marusia_ogoniok_102
27.08.21, 10:28
Mieszkam już w swoim gniazdku od dwóch tygodni. W zeszłym tygodniu skończyłam się wypakowywać.
I tak, kto mnie zna, ten wie, że książek mam od cholery. I tak mniej, niż szacowałam, że mam, ale i tak – dużo. Przyznaję więc, nie pamiętam każdej, jaka mi stoi na półce. Ale większość.
No i sprawa wygląda tak – chciałam sobie poczytać jedną, świeżo kupioną. Na 100% wkładałam ją do przeprowadzkowego pudła, ba, mam na to świadka, który pakował razem ze mną. Na 90% i bez świadka jestem pewna, że miałam ją w ręku już w nowym mieszkaniu. I nawet mogłabym określić, na jakiej półce ją położyłam.
Tyle że na półce jej nie ma. Nie ma jej też na innych półkach. Ani za półkami, ani pod regałem, ani w szafie, ani w lodówce, no nie ma, rozpłynęła się w powietrzu. Ba, fotki, które zrobiłam na pamiątkę wskazują, że nigdy jej tam nie było.
Stwierdziłam – znajdzie się pewnie przy generalnych porządkach albo remoncie dużego pokoju na wiosnę.
No tylko, że wczoraj zorientowałam się, że to nie jedyna zguba.
Jak wypakowywałam inną serię książek (jedno uniwersum, więc stało na jednej półce, więc wylądowało w jednym, góra dwóch kartonach), to rzuciło mi się w oczy, że hm. Tego nie było więcej?
Ale jakoś o tym dogłębniej nie pomyślałam. Do wczoraj, kiedy pomyślałam o jednej i stwierdziłam, że… kurde, czy ja to ustawiałam?
Sprawdzam. Na półce nie ma.
Wzięłam zdjęcie tej kolekcji ze starego domu, co kiedyś wysyłałam znajomemu. I, kurde. To nie tylko ta jedna. Brakuje dziewięciu (!) sztuk.
Słuchajcie, ja wiele mogę zrozumieć. Mogłabym przyjąć, że, na przykład, tamta jedna zaplątała się w pudłach i pojechała na makulaturę, choć to była książka średniej wielkości i raczej na pewno bym wyczuła, że w kartonie, który powinien być pusty, coś się przemieszcza. Ale dobrze, przyjmijmy to. Jednak jest całkowicie niemożliwe, żebym nie wyczuła, że po pustych pudłach kolebie mi się łącznie dziesięć książek, w tym jedna z pewną jednak wagą.
W starym domu nie zostały na pewno, kilka razy przejrzałam regały jak odjeżdżałam.
Z lepszych wieści – zguby się dało odkupić, choć w przypadku tych dziewięciu to naprawdę dzikim fartem (no, na razie ośmiu, o ostatniej jeszcze mi nie odpisali). Ale to mi rozwiązuje tylko połowę problemu. Druga połowa brzmi – co się, do cholery, stało z moimi książkami i jakim cudem?!
Ematki gubią rzeczy przy przeprowadzce? Znalazły się kiedyś jakieś?
Jakieś pomysły, co się mogło tutaj wydarzyć? Bo nie widzę żadnego logicznego wyjaśnienia.