Dodaj do ulubionych

Taka sytuacja - przeczytana korespondencja

02.09.21, 22:10
Koleżanka ma już chyba za 17 letni staż małżeński. Od lat w tym małżeństwie układało się pod górkę i ona i jej mąz z emocjonalnie porypanych choć inteligenckich rodziców, u niego ojciec "artysta" olewający rodzinę typu przewróciło się niech leży, u niej narcystyczna matka, takie dwie kaleki się ze sobą lata temu spotkały i jakoś ten układ ciągnęły, były dzieci, strach przed poradzeniem sobie samej i tak lata minęły.
Koleżankę znam jeszcze sprzed czasu męża. Latami toczyłyśmy długaśnie rozmowy o emocjach, wspierałyśmy się, mogłyśmy sie wyżalić, z 10 lat mieszka w innym kraju wiec nasze mailowe rozmowy były długie i regularne, pisałyśmy do siebie nocami elaboraty o swoich najgłębszych emocjach, przeżyciach, problemach. A raz w roku spotykałyśmy się ja u niej lub ona u mnie. Ja pisałam o swoich bólach, rozterkach, problemach rodzinnych, -ona o swoich problemach z matką, rodzeństwem, o tym jak źle jej z męzem i nie umie tego zmienić. Gdy miała rzut nerwicy czy depresji to zawsze wysłuchiwałam i wspierałam, podsuwałam rozwiązania, literaturę, wchodziłam w rolę terapeuty - wiedząc, że w tych momentach potrzebuje z kogoś wziąć energię i się podeprzeć, oprócz tego chodziła na swoje terapie oczywiście u siebie. Zdaję sobie sprawę, że życie z nią i huśtawkami emocjonalnymi też nie było łatwe.
W rozmowach żaliła sie wielokrotnie na męża. Typ trudny. Pasywna agresja bierna jako codzienność. Krytykanctwo jako język codzienny, do tego do lepszej pracy to musiała go wypychać, remont domu sama zorganizować, on zero inicjatywy by iśc do przodu. Wielokrotnie rozważała odejście, ale trzymały ją sprawy finansowe(ona ma zawód z marną pensją), dzieci, przekonania religijne co do rozwodów, ale bywały momenty że już tam grubo było między nimi . Po latach namówiła go na jakąś terapię. Coś niby ku lepszemu poszło. Wcześniej wielokrotnie po przeczytaniu tego co wypisywała na męża mówiłam jej żeby rozważyła odejście i życie osobno bo się oboje wyniszczają.
Później zaangażowała sie w jakąs wspólnotę religijną i stwierdziła że jest super, odkryła sens życia, bo zmieniła nastawienie do świata, jej nerwice osłabły i nie chce rozwodu na pewno, ceni fakt że ma rodzinę, mąż się trochę zaczął starać i też trochę się z nią tam udzielał wiec była zachwycona, bo latami go na to namawiała a wcześniej absolutnie nie chciał jakichś wspólnot i to wyśmiewał.
Wtedy już odpuściłam zupełnie angazowanie się w ich sprawy, kontakty zmieniły się w wymianę luźnych informacji i okazjonalne sprawozdania z "upiekłam pyszne ciasto"+fotka, a ja już w emocjonalne sprawy między nimi się nie angażuje, nie chce mi się i w sumie mi z tym dobrze, niech żyją po swojemu bez wiszenia na moich emocjach.

No i teraz się dowiaduję, że jej mąż czytał calutką nasza korespondencję mailową i messengerową, z tych poprzednich czasów, gdy takie jazdy u nich były i dużo tam pisałyśmy o nim i ich wzajemnych relacjach a ja też wiele szczegółów o swoich emocjach.
I w związku z tym - jej mąż nie chce o mnie słyszeć, nie zamierza się spotkać gdy tu będą całą rodziną jak zwykle, zostałam persona non grata i on sobie mnie nie życzy.

Fajnie.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka