdościłam, że te kożuchy tak można pić.
              • bialeem Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 23:22
                Właśnie też się wtedy pierwszy raz spotkałam z defautowo słodzoną, a nawet chyba słodzoną w ogóle. W domu nie było tego zwyczaju na tyle, że chyba nawet nie było cukierniczki. Do dziś mam problem, bo herbatę i kawę gościom proponuję i biedni muszą się dopytywać o cukier, bo zapominam o istnieniu tej opcji.

                Kożuchy jakoś mnie nigdy nie obrzydzały. Może to nie było jakoś super smaczne, ale się fajnie marszczyło, ale ja z dzieci żrących wątróbkę (swoją i sąsiadów) i jedyne co mi za młodu przeszkadzało, to zupa mleczna (nie wiem czemu, ale do dziś wolę mleko tylko na zimno), surowa cebula i szczypiorek.
      • kaka-llina Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 22:50
        heca7 napisała:

        > Ja nigdy nie byłam na koloniach. Bo na samą myśl, że miałabym wstawać o określo
        > nej godzinie i jeść na gwizdek robiło mi się słabo. Dodatkowo w tym czasie była
        > m fatalnym niejadkiem i jedzenie stołówkowe jawiło mi się jako jeden z kręgów p
        > iekielnych. A w ogóle to jestem introwertykiem więc zbiorowy wypoczynek to dla
        > mnie męka.
        >

        Ja bylam totalnym niejadkiem do tego zdiagnozowanym wink jezdzilam przez 6 lat na kolonie dla dzieci z niedoborem wagi i wzrostu i bylo nas tam 60 niejadkow... ja tam sie dobrze bawilam ale kurcze jak ja wspolczuje wychowawcom co ciagle musieli sprawdzac ile zjedlismy i pilnowac nas jak straznicy w wiezieniu,sprawdzanie kieszeni bo notorycznie wynosilismy zarcie, zeby wyrzucic, bylo grzebanie widelcem w ziemniakach, zeby znlezc skitrane mieso itd... Ale faktem jest to byly kolonie z najlepszym zarciem, pamietam jak byl "przelom" dzika inflacja i ludzi nie bylo stac na zarcie a szynki w sklepach tez jakis czas nie bylo (albo byla za droga) wychowawcy przy wyjezdzie nam mocno tlumaczyli, zebysmy wzieli tyle zarcia do domu ile sie da (sami oczywiscie bysmy wzieli po jednej kanapce na droge i tyle) matka mnie wycalowala jak przywiozlam w cholere plasterkow szynki i podobnie sera, jakies jajka i warzywa....
    • jowita771 Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 20:59
      Ja na moich pierwszych koloniach byłam w wieku lat dziewięciu, to był rok 1986. Zaraz na początku kolonii ukradli mi większość pieniędzy, zostały mi tylko jakieś drobniaki, które tak oszczędzałam, że przywiozłam z powrotem do domu. Ogólnie nieźle sobie na koloniach radziłam. To były kolonie nad morzem, chodziliśmy na plażę, ale nie mogliśmy się kąpać w morzu. Zaraz na początku powiedziano nam, że morze jest zanieczyszczone i kąpać się nie wolno. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na plaży okazało się, że faktycznie kąpać się nie wolno, ale tylko nam, inni normalnie wchodzą do wody. Nasze panie i ich własne dzieci również się kąpały. Jak pytaliśmy, dlaczego, to panie mówiły, że one za siebie i swoje dzieci biorą odpowiedzialność, ale za nas nie, więc nam nie wolno się kąpać. Wyobrażacie sobie leżenie kilka godzin na piasku w upalny dzień i gapienie się, jak inni się pluskają? Leniwym babom po prostu nie chciało się pilnować, żeby się cudze bachory nie potopiły i tyle. Ale, jak już wspomniałam, radziłam sobie, nie pamiętam, co mówiłam głupiej babie, kiedy się urywałam, ale zdarzało mi się wykąpać w morzu, wyschnąć i wrócić do reszty grupy.
    • celandine Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 21:29
      Mnie zmuszano do obozów żeglarskich, dla mnie był to jakiś koszmar, zgniłe domki na Mazurach, przymusowe grupowe prysznice, chlanie po krzakach, nie chciałam z nikim gadać, byłam nieśmiała, nie cierpiałam grupowych aktywności nigdy. Zimą to samo tylko narty. Nie dawali mi pobyć w spokoju w domu. Moja matka nie mogła pojąć, jak bardzo mnie to stresowało, w naszej rodzinie wszyscy tak jeździli i to uwielbiali. Jedną z największych zalet dorosłości jest dla mnie to, że już nigdy mnie nie wyślą na żaden obóz.
        • heca7 Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 07.07.21, 09:54
          Pamiętam jak byłam w podstawówce to ostatniego dnia zawsze grupowo wynosiliśmy ławki i krzesła z sal na parterze do sutereny. A to dlatego, że zaraz od początku wakacji przyjeżdżały do naszej szkoły kolonie. Mała salka z prysznicami była w suterenie (chyba do dziś jest), stołówka wiadomo szkolna. Ale i tak nie mogłam wyjść ze zdziwienia i współczułam tym kolonistom. Bo ja mieszkam na peryferiach Warszawy, osiedle dość senne, wody żadnej, tylko laski sosnowe. W okolicy atrakcji żadnych. Wtedy jedna lodziarnia, sklepy i bazar. Nic co by mogło zainteresować dzieci. Na terenie szkoły asfaltowe boisko, wybieg szkolny i nic więcej. I te dzieciaki przyjeżdżały na dwa tygodnie. Rozumiem, że miały jakieś wycieczki do centrum, po muzeach itd. Ale kompletnie nie mogłam zrozumieć co można robić w wakacje przez dwa tygodnie w nagrzanej Warszawie?! I to do tego śpiąc na pryczy w klasie z 20 innymi osobami. Może tym dzieciakom się podobało ale jak dla mnie to nie był hit kolonijny.
    • ga-ti Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 21:56
      Nie jeździłam na kolonie, nikt z moich znajomych nie jeździł, mieszkaliśmy na wsi, nie było zielonych szkoł, zielono mieliśmy dookoła wink Wyjazdy to były do babci, cioci, my jeździliśmy z rodzicami na wycieczki, do zoo, nad morze, nad jezioro itp. Zawsze przyjeżdżał ktoś z rodziny. Było wesoło. Nawet nie miałam świadomości, że w czasie wakacji trzeba wyjechać na kolonię.
      Zaczęłam jeździć w liceum, z zakładu pracy rodziców, w góry, wtedy to były 'obozy wędrowne', bo dla starszych dzieciaków, ale mieszkaliśmy w jednym miejscu. I warunki były całkiem przyzwoite.
      Tak sobie myślę, że dla mnie byłby to horror jechać z ferajną obcych dzieciaków wink

      Szwagier mi opowiadał, jak był na kolonii nad morzem, co dziennie chodzili na miasto, siedzieli na jakimś skwerku, a ich wychowawczyni w tym czasie spotykała się w kawiarni ze swoim facetem. Nad morze nie chodzili wink Po kilku takich dniach prażenia się na słonku, szwagier wysłał do domu rozpaczliwy telegram, coś w stylu "ratujcie nas, bo umrzemy". Na drugi dzień przyjechał ojciec, narobił rabanu i zabrał młodego do domu wink
    • kaka-llina Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 22:35
      Na koloniach bylam 12 razy (czesto dwa razy w kazde wakacje) uwielbialam.. Ja cyganskie dziecko i wszedzie dobrze jesli nie w domu... matka bala sie mnie odbierac bo zawsze wracalam zaryczana z rozpaczy, ze do domu trzeba wracac...Jeden wyjazd tylko mniej mi sie podobal, co zabawne to byly pierwsze kolonie, zalatwione "po znajomsci" z wujka kopalni, opiekunka grupy byla moja ciotka a kuzynka byla w tej samej grupie (za bardzo "domowo bylo", bardzo lubilam poznawac kompletnie nowych ludzi i takie kolonie lubilam najbadziej. Przez chyba 5 czy 6 lat jezdzilam na specyficzne kolonie dla dzieci z niedoborem wagi i wzrostu i nas tam bylo z 60 osob i w sumie wszyscy sie znalismy ale to fajne osoby byly wiec jakos dawalam rade tzn sami (niedobory) byly 3 razy, potem nas dorzucili do "tarczycy" i to juz bylo nas w sumie z 200 osob, wolalam te bardziej kameralne 60 ale i tak bylo ok (tarczyca to zawsze morze).
    • sandrasj Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 06.07.21, 22:58
      Jestem rocznik 89, wychuchany jedynak, od zawsze z rodzicami na wczasy, a tu nagle jak miałam 11 lat i miałam iść do 6 klasy wymyślili że będą robić remont, a mnie wyślą na kolonie.
      Napotkano opór z mojej strony, bo nie wiadomo skąd w mojej głowie uroiło się ze na kolonie to jeżdżą jakieś dzieci z bardzo biednych domów i gdzie ja tam. Na szczęście udało się przekonać rodziców mojej najlepszej przyjaciółki i pojechałyśmy razem. Dzień przed byłam tak zestresowana że rano jakimś cudem zmoczyłam łóżko, do czego się nie przyznałam po dziś dzień, uznając że przez 2 tygodnie wyschnie. Kolonie się odbywały nad zalewem 70 km od mojego miejsca zamieszkania, rodzice po tygodniu przyjechali nas odwiedzić, dosypali forsy i pojechali, i generalnie poza faktem ze prawie wszystkie dzieci się z nas śmiały ze jesteśmy pierwszy raz (a takie stare!?) na koloniach to było zajebiście. Potem do 16 roku życia jeździłam co rok.
    • aguar Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 07.07.21, 10:51
      Mój syn ma prawie 12 i właśnie nie chce. Wysłałabym go, bo my cały lipiec normalnie pracujemy, ma teraz nudne życie, mało atrakcji jesteśmy mu w stanie na co dzień zapewnić, trochę mi go żal, trochę mam wyrzuty sumienia, bywały lata, że i tak nie byłoby na to kasy, a teraz by się znalazła...Ale jak nie chce, to nie będziemy go zmuszać.
      Sama jeździłam, ale na etapie podstawówki tęskniłam, liczyłam dni do końca, "wytrzymywałam" raczej niż dobrze się bawiłam (chociaż bywały miłe chwile), prawdziwie cieszyłam się wakacjami dopiero na wczasach z rodzicami, wbrew pozorom nie spędzając tam czasu z nimi tylko głównie z innymi dziećmi, które też były ze swoimi rodzicami...Naprawdę zaczęłam się cieszyć z samodzielnych wyjazdów i kompletnie nie tęsknić dopiero na etapie liceum.
    • szeptucha.z.malucha Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 08.07.21, 07:59
      Pierwsze kolonie wspominam jako nudę - miałam 10 lat. W kolejnym roku też byłam na koloniach dla dzieci pracowników politechniki, mieszkaliśmy w namiotach. Jedna z dziewczyn, 12-13 lat uprawiała seks na kanadyjce obok z jakimś dzieciakiem jak ona . Zjednoczyłyśmy się wtedy i postawiłyśmy ultimatum - jak chce, to daleko od nas. Chcemy się wyspać.

      Nigdy nie tęskniłam ale kolonie nudne mi się wydawały. Ciekawiej było na obozach harcerskich a nawet na oazachwink
        • mallard Re: Czy ktoś jeszcze był taką mameją - lajt 08.07.21, 10:21
          kub-ma napisała:

          > Poza tym, ciekawe czasy były, że wydano dziecko obcemu człowiekowi tak trochę "
          > na gębę"

          Były ciekawe, owszem.
          Już jako 14 latek pojechałem z kumplami z podwórka do Chmielna (Kaszuby), na dwutygodniowy obóz namiotowy organizowany przez Gdańską Spółdzielnię Mieszkaniową. Było super, jeziora bliziutko, my, czterej kumple w jednym namiocie itp. Wiedziałem jednak, że pod koniec obozu przyjeżdża do mnie do domu ciotka z synem - moim ukochanym kuzynem, postanowiłem więc zerwać się parę dni wcześniej z obozu. Nie było najmniejszego problemu, żeby mnie puścili, więc PKS-em, z przesiadką w Kartuzach wróciłem do domu. Pamiętam, że Mama nie była zadowolona...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka