Dodaj do ulubionych

A Wasze agresja?

11.09.21, 11:33
W nawiązaniu do wątku o osobowości bierno- agresywnej. Mnie to raczej nie dotyczy, bo z racji impulsywności jak atakuję to bez przyłbicy. Bilam się jako dziecko z bratem ( nawet to lubiłam), rzadko ale jednak z kolegami, atakowałam na piłce ręcznej i uwielbiałam to.Uważam że dobrze panuję nad emocjami, nie krzyczę, nie biję, wprost mówię, ale te fizyczne ataki lub " ataki" były / są dla mnie przyjemne. Rodzina twierdzi, że łatwo się że mną zyje i nie mam się za agresywną, ale jednak... A Wy jak macie?
Obserwuj wątek
    • mashcaron Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 11:52
      Jako nastolatka lubiłam się bić. Tluklam się z dziewczynami, z chłopakami, bywałam agresywna słownie w stosunku do wszystkich grup wiekowych. Potem sąd rodzinny stwierdził, że mój dom rodzinny nie jest dla mnie odpowiednim środowiskiem i trafiłam do MOW. I tam się wyleczyłam z takich zachowań.
      W dorosłym życiu jestem na co dzień dość spokojna, czasem tylko pierdolę kurczakiem do zlewu :p
    • kosmos_pierzasty Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 12:24
      Miałam tzw. włoski temperament, czyli robiłam od czasu do czasu wściekłe awantury z tłuczeniem talerzy albo się wdawałam w bezsensowne pyskówki z przypadkowymi ludźmi. Przeszło po terapii.
    • nuclearwinter Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 12:46
      Po burzliwej zbuntowanej nastoletniości i wczesnej młodości, kiedy to byłam naprawdę okropną, agresywną, konfliktową księżniczką z pretensjami do całego świata, jestem teraz tak agresywna jak upalony pies blablador - agresja level -10.

      Chyba mi po prostu przeszło z wiekiem, złość rozładowuję na bieżąco, mało co mnie naprawdę wpienia, a jeśli już, to rzeczy naprawdę poważnego kalibru. Nawet nie mam potrzeby "wyżycia się" sportowego, bo po prostu nie mam z czego się wyżywać, frustracji i agresji brak, jedynie czasami dopada mnie egzystencjonalny smuteczek wink
    • kkalipso Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 13:32
      Byłam bardzo odważna, miałam swoje zdanie, pyskowałam, obstawałam bardzo często za poniżanymi, słabszymi dziewczynami. Agresywna nie, a żeby się bić to już całkiem, w życiu, chyba że bym po prostu musiała się bronić to pewnie tak. W sporcie się wyżywałam i to starczało. Byłam lubiana zawsze miałam te najfajniejsze koleżanki, przypomniało mi się raz właśnie dwie kumpelki się o mnie prawie biły.
    • chatgris01 Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 13:37
      Przeszła mi z wiekiem, w dzieciństwie i nastolęctwie często się biłam z chłopakami, albo bluzgałam w odpowiedzi na zaczepki jakichś meneli czy pijaków. Ale może to w związku z tym, że dorośli raczej mniej się między sobą zaczepiają niż dzieci i nastolatki, więc nie mam powodów (nigdy nie atakowałam pierwsza, ale i teraz, jeśli ktoś by mnie napadł, to oddam bez wahania).
      • joana012 Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 13:45
        U mnie poziom agresji i w dzieciństwie i teraz równa się zero. Ale wychowywałam się w dosyć spokojnym gronie, rodzice nie mieli w sobie w ogóle agresji, w szkole też jej nie doświadczyłam.
        Teraz gdy jestem dojrzała potrafię odpysknąć ale to raczej asertywność niż agresja. Także chyba jakimś cudem nie miałam potrzeby zachowań agresywnych
        • chatgris01 Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 13:59
          Moi rodzice też nie mają w sobie w ogóle agresji. Ja się nauczyłam w przedszkolu i podstawówce (albo to charakter tongue_out ). Do dziś pamiętam szok mojej Mam, gdy jakiś pijak klepnął ją na ulicy w tyłek, ona zaniemiała, a ja (nastolatka wtedy) ryknęłam: "Sp*******j!!!" big_grin
          BTW, szok był bardziej z powodu mojego tekstu niż pijaka big_grin (ale się wcale nie przejęłam).
          • adriana.la.cerva Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 14:05
            O Wow! Mega mi zaimponowalas jako nastolatka.

            A odnośnie biernej agresji mojej - jak miałam dwadzieścia parę lat szłam koło budowy jakiego bloku, moje osiedle sie rozrastalo I jak to budowlańcy zaczęły się jakieś gwizdy w moja stronę.
            Więc oczywiście żadnej agresji wprost Ale:
            - przeszłam przez ogrodzenie I weszłam na ta budowę
            - znalazłam majstra tej budowy I powiedziałam mu o skandalicznym zachowaniu podwładnych
            - z tablicy żółtej wzięłam nr do kierownika budowy do którego również przedzwonilam
            - plus zadzwoniłam do tego konsorcjum co stawialo blok mówiąc że jak trzeba to I do gazety pójdę I naglosnie.
            Nigdy więcej gwizdy się nie pojawiły.
            • chatgris01 Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 14:34
              A, to u mnie było ciut inaczej smile
              Też miałam dwadzieścia parę lat. Jak raz jacyś budowlańcy zaczęli nie tylko gwizdać (na to zwykle wzruszałam ramionami, przemykała mi myśl, że niektórzy mężczyźni to szympansy, i szłam dalej, bo zaczęło się, gdy miałam zaledwie 12 lat-niestety, wcześnie się rozwinęłam), ale rzucać we mnie kamyczkami, to zatrzymałam się, wymownie postukałam w czoło, i zapytałam, czy zatrzymali się na etapie siódmej klasy podstawówki, i czy mam zgłosić agresję i nękanie na policję, bo widzę, że najwyraźniej im peron odjechał, gdyż nie mają już wszak 12 lat. Zatkało ich, po czym mnie grzecznie przeprosili tongue_out
      • extereso Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 17:53
        Ja kiedyś byłam łatwopalna, przeszło mi, ale ten element ścierania się, konfrontacji i przyjemności z nich płynących pozostał. Mój mąż mówi o mnie czasem Lewku, ale ma na myśli Trockiego 😁
    • aguha Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 18:17
      Zawsze spokojna, grzeczna, schodząca wszystkim z drogi. Nie lubię agresji słownej, nie mówiąc o fizycznej. Jednak to nie pomaga w życiu. Argumenty wyartykułowane w mniej kulturalny sposób, mają większą siłę przekonywania. 🤣😂 Czasem powinnam jeszcze pierdyknąć jakimś ciężkim sprzętem dla wzmocnienia efektu, np. kurczakiem do zlewu.
    • po-trafie Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 18:30
      Jestem bardzo agresywna z natury, pierwsza reakcja na milion sytuacji jest taka fala wnerwu jakby mnie ogien pochlanial.
      Moja wersja domyslna od nastoletniosci jest fakt, ze moglabym kopac smetniki, udedzac w sciany, wybijac szyby i zeby kilka razy dziennie.
      Wykonalam mase pracy, zeby te energie przekierowac, rozladowywac lub ew. wykorzystywac kreatywnie. Jesli co rano biegam, regularnie podnosze ciezary, medytuje, odpowiednio oddycham itp to jestem troche mniej reaktywna, niemniej nie mam pokerowej twarzy i w pracy jestem znana z bardzo znaczacych spojzen i zmarszczen brwi gdy ktos np przedstawia glupoty jako fakty.

      Niemniej, uwielbiam konflikt slowny, jestem disc szybka w przedstawieniu swojej konstruktuwnej krytyki, glosno i wyraznie.
      Mam nadzieje, ze 2022 to rok, kiedy zapisze sie na kickboxing smile
    • melisananosferatu Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 20:09
      Ja jestem spokojna i ugodowa. Do czasu. Wyjatkiem sa moi bliscy. Kiedy ich dobrostan jest zagrozony- krew zalewa mi oczy. A! Za kazdym razem gdy jakis ...xuj mnie dotkal, probowal obmacac dostawal w ryja. To jak odruch.
    • pade Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 21:47
      Nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem spokojna, tak samo jak nie mogę powiedzieć, że agresywna. Potrafię się wściec, potrafię uspokajać, przed okresem jestem chodzącą bombą zegarową😃 wczoraj pierwszy raz w życiu powyżywałam się trochę nad zawartością spiżarki. Jesuuu jak mi ulżyło. Nie wiem czemu nigdy wcześniej tego nie zrobiłam 😃
    • shmu Re: A Wasze agresja? 11.09.21, 22:07
      Unikam konfliktów. Bywają jednak sytuacje, kiedy mnie trafia potężny szlag, jak wtedy, kiedy wpakowali mi się w nocy trzech podchmielonych facetów do mieszkania. W Przyjaciołach nazywało się to Red Ross wink Zdarza się to natomiast bardzo rzadko.
        • shmu Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 11:06
          A skąd, nie znałam. W naszej kamienicy/starej willi na dole był dumnie nazwany klub winiarski. Prowadził go taki młody obslizgly cwaniaczek i którejś nocy dał klucze swoim kolegom. Ci cały wieczór robili hałas, a o 12-1 w nocy wyszli na klatkę, po czym debile myśleli że nasze mieszkanie jest puste. Jako, że to willa z 19 wieku była, do mieszkania z klatki można było wejść przez 3 różnych drzwi, przez różne pokoje. I jedne z tych drzwi były nie zamknięte na klucz. Oni je otworzyli, weszli i rozsiedli się na naszych fotelach. Obudzili mnie, jak otwierali drzwi. Jak mała furia wyleciałam do salonu i pamiętam tylko szukanie największych bluzgów jakie znam po angielsku. Darlam się tak, że mnie gardło bolało. Śmieszne jest, że pamiętam w mojej głowie moment na decyzję, który język wybrać, w którym swobodnie mogę bluźnić na debili i wyszło mi, że angielski smile)))
          Tak ku przestrodze, zaczęli spierd...dopiero jak pojawił się mój mąż, który a) jest spory, b) potrafi krzyczeć NA PRAWDĘ głośno.
    • solejrolia Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 09:17
      Jestem impulsywna, i bezpośrednia, mam coś powiedzieć- to powiem. Sama raczej nie wywołuję konfliktów, za to jak mi się coś nie podoba to reaguję natychmaist. Potrafię bluzgnąć, opierdzielić, jeśli widzę, że sytuacja tego wymaga. Natomiast ogólnie, w sytuacji codziennej, w jakiejś takiej rutynie, zdecydowanie panuję nad emocjami.
      Na przykład w pracy, pracownicy, czy upierdliwi klienci, wypracowałam sobie taki ZEN, że nawet w sytuacji kryzysowej zachowuję spokój, opanowanie, i dzięki temu potrafie szybko wyjść z kryzysu.
    • anorektycznazdzira Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 11:48
      Ja jestem zbyt grzeczna i wyrozumiała.
      Atakowanie praktycznie mi się nie zdarza. Właściwie się nie drę i nie awanturuję, zawsze wysłuchuję drugiej strony. Natomiast jak powiem, że ktoś przegiął, to może być pewien, że od tego momentu jego los jest przesądzony a konsekwencje zostaną wyciągnięte.
      • solejrolia Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 14:24
        anorektycznazdzira napisała:

        >Natomiast jak powiem, że ktoś przegiął, to
        > może być pewien, że od tego momentu jego los jest przesądzony a konsekwencje z
        > ostaną wyciągnięte.
        >

        To mój mąż! On też tak ma.
        Po pewnej wielkiej awanturze, w jakiej niedawno braliśmy udział rodzinnie, ja cała się zagotowałam,
        a mój mąż powiedział jedno całe zdanie:
        To było delikatnie mówiąc przegięcie z ich strony, ale przynajmniej mamy sprawę jasną.
        Przyznaję, rozbroiło mnie to totalnie.


        Na fotce my dwoje

        https://d-art.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/90/7a/5dd692d16ceb0_o_large.jpg
    • sandy_cheeks Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 12:04
      Od zawsze mialam krotki lont. Kiedys byly napierdzielanki z tym, co mi podpadli (matka byla bardzo czestym gosciem w szkole), kolo liceum mi troche przeszlo.
      Teraz jak mnie ktos podkurwi (wlaczajac konkubina i dzieciaki) to wybucham. Oprdole, pobluzgam i schodzi mi powietrze. Dopiero pozniej przychodzi refleksja...
    • miss_fahrenheit Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 13:43
      extereso napisała:

      > A Wy jak macie?

      Jestem spokojna i nieagresywna. W zasadzie nawet w sytuacjach, gdzie jedyną skuteczną reakcją jest agresja (np. gdy ktoś atakuje na ulicy - raczej nie będzie czekał na chłodną analizę sytuacji wink), moje zachowanie jest średnio wybuchowe wink Minusem jest to, że osoby mające ze mną rzadszy kontakt postrzegają mnie jako chłodną i mocno zdystansowaną, co nie do końca oddaje stan faktyczny.
    • panna_meganna Re: A Wasze agresja? 12.09.21, 23:09
      O kurczę, Mashcaron, jesteś silną, wspaniałą kobiętą. Należy Ci się szacunek, bo niewiele jest osób, które po takim starcie potrafią przewartosciować swoje życie i nie pójść na łatwiznę. Chylę czoła. Masz charakter.

      Agresja. Hmmm. Mam krótki lont. Na chamstwo odpowiadam agresją fizyczną, odruchowo. Pamiętam, jak taki jeden lekko wstawiony klepnął mnie w tyłek. Na jego nieszczęście miałam w ręku młotek - akurat przybijałam odstającą listwę okienną w moim lokalu usługowym. Wystartowałam za nim z tym młotkiem i walnęłam go centralnie między łopatki, wzmacniając efekt soczystym "ty xuju!" Facet przeżył. Tylko dlatego że w ostatnim ułamku sekundy wyhamowałam impet, bo doszło do mnie, że mogę go poważnie uszkodzić.
      Im starsza, tym jestem łagodniejsza. Ale jak widzę że ktoś robi krzywdę zwierzęciu, starszej osobie to startuję z iskrami spod kopyt. Ostatnio partner nie wiedział kogo ratować. Szczyl jakiś, może 14 lat toto miało, rzucił kamieniem w kotka, spokojnie siedzącego na trawniku na skwerze. Żeby koleżankom zaiponować. Bo koleżanki kiciały do kotka i się rozczulały. Jako że ja obok ŻADNEGO kota nie przejdę obojętnie, to też słownie kicię zanęcałam. A ten gnojek łaps za kamień i sru! No to mnie widźcie. Metr pięćdziesiąt w kapeluszu, a jak skoczyłam za gnojkiem to wiał aż się kurzyło. No cóż poradzić, mam czerwoną mgłę przed oczami i nie zważam na swoje bezpieczeństwo. I klnę wtedy jak szewc i wiąchy rzucam.

      Ale na co dzień staram się powściągać ten wredny charakter. No naprawdę. Staram się smile Tylko dlaczego ten mój się śmieje, ze ja bez soczystego "kurwaszżeszmać" nie potrafię obiadu ugotować, to nie wiem.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka