Dodaj do ulubionych

Mówi potencjalnemu kochankowi że bardzo kocha męża

01.08.21, 16:11
Co sądzicie o paniach, które demonstracyjnie obwieszczają, że kochają i ubóstwiają nad życie swego męża, a jednocześnie rwą innego?

3 przypadki opowiem.

1. Pierwszy niedawny, dotyczący mnie samego (nie wiem, czy już o nim jakiś czas temu nie napomknąłem). Impreza z okazji imienin malucha w wynajętej w całości sali zabaw (droga, z pretensjami, w ekskluzywnym podmiejskim rejonie miasta - btw w ogóle wcześniej nie kojarzyłem tych okolic). Goście to dzieciaki z przedszkola, których rodzice wyrazili chęć. Dla rodziców (niektórzy pojawili się w parach, inni solo) , na czas zabawy dzieci przygotowany wielki stół ze specjałami oraz obsługą kelnerską. No i w moim sąsiedztwie jest pani w wieku lat ok. 30-stu, ładna i młoda, ale z jakimiś ingerencjami chyba (usta budzą mój wyraźny niepokój). Wszyscy rodzice bawią się świetnie, więc spontanicznie wymieniają się telefonami, ba, od razu tworzą nawet z rozpędu własną grupę na komunikatorze. Pani ze mną też się wymienia, no, ale od razu widzę, że to chodzi o coś więcej, poza tym impreza się kończy, a pani jakoś dziwnie zostaje w otoczeniu owej sali zabaw (duży plac na dzieci na zewnątrz) tylko ze mną, no i rzuca powłóczyste spojrzenia. Nie robię z tym kompletnie nic, żegnam się grzecznie, po czym w domu googluję sobie ową panią. No i trafiam na wypasionego instagrama, gdzie oczywiście rajskie życie na ultrabogato. Ale chodzi o co innego.... Na większości zdjęć i filmików pani jest z młodym przystojnym mężem, któremu obok w opisach wali akty strzeliste miłości, typu "jesteś moim największym szczęściem", "do dziś wspominam dzień, w którym cię spotkałam, najdroższy", "kocham patrzeć na ciebie, mój ukochany" i tym podobne (zacytowane teksty wymyśliłem teraz z głowy na bieżąco, te realne były jeszcze mocniej słitaśne i hardkorowo- miłosne). Żeby nie było... sprawdziłem daty i wszystko robione na świeżo (nie, że pani kiedyś kochała, ale potem jej się odmieniło).

2. Kolega bzykacz umawia się na pierwszą randkę z panią. Pani na spotkaniu w knajpie zaczyna od opowieści na temat tego jak to ona strasznie i niemożebnie kocha swego męża. Kolega wpierw słucha w lekkim osłupieniu, ale potem wypala jej tekstem "Ja tego nie przyjmuję do wiadomości". Randka kończy się seksem w aucie tegoż kolegi (dla ciekawych - później następuje długa, porypana i przemocowa relacja na boku, o tym, że ta kobita jest wariatką poinformowałem kumpla gdy tylko pokazał mi jej zdjęcie, ale nie pomogło, bo ponoć pieprzyła się jak żadna inna nigdy przenigdy - w co akurat wierzę, bo koleś przerób miał hurtowy)

3. Inny kolega potrzebował załatwić sprawę biznesową, no i okazało się, że taka moja znajoma z dawnych lat pracuje w firmie, do której on szukał dojścia. Dałem maila i placet na powołanie się na mnie. Po paru dniach kolega dzwoni do mnie cały uchachany i pyta, kto to jest ta pani. Okazało się, że w mailu zwrotnym oprócz poruszenia sprawy biznesowej czuła się w obowiązku poinformować go, jak niezwykle kocha swego Męża (mąż pisany za każdym razem z wielkiej litery), jak jest z nim niebiańsko szczęśliwa , i tak dalej. Kolega pytał czy to jakaś moja dawna kochanka i czy ten przekaz to jakaś wiadomość do przekazania dla mnie? (no akurat nie).

Co do pkt. 3, to motywacje tej Pani mogą zostać odebrane różnie, ale w pkt. 1 i w pkt. 2 wątpliwości nie ma żadnych. Mój fuck scanner (pkt. 1) się nie myli. I teraz bardzo proszę o wyjaśnienia - why? warum? pacziemu? Jerzy Urban opisywał dekady temu podobne przypadki i głosił, że to chodzi o reputację danej pani. Że niby owe widowiskowo rzucane zaklęcia o mężu służą podtrzymaniu przyzwoitej renomy środowiskowej (przynajmniej w mniemaniu jej samej). Coś w ten deseń można też odnaleźć w przedwojennych "Pamiętnikach Pani Hanki" Dołęgi-Mostowicza.

Ale jestem ciekaw opinii e-matki.

Ps. Chcąc uniknąć wszelkich dyskusji ad personam - nic nie było z mojej strony. A chór moich hejterek, który zaraz zacznie jednostajnie brzęczeć "dziadersie tylko ci się wydawało, żadna nie jest tobą zainteresowana, chyba że ukraińska bladź za pieniądze" uprzejmie proszę o zamilknięcie. Proszę o dyskusję o zjawisku, które IMO jest -jakoś tam- realne, a nie o nielubianym (w paru przypadkach - znienawidzonym) forumowiczu.
Obserwuj wątek