Dodaj do ulubionych

Sytuacja w punkcie szczepień, wzrosło mi cisnienie

09.08.21, 14:06
No to dziś druga dawka mego dziecka. Na 14,30. Po 7 rano dzwonią spytać, czy będziemy i informują, ze można już o 12 być. Informuję, że przyjdę ale na swoją godzinę. Mąż wziął 2 h opieki w celu zostania z młodszym, które dzisiaj nota bene jest chore, mocno gorączkuje angina a być może szkarlatyna. Było z rana u pediatry. Tym bardziej chorego nie chciałam ze sobą ciągać. Nadchodzi 12 i dostaję smsa, ze proszę przyjść już teraz. podpisała się ordynator pediatrii, kwalifikujaca do szczepień. No myślę sobie, pewnie dużo ludzi się nie stawiło. Trzeba iść im na rękę. Wziełam dzieci i poszliśmy. A tam armagedon, tłok, przeciskamy się między budowlańcami bo trwa remont. ludzi sciągneli tyle na szczepienie, że depczemy sobie po stopach. Poczekalnia mikra, punkt dla młodzieży więc ludzi podwójnie, bo dzieciak i opiekun. Zgraja wyrostkow z osrodka opiekunczego z wychowawcą, 1 wypełnia oswiadczenia za nich wszystkich. Tłok, tłok, gorąco, masakra. A na scianach ironiczne plakaty - zachowaj odstęp 1,5 metra! Mój chory przedszkolak marudzi, co chwila, pić, pić, siku na koniec jak już prawie była nasza kolejka big_grin Jak weszłam, to oczywiście powiedziałam co o tym myślę. Jestem zła.

Przy pierwszej dawce również sćiągneli nas wcześnieij i wprost powiedzieli, ze chcą do domu wcześniej iść. No ale miałam zdrowe dziecko w pakiecie, więc poszłam bez nerwów. Wtedy kazali po szczepieniu siedzieć 15 minut i sami poszli do domu, to mnie nawet rozbawiło. Dziś jestem naprawdę zła. Rzecz dzieje się w szpitalu, gdzie jeszcze 3 tygodnie temu wejście zamknięte na 3 spusty, domofon by wejść i wyjść, bez osob towarzyszących itd. bo oni boją się korony. W ciągu tych kilku tygodni wszelki strach magicznie im przeszedł...
Obserwuj wątek