Dodaj do ulubionych

A kto, będąc dzieckiem, całe swoje

03.08.21, 21:04
wakacje spędzał w domu?
Nigdy i nigdzie nie został zabrany, na absolutnie żadną wycieczkę, kolonię, nad morze czy w góry... a nawet na lody do pobliskiego miasta? Jedyną wycieczką był wyjazd po książki i przybory szkolne, pod koniec sierpnia smile
I tak do 8 klasy szkoły podstawowej.
Obserwuj wątek
      • raczek47 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 21:22
        Hmm,mnie "wywalano " z domu na okres wakacji-najpierw na trzytygodniowe kolonie zakladowe,których nienawidziłam (od pierwszej do siódmej klasy) I na których ani nic ciekawego nie robiliśmy, ani się nie socjalizowałam ani nie zwiedzałam a potem prosto z kolonii jechałam do Szczawnicy ,do rodziny (tu już trochę lepiej,czułam sięprzynajmniej akceptowana ),znajomość Pienin owocuje do dziś, ale do dziś mam poczucie, że w ten sposób matka się po prostu mnie pozbywała z ulgą .Nigdy mnie nie odwiedziła,nie zadzwoniła,przestawałam istnieć na kilka tygodni. Więc te wyjazdy nie były dla mnie atrakcją ani przyjemnością.
        W trakcie roku-nikt nigdy ze mną nie poszedł ani na lody, ani na łyżwy ani na basen ,ani nad jezioro,ani nie wskazał żadnych zajęć dodatkowych.Wszystkiego uczyłam się sama ,podglądając i słuchając innych. Zero zainteresowania rodziców moim rozwojem czy sprawieniem mi przyjemności.
        • mamtrzykotyidwa Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 23:51
          A ja bym była szczęśliwa, gdyby tak było.
          Nie cierpiałam nigdzie jeździć, a moja mama tak, jak ematka miała przymus jeżdżenia i ciągała mnie po różnych wczasach krajowych i zagranicznych, wysyłała na kolonie i obozy. To był koszmar, ani chwili spokoju we własnym domu, tylko jedź i odpoczywaj. Wracałam umęczona fizycznie i psychicznie. Odkąd jestem dorosła nigdzie nie jeżdżę i wreszcie jest mi dobrze.
          • dominika9933 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 23:55
            mamtrzykotyidwa napisała:

            > A ja bym była szczęśliwa, gdyby tak było.
            > Nie cierpiałam nigdzie jeździć, a moja mama tak, jak ematka miała przymus jeżdż
            > enia i ciągała mnie po różnych wczasach krajowych i zagranicznych, wysyłała na
            > kolonie i obozy. To był koszmar, ani chwili spokoju we własnym domu, tylko jedź
            > i odpoczywaj. Wracałam umęczona fizycznie i psychicznie. Odkąd jestem dorosła
            > nigdzie nie jeżdżę i wreszcie jest mi dobrze.
            Współczuję wyjazdów, których nie chciałaś, ale naprawdę nigdzie nie wyjeżdżasz i lubisz to? Przepraszam, pytam bez złośliwości. Pozdrawiamsmile
          • princesswhitewolf Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 21:03
            >Odkąd jestem dorosła nigdzie nie jeżdżę i wreszcie jest mi dobrze.

            Wycieczkami objazdowe i zwiedzanie muzeow i kosciolow z opisami ich- wykonczyli mnie tym na studiach i nabawilam sie muzeofobii. Znajoma po polonistyce ma gorzej bo nabawila sie ksiazkofobii.

            Ale uwielbiam wyjazdy i lazenie po lasach plazach, marketach i wiochach
    • misiamama Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 21:51
      owszem, ja. Książki i przybory były dziedziczone po starszym rodzeństwie, żadnych wypraw do miasta pod koniec sierpnia. Ale ja miałam bardzo zaburzone dzieciństwo i na szczęście po 8 klasie wyjechałam z domu smile dzięki temu żyję i mam się dobrze, na ogółsmile
    • kornelia_sowa1 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 22:16
      Hmmm. Po raz pierwszy na kolonie pojechałam po 2 klasie SP.
      Wytrzymałam 14dni (z 17) i ubłagałam mamę, która przyjechała w odwiedziny, żeby mnie zabrała.
      Koszmarne 2 tygodnie-wychowawczynie, którym dzieci przeszkadzały w plotkowaniu. Najlepiej, żebyśmy cały dzień bawili się na placu zabaw. 15 osobowe sale - my 9 letnie dziewczynki z 14 letnimi cwaniarami, które dojeżdżały nas na każdym kroku. Nie fizycznie-ot, złośliwości, chowanie rzeczy, straszenie.

      Rozpętała się potem afera, bo sporo tych młodszych dzueci wróciło wcześniej. Skargi do opieki nic nie dawały - co najwyżej pogarszało humory i tak ciągle niezadowolonych z życia opiekunek.


      Trauma do 7 klasy. Potem nie chciałam jeździć nigdzie I dopiero po 7 klasie właśnie pojechałam ibylo super.

      A ten okres pomiędzy spędzałam w domu. Jak większość dzueci w naszej wiosce. Było super-ganialiśmy całymi dniami, było wesoło i sielsko. Rodzice w pracy, ja z najkochansza babcia i jej smakołykami. Pomidory dojrzewały jeszcze na parapecie, czasem dziadek lub mama wracając z pracy kupili w miasteczku lody. Jejku, ale to był atrakcją. Takie już na wpół roztopione (szli piechota jakieś 40 minut).

      Byłam bardzo szczęśliwym dzieckiem, mimo że nie zawsze było kolorowo, ale byłam kochana, zdrowa, miałam przyjaciół. Było cudnie. Nie zazdrościłam koleżankom wyjazdów.

      Nadrobiłam potem🙂
        • kornelia_sowa1 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 21:14
          Tak, jestem szczęściarą. Miałam kochających dziadków, rodziców., masę koleżanek,.
          W klasie były dziewczyny dużo bogatsze (ojcowie siedzieli "za granica"), jeżdzące na wakacje do taty -do Austrii, do Niemiec. Ojcowie zabierali je na wycieczki do Legolandu czy do wiedeńskiego Prateru .
          Ja nie miałam takich atrakcji. No, ale ich ojcowie byli obecni w ich życiu przez 2 tygodnie w roku a mój codziennie.

          Ja w wakacje cieszyłam się gdy były zniwa , bo wtedy było ognisko z pieczeniem ziemniaków, odpust z kolorowymi kramami, w kopkach siana robiliśmy kryjówki i takie tam wink A jak mi zmarzły nóżki końcem gdy lataliśmy do nocy w chłodne dni, to babcia nalewała wrzatku do butelki szklanej i siedziałam w kocyku z babcinymi frykasami turlając sobie tą butelczynę tak, zeby się nie poparzyc smile
    • tiffany_obolala Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 22:17
      Żadne z moich kuzynow ze wsi (a mam ich bardzo wielu) nigdy nie wyjechało na wakacje. Nie było takiej kultury, ich rodzice nie widzieli takiej potrzeby, potrzebne były ręce przy żniwach. Część z nich powieliła model rodziców, znaczna część - nie, zwłaszcza jeśli nie pracują w rolnictwie. A i starsze pokolenie nie tylko w Polskę, ale i za granicę jeździ. Ciotka, co za mojego dzieciństwa najdalej pojechała do szpitala powiatowego 20 km od domu, teraz odwiedza córki w USA.
    • yuka12 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 22:18
      Mąż wyjechał na wakacje (kolonie) tylko 2x i to w czasach, kiedy takie kolonie kosztowały grosze lub nawet były za darmo (np. Kolonie lecznicze). Co ciekawe mieszkali w sporym mieście, a teściowie pracowali w ówczesnych sporych przedsiębiorstwach. Zamiast wakacji miał pracę - zbierał truskawki i inne Owoce na plantacji rodziców i za pieniądze na innych plantacjach, zbierał z rodzicami jagody i grzyby na sprzedaż oraz jeździł do babci pomagać jej w gospodarstwie. Za jakiekolwiek nieposłuszeństwo lub sprzeciw, głośnieszy śmiech, gadanie wieczorem z bratem dostawał łanie od ojca lub ścierą/ręką/kablem od matki.
    • beataj1 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 03.08.21, 23:25
      Co roku jezdziłam na kolonie. Z rodzicami jedzdilosmy po rodzinie czy innych ciotkach. Tak po prostu na wakacjach z rodzicami w ośrodku nie byłam nigdy.
      Za to uwielbiałam czas spedzony w domu. Bez zorganizowanych zajęć, za to z koleżankami z otoczenia. Było naprawdę cudownie.
      Dziś sama do rodziny nie jeżdżę na żadne odwiedziny. Nie znoszę tego. Nawet do rodziny nad morzem gdy mieszkamy w hotelu kilometr od ich domu. Nie I koniec
      Wakacje to nie odwiedziny rodziny.
        • nena20 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 06:30
          Nikt nie pilnuje gdzie chodzisz, co robisz. Wracasz na posiłki a tak całą bandą dzieciaków mieliśmy czas tylko dla siebie. Wymyślaliśmy różne zabawy i dorośli nie truli ani niczego nie zakazywali. Jedną z najbardziej szalonych zabaw były skoki na siano, z bardzo dużej wysokości skakaliśmy na siano, jak sobie pomyślę to jednak nie było to zbyt bezpiecznie.
          Mój syn uwielbia takie klimaty i może całe wakacje siedzieć u dziadków, nie chce wracać do domu.
        • sarah_black38 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 09:02
          bywalec.hoteli napisał:

          > co tam do roboty było?

          Chyba nie wychowywałeś się na wsi. My robiliśmy w lesie szałasy, bawiliśmy sie w podchody, chowanego, graliśmy w ,,dwa ognie" do ciemnej nocy, paliliśmy ogniska ( oczywiście nie w lesie), zbieraliśmy jagody i poziomki prosto ,,se kszaczka" , chodzilismy na grzyby, orzechy, słuchalliśmy lata z radiem, na polanie w lesie opalaliśmy sie, czytaliśmy książki. Wieczorami cala dzieciarnia ze wsi siedziała na żerdziach ogradzających łąkę sąsiada, gadaliśmy, wygłupialiśmy się do późnej nocy ... . Dziś jak patrzę na te dzieciaki z nosem w smartfonie to mi ich naprawdę żal.
          • beataj1 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 09:17
            Ja nie mieszkałam ma wsi, ale w osiedlu domów jednorodzinnych.
            To był absolutnie świetny , cudowny czas.
            Całymi dniami bawiłam się z koleżankami, miałyśmy czas na wspólne malowanie, wymyślanie różnych gier (miałyśmy okres że rysowałyśmy sobie nawzajem labirynty, niedawno znalazłam jakiś pomiędzy starymi papierami - przysięgam, że nie wiem jak ja byłam w stanie stworzyć tak skomplikowany i trudny wzór rozrysowany na kartce A3).
            Jeździłyśmy całymi dniami na rowerach, grałyśmy w piłkę, podchody, były ogniska (to rzadziej), nocowanka, nocowania w namiotach, budowanie domków, skrytek itd. Napisałyśmy scenariusz do sztuki teatralnej i go przedstawiliśmy znajomym. Były nawet podejścia do napisania jakiejś książki ale po 100 stronach historii jak z Mody na sukces nam się znudziło (ach te miłosne przygody Iwony z Eduardo)

            Naprawdę chciałabym by moje dziecko miało szanse spędzać tak różnorodnie i kreatywnie czas. I przez kreatywnie mam na myśli to, że same sobie ten czas zapewniałyśmy rozrywki i miałyśmy naprawdę dużo swobody i przestrzeni dla siebie. I byłyśmy bardzo kreatywne.
            To że teraz jestem w stanie ciągle wymyślać sobie nowe ciekawe zajęcia (i nie czekać aż ktoś mi je pokaże na opłaconych kursach) jest efektem tego że się wtedy tego nauczyłam.
          • bywalec.hoteli Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 16:48
            sarah_black38 napisała:

            > Chyba nie wychowywałeś się na wsi. My robiliśmy w lesie szałasy, bawiliśmy sie
            > w podchody, chowanego, graliśmy w ,,dwa ognie" do ciemnej nocy, paliliśmy ogni
            > ska ( oczywiście nie w lesie), zbieraliśmy jagody i poziomki prosto ,,se kszac
            > zka" , chodzilismy na grzyby, orzechy, słuchalliśmy lata z radiem, na polanie w
            > lesie opalaliśmy sie, czytaliśmy książki. Wieczorami cala dzieciarnia ze wsi s
            > iedziała na żerdziach ogradzających łąkę sąsiada, gadaliśmy, wygłupialiśmy się
            > do późnej nocy ... . Dziś jak patrzę na te dzieciaki z nosem w smartfonie to mi
            > ich naprawdę żal.

            Naprawdę brzmi fajnie!
          • bene_gesserit Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 21:39
            Mój borze, to ja spędzałam wakacje na zupełnie innej wsi.

            Ja i moja siostra miałyśmy mnóstwo czasu, dzieciaki ze wsi - o wiele mniej, nawet w wakacje. Starsze miały obowiązek niańczyć młodsze (czasem liczne) rodzeństwo, trzylatki zawsze wlokły się w ogonie wypraw. Rodzice byli na żniwach, więc nie było gadania. Poza tym te dzieciaki miały mnóstwo obowiązków w gospodarstwie - dla mnie pasionka, połączona z obżeraniem się jeżynami i grą w karty to była egzotyczna przyjemność, dla nich - praca, i to od kiedy odrośli od ziemi. Itd. Mnóstwo się wtedy nauczyłam w sensie pokory i doceniania tego, cośmy mieli (np własne łóżko, a nie dzielone z dwójką sióstr, albo wręcz własny pokój).

            Teraz w tej wsi prawie nie ma dzieci, a jeśli są, to siedzą w domach, z noskami w kompach/komórkach.
    • geoardzica_z_mlodymi Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 06:41
      W zasadzie ja siedziałam w domu swoim lub babci w tym samym mieście do 4 klasy. Sama lub z kolegami spędzałam czas na podwórku. Po 4 klasie byłam na okropnych koloniach zakładowych, po 5 na takimż obozie. Potem jeździłam na obozy harcerskie lub oazy. Z rodziną tylko raz pojechałam odwiedzić ciotkę w pobliskim mieście. Poza tym nigdzie razem nie jeździliśmy. Ale przynajmniej mama popierała moje wypady. Całe szczęście, że do tej ciotki pojechałam. bo jak miałam 18 lat wzięła mnie ze sobą na objazd Europy (przełom lat 80/90).
    • palacinka2020 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 08:17
      Moj maz nigdzie nie wyjezdzal, jak byl nastolatkie to do pracy w szklarni za granica. Mnostwo ludzi tak mialo.
      Mialam kolezanke, ktora nie wiedziala czym jest metro w wieku 18 lat (nie tylko, ze nie jechala. Nie znala takiego slowa). Inna kolezanka gdy pierwszy raz w zyciu planowala wyprawe samolotem (na jakies katolickie dni mlodziezy), to wybrala sie najpierw autobusem na lotnisko... sprawdzic rozklad lotow.
      • georgia.guidestones Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 20:19
        palacinka2020 napisała:

        > Moj maz nigdzie nie wyjezdzal, jak byl nastolatkie to do pracy w szklarni za gr
        > anica. Mnostwo ludzi tak mialo.
        > Mialam kolezanke, ktora nie wiedziala czym jest metro w wieku 18 lat (nie tylko
        > , ze nie jechala. Nie znala takiego slowa). Inna kolezanka gdy pierwszy raz w z
        > yciu planowala wyprawe samolotem (na jakies katolickie dni mlodziezy), to wybra
        > la sie najpierw autobusem na lotnisko... sprawdzic rozklad lotow.
        Z ta ostatnia sytuacja, brzmi jak czasy przedinternetowe oraz do tego szlaban na telefon/brak budki tel (chyba mozna byloby zadzwonic i zapytac?)
    • stephanie_harper2 Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 09:12
      Miałam taką koleżankę, jak zaczęłyśmy się kumplować tak wieku 20 paru lat to ją w wakacje wyciągnęłam na mazury potem do zakopanego i mi wtedy powiedziała, że to jej pierwsze wyjazdy rekreacyjno-wakacyjne. I nie była to biedna rodzina u nich po prostu nie było takiego zwyczaju. ja byłam wtedy w lekkim szoku.
      • bovirag Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 19:35
        Tak! Z rodzicami zjeździłam Polskę i Europe wzdłuż i wszez. Z moimi dziećmi wyjeżdżaliśmy na wakacje 3 x w roku plus weekendy i jednodniowe wycieczki. Oczywiscie obowiązkowo obozy z rówieśnikami.
        Ostatnio mój 22 letni syn doszedl do filozoficznego wniosku, że w sumie te wyjazdy były bez sensu bo on i tak prawie nic z nich nie pamięta tylko ze miał zawsze fun. Wróciwszy Z podróży po południu Europy stwierdził, że dopiero teraz jako dorosly docenia uroki podróżowania. Gdzie się nie obrócisz tam dupa z tyłu!
    • ninanos Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 04.08.21, 17:15
      Ja jeździłam co roku na kolonie zakładowe, pierwsze w wieku 7 lat były koszmarem, ale za rok już zadowolona wróciłam. Jeździłam przez osiem lat, a w LO dwa razu na obóz. Z całą rodziną nie byliśmy nigdy na wczasach, raz z tatą nad morze pojechałam i raz z mamą na drugi koniec polski do rodziny. Z tydzień - dwa tygodnie wakacji spędzałam u babci na wsi, zjeżdżaliśmy się z kuzynostwem i od rana do wieczora na dworze. Mieliśmy tam górski potok i przez niego na linie huśtaliśmy się, potem potok w jednym miejscu przegłębiliśmy i poszerzyli, powstał tzw. basen i lodowaliśmy tam z impetem puszczając się z liny. Bawiliśmy się w podchody w lesie, opiekowali królikami, a jak coś przeskrobaliśmy to wujek nam kazał doić krowy. W stodole na siano skakaliśmy i czasem babcia nam pozwalała tam spać, ale zawsze w środku nocy wracaliśmy do domu, bo niewygodnie, albo ktoś widział/słyszał myszy. U babci była taka dość duża góra, w zimie na sankach z niej zjeżdżaliśmy, a w lecie na takiej przyczepce od roweru, że myśmy się nie pozabijali to sukces. Piękne to były wakacje i jak byliśmy grzeczni to mogliśmy u babci dwa tygodnie zostać, a jak łobuzowali to babcia po tygodniu nas odprawiała do domu. Zjeżdzało nas się tam zawsze z 12 dzieciaków, więc babcia miała urwanie głowy z nami.
    • pruszynkaaa Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 18:52
      Mój mąż. Wychowany na wsi, nigdy nigdzie nie był z rodzicami, bo lato to czas żniw, zbiorów i prac polowych. Mieli dużą gospodarkę i i dla niego okres wakacji to zawsze byłą ciężka praca a nie wypoczynek. No i też nie było tego nawyku w rodiznie, że dzieci gdzieś trzeba zabrać, coś pokazać. Do teraz maja do niego żal, że wyjechał na studia z rodzinnego domu, a nie został na miejscu.
      Ja z resztą też nie wyjeżdżałam na żadne kolonie - nigdy nie byłam. Czasami wyjeżdżaliśmy na weekend do pobliskich miast, raz pojechalismy na tydzień nad morze - z podobnych przyczyn, tylko u nas nie gospodarka, a akurat działalnosc gospodarcza rodziców (produkcyjna), i też nigdy nie było na nic czasu.
      Za to my swoje dzieci ciągamy aż nadto i czasami pytają czy po prostu możemy ten najbliższy weekend w domu posiedzieć smile.
        • bovirag Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 21:30
          Ale o czym Ty, princess piszesz? Jakie przed wojną??? Ja z rodzicami jeździłam rodzinie przy żniwach pomagać (dla mnie to był super wyjazd wakacyjny), a moje kuzynostwo, dla którego prace w polu były codziennością, nigdzie na wakacje nie jeździło. I nie było to żadne przed wojną, tylko lata 80te, początek 90tych!
        • maly_fiolek Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 06.08.21, 08:07
          > Tak to bylo dosc charakterystyczne przed wojna...ale po wojnie?
          Princess, na jakim świecie Ty żyjesz??? Powszechna mechanizacja rolnictwa to przyszła dopiero w latach 2000, gdy Unia sypnęła groszem na zmodernizowanie. Do końca lat 90tych dzieci na wsi harowały wraz z rodzicami aby jako tako żyć.
          • pruszynkaaa Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 06.08.21, 21:34
            Dokłądnie tak jak maly_fiolek pisze. Lata 90te, o których właściwie pisze to na wsiach jeszcze sprzętu nie było do obróbki pola, albo był w takim stanie, że w zasadzie to więcej kłopotu z nim było niz pożytku.
            Poprawiło się jak polska wieś weszłą do unii, ale to też wielu rolników bało się brać te dotacje bo nie wiedzieli co to i podejżewali spiski, że to sa ukryte kredyty itp.
            Od męża, mimo że studiował i miał pracę na pełen etat nadal oczekiwano, że będzie przyjeżdżał ok. 200 km i pomagał na wsi przy żniwach, wykopkach czy na co tam czas był. Było ogromne zdziwienie i foch, że odmawiał. Nie dało się wytłumaczyć, że urlopu nie miał (bo wtedy jeszcze zleceniówke miał). Taka mentalność... nie przetłumaczysz.
            Takie wątki fajnie pokazują, jaka przepaść nieraz dzieli ludzi... że jedno nie ma pojęcia o życiu drugiego. W ogóle. A później zdziwienie - no bo jak w wieku 30 lat można nie mieć włąsnego mieszkania czy domu? No jak?! A no tak... Godpodarka poszła na najstarszego i tyle... . Niestety na wsiach nie ma domów i mieszkań po babciach i diadkach, które można wynajmować i czerpać korzyści, czy też samemu w nim zamieszkać... . Ale tak, dużo ludzi się jeszcze dziwi.
    • hexella Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 19:27
      na kolonii byłam raz - w małej mieścinie oddalonej od mojego miasta o 20km, w której jedyną atrakcją był mały basen. Pamiętam też jeden wspólny wyjazd z ojcem na wczasy do Supraśla. I to by było na tyle. Kiedy byłam dzieciakiem wywożono mnie na całe wakacje do rodziny na wioskę i to tyle. Nigdy wspólnego kina, podróży, wyjścia do kawiarni. Pierwszy raz zobaczyłam Bałtyk jak miałam 18 latsmile
      Okoliczność usprawiedliwiająca jest taka, że wychowywałam się tylko z ojcem, który chyba nie miał pojęcia co się robi z małymi dziewczynkami, a potem podrastającymi pannicami. Pewnie myślał, że pełna micha, zaopatrzony tornister i solidne buty to wszystko czego mi potrzebawink
    • smoczy_plomien Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 19:56
      Podstawówka lata 90., po każdych wakacjach przychodził jakiś ktoś do klasy i padały pytania: kto wyjechał/nie wyjechał na wakacje. Były 1-2 dzieci w klasie, które nigdzie nie wyjeżdżały.

      U mnie wakacje były niby na bogato: 2 tygodnie nad morzem i 2 tygodnie w górach + zimą 2 tygodnie ferii w górach na nartach. Cóż z tego, kiedy moja mama była antysportowa, jeździliśmy latami po tych samych płaskich górkach i po 5 latach nauki Gubałówka to był szczyt moich możliwości. Podobnie wycieczki w góry, same dolinki, ścieżka pod reglami. A morze to już całkiem, 2 tygodnie nudy. Bardzo rzadko zwiedzaliśmy jakieś atrakcje, nie chodziliśmy też do restauracji, tylko po zejściu z gór szliśmy obierać ziemniaki na obiad... Za to nigdy nie byłam na żadnych koloniach.
    • princesswhitewolf Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 21:06
      Kolonie, wyjazdy do babci ale takiej babci ktora cala zimne z nami mieszkala i nauczyla mnie szyc, zaprawiac, ogrodnictwa, piec, gotowac. Moja matka femistka nie umie gotowac ani piec.

      Poza tym jezddilismy z przyczepa kampingowa po Polsce. Ojcu sie nudzilo wiec same z mama i siostra jezdzilysmy.
    • bene_gesserit Re: A kto, będąc dzieckiem, całe swoje 05.08.21, 21:29
      Okropne, przykro mi, że tak miałaś.

      Ale moja przyjaciółka przez całe dzieciństwo zaliczała - z bratem - 4 turnusy kolonii, wakacje w wakacje. Byle jakich i byle gdzie, byle ich nie było w domu, bo mamusia musiała odpocząć, a ojciec nie miał nic do gadania, zresztą i też miał wywalone.

      Więc chyba mogło być gorzej. Wiem, że to marne pocieszenie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka