Dodaj do ulubionych

Taka oto historia- prośba o ocenę sytuacji.

19.08.21, 16:41
Drogie Emamy, przytoczę pewną historię, która rozgrywa się w jednym zakładzie pracy, licząc na Wasze obiektywne zdanie w tej sprawie. Będzie długie, ale jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie. Chodzi o pieniądze.
Jest bardzo duży zakład pracy z dużą ilością działów. Pracownicy jednego działu zostali podzieleni na dwa zespoły, nazwijmy je: zespół "A" i zespół "B". Ze względów logistycznych zespół "B" został przeniesiony dwa piętra niżej. Wszyscy pracownicy obu zespołów mają ten sam angaż i ten sam zakres obowiązków. Kontakty między pracownikami zespołu "A" i "B" ograniczyły się praktycznie do spotkań i rozmów w szatni pracowniczej. Oba zespoły mają jednego wspólnego kierownika. I teraz : Do zespołu "A" trafia plotka, że pracownikom tego konkretnego całego działu, należy się dość duży dodatek, za okres kilku mienionych miesięcy, za szczególną uciążliwość pracy. Na tym etapie kierownik o tej plotce wie, później w działania zespołu nie jest już wtajemniczony. Do zespołu "B" takowa plotka nie dociera.Sprawa trafia do Związków Zawodowych i do Dyrekcji i na tym etapie kończy się, ponieważ Dyrekcja oznajmia, że nic nikomu się nie należy. Zespół "A" idzie do prawnika i wynajmuje adwokata, który podejmuje się wyegzekwować od zakładu pracy należne pieniądze. Kwota nie mała, bo po 20 000 zł na osobę. Ale umowa z adwokatem jest taka,że w razie wyegzekwowania kasy, ten bierze 20% . Wszystko trwa kilka miesięcy. Zespół "B" o niczym nie wie. Nikt z zespołu "A" nie pisnął ani słowa na ten temat. Pewnego dnia kadry dzwonią do kierownika i w trybie natychmiastowym nakazują wypełnić pracownikom odpowiednie dokumenty, potrzebne do naliczenia kwoty dodatku. Wielka radość w zespole. Ale kierownik zadaje w kadrach pytanie o pracowników zespołu "B", czy przypadkiem im również nie należą się te pieniądze. Kadry sprawdzają angaże i tak, jak najbardziej należą się. Każą wypełniać dokumenty również pracownikom zespołu "B". Oni w wielkim szoku, zupełnie nie świadomi tego, co się zadziało, ale bardzo szczęśliwi, bo 20 000 zł piechotą nie chodzi. No i teraz przejdę do sedna sprawy. Zespół "A" dzwoni do zespołu "B" z zapytaniem, czy ten poczuwa się do tego, aby dołożyć się do kwoty 20% dla adwokata, bo zespół"A" bardzo na to liczy. Początkowo Zespół"B" wyraża chęć partycypowania w kosztach, ale po przeanalizowaniu całej tej sytuacji, zaczynają pojawiać się wątpliwości. Bo: zespól"B" ma żal do zespołu "A" za to , że ten zataił informację o tym, że jakakolwiek kas się należy. Że nie włączył zespołu "B" w działanie z adwokatem i , że gdyby nie kierownik, to najprawdopodobniej, zespół "B" nigdy o wywalczonej kwocie by się nie dowiedział. Co myślicie drogie Panie. Jak powinien zachować się zespół"B":
1. Dołożyć się do adwokata w równej części.
2. Dołożyć się, ale w kwocie takiej, jaką sam uzna za stosowne.
3. Nie dokładać się, ponieważ o adwokacie zespół nic nie wiedział i tylko przez przypadek udało się pieniądze otrzymać.
Jeśli udało Wam się do końca przeczytać tą historię, to proszę, napiszcie co sądzicie. Bardzo zależy mi na Waszym obiektywnym zdaniu. Będę bardzo wdzięczna.
Obserwuj wątek