Dodaj do ulubionych

Awantura w miejscu publicznym

20.07.21, 18:35
Szłam do Rossmanna, na placyku po drodze na ławce młoda para się strasznie kłóciła. W zasadzie był to monolog wykrzyczany przez młodą kobietę. Mężczyzna stał obok ze spuszczoną głową. Przebiegłam szybko, bo ja zawsze czuję się zawstydzona takimi sytuacjami. Zrobiłam na spokojnie zakupu. Ja wracałam 20 minut później, to kobieta nadal się wydzierała, tym razem szlochając przy tym. Facet próbował się tłumaczyć, czemu gdzieś się nie zjawił o umówionej godzinie. Nie wiem, o co szło, bo znów przyspieszyłam, by jak najszybciej przejść.
Uważam, że kłótnie publiczne, to straszna wiocha. Nie znoszę tego. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego w miejscu publicznym.
A Wy?
Obserwuj wątek
    • chococaffe Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 18:39
      Też nie lubię. W sumie każdej, nawet w niepublicznej.

      Natomiast zdaję sobie sprawę, że nie znam historii tej pary, nie wiem co się zdarzyło. Zakładam, że jestem zdolna do zachowań niestandardowych w sytuacji ekstremalnie krytycznej. Nie wiem. Dlatego raczej nie osądzam.
    • alpepe Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 18:48
      Lata temu miałam przyjaciółkę, najpierw bliską, bo z przedszkola, potem nasze drogi rozeszły się z powodu pójścia do innych szkół. Miała chłopaka gdzieś od 16 r. ż. Co ich potem widziałam gdzieś przypadkiem np. czekających na autobus, to bałam się do nich podejść, bo stale byli pokłóceni, bałam się aż, że i na mnie się wydrą już z przyzwyczajenia.
    • miss_fahrenheit Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 18:54
      Nie jestem człowiekiem skłonnym do awanturowania się, natomiast nie oceniałabym tej sytuacji tak krytycznie - po pierwsze - bardziej od publicznej kłótni, rażą mnie i odpychają osoby, które „wolą prać brudy w swoim domu”, czyli publicznie udają grzecznych, a awanturują się w domu. Po drugie - nie znamy sytuacji, być może pan po raz milion dwudziesty któryś zawiódł w ważnej sprawie.
      • lilia.z.doliny Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 19:06
        Po drugie - nie znamy sytuacji, być może pan po raz milion dwudziesty któryś zawiódł w ważnej sprawie.
        No byc moze. Ale, jak glosi stare przyslowie pszczol, " jesli ktos mnie oszukal- biada mu. Jesli oszukal mnie drugi raz- biada mi".
        Tak czy inaczej - darcie pyska to dno. Raz, ze sie niczego nie osuaga, dwa, ze jest po prostu zenujace
        • sniyg Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 20:12
          lilia.z.doliny napisała:

          > Po drugie - nie znamy sytuacji, być może pan po raz milion dwudziesty któryś z
          > awiódł w ważnej sprawie.
          >
          Rozumiem że jak pan będzie darł ryja na panią w miejscu publicznym też będziecie takie wyrozumiałe że może pani zawiodła.
    • doubledoublejoyandtrouble Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 19:10
      Odbierałam raz samochodem kompletnie rozhisteryzowaną przyjaciółkę po identycznej sytuacji. Darła się na męża na ulicy aż się kompletnie posypała. Przyznam, że pierwszy raz w naszej znajomości odpaliła taką akcję. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że mieli iść razem na pierwsze ciążowe usg. Koleś zwyczajnie zapomniał wink Kochany facet, ale ciapa i nieogar. Też wysłuchał awantury praktycznie w milczeniu, bo co miał powiedzieć, poza ew. "przepraszam, kochanie, jestem debilem, nie denerwuj się, bo ci zaszkodzi". Ale co do zasady zgadzam się, awantury na ulicy - not kul.
      • hanusinamama Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 23:47
        Ale nie poszła bo czekała bo nie rozumiem? Moze Pani hormony ciązowe tak dowaliły, bo zeby z takiego powodu zrobić mega histerię jak się jest zazwyczaj osobą wyważoną to sobie nie wyobrażam. Ale ja z tych co wiekszość usg odwalałam sama. Oboje pracowaliśmy, ja dobierałam sobie wizyty u gina pod siebie i swoją praće, w drugiej ciązy mąż zazwyczaj wtedy zajmował sie naszą córką. W poczekalni pewnie wyglądałam na samotną przyszłą matke.
        • doubledoublejoyandtrouble Re: Awantura w miejscu publicznym 21.07.21, 09:40
          hanusinamama napisała:

          > Ale nie poszła bo czekała bo nie rozumiem? Moze Pani hormony ciązowe tak dowali
          > ły, bo zeby z takiego powodu zrobić mega histerię jak się jest zazwyczaj osobą
          > wyważoną to sobie nie wyobrażam. Ale ja z tych co wiekszość usg odwalałam sama.
          > Oboje pracowaliśmy, ja dobierałam sobie wizyty u gina pod siebie i swoją praće
          > , w drugiej ciązy mąż zazwyczaj wtedy zajmował sie naszą córką. W poczekalni pe
          > wnie wyglądałam na samotną przyszłą matke.

          Poszła, ale bez niego. A było dla niej strasznie ważne, żeby on też był. Tak się umówili i jej zależało. Też chodziłam sama, bo tak mi pasowało, ale rozumiem, że ona miała inaczej.
          >
        • doubledoublejoyandtrouble Re: Awantura w miejscu publicznym 21.07.21, 09:41
          anorektycznazdzira napisała:

          > W tej sytuacji to chyba hormony.
          > Sytuacja może przykra, ale nie przyjść na USG ciążowe to jednak nie jest to sam
          > o co bzyknąć sekretarkę bo żona w ciąży. Drzeć się i sypać to lekka przesada, m
          > uszą być hormony.
          >

          Hormon, bezwzględnie, nigdy więcej nie widziałam jej w takiej akcji. Ani nie słyszałam, żeby uskuteczniła. Bywa.
    • katriel Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 19:10
      Ludzie czasem się kłócą. Czasem mają po temu powód, choćby tak jak wyżej miss_Fahrenheit pisze: pan zawiódł po raz milion dwudziesty.
      A że publicznie?... Ja się ze swoim mężem rzadko kłócę, ale jeśli już, to we własnym domu. Ale gdzie się ma kłócić para studiujących czy pracujących dwudziestoparolatków, którzy jeszcze nie mieszkają razem, tylko na przykład on w wynajętym mieszkaniu z trójką współlokatorów, a ona u rodziców (albo odwrotnie)? To już wolałabym przy obcych niż przy mamie.
    • hexella Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 19:20
      nie wiem jaka skala problemu zmusiłaby mnie do darcia japy na ulicy. Generalnie darcie japy uznaję za przejaw słabości argumentuwink
      Natomiast zawsze fascynowały mnie damsko - męskie awantury w restauracji, gdzie kobieta wylewa na faceta wino czy inny rosół, a potem z gracją odchodzi ku zachodzącemu słońcu. Niestety znam tylko z filmów.
    • borsuczyca.klusek Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 19:21
      Ja się kiedyś tak wydarłam na starego Borsuka jak się przez niego do teatru spóźniliśmy. I jeszcze o mało co parasolką w pusty łeb nie zdzieliłam. 🙁
      Na usprawiedliwienie dodam, że było to tylko raz i że wyjątkowo mnie wtedy podkurwił.
    • jowita771 Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 20:14
      Awantury w miejscu publicznym nie przeżyłam, ale w latach młodzieńczych miałam chłopaka, który okazywał uczucia publicznie, kupował bukiety i padał na kolana na różnych rynkach albo biegł przez pełny ludzi dworzec, żeby mnie złapać w objęcia. On był ogólnie taki rzucający się w oczy. Mnie w porywach zdarzało się śpiewać z nim wspólnie na głos na ulicy jakieś piosenki o miłości, ale na to musiałam mieć nastrój, a on miał nastrój zawsze, co mnie często krępowało.
    • magdamajak Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 20:21
      Ja to nawet w rodzinie czuję się zażenowana taką sytuacją. Choć krzykliwy ze mnie typ smile, nie mieści mi się w głowie nawet nieelegancko zwracać uwagę mężowi, upominać go i poniżać oraz się kłócić w towarzystwie. Wiem (bo znam) jednak, że wiele kobiet czerpie z tego chorą satysfakcję, gdy tylko uda im się dowalić chlopowi przy innych.
    • fomica Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 22:33
      Nie sądzę żeby ktokolwiek "lubił" publiczne kłótnie. Jeśli do takiej dojdzie to jest pewnie efektem wielkiego wzburzenia i nerwów że człowiek nie panuje nad sobą, ale jak ochłonie to tez mu wstyd.
    • alicia033 Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 22:34
      gaskama napisała:

      > Nie wyobrażam sobie czegoś takiego w miejscu publicznym.
      > A Wy?

      my nie.
      Prywatnych w miejscu publicznym nie uprawiam (i wtedy zdecydowanie syczę, niż krzyczę) ale swego czasu regularnie zdarzało mi się objeżdżać siłę fizyczną (głównie budowlańców i kierowców), którzy mieli problem z przyswojeniem kulturalnych komunikatów wygłaszanych normalnym tonem (np. "proszę się wycofać i przejechać z tym przez bramę F"). Niestety na wielu działało wyłącznie wydarcie się takie, że przedstawienie ściągało do okien pół biurowca plus oczywiście stek wulgaryzmów. No bez litanii k.rew i h.jów niektórzy nie naprawdę nie byli w stanie zrozumieć, że mają podjechać z towarem do rampy 100 metrów dalej.
      Poza tym zdarzyło mi się parę razy publicznie wydrzeć na palantów (płci obojga) dewastujących przestrzeń publiczną i źle traktujących zwierzęta. Konflikty mnie nie peszą i nie mam żadnych oporów przed użyciem głosu w pełnej skali. Nie nadużywam ale jak trzeba, to umiem i nie mam przed tym żadnego oporu.
        • alicia033 Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 23:24
          podejrzewam, że dla postronnych to bez znaczenia: dwie osoby wydzierają się bez skrępowania na całe otoczenie i wulgaryzmy nieskrępowanie latają.
          Prywatnie nie używam wulgaryzmów cięższych, niż "cholera!" czy "do jasnej anielki!" ale nie raz usłyszałam, że ktoś wolałby z mojej strony głośną awanturę z .urwami latającymi na wszystkie strony, niż to, jak formalnie bez ani jednego obraźliwego słowa został przeze mnie lodowato potraktowany.
          A wracając do naszych baranów - gorące kłótnie w przestrzeni publicznej nie peszą mnie ani jako ich wykonawca ani jako ich mimowolny słychacz. Jak dla mnie to zupełnie ludzka rzecz.
    • daniela34 Re: Awantura w miejscu publicznym 20.07.21, 23:52
      Nie lubię kłótni w miejscach publicznych ani w ogóle angażowania mnie w prywatne sprawy obcych osób- to ze szczególną dedykacją dla prowadzących głośne rozmowy telefoniczne w zbiorkomie. Byłam kiedyś świadkiem takiego zrywania przez telefon w tramwaju. Było głośne, emocjonalne i intensywne. Czekalam aż cały tramwaj zacznie skandować: "rzuć go, rzuć go", a motorniczy wstanie i zacznie klaskać w odpowiednim rytmie. Natomiast czy wiocha? Wniosek niby nasuwa się sam: wiocha. Ale są rzeczy na niebie i ziemi...
    • str8.up Re: Awantura w miejscu publicznym 21.07.21, 00:28
      Nie umiem się wściekać tylko w miejscach niepublicznych, chociaż bym chciała. Jak mnie ktoś wyprowadzi z równowagi w miejscu publicznym, to swoje usłyszy. Może kiedyś zostanę dyplomatką i powiem tylko - porozmawiamy w domu. Ale na razie nie wychodzi.
    • anorektycznazdzira Re: Awantura w miejscu publicznym 21.07.21, 07:59
      Jestem w stanie jakoś sobie zracjonalizować wydarcie się z powodu puszczenia nerwów, chociaż nie popieram. Darcia się nadal na ulicy po 20 minutach już nie jestem w stanie ogarnąć. Zrównoważeni psychicznie ludzie są w stanie przejść w ustronne miejsce żeby pogadać.
    • netlii Re: Awantura w miejscu publicznym 21.07.21, 08:50
      Zdarza się zrobić nam dym w miejscu publicznym wink
      Oboje jesteśmy cholerykami co oznacza, że o mocniejszą wymianę zdań nie jest trudno. Wolę szybką wymianę argumentów, minutę albo dwie i szlusz niż wieźć awanturę do domu, czasem może potrwać to z godzinę, niejednokrotnie gotować się w sobie przez ten czas żeby za zamkniętymi drzwiami konflikt eskalował i z dwóch minut zrobiło się np. 15.
      Fakt faktem nie przypominam sobie awantury przy rodzinie, ale przy przyjaciołach się zdarzało.
      A co przypadkowi przechodnie czy tam anonimowi sąsiedzi usłyszą? No cóż, nie żyję w myśl autokorekty "co ludzie powiedzą" - ich ocena jest mi totalnie obojętna.

      Przytoczony chłop to jakiś totalny leszcz. Na jego miejscu po 2 minutach poprosiłabym aby puentowała, bo końca nie widać. Jak nie da rady to do zobaczenia innym razem, szkoda czasu i się oddaliła.
    • joaaa83 Re: Awantura w miejscu publicznym 21.07.21, 09:42
      Najbardziej w pamięci utkwiła mi awantura przed kościołem po I komunii mojej bratanicy. Kobieta (matka dziecka) wykrzykiwała jakieś przekleństwa i oddalała się od samochodu, przy którym stał chłopiec w stroju komunijnym, ojciec dziecka i starsza pani (zapewne babcia). Facet coś tam mruczał pod nosem "jak zawsze".

      To już nie chodzi tylko o ten tłum ludzi, który widział sytuację (rodzice i dzieci z klasy chłopca również) ale o fakt, że takim dniu, przy takiej ważnej dla dziecka uroczystości (nawet jak poszedł do komunii "bo prezenty", to i tak był to dla chłopca szczególny dzień)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka