Dodaj do ulubionych

Niby porażka wychowawcza

19.07.21, 13:10
Czy są tu mamy, które uważają, że ich dorosłe już dziecj, to ich osobista porażka wychowawcza? Niechętnie piszę zresztą o pirażce, ale brakuje lepszego słowa. Chodzi o niepowodzenia, taką niby porażkę, a nie o patologię czy kryminał. W moim wypadku wydawało mi się, że dobrze wychowałan syna. W zasadzie nie mieliśmy konfliktów, całe życie rodzinne bez jakichkolwiek większych problemów. Ale gdy się usamodzielnił i wyprowadził na ostatnim roku studiów, to po roku go nie poznaję. Tzn. dla mnie zawsze grzeczny, udaje mu się przy mnie zachować pozory kultury, ale poza tym jest praktycznie moum przeciwieństwem. Dla przykładu, ja zawsze byłan wyczulona ekologicznie, zanim to było modne, on to kompletnie olewa, nawet śmieci mu się nie chce sortować. Ja zawsze zaangażowana w sprawy społeczne, jego to nie obchodzi. Uczyłam go szacunku do ludzi, zwłaszcza do kobiet, on swoje liczne narzeczone (a miewa ich kilka na raz) traktuje instrumentalnue, a czasami po chamsku. Generalnie widzę, że spotkania ze mną go męczą, siedzi sztywno, rozmawia grzecznie o pogodzie i równie neutralnych tematach, ale tylko czeja, żeby pid jakimś pretekstem wyjść. Spotykamy się rzadko, raz w miesiącu na maks. godzinę, a jemu i tego coraz mniej się chce. Zawodowo sobie radzi dobrze. A ja się zastanawiam gdzie popełniłam błąd i jak to się stało, że chłopak rok od wyprowadzki to zupełnie inny człowiek. Jak ktoś, kogo nie znam. W domu zawsze było dużo dobrych emocji, zero problemów materialnych, syn dobrze się uczył, respektowałam jego prywatność i granice. Czemu więc okazał się człowiekiem tak innym? Naprawdę tego nie rozumiem. Czy któraś z was ma może podobne doświadczenia ze swoimi dorosłymi dziećmi?
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka