Dodaj do ulubionych

Nigdy nie miałam kochającej matki

12.09.21, 21:43
Emamy temat dla mnie ważny i bardzo trudny. Mimo 42 lat czuje się jak mała dziewczynka
Moja matka raz w życiu powiedziała mi że mnie kocha, to było przez telefon jak jej powiedziałam, że dostałam z matury dwie 5 na które liczyła żeby mogła się pochwalić przed koleżankami.
Nigdy w życiu nie czułam od niej wsparcia żadnego wsparcia zainteresowania, zawsze byłam oceniania porównywana z córkami jej przyjaciółek (zawsze wypadałam przy nich blado) swojej matki nie kocham,nie czuje do niej zupełnie NIC zupełnie jak do ojca.Całw życie tworzyli i tworzą wspaniale małżeństwo zafascynowane sobą na wzajem, nie wiem po co im były dzieci. Od ojca całe życie wysłuchiwałam tylko tyle że nie szanuje matki (byłam już wtedy osoba 20+ mająca zaburzenia lękowe, ataki paniki i depresję) ona wymagała wiecznego szacunku. Niszczyli mnie po kawałku całe życie , sprawili że q wieku 40 + dalej czuje się jak mala dziecko, mam zaburzenia lękowe znowu a myślałam że je pokonałam. Mają do mnie.prwtensje że nie chce się z nimi spotykać. A każde takie spotkanie przechorowuje, każda rozmowę telefoniczną tez (mowia tylko o sobie nie.pytaja jak ja siw czuje, nigdy ich to nie obchodzilo) Jestem zła na siebie,mąż i przyjaciółki dorad,aj kompletne zerwanie kontaktow a ja wiem ze będą na mnie źli i że dzieci potrzebują dziadków, chociaż dziadkami.sa tak sami do bani jak rodzicami. Mieszkamy od siebie 100 km , do dzieci niw dzwonią tylko wysyłają prezentu.
Dziewczyny jak mam z rtm skończyć, ten brak miłości rodziców rozwala mi calw życie jednocześnie nie chce mieć z nimi żadnego kontaktu
Oglądam głupie programy w TV jak wczoraj The Voice Of Poland i widzę jak rodzice wspierają dzieci i ryczę bo ja nigdy czegoś takiego nie miałam
Z drugiej strony czuje się źle bo zawsze mieliśmy dobra sytuację finansową nikt nie pił nie bil, czuje ze inny mieli bardziej zla sytuacja
Tak tylko chciałam się wygadać bo znowu ryczę a stara baba jestem
Obserwuj wątek
    • asfiksja Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 21:55
      >czuje się źle bo ... czuje ze inny mieli bardziej zla sytuacja
      >widzę jak rodzice wspierają dzieci i ryczę bo ja nigdy czegoś takiego nie miałam
      Na początek nie porównuj się do innych. Porównywanie się - ani do tych, którzy mieli lepiej, ani do tych, którzy mieli gorzej - nie przynosi niczego pożytecznego.
      Zrób sobie odwyk od rodziców na 3 miesiące. Myśl o czym innym, nie dzwoń. Dzieci nie potrzebują dziadków do bani, za to bardzo potrzebują matki ogarniętej psychicznie.
      Jeśli wraca depresja/lęki to koniecznie leczenie, tego się nie da zrobić przez internet ani w rozmowie z przyjaciółką.
      • szare_kolory Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 09:31
        Poza tym takie odcięcie kontaktów wcale nie musi nastąpić jakoś oficjalnie. W kwestii dzieci: tych kontaktów i tak przecież nie ma, więc nawet dzieciom nie trzeba niczego ogłaszać, że oto, od tej pory, kochane dzieci, nie kontaktujemy się z dziadkami. Między nimi przecież i tak nie ma żadnej więzi.
        W telewizji też nie pokażą prawdziwego obrazka, wręcz przeciwnie. Często za takimi występami kryje się potężna presja rodziców. Znam taki jeden przypadek - jeden oczywiście nie stanowi reguły, ale przed publicznością mama jest niezwykle wspierająca a córka z wdzięcznością korzysta z jej rad. Ale w życiu ta dziewczynka przechodzi bardzo trudne chwile z powodu presji, jaką matka na nią wywiera i to jest straszne.
        Od rodziców odwyk możesz sobie zrobić powolny: najpierw rzadziej dzwonić czy od nich odbierać. Zawsze możesz podpierać się wymówkami, że źle się poczułaś albo byłaś zajęta, itp. Ostrożniej dobierać tematy, czyli generalnie gadać o d..pie maryni zamiast o tym, tak, żeby oni przestali się orientować co u Ciebie (pogoda, ceny, tv, cokolwiek neutralnego ale nie dzieci, nie wspólni znajomi, nie mąż, nie rodzina, nie Ty). I budować w sobie siłę poprzez terapię.
        Czasem wiele daje już sama świadomość, że takich ludzi jak Ty jest spora armia. W internecie możesz sporo poczytać o toksycznych rodzicach. I jeszcze jedno: ich nie zmienisz, ale siebie możesz.
    • clk Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:00
      Chyba tylko terapia u ciebie.

      Miałam taka sama sytuacje w domu z rodzicami - ale wyszłam z tego sama. Wisi mi to i powiewa - od wielu lat. Nie tęsknie, nie płacze.
      Fakt wyrosłam na dosyć specyficzna osobę - ale nie ma na co narzeka
    • kk345 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:04
      Terapia, terapia, terapia. Nie zmienisz rodziców, nie sprawisz, ze zaczną kochać ciebie czy wnuki, nie masz wpływu na innych- tylko i wyłącznie na siebie. Cierpisz ponad 40 lat, pora, żebyś sama zaczęła kształtować swoje życie, nie oglądając się na matkę, takie oglądanie się wstecz, stałe szukanie jej aprobaty zniszczy cie do końca.
      • koronka2012 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:38
        nowaktola78 napisała:

        > Dziewczyny czy Wy nie myślicie ze ja jestem niewdzięczna z tą chęcią zerwaniem
        > z nimi kontaktu?
        Nie,nie myślimy tak; wręcz przeciwnie - sądzimy że to przejaw zdrowego rozsądku

        Rodzicom należy się szacunek itp?
        Walić to.
        Ja osobiście uważam że każdy człowiek startuje z poziomu neutralnego a na coś ponadto trzeba zasłużyć. Rodziców to też dotyczy
      • asfiksja Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 11:29
        Potrzeba ochrony swojego dobrostanu psychicznego nie ma nic wspólnego z niewdzięcznością. Twoim obowiązkiem jest zadbać o siebie na tyle, żeby móc dobrze zadbać o swoje dzieci (i nie tworzyć międzypokoleniowej sztafety odrzucenia/przemocy/braku miłości).
        Oczywiście rodzicom, jak każdemu człowiekowi, należy się szacunek. Ale nie każde postępowanie/postawa życiowa zasługuje na szacunek - to trzeba rozróżnić. Nigdy nikomu nie powiem, że ma do rodziców zadzwonić i ich zbluzgać. Wręcz przeciwnie - dopóki złe emocje biorą górę to warto właśnie nie dzwonić, żeby to sobie uporządkować.
    • srubokretka Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:15
      Wszystko to jest w twojej glowie.
      Poogladaj sobie programy przyrodnicze. W jakim wieku dzieci odczepiaja sie od swoich rodzicow. Dorosly osobnik nawet nie wie, na ktorym kontynencie jego rodzic nawet przebywa.

      Skoro nie sluza ci programy, w ktorych wystepuja dorosli z potomstwem to ich poprostu nie ogladaj. Skup sie w koncu na sobie. Nie zwalaj winy na innych.
    • kryzys_wieku_sredniego Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:31
      Skąd wy się bierzecie?
      Też mam 42 lata, też nie słyszałam kocham cię od rodziców, ale byli, karmili, organizowali wyjazdy, dawali kasę, martwili się gdzie idę, kiedy wrócę, ganili za dwóje, chwalili za piątki- taki był klimat.
      Ja swojemu synowi co chwilę mówię, że jest piękny - bo jest i że jest moim najukochańszym synkiem, i się zastanawiam, czy przez to nie będzie miał zrytej psychy za 32 lata.
      • nowaktola78 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:41
        Ja wiem ze tak było tylko ze u mnie ja zawsze byłam wrogiem miłości.moich rodziców tak ro czuje, zawsze gorsza od dzieci koleżanek, nawet w dorosłym życiu jak urodziłam dziecko i mama przychodziła "mi pomoc" mowila ze ja tego i tego nie robiw tylko.ona to w moim.domu robi. Ja karmiłam krwawiąca piersią a ona mi wytykała ze balustrady schodów są zakurzone i gdyby nie ona to byłby koniec świata bo jest tam kurz, albo tylko ona myje mi drzwi balkonowe a ja w tym czasie ledwo.stoje na nogach i bujam dziecko krzyvzacze z bólu od kolki.Ja zawsze byłam zła, gorsza od innych za dziecka, jako dosrosla byłam zła matka noworodka bo nie wszystko wypucowalam

        Pamiętam taka sytuację, w 8klasie SP były klasowe wybory Miss klasy, która później walczyła o wybory Miss szkoły. U nas do tej pory wygrywałam zawsze ja. Wtedy wybrali moja koleżankę, ja bardzo się stresowałam wrócić do domu i powiedzieć że dzieci wybrały moja koleżankę nie MNIE, ten stres pamiet do dziś. Pamiętam też minę matki jak się o tym dowiedziała(nie była zadowolona )

        Tak wiem że jestem chora ale nie potrafię o tym nie myśleć
        • kk345 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 22:54
          Odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego 42-latka z takim przejęciem wspomina wydarzenia z podstawówki i nadal nimi żyje... Psychicznie masz 10 lat i próbujesz zasłużyć na miłość matki, zmienic przeszłość. TO NIEMOŻLIWE, nie zmienisz ani jej, ani przeszlości, możesz wyłącznie zmienić swoją przyszłość, ale to wymaga pracy i terapii, a nie wspominania wyborów miss podstawówki. Terapia, zanim zniszczysz własne dzieci i własne małżeństwo- bo oni dla ciebie wciąż stoją w cieniu twojej matki, to ona nadal jest centrum twojego świata.
                • kk345 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:17
                  Jak mogła pomóc, skoro pisząc o terapii jednym tchem piszesz od razu, co myśleli o niej twoi rodzice? Masz 42 lata, czas przestać być dzieckiem i zacząć działać. Jutro poniedziałek, dobry czas, żeby ustalić możliwości terapii i znaleźć odpowiedniego terapeutę. Sama zdecyduj, czy ważniejsza jest przeszłość i mamusia, czy przyszłość i twoje dzieci, za które jesteś odpowiedzialna. Chyba, ze przyszłaś tu po głaski i pograć w "tak, ale"...
                    • kk345 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:31
                      >Dzięki za Twoja opinie, może faktycznie ja jestem do dupy i nie ma już dla mnie pomocy

                      Tak, DOKŁADNIE to przecież napisałam, to jasne... Ja się poddaję, czytasz, co chcesz, widzisz, co chcesz, więc żyj jak chcesz- w poczuciu winy i pogrążając własne dzieci. Odpuszczam doradzanie i tak nie zastosujesz rad z tego wątku.
                    • potworia116 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:31
                      nowaktola78 napisała:

                      > Oni mi ro cały czas powtarzają, to jest powod do przytyków. Piszę o tym bo tak
                      > jest.

                      Ale nikt cię nie pytał, co o terapii myślą twoi rodzice. To w ogóle nie jest ta kwestia.
                      >
                      > Terapia.pomogla na jakiś czas, ale leki i zaburzenia powróciły

                      To znaczy, że wciąż jej potrzebujesz.


                      > Dzięki za Twoja opinie, może faktycznie ja jestem do dupy i nie ma już dla mnie
                      > pomocy

                      Wiesz, to bardzo niefajne, pasywno-agresywne manipulacyjne zdanie. Ktoś pisze do ciebie życzliwy post, zawierający konkretną radę, a ty wywracasz to na opak i robisz z siebie ofiarę.


                        • nowaktola78 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:43
                          Jest mi bardzo przykro, jak to czytam. Przykro mi, jeśli nie musisz proszę nie pisz już tutaj więcej. Czuję się przez Twoje słowa okropnie. Nie wiem jaki masz powod ku temu żeby mi tak dowalić ale proszę Cie jak człowiek człowieka nie rób mi tego więcej. Jestem teraz bardzo słaba psychicznie a Twoje odpowiedzi w tym wątku sprawiają że rozsypuje się coraz bardziej
                          Będę Ci wdzięczna jeśli przestaniesz tu pisać
                          Pozdrawiam
                          • potworia116 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:48
                            nowaktola78 napisała:

                            > Jest mi bardzo przykro, jak to czytam. Przykro mi, jeśli nie musisz proszę nie
                            > pisz już tutaj więcej. Czuję się przez Twoje słowa okropnie. Nie wiem jaki masz
                            > powod ku temu żeby mi tak dowalić ale proszę Cie jak człowiek człowieka nie ró
                            > b mi tego więcej. Jestem teraz bardzo słaba psychicznie a Twoje odpowiedzi w ty
                            > m wątku sprawiają że rozsypuje się coraz bardziej
                            > Będę Ci wdzięczna jeśli przestaniesz tu pisać
                            > Pozdrawiam

                            Jeśli to do mnie, to proszę bardzo.
                          • kk345 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:53
                            Dobrze, widzę schemat- blogaski, głaski, pożałować i przytulić. Nie pisać o terapii, o leczeniu, nie traktować jak dorosłego, nie pisać o krzywdzie jej dzieci. Pogadać ale tam, żeby przypadkiem niczego w życiu nie zmieniać. Odpadam.
                          • magdallenac Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 03:30
                            nowaktola78 napisała:

                            > Jest mi bardzo przykro, jak to czytam. Przykro mi, jeśli nie musisz proszę nie
                            > pisz już tutaj więcej. Czuję się przez Twoje słowa okropnie. Nie wiem jaki masz
                            > powod ku temu żeby mi tak dowalić ale proszę Cie jak człowiek człowieka nie ró
                            > b mi tego więcej.


                            Przeczytalam bardzo uwaznie cala dyskusje i naprawde nie wiem gdzie Ty widzisz to dowalanie🤷‍♀️. Ja widze bardzo dobre, konstruktywne rady i sporo zyczliwosci. Na miejscu piszacych, probujacych Ci radzic poczulabym sie urazona. Moze sprobuj jeszcze raz na chlodno, z otwarta glowa przeczytac ten watek?
                      • loginwieczniezajety Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 03:00
                        Życzliwe posty? O, dziwne, ja odbieram jej i Twoje posty jako agresywne - nie przyszłaś po pomoc, przyszłaś po głaski, niszczysz rodzinę... Tak, robi z siebie ofiarę, tak, to jeden z mechanizmów obrony, jeśli nikt jej tego nie wyjaśnił i nie pomógł zmienić zachowania - na terapii właśnie, na tej na której przecież już była - to czemu miałaby inaczej postępować? Robienie z siebie ofiary świadczy o skali problemu i nie powinno być z założenia powodem do dodatkowego kopania.

                        Wyjście z sytuacji, w jakiej znajduje się nowaktola to praca na lata. To sytuacja dynamiczna, na którą mocno oddziaływuje fakty bycia rodzicem. I nie jest to prosta wznosząca, niestety. Pomijając już fakt, że rzeczywiście, nie lata terapii się liczą, ale jej skuteczność, zależna nie tylko od pacjenta.

                        Oczywiście inaczej pewnie to idzie, gdy jest się genialną ematką (równie genialnego dziubdziusia), hop do przodu i wiśta wio.

                        Do nowaktola:

                        “Twoje kompetentne dziecko" Jesper Juul
                        "Emocjonalne pułapki przeszłości" Hannie van Genderen, Jacob Gitta, Laura Seebauer
                        "Matki, które nie potrafią kochać" Susan Forward

                        To, że masz kochającego męża i dzieci, z definicji Cię kochające, to już dużo na początek.

                        Terapia oczywiście też, ale żebym mogła Ci powiedzieć gdzie takiej, skrojonej na Twoją miarę, szukać...

                        Pomagają też literatura, filmy. Dobrze, że czytasz chociażby blogi.
                        • aguar Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 09:06
                          Ja nie odbieram rad dawanych autorce, jako szczególnie życzliwe, sorry. Nawet, jeśli jest w nich jakiś merytoryczny sens, to forma, w której krytykuje się i obwinia o coś autorkę (od tego już ma rodziców) bardziej jej zaszkodzi niż pomoże. Rady: idź do dobrego terapeuty są wg mnie niewiele warte, o ile nie poda się konkretnego terapeuty, znającego zagadnienie.
                          • kosmos_pierzasty Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 09:16
                            Imo rada jest dobra, ale życie jest życiem.
                            Na kolejną terapię nie mogłam sobie pozwolić, ale rozmawianie o problemie z mądrzejszymi ode mnie i książki mi pomogły. Tylko (nawet dokopałam się do takiej rady Pade z jakiegoś starego wątku smile ) - tę żałobę po matce, która nie kochała, trzeba przeżyć, nie tylko intelektualnie sobie uświadomić, jaka była prawda. W którymś momencie pracy z tymi tematami wpadłam na kilka dni w coś w rodzaju depresji. Wiem, jakie to uczucie, bo depresję miałam. Gdy znów poczułam tę cholerną pustkę i ciężar, to najpierw się przestraszyłam... Ale potem życzliwa mi osoba przypomniała mi, że to normalna reakcja na uświadomienie sobie faktu, że własna matka cię odrzuciła. To jednak jest pewien ciężar gatunkowy. I po kilku dniach przeszło. Dlatego piszę "coś w rodzaju", bo prawdziwa depresja to nie była.
                            Albo czytałam coś z książek, które tu już polecałam (o toksycznych matkach), coś co pasowało na 100 proc. , podkreślałam dany fragment i... pierwszym moim odruchem, było czytać dalej. Nie. W takim miejscu robiłam przerwę. Skanowałam, co się dzieje z moim ciałem. Namierzałam uczucia, które właśnie próbowałam zignorować i się im poddawałam. Fajne to nie było, ale mam wrażenie, że pomocne.
                          • potworia116 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 10:19
                            aguar napisała:

                            Rady: idź do dobrego terapeuty są wg mnie niewiele warte, o ile nie poda się
                            > konkretnego terapeuty, znającego zagadnienie.

                            Nie, wysyłanie nieznanej osoby do konkretnego terapeuty jest nieodpowiedzialne. Można ją ewentualnie ostrzec, że nie każdy się nadaje i trzeba szukać do skutku. To jej odpowiedzialność, jej pierwszy krok do samonaprawy.
                    • turzyca Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 13:34
                      >Oni mi ro cały czas powtarzają, to jest powod do przytyków. Piszę o tym bo tak jest.

                      A skąd oni wiedzą o Twojej terapii? Terapeuta ma obowiązek milczenia. To co? Śledzą Cię z dokładnością co do 5 metrów?
                      Czy im sama o tym opowiedziałaś?

                      Nie musisz im mówić, co u Ciebie słychać. Nie musisz im mówić, jakie masz problemy zdrowotne. Możesz uparcie mówić o pogodzie , korkach i planowanych remontach dróg. Albo co tam sobie wybierzesz. Albo w ogóle nic nie mówić. To są Twoje sprawy i sama podejmujesz decyzję, komu o nich mówisz. Rodziców nie musisz na tej liście uwzględniać.
                      Nawet jak Cię złapią w drzwiach u psychologa, to możesz ich spławić dowolną wymyśloną wymówką, koleżanka zgubiła gdzieś komórkę i myślałą, że może u psychologa, podjechałaś, bo miałaś blisko. Jaka koleżanka? A, nie znasz, taka tam.
                    • elenelda Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 17:34
                      nowaktola78 napisała:

                      >
                      > Dzięki za Twoja opinie, może faktycznie ja jestem do dupy i nie ma już dla mnie
                      > pomocy

                      Nie wiem, czy jesteś do dupy. Wiem, że jesteś pasywno-agresywną, skoncentrowaną na sobie czterdziestolatką o mentalności 10latki. I z tego powodu potrzebujesz terapii.
                • aqua48 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 09:39
                  nowaktola78 napisała:

                  > Pisałam, że byłam na terapii. Pomogła ale znow jest źle

                  Nie, nie pomogła. Za wcześnie ją przerwałaś jeśli w ogóle realnie na niej byłaś. Wracaj. Jeśli masz wątpliwości co do skuteczności wybierz inną metodę i innego terapeutę. Certyfikowanego.
        • mama303 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 16:58
          nowaktola78 napisała:

          > nawet w dorosłym życiu jak
          > urodziłam dziecko i mama przychodziła "mi pomoc" mowila ze ja tego i tego nie
          > robiw tylko.ona to w moim.domu robi. Ja karmiłam krwawiąca piersią a ona mi wyt
          > ykała ze balustrady schodów są zakurzone i gdyby nie ona to byłby koniec świata
          > bo jest tam kurz, albo tylko ona myje mi drzwi balkonowe a ja w tym czasie led
          > wo.stoje na nogach i bujam dziecko krzyvzacze z bólu od kolki

          nigdy nie zrozumiem dlaczego korzystałaś z takiej "pomocy".
            • klaramara33 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:47
              nowaktola78 napisała:

              > Jak już się zbieram na odwagę i staram się z nimi rozmawiać zostaje delikatnie
              > biorąc niezroumiana i zaraz słucham o ich sprawach, o koleżankach mojej matki,
              > jak to im się wypad na weekend nie udał itp
              Czyli ciągle ignorują więc nie wysłuchają albo zaczną gdy Cię stracą. Może jakąś książkę poczytaj jak sobie poradzić z traumą dzieciństwa ,a rodzicom po prosu wybacz co pomoże Ci zaakceptować ich takim jakimi są, może są zaburzeni, czy mocno zakompleksieni, na pewno jakieś przyczyna takiego zachowania jest (być może też nie czuli miłości od rodziców). Zrozumienie pomoże Ci zaakceptować ich takimi, nie kontaktuj się z nimi zbyt często tylko postanów,że np. od święa- złożenie życzeń. Piszę tak bo równeż miałam ciężkie dzieciństwo i sobie taką drogą pomogłam.
                • asfiksja Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 11:41
                  To bardzo dobry pomysł - telefon z życzeniami na święta, po 3-miesięcznym odwyku od kontaktów z rodzicami. O ile oczywiście będziesz gotowa, bo może się zdarzyć, że nie będziesz.
                  Jednak zdecydowanie nie robiłabym sobie nadziei, że rodzice coś zrozumieją, kiedy cię stracą. To się nie stanie, w ogóle tego nie bierz pod uwagę, nie myśl o tym, że ich zmienisz. Zmieniaj tylko swoje postępowanie.
                  Z wybaczaniem ostrożnie. Tzn. wybaczenie właściwie rozumiane jest dobre (tzn. dojście do sytuacji, w której krzywdziciel nie ma już na ciebie żadnego wpływu, nawet cię nie trzęsie na myśl o nim), ale źle rozumiane jest bardzo złe (usprawiedliwienie krzywdziciela, tzn. że był nie do końca winny i tak naprawdę to była trochę twoja wina, bo byłaś nie dość dobrym dzieckiem).
              • kk345 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:47
                A po co się w nich taplać, zatrzymując się do końca życia na byciu małym, skrzywdzonym dzieckiem? Kobieta ma ponad 40 lat, własne dzieci i nadal jest małą dziewczynką walczącą o akceptację matki. Nie chcę myśleć, jaki wzorzec rodziny właśnie wdrukowuje tym dzieciom...

                A jej matka, nawet jeśli kiedyś jej wysłucha to nie przytuli i nie przeprosi, bo zwyczajnie nie będzie miała pojęcia, o czym mowa- w jej pojęciu ona robiła wszystko dobrze, tylko córka jakoś nie spełnia jej oczekiwań. Jak niby miałoby sie to zmienić? Tylko terapia wątkodajki jest w stanie zmienić ją i jej stosunek do życia, przeszłości i własnych dzieci- bo matki nie zmieni nic. Im prędzej to zrozumie, tym prędzej da radę wziąć życie we własne ręce i wreszcie trochę pożyć, jako dorosła osoba, a nie skrzywdzona dziewczynka.
                          • aqua48 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 09:51
                            Robisz identycznie to samo co Twoi rodzice Tobie. Gdy mowa o Twoich dzieciach zmieniasz temat i skupiasz uwagę na sobie, swoich uczuciach swoim bólu i swoich problemach. Ale masz rodzinę - męża i dzieci. To za ich dobrostan jesteś teraz odpowiedzialna, nie za dobrostan swoich rodziców.
                            Spróbuj wyjść z tej swojej skorupy i zastanów się nad uczuciami swoich najbliższych którzy dzień po dniu widzą jak jesteś ( z nimi) nieszczęśliwa. Choćby przez moment się zastanów nad swoim otoczeniem..
                            Patrzysz wstecz i rozpamiętujesz jakie wsparcie dostawali od rodziców inni. A jakim TY jesteś dorosłym człowiekiem, jakie wsparcie sama oferujesz swoim dzieciom? Jak pracujesz nad sobą żeby być dla nich przykładem i wzorcem? Jak uczysz odcinania się od osób toksycznych? Idź na tę terapię dla nich, jeśli nie chcesz dla siebie samej.
                            • pade Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 10:43
                              aqua48 napisała:

                              > Robisz identycznie to samo co Twoi rodzice Tobie. Gdy mowa o Twoich dzieciach z
                              > mieniasz temat i skupiasz uwagę na sobie, swoich uczuciach swoim bólu i swoich
                              > problemach. Ale masz rodzinę - męża i dzieci. To za ich dobrostan jesteś teraz
                              > odpowiedzialna, nie za dobrostan swoich rodziców.
                              > Spróbuj wyjść z tej swojej skorupy i zastanów się nad uczuciami swoich najbliż
                              > szych którzy dzień po dniu widzą jak jesteś ( z nimi) nieszczęśliwa. Choćby prz
                              > ez moment się zastanów nad swoim otoczeniem..
                              > Patrzysz wstecz i rozpamiętujesz jakie wsparcie dostawali od rodziców inni. A j
                              > akim TY jesteś dorosłym człowiekiem, jakie wsparcie sama oferujesz swoim dzieci
                              > om? Jak pracujesz nad sobą żeby być dla nich przykładem i wzorcem? Jak uczysz o
                              > dcinania się od osób toksycznych? Idź na tę terapię dla nich, jeśli nie chcesz
                              > dla siebie samej.

                              Aqua, jak Cię cenię i zwykle zgadzam się z Twoimi wpisami, tak to, co napisałaś wyżej uważam wręcz za szkodliwe.
                              Wiele osób w tym wątku próbowało stawiać autorkę do pionu, albo wręcz strzelać "plaskacza" na otrzeźwienie, nie mając pewnie świadomości, że to nie działa. I nie ma prawa w tym momencie zadziałać.
                              Autorka nie może teraz skoncentrować się na mężu i dzieciach, bo dla niej jest to wręcz fizjologicznie niemożliwe. Ktoś, kto nie doświadczył od rodziców zainteresowania, wsparcia, miłości jest mentalnie małym dzieckiem i tu nie ma się z czego śmiać! Tak jak rządzi nami w życiu piramida Masłowa, tak nie zrobimy skoku z etapu 5 lat na 25, albo na 40 siłą woli. Tak się po prostu nie da. Żeby dojrzeć, trzeba mieć również zaspokojone potrzeby emocjonalne, bez tego nie ruszy się do przodu.
                              Nie wiem czy zwróciłyście uwagę, że najczęściej o takich kryzysach jak u autorki, piszą kobiety około 40-stki. To wtedy zazwyczaj ma się kilku-kilkunastoletnie dzieci, to wtedy trzeba zaspokoić inne ich potrzeby niż przewijanie i karmienie. I tu zaczynają się schody, bo taka "niekochana dorosła" matka staje na uszach by dać to, czego sama nie miała i jednoczesnie do niej dociera jak wiele nie miała. Otwiera się rana, pojawia się wielka dziura, pustka i wtedy, sorry, weź się w garść nie działa.
                              Trzeba znaleźć terapeutę, wypłakać cały żal i tęsknotę (nie da się od razu) i dopiero po zaopatrzeniu rany można pracować nad swoimi problemami. Z osobą, która choć częściowo zaspokoi te potrzeby, których rodzice nie zaspokoili.
                              Supienie na sobie w sytuacji, kiedy jest się jednym wielkim bólem, nie jest niczym dziwnym. Można odwracać od niego uwagę, ale ani to nie leczy, ani w niczym na dłuższą metę nie pomaga. To jest właśnie sposób autorki, który okazał się nieskuteczny. Z zaburzeniami lękowymi się nie walczy, tylko szuka przyczyn. A przyczyną najczęściej jest tłumienie emocji. I to nie emocji z teraz, tylko z całego życia. Jeśli ktoś "radził" sobie poprzez racjonalizację i odwracanie uwagi od bólu, w pewnym momencie zostaje zalany falą emocji pod postacią lęku. Zaburzenia lękowe, nerwice, depresje nie biorą się z powietrza, to nie są zarazki, które trzeba zwalczyć, które chorego dopadły. To się bierze ze środka i ten środek trzeba wyleczyć.
                              Wbijanie autorki w poczucie winy, że zamiast skupić się na swojej rodzinie jest skoncentrowana na źródle swojego bólu i tam upatruje ukojenia jest przeciwskuteczne. Jeśli ktoś jest dzieckiem (nieważne ile ma lat) to gdy czuje ból, automatycznie zwraca się do rodziców. I na takim etapie jest autorka.
                              Doprecyzuję jeszcze: nie jestem za głaskaniem osób, dla których "mama mnie nie kochała" jest sposobem na życie. Ale jeśli chodzi o autorkę nie kojarzę, żeby od kilku lat pisała w kółko o tym samym, dlatego uważam, że gdy nie ma się ochoty na dawanie wsparcia (do czego ma się święte prawo) lepiej się wcale nie odzywać niż wbijać w poczucie winy.

                              ps. do autorki: biegusiem na terapię. Nie bój się, terapeuta nie gryzie, nic Ci się nie stanie, najwyżej, tak jak ja, będziesz na każdym spotkaniu ryczała, przez bite dwa miesiącesmile albo dłużej. Terapeuci są do tego przyzwyczajeni, potrafią sobie z tym poradzić, a Ty się nie rozlecisz od nadmiaru emocji, serio!
                              • aqua48 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 11:11
                                pade napisała:

                                > Autorka nie może teraz skoncentrować się na mężu i dzieciach, bo dla niej jest
                                > to wręcz fizjologicznie niemożliwe.

                                Pade, autorka cały czas się koncentruje NA SOBIE i swojej roli jako ofiary narcystycznych rodziców oraz na tym czego od nich NIE dostała. Rozumiem że taki wzorzec postępowania i zachowań wyniosła z domu rodzinnego i rozumiem, że ta rola teraz daje jej pewien komfort bo dzięki niej może NIE podejmować dorosłych decyzji oraz odpowiedzialności. Ale to jest bardzo niszczące. Pół biedy że dla niej samej, bo ona jest już dorosła i ma wybór. Natomiast jej dzieci możliwości wyboru są pozbawione.

                                > Wbijanie autorki w poczucie winy,

                                Ciekawe że wyrażenie zdania o konieczności terapii (które autorka torpeduje podobnie jak porady męża i koleżanek) oraz przekierowanie jej postrzegania siebie jako małej dziewczynki zależnej emocjonalnie wyłącznie od akceptacji rodziców uważasz za wbijanie ją w poczucie winy. Poczucie winy ona bowiem ma już moim zdaniem bardzo silne, wręcz nadmiarowe tylko jego kierunek nie prowadzi jej do niczego pozytywnego, do żadnej chęci zmiany czegokolwiek w jej życiu czyli jest totalnie bezproduktywne. A jak absolutnie każde uczucie czy odczuwana emocja może być początkiem czegoś dobrego, lub wręcz przeciwnie. Czego, to zależy wyłącznie od autorki.
                                • pade Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 11:38
                                  aqua48 napisała:

                                  > pade napisała:
                                  >
                                  > > Autorka nie może teraz skoncentrować się na mężu i dzieciach, bo dla niej
                                  > jest
                                  > > to wręcz fizjologicznie niemożliwe.
                                  >
                                  > Pade, autorka cały czas się koncentruje NA SOBIE i swojej roli jako ofiary narc
                                  > ystycznych rodziców oraz na tym czego od nich NIE dostała.

                                  Ja nie wiem czy ona robi to cały czas, nie znam jej, nie mieszkam z nią. Odpowiadam tylko w wątku, który założyła w przypływie rozpaczy.

                                  Rozumiem że taki wzo
                                  > rzec postępowania i zachowań wyniosła z domu rodzinnego i rozumiem, że ta rola
                                  > teraz daje jej pewien komfort bo dzięki niej może NIE podejmować dorosłych decy
                                  > zji oraz odpowiedzialności.

                                  Chwileczkę, bo może ja coś pominęłam, albo nie znam innych wątków autorki, ona coś zawala? Mąż za nią podejmuje decyzje? Za co nie ponosi odpowiedzialności?


                                  Ale to jest bardzo niszczące. Pół biedy że dla niej
                                  > samej, bo ona jest już dorosła i ma wybór. Natomiast jej dzieci możliwości wyb
                                  > oru są pozbawione.

                                  Ale to nie jest pół biedy. Jej życie też jest ważne!
                                  Czy autorka gdzieś napisała, że zaniedbuje swoje dzieci? Poważnie pytam.
                                  >
                                  > > Wbijanie autorki w poczucie winy,
                                  >
                                  > Ciekawe że wyrażenie zdania o konieczności terapii (które autorka torpeduje pod
                                  > obnie jak porady męża i koleżanek) oraz przekierowanie jej postrzegania siebie
                                  > jako małej dziewczynki zależnej emocjonalnie wyłącznie od akceptacji rodziców u
                                  > ważasz za wbijanie ją w poczucie winy.

                                  Nie uważam rad "idź na terapię" za wbijanie w poczucie winy. Uważam wypowiedzi w stylu "a fe, koncentrujesz się na sobie a nie na mężu (wtf?) i dzieciach" za wbijanie w poczucie winy. A z kolej "pół biedy że ty cierpisz, gorzej, że dzieci" to już totalne umniejszanie jej uczuć.

                                  Poczucie winy ona bowiem ma już moim zd
                                  > aniem bardzo silne, wręcz nadmiarowe tylko jego kierunek nie prowadzi jej do ni
                                  > czego pozytywnego, do żadnej chęci zmiany czegokolwiek w jej życiu czyli jest t
                                  > otalnie bezproduktywne. A jak absolutnie każde uczucie czy odczuwana emocja moż
                                  > e być początkiem czegoś dobrego, lub wręcz przeciwnie. Czego, to zależy wyłączn
                                  > ie od autorki.

                                  Oczywiście. Tylko ja biorę pod uwagę, że niektórzy po prostu boją się terapii, albo ich na nią nie stać a wstydzą się o tym napisać. Albo po prostu nie chcą zmian. Ale na to ostatnie, to póki co nic nie wskazuje. Chyba, że coś przeoczyłam.
                                    • pade Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 14:58
                                      aqua48 napisała:

                                      > Totalnie się z Tobą nie zgadzam Pade. Uważam poza wszystkim że dałaś się dzięki
                                      > swemu czułemu sercu w tym wątku zmanipulować.
                                      >
                                      >
                                      Może.
                                      A może po prostu pamiętam ten stan, kiedy zapadałam się w czarną dziurę i chlipałam w poduszkę jak małe dziecko (przy VoP równieżsmile). Co nie oznacza, że byłam w tym stanie stale i niezmiennie. Że nie zachowywałam się jak dorosła osoba i nie byłam odpowiedzialna. Po prostu mała dziewczynka we mnie przypominała o sobie w niektórych momentach i musiałam się nią zająć. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że mam się skupić na dzieciach i mężu, zamiast chlipać, to: dekadę temu poczułabym się niezrozumiana, gorsza, a np. rok temu kazałabym mu się wypchaćsmile
                              • margerytka73 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 11:37
                                A jak się już przepłakało u terapeuty, doszło do sedna problemów, zrozumiało, wylało emocje, opowiedziało już wszystko, tak, że już nie było o czym rozmawiac- i nadal nie działa, to znaczy, że terapia była zła, czy jej metody, czy terapeuta, czy z osobą jest coś nie tak, czy musi poszukać innego sposobu?
              • turzyca Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 13:11
                >Ale ucuć się nie zmieni,

                A jak nie?! Oczywiście że można zmieniać uczucia. Myśląc o tej samej sytuacji, w zależności od tego, jakich użyję słów mogę czuć gniew, smutek, współczucie, dumę, radość. Uczucia nie są niezależnym bytem, nasze myśli i dzialania mają na nie potężny wpływ. Trzeba tylko tego użyć.
                  • aqua48 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 13:30
                    margerytka73 napisała:

                    > A jak się czuło gniew i smutek i nadal czuje się gniew i smutek? Przecież nie p
                    > oczuje się np radości czy znudzenia.

                    Nie jest takie ważne co konkretnie czujesz ale do czego Cię to uczucie prowadzi. Daj sobie prawo do czucia gniewu i smutku. I do tego by myśląc o pewnych sprawach je czuć nadal. I zamknij temat. Pójdź dalej. Nie musisz do tych spraw ani uczuć które one w Tobie powodują wracać. Ale jeśli wrócisz poczuj ten gniew. Bo to jest ok.
                  • turzyca Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 13:59
                    >A jak się czuło gniew i smutek i nadal czuje się gniew i smutek? Przecież nie poczuje się np radości

                    Dlaczego nie? Możesz być np. smutna i zła, że w okresie po urodzeniu dziecka matka nie chciała Ci pomagać (biorąc przykład z tego wątku), mimo że Ci obiecywała. Wraz z mijającymi latami możesz nadal skupiać się na tym, że matka Ci nie pomogała i odczuwać smutek i złość, albo możesz skupić się na tym, że dałaś sobie sama radę. Fakt dużym kosztem, ale dałaś sobie radę. Możesz z tego czerpać siłę na inne wyzwania, możesz być z siebie dumna. Możesz myśleć o tym okresie nie ze smutkiem, jako o czasie, gdy nawet matka Cię porzuciła, ale z radością, że radziłaś sobie nawet w tak trudnej sytuacji.


                    Oraz wyciągnąć wnioski przed kolejnym podobnym wyzwaniem, żeby nie uwierzyć mamie, że przy drugim dziecku to ona Ci już na pewno pomoże, zajmie się starszym i w ogóle.

                    A możesz, jak Aqua radzi, zaakceptować smutek czy gniew. Twoja decyzja. Możesz tych emocji też użyć jako siły napędowej. Aczkolwiek ja wolę obracać taką sytuację w kierunku radości, zadowolenia, dumy, satysfakcji, bo uważam, że to daje stabilniejszy napęd, złość jest taką spalającą emocją, daje potwornego kopa, ale trzeba za to płacić wysoki rachunek.
                    • margerytka73 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 14:10
                      turzyca napisała:

                      > >A jak się czuło gniew i smutek i nadal czuje się gniew i smutek? Przecież
                      > nie poczuje się np radości
                      >
                      > Dlaczego nie? Możesz być np. smutna i zła, że w okresie po urodzeniu dziecka ma
                      > tka nie chciała Ci pomagać (biorąc przykład z tego wątku), mimo że Ci obiecywał
                      > a. Wraz z mijającymi latami możesz nadal skupiać się na tym, że matka Ci nie po
                      > mogała i odczuwać smutek i złość, albo możesz skupić się na tym, że dałaś sobie
                      > sama radę. Fakt dużym kosztem, ale dałaś sobie radę. Możesz z tego czerpać sił
                      > ę na inne wyzwania, możesz być z siebie dumna. Możesz myśleć o tym okresie nie
                      > ze smutkiem, jako o czasie, gdy nawet matka Cię porzuciła, ale z radością, że r
                      > adziłaś sobie nawet w tak trudnej sytuacji.
                      >
                      >
                      > Oraz wyciągnąć wnioski przed kolejnym podobnym wyzwaniem, żeby nie uwierzyć mam
                      > ie, że przy drugim dziecku to ona Ci już na pewno pomoże, zajmie
                      >
                      Nie mam dzieci, to moja zyciowa porażka. Ale może o jest w tym plus, może bym je skrzywdziła psychicznie, nie wiem jaką matką sama bym była.
                      • turzyca Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 15:21
                        >Nie mam dzieci, to moja zyciowa porażka. Ale może o jest w tym plus, może bym je skrzywdziła psychicznie, nie wiem jaką matką sama bym była.

                        Popatrz, wzięłam przykład z wątku, żeby nie tworzyć czegoś nowego, a Ty skupiasz się na tym, co Ci nie wyszło.
                        • margerytka73 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 16:00
                          Bo tu trafiłaś w dziesiątkę, to akurat mi nie wyszło. Właśnie ostatnio o tym myśleć, że jak to się stało, że nie mam dzieci, męża, a miałam prowadzić nudne życie polskiej kobiety, ślub przed 30ką, dwoje dzieci, mąż, M3, w niedzielę wypady do parku z dziećmi, a w tygodniu odrabianie lekcji, w lipcu urlop w Łebie, i co 5 lat malowNie mieszkania big_grin takie proste życie.
                • blue_meerkat1 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 08:39
                  'Nie mamy kontaktu.od dwóch tygodni i dlatego tak źle się czuje bo wiem że oni są na mnie źli. Wiem że trudno to zrozumieć, czuje się jak najgorszy człowiek wyrodne dziecko'

                  Ale to bardzo dobrze! A teraz zacznij cos robic - tak tez uwazam ze powinnas isc na terapie, najprawdopodobniej dlugoterminowa i u kogos z doswiadczeniem w pracy z trudnym dziecinstwem, trudnymi relacjami, nie tylko nerwica i depresja bo to niewiele da. Zalozylabym tez ze rodzicom sie to nie spodoba, i ze beda tez niezadowoleni z jakichkolwiek zmian ktore bedziesz chciala wprowadzac w waszej relacji. Generalnie masz wybor - albo chcesz cos zmienic w swoim zyciu na lepsze, albo bedziesz pilnowac zeby rodzice sie nie zloscili. Nie mozesz zrobic jednego i drugiego na raz.
                • turzyca Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 13:25
                  >Nie mamy kontaktu.od dwóch tygodni i dlatego tak źle się czuje bo wiem że oni są na mnie źli. Wiem że trudno to zrozumieć, czuje się jak najgorszy człowiek wyrodne dziecko


                  Nie wiem, czy brałaś ślub kościelny czy cywilny.

                  Ale jedno z poniższych na pewno słyszałaś:
                  «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? 5 I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. 6 A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela»
                  albo
                  "Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Pana Młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

                  W obydwu ceremoniach masz wyraźną cezurę - zakładasz nową rodzinę. I masz się starać, żeby to była dobra rodzina. I to jest Twoje najważniejsze zadanie. Jeśli to wymaga odcięcia się od osób, które szkodzą Twojej rodzinie, które oddzielają Cię od męża, które naruszają szczęście i trwałość Twojej rodziny, to masz wręcz obowiązek odcięcia się od nich.

                  I serio, za każdym razem, jak Ci przejdzie przez głowę "nigdy nie miałam kochającej rodziny", dotknij obrączki i popraw "nigdy nie miałam kochających rodziców, ale mam bardzo kochającą rodzinę." Dojdź do tego, żeby myśląc "rodzina" widzieć tylko siebie, męża i dzieci, a o rodzicach i reszcie myśleć i mówić per "rodzina pochodzenia", tak jak o teściach myślisz per "rodzina męża". A na swoją rodzinę, tę którą Ty tworzysz, masz wpływ, możesz dbać o to, żeby była szczęśliwsza, zgodniejsza, trwalsza, żeby było Wam przyjemnie spędzać czas razem.
                  Popatrz na te dwa tygodnie jako na powód do dumy, że zrobiłaś coś dobrego dla swojej rodziny, że to jest krok we właściwym kierunku. A potem za każdym razem, jak będziesz chciala pomyśleć, co Twoja mama ma do powiedzenia, to zacznij się zastanawiać, jaką miłą rzecz możesz zaplanować na weekend dla rodziny - wycieczkę? Fajny film? Albo jaka kolacja ich ucieszy. I uwieczniaj te chwile, fotografuj, filmuj, albo opisuj. Jak będziesz miała zjazd, to będziesz mogła sobie przypomnieć mnóstwo dobrych chwil, które Ty stworzyłaś. To jest potężna siłą.
            • arthwen Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 12.09.21, 23:09
              Bo powinnaś, nawet jeśli nie jesteś na to jeszcze gotowa. Zacznij myśleć o tym jako o opcji. Tak na początek.
              Bez terapii i tego zerwania kontaktu (nawet czasowego, nie musisz od razu postanawiać, że to na zawsze) raczej się nie obejdzie.
              • klaramara33 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 14.09.21, 10:37
                Też uważam, że ograniczyć kontakty v lepiej np. życzenia urodzinowe i świąteczne czyni co kilka miesięcy i żyć swoim życiem.
                Poza tym uważam, że wniiski wyciągają niektóre pochopnie bo można być dobra matką, mimo braku poradzenia sobie z przeszłością. Autorka jeszcze nic nie napisała jakie ma relacje zb dziećmi, czy je slucha, szanuje, nie poniża .
                • aguar Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 14.09.21, 11:04
                  "Poza tym uważam, że wniiski wyciągają niektóre pochopnie bo można być dobra matką, mimo braku poradzenia sobie z przeszłością. "
                  Też uważam, że warunkiem bycia w miarę dobrą matką, nie jest bycie już na końcu tej drogi, całkowicie uleczoną. Ale ważne, aby być już na tym etapie, że widzisz te krzywdy wyrządzone Tobie przez rodziców, nie umniejszasz ich. Bo jak się jest na etapie wypierania, to można mieć jakby zamrożoną empatię i robić automatycznie to samo swoim dzieciom, skoro to nic takiego.
    • paulownia88 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 05:54
      Doskonale cię rozumiem, ja też mam taką matkę, dodatkowo przez całe życie jest wysokofunkcjonujaca alkoholiczką, a mój ojciec zmarł, gdy miałam kilka lat. Nigdy nie miałam w nikim wsparcia, na nikogo nie mogłam liczyć, rodzina owszem, pomagała w sensie materialnym, ale nic poza tym. Na szczęście ja mam twardy charakter, nie poddaję się, jak upadnę to szybko wstaję, jak ktoś mnie kopnie to oddaję. Dzięki temu mam normalne życie. Natomiast moja siostra jest taka jak ty - musiała odbyć wiele wizyt u specjalistów, żeby normalnie funkcjonować. Niestety, musisz przepracować pewne sprawy z dzieciństwa. Zerwij kontakty z rodzicami, po co rozmawiasz z nimi, skoro kosztuje cię to tyle nerwów. Będzie dobrze, postaw tylko granice, skorzystaj z pomocy specjalisty.
      • margerytka73 Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 10:12
        paulownia88 nie poddaję się, jak upadnę to szybko wstaję, jak ktoś mnie kopnie to od
        > daję. Dzięki temu mam normalne życie. Natomiast moja siostra jest taka jak ty -
        > musiała odbyć wiele wizyt u specjalistów, żeby normalnie funkcjonować.

        A wiesz, że to mnie zastanowiło w kontekście terapii. Ty i siostra byłyście różne, tobie nie potrzeba byli żadnej terapii, siostra musiała uczęszczać.
        A może z terapia tez tak jest, że nie każdemu pomoże? Ile było już histotlrii, że któraś chodzila na terapię po czym jest jak niwo narodzona i jej życie zmieniło się na lepsze. A ile jest historii, że komuś terapia nie pomogła, albo jeszcze lepiej-sa osoby będące w terapii latami, 10 lat terapeutyzuja się, pracują, czasem zmieniają terapeutę, jak praca z jednym nie działa i efekt jest taki, że ciągle są nieszczesliwi i ciągle potrzebują terapii.
    • aguar Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 08:40
      Jestem córką narcystycznej matki i wiem, jak to wszystko działa. W zasadzie zorientowałam się, o co w tym wszystkim chodzi i odcięłam od matki będąc w Twoim wieku, 5 lat temu. Osoby, które Cię tu źle oceniają, że "nie wydoroślałaś" nie wiedzą jak to jest,w takiej rodzinie ma się wyprany mózg i długo myśli, że to z Tobą jest coś nie tak, a nie z nimi. Też odcięłam wnuka od babci i to mną kierowało, że lepiej dla niego nie mieć rozchwianej emocjonalnie matki, a też to ze mną robiły kontakty z nią. Najtrudniej jest się z tym pogodzić, że taki rodzić nigdy się nie zmieni, nie zrozumie, nie pokocha, nie przeprosi, jakąś taką dziwną nadzieję wciąż się ma...Natomiast stosunkowo (w porównaniu z innymi osobami w podobnej sytuacji) przyszło mi pozbycie się jakichś wyrzutów sumienia czy poczucia bycia niewdzięczną, wystarczy, że przypomnę sobie niektóre jej akcje. Jakiegoś ogólnego poczucia, że jestem niezbyt dobra nie udało się całkiem wyplenić, wciąż gdzieś się tli... Niby najlepsza by była terapia z dobrym terapeutą, ale realnie tacy nie są na wyciągnięcie ręki. Zdarzyło mi się trafić, do kogoś, kto nie był nawet bliski zorientowania się, w czym problem, musiałam sama do tego dojść. Uważam, że jednak przede wszystkim praca nad sobą, zdobywanie wiedzy i wsparcia z różnych źródeł, a jak się trafi dobry terapeuta, to dodatkowy bonus.
      • kosmos_pierzasty Re: Nigdy nie miałam kochającej matki 13.09.21, 09:07
        aguar napisała:

        Natomiast stosunkowo (w porównaniu z innymi osobami
        > w podobnej sytuacji) przyszło mi pozbycie się jakichś wyrzutów sumienia czy poc
        > zucia bycia niewdzięczną, wystarczy, że przypomnę sobie niektóre jej akcje.

        Też tak robię. Nie chciałabym do tego wracać, ale to u mnie jest jedyna metoda - bo inaczej włączają mi się najpierw współczucie i chęć pomocy (czyli de facto przejmowania za nią odpowiedzialności), potem ona doprowadza mnie do szału, zaczyna się huśtawka nastrojów... Nie, ja już to przerobiłam wystarczająco wiele razy. Wolę w ostateczności wrócić na chwilę do świństw, które mi zrobiła, a potem zająć się własnym życiem - spokojnie i bez nerwów.