Dodaj do ulubionych

A czy jakiś rodzic przeprosił?

14.09.21, 18:50
Co jakiś czas pojawia się na forum wątek, w którym forumki piszą o przemocy ze strony rodziców i bardzo często oprawcy mają "zanik pamięci" po latach. Czy którąś z Was rodzic przeprosił za to co robił / poprosił o wybaczenie?
Obserwuj wątek
        • iberka Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 21:02
          Kiedyś chyba nikt nie chciał widzieć. Uciekałam do babci w innej części miasta lub po prostu do sąsiadów. Ci tłumaczyli jej, rozmawiali, pozwalała mi wrócić a za dzień, dwa znowu to samo. Chodziłam z siniakami do szkoły - na wf zawsze dres długi żeby ukryć ślady np.po kablu od żelazka.
            • iberka Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 22:36
              Nijak trudna nie byłam: szkoła- dom- zero używek/imprez itp. Wzorowa uczennica, ulubienica nauczycieli, zintegrowana z klasą. Po prostu trafiłam na "rodzica", który na mnie przelewał swoje frustracje. Młodsza siostra była inaczej traktowana.
              • ania2806 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 08:25
                A mama nie jest przypadkiem narcyzem? A ty kozłem ofiarnym, a siostra tzw złotym dzieckiem? Poczytaj proszę trochę o narcyzmie. Zwłaszcza angielskojęzyczne źródła. W polskim internecie jest mało konkretnych informacji na ten temat. Poczytaj zwłaszcza o tzw. malignant narcissist.

                Ja jak czytam m.in emamę, to mam wrażenie, że w tamtym pokoleniu (naszych mam) jest nadpodaż narcystycznych kobiet. Warunki narcyzom sprzyjały, bo w tamtych czasach dzieci miały mało praw, ojcowie często nie mieli nic w domu do powiedzenia bądź sami przyjmowali wycofaną rolę. Było przyzwolenie na model kobiety trzymającej rodzinę twardą ręką: dominującą (wręcz tyranicznie), krzyczącą, krytykującą, wszechwiedzącą. Łatwo w takim modelu zgnieść psychicznie dziecko.
                Łatwo było narcyzów rozwinąć skrzydła i pokazywać całą gamę swojego zaburzenia. Teraz nie ma przyzwolenia na wiele zachowań, kiedyś tak.

                iberka napisała:

                > Po prostu trafiłam na "rodzica",
                > który na mnie przelewał swoje frustracje. Młodsza siostra była inaczej trakto
                > wana.
    • ewbal Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 20:19
      Mój dobry znajomy był bity przez ojca, do czasu, aż zagroził, że jak go uderzy, to mu odda. Miał chyba 15 lat i był większy i silniejszy od ojca. Facet już nie żyje, a matka oczywiście twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca.
    • sasanka4321 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 20:43
      Ktoś tutaj pisał o krwi na ścianie - to owszem, inny kaliber. Od oprawców należy się trzymać z daleka. Ale to życie dzieciństwem i domaganie sie przeprosin, bo rodzice nie słuchali, klapsa dali od czasu do czasu i uważali, że dziecko nie powinnno przerywać dorosłym - i to wszysko 30 lat później, tak często tutaj spotykane, to jakaś paranoja forumowa. Za 30 lat standardy wychowania też będą zupełnie inne niż w tej chwili, i to, co dziś robicie dzieciom, będzie uważane za przemoc. Jakies 2-3 pokolenia do tyłu, i trzeba było klęczeć na grochu, całe wakacje spędzać na pracy w gospodarstwie, skórzany pas był wyciągany po każdym przewinieniu. Tak możemy się cofać i cofać. Może najpierw Wasi rodzice powinni od swoich rodziców - Waszych dziadków - domagać się przeprosin za własne dzieciństwo? I dopiero jak te przeprosiny przyjmą, będą gotowi Was przeprosić za swoje przewinienia? Ale od kogo w takim razie mają dziadkowie domagać się przeprosin, skoro winni od dawna na cmentarzu?
      • huang_he Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 21:06
        To nie tak.

        Jeszcze pokolenie wstecz kontakty z rodzicami (jeśli nie mieszkało się w tym samym domu lub w najbliższym sąsiedztwie) osobiste raz do roku i telefoniczne raz na miesiąc nie były traktowane jako "rozluźnianie kontaktu" lub "zerwanie kontaktu". Wiele osób nie miało telefonów (moi dziadkowie mieli, rodzice mieszkający w innym mieście - nie mieli), wiele nie miało samochodów, mnóstwo osób podróże nawet 20 km dalej odbywało autobusami. Dzięki temu na pewno było sto razy mniejsze wtrącanie się rodziców w życie swoich dzieci.

        Nie było ciągłych dobrych rad, nie było licznych programów telewizyjnych o wychowywaniu dzieci, nie było tysiąca zajęć dodatkowych, nie było licznych artykułów poświęconych szkole, nie było opowiastek w głównym wydaniu wiadomości o szkodliwości krzyku czy bicia dzieci. Teraz to wszystko jest. I co robią rodzice dorosłych dzieci, sami będący już dziadkami? Pouczają, dają dobre rady, krytykują, oburzają się na krzyknięcie na dziecko, sugerują przy każdym prychnięciu, kichnięciu zaniechanie zdrowotne u dziecka. Jednocześnie wymagają zainteresowania swoją osobą, swoimi chorobami, wymagają wożenia, rozmów codziennie najlepiej, spowiadania się ze swojego życia.

        Sami bili - zrobiliby dżihad za klapsa
        Sami się darli - "ojoj, dlaczego jesteś taka nerwowa, dlaczego ciągle krzyczysz"
        Nie musieli się w ogóle interesować, co się dzieje u dziecka w szkole - sami wypytują o każdą ocenę wnuków, sugerują zaniedbania, korepetycje, siedzenie z dzieckiem przy nauce
        Olewali skoliozę, próchnicę itp - wypunktują każde kichnięcie.

        Nie sugeruję, że wszyscy, ale osobiście znam takich całkiem sporo. A nawet jak nie robią tego, co powyżej, nawet jak zalecają robienie tego, co robili sami, to nie przyjmują do wiadomości, ze ich własne dziecko czuje się potwornie pokrzywdzone.
        Te dawne pokolenia nie miały ciągłego wtrącania się swoich rodziców w wychowanie własnych dzieci, więc zapewne mogły pochować dawne urazy i krzywdy.
      • ewbal Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 21:17
        Kiedyś myślałam, że to wychowanie z biciem, to właśnie ten klaps (tez nie popieram), ale potem czytam, że bicie po twarzy, wyrywanie włosów, uderzanie głową o framugę, wyzywanie 12 latki od ku.ew. I tutaj nie mogę zrozumieć tej amnezji. O takich przypadkach myślałam zadając pytanie tytułowe.
        • sasanka4321 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 21:25
          ewbal napisała:

          > Kiedyś myślałam, że to wychowanie z biciem, to właśnie ten klaps (tez nie popie
          > ram), ale potem czytam, że bicie po twarzy, wyrywanie włosów, uderzanie głową o
          > framugę, wyzywanie 12 latki od ku.ew. I tutaj nie mogę zrozumieć tej amnezji.
          > O takich przypadkach myślałam zadając pytanie tytułowe.

          Tego typu bicie nie ma nic wspolnego z pokoleniem, z tamtejsza wiedza pedagogiczna, z czasami. Ono sie zdarza dokladnie tak samo dzis jak sie zdarzalo 30 czy70 lat temu. To jest gleboka patologia, agresja, zaburzenia osobowości. To było, jest i będzie i w takich przypadkach to można tylko dyskutować o tym, co państwo może zrobić, żeby chronić dzieci, które miały pecha urodzić się w tak patologicznej, zaburzonej rodzinie. Z pokoleniem rodziców, o którym jest ta dyskusja, nie ma to nic wspólnego. W naszym pokoleniu jest to równie często reprezentowane, niestety. I tu też nie należy się domagać przeprosin, ale spierniczać jak najdalej.
      • lumeria Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 22:22
        > Ale to życie dzieciństwem i domaganie sie przeprosin, bo rodzice nie słuchali, klapsa dali od czasu do czasu i uważali, że dziecko nie powinnno przerywać dorosłym - i to wszysko 30 lat później, tak często tutaj spotykane, to jakaś paranoja forumowa.

        Nie paranoja. Normalny człowiek, jak dziecko do niego przyjdzie i powie "nadal mnie gryzie, ze 30 lat temu mnie uderzyłaś" - to mówi "przepraszam, powiedz mi co sie stało, jak to odebrałaś" - a przynajmniej powinien. To jest empatyczne podejście do sprawy.

        Ludziom właśnie mierzi taka niezamknięta, nieuznana krzywda. To sie potem raz za razem odbija.

        Moja matka w życiu nie powiedziała przepraszam - nie oczekuję tego, bo to mocno zaburzony człowiek.
        • sasanka4321 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 23:03
          lumeria napisała:

          > Ludziom właśnie mierzi taka niezamknięta, nieuznana krzywda. To sie potem raz
          > za razem odbija.

          Nie zamierzam się kłócić. Każdemu jego porno. Ja widzę jedno - oczekiwanie aż nasza krzywda zostanie "uznana" kompletnie do niczego nie prowadzi. Każdy z nas ma swoja prawde i widzi zupełnie co innego. A krzywidziciele byli zazwyczaj po stokroć bardziej skrzywdzeni, niż Wy/my. Może by też tak nad nimi się pochylić, skoro wszyscy jesteśmy dorośli. Jeśli ktoś Cie katuje - uciekaj i trzymaj się z daleka. Jeśli byli to zwykli ludzie, którzy starali się być dobrymi rodzicami a im to średnio wychodziło możesz z góry przyjąć, że to jest dokładnie tak samo, jak u Ciebie. Spróbuj tutaj którejś napomknąć, że jest złą matką. Całowątkowe kłótnie z tego wynikają. Emama może mieć marny zawód, brak kariery, wybrać sobie złego męża, ale matką jest oczywiście bardzo dobrą. We własnym mniemaniu oczywiście. A za 20-30 lat się dowie, że cała masa rzeczy, które dzisiaj robi swoim dzieciom, to była przemoc. To nie jest tak, że jesteśmy pierwszym oświeconym pokoleniem na tej planecie - przecież to się powtarza, pokolenie za pokoleniem.
          Może by tak zamiast oczekiwać uznania krzywd przez rodziców samemu je uznać, obejrzeć, przemyśleć, zrozumieć a następnie zrozumieć, że jest się już od dawien dawna dorosłym czlowiekiem, zostawić rodziców w spokoju i zająć się swoim życiem?
          • sasanka4321 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 23:14
            I jeszcze powiem: moi rodzice, nie byli katami, ale byli bardzo, bardzo niedobrymi rodzicami. Wiem jakie było ich dzieciństwo - bardzo cięzkie. Widzę teraz, jakie były/są ich zaburzenia. Tyle mi dali, ile potrafili. Niewiele to było. Dach nad glową, jedzenie, zapewnienie szkoły. Taka ich świadomość, takie ich możliwości. I naprawdę nie mam czasu ani potrzeby grzebać sie w tym jak mnie wychowywalil, żadać przeprosin. Szkoda mi na to mojej energii, zajmuję się tym co kocham, co chcę robić, co mogę. A dużo mogę. I masę czasu przede mną.
          • panna.nasturcja Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 01:42
            sasanka4321 napisała:

            > Każdy z nas ma swoja prawde i widzi zupełnie co innego. A krzywidziciele byli zazwyczaj po
            > stokroć bardziej skrzywdzeni, niż Wy/my. Może by też tak nad nimi się pochylić
            > , skoro wszyscy jesteśmy dorośli.

            Rety, jak Ty kompletnie nie masz pojęcia o czym piszesz.
            Nie wiesz czym jest piekło zamiast dzieciństwa.


            > Jeśli ktoś Cie katuje - uciekaj i trzymaj się z daleka.

            Dziecko nie ma takiej możliwości.
            Dlatego nikt nie niszczy tak, jak rodzice.

            > Jeśli byli to zwykli ludzie, którzy starali się być dobrymi rodzicami a im to średnio wychodziło ....

            To na ogół nie o nich jest mowa w takich wątkach i nie od nich oczekuje się uznania krzywd.

            > Może by tak zamiast oczekiwać uznania krzywd przez rodziców samemu je uznać, ob
            > ejrzeć, przemyśleć, zrozumieć a następnie zrozumieć, że jest się już od dawien
            > dawna dorosłym czlowiekiem, zostawić rodziców w spokoju i zająć się swoim życiem?

            Ty naprawdę nie wiesz nic o tym, o czym usiłujesz się wypowiadać.
            Może przeczytaj jeszcze raz wątek o karaniu i przemyśl.
            Może poszukaj literatury.
            Bo wypisujesz brednie, które krzywdzą dziewczyny, które doznały już w życiu ogromnej krzywdy.
            • kocynder Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 06:46
              A może ty przeczytaj co pisze Sasanka? Bo wyraźnie określiła, że nie o agresywnej patologii i sadystach. Tak, tłuczenie kablem, pasem, wyrywanie włosów its to katowanie i znęcanie się a nie karanie!
              Natomiast Sasanka mówi o wypominanie i oczekiwaniu kajania, " bo jak miałam osiem lat to mi dałaś klapsa gdy powiedziałam cioci na jej imieninach, że jest wredną krową". Oczywiście, przerysowuję. Ogólnie jednak jest trend, że rodzice są obwiniani i MUSZĄ przepraszać za wszystko, za wszystkie błędy, za wszystkie porażki dziecka...
              • iwoniaw Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 06:57
                Nie, nie ma takiego trendu. Bardzo proszę o link (a może z dziesięć, skoro to "trend"?) do wątków, gdzie ktoś się domaga przeprosin i pielęgnuje poczucie krzywdy, bo rodzice raz czy dwa mu dali niesprawiedliwy szlaban, albo nawet klapsa w tyłek w ramach codziennego "wychowania".
                Wątek o karach jest przerażający i opisywane tam traktowanie dzieci jest WYŁĄCZNIE kalibru bardzo ciężkiego. Pisanie tym dziewczynom, że są przewrażliwione i powinny się ogarnąć jest czystym ssyństwem.
                • kocynder Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 07:11
                  Iwoniaw, ale ja się W OGÓLE nie wypowiadam i nie wypowiadałam w tamtym wątku! A i w tym dopisałam tylko w jednej, konkretnej gałęzi. Sasanka napisała (i ma rację!), że obecnie częste jest przeżywanie jako "traum" zdarzeń z dzieciństwa i oczekiwanie, że starsi będą się kajać i przepraszać. Słowo "traum" w tym przypadku świadomie jest wzięte w cudzysłów. Bo owe "traumy" są właśnie kalibru klapsa czy o-pe-eru, nawet i za niewinność. I tak, nie powinny mieć miejsca, ale rozkminianie tego po latach jest żenujące.
                  Sasanka zresztą (a w każdym razie ja na pewno!) absolutnie nie zgadzam się na eufemistyczne nazywanie znęcania karaniem. I tak, lanie pasem czy kablem, wykorzystywanie seksualne its to NIE JEST karanie a znęcanie. I nie, to nie jest kwestia "takich czasów", a takich ludzi.
                  • iwoniaw Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 07:20
                    No więc ja nie widzę tego, rzekomo "częstego", wymyślania sobie traum z powodu krzywd urojonych. Natomiast widzę takie nawiedzone sasanki z misją pouczania, które wiedzą lepiej, co kogo boli i na ile zasadnie. Wątek powstał w odniesieniu do konkretnych sytuacji opisywanych przez forumki, autorka wyraźnie to zaznaczyła kilka razy i później. Nie chcę sobie wyobrażać, co czują te dziewcxyny, dla których temat eciąż nie jest zamknięty, gdy czytają "mądrości" o tym, jak to przesadzają i ile zrozumienia powinny (!) okazać oprawcom.

                    Nadal też czekam na te "liczne" przykłady histeryczek, którym nic się nie działo złego, a które żądają ekspiacji od rodziców za jakieś nic nie znaczące wypadki przy pracy.
                • motyllica Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 12:33
                  oczywiście, że panuje - ogólnie, nie tylko na ematce, w realu

                  szczególne obwinianie matek,

                  w większości rodzice jednak starali się być w miarę dobrymi rodzicami, na tyle na ile mogli, na ile pozwalały im też zewnętrzne okoliczności i ich własne traumy

                  oczywiście nie mówię o patologii, znęcaniu się czy regularnym biciu

                  popieram sasankę w całej rozciągłości

                  dorosłe kobiety w średnim wieku, które same mają już dzieci i jakiś staż związkowy mają już jakiś ogląd sytuacji, mogą zrozumieć pewne przyczyny, schematy
                  powinny spróbować iść dalej a nie ciągle żyć przeszłością, bo nie są już dziećmi
                  w MOJEJ opinii oczywiście
                  • aguar Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 13:09
                    "szczególne obwinianie matek"
                    Ale czym innym jest obwinianie i ocenianie matek przez otoczenie, a czym innym przez własne dzieci. Akurat dzieci to jedyne osoby, które do takiej oceny mają prawo, bo kobieta jest matką wobec nich. Oczywiście nie mówię tu o małoletnich dzieciach na bieżąco tylko o dorosłych z perspektywy.
                  • pade Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 10:26
                    motyllica napisała:

                    > oczywiście, że panuje - ogólnie, nie tylko na ematce, w realu
                    >
                    > szczególne obwinianie matek,

                    Ja bym tego nie nazwała trendem. Twierdzenie, że matka jest dla dziecka najważniejszym obiektem, że rodzaj więzi z nią rzutuje na całą przyszłość człowieka jest po prostu faktem a nie trendem.
                    Wam się to myli z pogniecioną koszulką - wina matki, poplamioną koszulą - wina żony. Myli się ze społecznym przekonaniem, które jest mocno osadzone w rzeczywistości, że to kobieta w głównej mierze odpowiada za wychowanie, zdrowie, edukację dziecka. Dopiero od niedawna tatusiowie biorą bardziej czynny udział w rodzicielstwie, kiedyś to były wyjątki.


                    >
                    > w większości rodzice jednak starali się być w miarę dobrymi rodzicami, na tyle
                    > na ile mogli, na ile pozwalały im też zewnętrzne okoliczności i ich własne trau
                    > my

                    Nie masz zielonego pojęcia czy się starali, czy im tak po prostu wychodziło.
                    Przeciętny człowiek miał zerową wiedzę na temat psychiki człowieka czy dziecka. Tak, celowo to odróżniam, bo dzieci częściej wrzucano do kategorii ryby, niż ludzie.
                    Traumy rodziców są jedynie wyjaśnieniem ich zachowania, nie są zaś żadnym usprawiedliwieniem i niczego to w życiu dziecka nie zmienia.
                    >
                    > oczywiście nie mówię o patologii, znęcaniu się czy regularnym biciu
                    >
                    > popieram sasankę w całej rozciągłości
                    >
                    > dorosłe kobiety w średnim wieku, które same mają już dzieci i jakiś staż związk
                    > owy mają już jakiś ogląd sytuacji, mogą zrozumieć pewne przyczyny, schematy
                    > powinny spróbować iść dalej a nie ciągle żyć przeszłością, bo nie są już dziećm
                    > i
                    > w MOJEJ opinii oczywiście

                    A w mojej opinii w każdym człowieku jest dziecko. Od rodziców zależy czy to dziecko jest radosne, szczęśliwe, czy skrzywdzone.
                    Tak, koncepcja wewnętrznego dziecka nie jest fejkiem, nie ma nic wspólnego z poppsychologią. To, że pewne sytuacje uruchamiają w nas emocje z przeszłości i reagujemy nadmiarowo czy nieadekwatnie jest związane z pamięcią ciała i hipokampem. Tak więc tłumaczenie, że ma się te 40 lat i jakiś staż związkowy można sobie w kieszeń wsadzić, bo pewne reakcje dzieją się automatycznie, a terapia nie polega na tym, by te automatyzmy usunąć, tylko uczy jak sobie z nimi radzić.
                    • pade Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 10:28
                      ps. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że osoby, które umniejszają czyjeś krzywdy, same takich krzywd doznały, lub podobnych, ale ponieważ zablokowały swoje emocje i boją się ich, wolą wszystko wyprzeć, a innych uciszyć, żeby się czasem w nich nic nie odezwało.
                      Druga możliwość to zerowa empatia i "nie znam się, nie doświadczyłem, ale się wypowiem".
          • aguar Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 07:45
            "A krzywidziciele byli zazwyczaj po stokroć bardziej skrzywdzeni, niż Wy/my."
            Ale nie przez nas!!!!!!! I to w niczym nie umniejsza naszej krzywdy i naszego cierpienia. Oczywiście, że mają prawo rozprawić się z własnymi krzywdzicielami, ale to nie jest nasza sprawa. A w ogóle najlepiej jakby to zrobili zanim zaczęli krzywdzić innych.
          • alina_z_komina Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 10:07

            > Nie zamierzam się kłócić. Każdemu jego porno. Ja widzę jedno - oczekiwanie aż
            > nasza krzywda zostanie "uznana" kompletnie do niczego nie prowadzi.

            Owszem prowadzi. Prowadzi do refleksji na swoim życiem, nad destruktywnym wpływem takich doświadczeń, a to jest niezbędne, żeby te krzywdy zacząć przepracowywać. Nawet jeśli ta krzywda nie zostanie uznana przez oprawców, a przez terapeutę, przyjaciółkę czy w ostateczności choćby tylko anonimowe byty internetu. Ta refleksja służy nie tylko temu, żeby zmienić życie ofiary na lepsze, ale też życie kolejnych pokoleń, żeby nie wychować dzieci wg tych samych wzorców na zasadzie "ja nie miałam przecież lepiej i wyszłam na ludzi".
            A to co piszesz, m.in. "Każdemu jego porno" jest obrzydliwym bagatelizowaniem cierpienia i dyskredytowaniem ofiar przemocy ze strony rodziców, opiekunów. Niech się czują jak pomylone histeryczki i zamkną. Dość popularne w rodzinach ofiar, kiedy oprawcy lub osoby, które milczały i biernie wspierały oprawców to robią- nazywa się to wtórną wiktymizacją. Dlatego niektórzy po latach płacą terapeutom lub chcą się wygadać w internecie bo tu mają większe szanse na znalezienie współczucia i pokrzepienia. No ale w niestety w internecie trafiają się takie chamy jak ty.
      • alina_z_komina Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 10:34
        Moja córka (jeszcze nie nastoletnia) potrafiła mi wypomnieć i jestem jej wdzięczna za to, że to zrobiła. Podrzuciła mi do obejrzenia filmik na youtube o łaskotkach jako formie przemocy. Ja rzeczywiście stosowałam, przekonana że nawet jak krzyczy „nie”, ale się głośno śmieje to jest dla niej świetna zabawa, do której to mnie sama zresztą prowokowała. Ale zrozumiałam, że to tak nie działa i przeprosiłam.
        Starałam się i staram się wciąż wyciągać krytyczne wnioski z jej i swoich zachowań. Np. jak była mała i bywała nieznośna, a ja bywałam zmęczona, zirytowana, zestresowana pracą i jej zachowaniem, to starałam się działać metodą bardziej marchewki niż kija i nagradzałam ją gdy była grzeczna mówiąc „dziś miło spędziłyśmy dzień, bo byłaś bardzo grzeczna". Kiedyś odwdzięczyła mi się dokładnie tych samym. Była zdecydowanie za mała, żeby podejrzewać ją o sarkazm czy coś w tym stylu. To dało mi do myślenia i już nigdy nie użyłam tego „komplementu”.
        Może popełniam inne błędy, które mi jeszcze kiedyś wypomni. Prawie na pewno tak. Jeszcze wiele przed nami.
        Jeśli jednak miałabym powiedzieć czy jestem z czegoś jestem w życiu to z tego , że udało mi się być lepszą matką niż moja własna. A sporo osiągnęłam na innych płaszczyznach, np. zawodowo, ale tu wiem że miałam sporo szczęścia w życiu i potencjał intelektualny z którym się po prostu urodziłam. A żeby przezwyciężyć wzorce rodzinne wykonałam gigantyczną pracę, dużo mnie to kosztowało.
        Zastanawiasz się, dlaczego wciąż przeżywamy te urazy zamiast przejść nad tym do porządku dziennego, bo nasi rodzice lepiej nie mieli. No niestety to tak nie działa, że od świadomości, że twój oprawca został sam skrzywdzony jest Ci lepiej. A rany z dzieciństwa mają ogromny wpływ na dorosłość, kształtują nasze poczucie wartości, bezpieczeństwa, relacji z innymi ludźmi i nasz los.

        A teraz uwaga bo będzie cięższy kaliber niż łaskotki. Od rodziców nie doświadczyłam ciepła, żadne nigdy mi nie powiedziało, że mnie kocha, że cieszy się, ze jestem. Matka dobrze się o mnie wyrażała tylko przy innych ludziach kiedy chciała się pochwalić, że ma córkę, która dobrze się uczy. Karano mnie biciem, upokarzaniem, pisałam o tym w wątku o karaniu. W moim dzieciństwie był jednak ktoś, kto okazywał mi dużo ciepła, przytulił, wysłuchał, pogłaskał. Byłam spragniona czułości i do niego lgnęłam. Nie protestowałam więc kiedy wkładał mi rękę w majtki. Choć było to nieprzyjemne to nie bolało tak jak wpierdol od rodziców, poza tym przyjmowałam za oczywiste, że jak ktoś jest dla mnie tak miły to nie może być za nic, bo mnie to nawet moi rodzice nie lubią. Jak zaczęło być już bardzo nieprzyjemnie to chciałam to zakończyć, ale wykorzystał moje poczucie winy, nasz „wspólny sekret”, mój brak poczucia własnej wartości i godności a przede wszystkim wpojone mi – między innym pasem- posłuszeństwo wobec dorosłych. Rodzicom nigdy nic nie powiedziałam, bo byłam przekonana, że dostałabym wpierdol albo za to kłamię, albo za to że sama tego chciałam (w zależności czy by mi uwierzyli czy nie). Nie muszę chyba dodawać, że miało to na mnie ogromny negatywny wpływ i że byłoby mi w życiu lepiej gdybym jednak żadnych czułości nie doświadczyła w dzieciństwie. Ale najlepiej to by było gdybym miała w dzieciństwie ciepłe i serdeczne relacje z rodzicami. Dziś żyje z różnymi konwekcjami i nawet się rozkminiam czy łaskocząc córkę nie robiłam jej podobnej frajdy jak mój pedofil - nie ten ciężar gatunkowy ale wzorzec zachowań może podobny.
        Niemniej jednak uważam, że moja relacja z córką jest dużo lepsza niż ta, którą miałam z moimi rodzicami i jej dzieciństwo dużo szczęśliwsze niż może. A jest tak dlatego, ze przyglądam się krytycznie temu co mi przydarzyło, co mi zrobiono, rozmawiałam o tym, zmuszałam się do refleksji nad swoimi zachowaniami jako matki , a nie żyłam na zasadzie "czcij ojca swego i matkę swoją oraz nie dyskutuj".
      • lumeria Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 18:27
        sasanka4321 napisała:

        > >moi rodzice, nie byli katami, ale byli bardzo, bardzo niedobrymi rodzicami. Wiem jakie było ich dzieciństwo - bardzo cięzkie. Widzę teraz, jakie były/są ich zaburzenia.

        Paradoksalnie, ktoś, kto był wcześniej świadomy swojej krzywdy, badz po prostu bylo dosyć ewidentne, ze doznawał przemocy - to może łatwiej to przepracować i dojść do wniosku, ze należy porzucić nadzieje, ze uda się jakoś dotrzeć do takich rodziców, mieć z nimi relacje.

        Myślę, ze najgorzej jest, jak wszystko niby wyglądało ok i dziecko pyta sie "czy to byla przemoc?" "czy to juz było nadużycie/zaniedbanie/krzywda? I rodzice chcą sie spotykać, zachowywać jakby nigdy nic. I to jest robienie wody z mozgu, to krzywdzi, to powoduje, ze dziecko odczuwa potrzebę wytłumaczenia co sie działo, oraz uzyskania jakiegoś zrozumienia, przeprosin, no ludzkiego kontaktu.

      • lilia.z.doliny Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 10:44
        Za 30 lat standardy wychowania też będą zupełnie inne niż w tej chwili, i to, co dziś robicie dzieciom, będzie uważane za przemoc.
        Powiem wiecej - ja juz dxisiaj uwazam "to" za przemoc, narazajac sie czesto.na kpiny i - co najmniej- niezrozumienie.
        Ale mam tak cholernie dobra pamięć. ...
        • alina_z_komina Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 11:58
          No to będą chodzić na terapie, przepracowywać te krzywdę, wyżalą się w internetach ku przestrodze itp. żeby następne pokolenia miały lepiej. To chyba dobrze, że idziemy w dobrym kierunku? Dziś stosuje się o wiele mniej przemocy niż w latach 80-tych. A jeszcze wcześniej kary cielesnej stosowano jeszcze powszechniej i w bardziej dotkliwych formach (jest na ten temat sporo opracowań). To się nie dzieje samo. To się dzieje bo się o tym mówi.

          Z ciekawości - co uważasz za częste, powszechne i akceptowalne formy przemocy w dzisiejszych czasach? Ja przede wszystkim wychowanie religijne. Potem długo, długo nic (z takich powszechnych) i potem te takie drobne acz uciążliwe "musisz, się dzielić, daj natychmiast koledze swoją zabawkę" "pocałuj dziadka, przytul babcie i to z uśmiechem, no nie bądź taki niedobry".
    • montechristo4 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 21:21
      Moi też zasłaniali się "takimi czasami", albo mówili, żebym nie przesadzała.
      No rzeczywiście, pobicie 12 latki aż do pęknięcia nosa jest ok.
      Pobicie po wypadku na motocyklu aż do wstrząśnienia mózgu (nie wiadomo, czy z powodu wypadku czy pobicia, ale na pewno nie pomogło) jest ok. Bicie trzylatki aż do sinych ran na plecach jest ok.
      Kilka lat terapii i zamknęłam ten rozdział. Co więcej, byłam w stanie opiekować się chorym na raka ojcem. A teraz rozpaczam, bo 2 miesiące temu umarł. Może to dziwne, ale tak czuję teraz.
    • korag100 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 23:19
      Moi nigdy. Wujek mnie molestował. Nic z tym nie zrobili. Tłumaczenie. "'Bo Ty jako dziecko ciągle fantazjowalas o myśleliśmy że to tez" A teraz jak już wiedzą że to prawda i chciałabym mu wygrnac " chcesz nas do grobu wpędzić? On może Cię podać za pomówienie " W wieku 17 lat zostałam zmuszona do usunięcia ciazy. Na drugi dzień do szkoły i morda w kubeł żeby nikt się nie dowiedział. Teraz '" powinnaś być wdzięczna bo dlatego masz super zycie" Nie mam. Może właśnie dlatego.
      Co niektóre rośliny proszę o nie komentowanie.
      • adriana.la.cerva Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 14.09.21, 23:37
        Tak mi przykro korag, że musiałaś przez to przejść.
        Widać na naszym I wielu innych dziewczyn przykładzie, że przeszlysmy piekło na ziemi. Zgotowali nam je dorośli, którzy powinni byli nas chronić.
        Od 2 dni czytam te wątki, serce mam połamane. Nie jest to żadnym pocieszeniem, że mamy wspólne doświadczenia I inni też mieli tak źle jak ja.
        To jest dramat I katastrofa, płacze przy każdej historii.
        • korag100 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 00:10
          Dziękuję. Zostałam tu nie raz oceniona. W wielu przypadkach otrzymałam super rady od super kobiet. Ale niektóre osoby są po prostu .... nawet nie wiem jak to nazwać. Rozumiem jednak, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. One może by zrozumiały gdyby były w tych różnych sytuacjach. Czego im absolutnie nie życzę no nie ma nic dobrego w karmieniu się krzywda ludzka. Uwazam jednak, że aby mówić komuś jak ma iść należy włożyć jego buty. Damy radę.
          • malgosiagosia Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 00:25
            korag100 napisała:

            > Dziękuję. Zostałam tu nie raz oceniona. W wielu przypadkach otrzymałam super ra
            > dy od super kobiet.

            Nikt nie ma prawa Cie oceniac. Jesli ktos to robi, to przeciez wiesz, ze nie moze byc normalny. Spotkalam sie w zyciu z wieloma niesprawiedliwosciami, przestepstwami, ktore uwazane byly za "normalna rzecz" i nic mnie juz nie zdziwi. Nawet ludzie, ktorzy maja stac na strazy prawa i sprawiedliwosci, wyksztalceni w tym kierunku, powolani przez spleczenstwo do pilnowania praworzadnosci sa normalnie przestepcami. Bardzi mi przykro, ze doswiadczylas od bliskich takich strasznych rzeczy. Tego nie mozna usprawiedliwiac, ale mozna zrozumiec, tak jak rozumie sie uposledzonych ludzi, ze zachowuja sie w sposob uposledzony. Uposledzenie umyslowe ma rozne oblicza. Najgorsze sa skutki dzialalania ludzi, ktorzy wygladaja jak zdrowi na umysle, a sa bardzo, bardzo chorzy i uszkodzeni psychicznie.
    • cegehana Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 11:32
      Jeśli kogoś stać na przemoc wobec słabszego to raczej nie będzie go stać na szczery żal - przyznanie się najpierw przed sobą że jest się dupkiem. Raczej takie osoby widzia pokrzywdzone ofiary w sobie (i często naprawdę nimi są bo doświadczyły same przemocy) i te przeprosiny bardziej mają na celu wybielenie siebie niż jakąś naprawę krzywd. Niemniej miło mi tu czytać ze są też pozytywne historie.
      • aniani7 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 20:08
        Mojej matki nikt nie bil, wiem to na 100%, ona za to kochala te forme przemocy, jak i inne. Kazda z jej siostr jest inna - jedna to aniol, druga tez, ale dla wybranych ludzi (taka bardziej zasadnicza), dwie pozostale - zapatrzone w siebie egotystki, ale czasami tez kochane. Moja matka jest typowym przemocowcem, probuje teraz swoich sztuczek na siostrach, bo ja odcielam sie od niej. Oczywiscie uprawia tylko przemoc psychiczna.
        • cegehana Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 10:53
          Teoria jest taka, ze za agresją kryje się strach i myślę że doświadczenia które zrobiły z niej przemocowca fajne nie były. Co oczywiście jej nie usprawiedliwia bo miała dużo czasu w dorosłym życiu na analizę i naprawę swoich dysfunkcji.
    • potworia116 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 11:41
      Moja mama przeprosiła. Dwa razy bezpośrednio, wielokrotnie nie wprost, ale bardzo bardzo starając się przełamywać swoje schematy i budować zdrową relację.
      Ojciec nigdy. Nigdy nawet nie dopuścił myśli, że mógł być nie w porządku.
      A ja, w wieku lat czterdziestu, po kilku latach samotnego macierzyństwa widzę swoje dzieciństwo z zupełnie innej perspektywy - widzę przeciążona, osamotnioną w rodzicielstwie kobietę i niefrasobliwego czarusia, który wracając codziennie o 22 kupuje żonie kwiaty, a dzieciom raz w tygodniu robi śliczne kanapeczki. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zaangażowanie w życie domowe.
      Dla kontekstu - nie bito mnie, ani intencjonalnie nie poniżano. Za to odchodziło ze strony matki nieustanne darcie paszczy i emocjonalny szantaż w rodzaju "zabijcie mnie jeszcze".
      Nie było to łatwe, bardzo bolało. Wybaczylam, idziemy do przodu.
    • paulownia88 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 12:32
      Moja matka, wysokofunkcjonująca alkoholiczka, zrujnowała mi życie, ale nigdy się do tego nie przyzna. Jest przekonana, że wszystko robiła dobrze i była świetną matką. No cóż, może po prostu w wizjach alkoholowych taka była i to pamięta. Ja natomiast pamiętam brudny dom, śmierdzące ubrania, przesiąknięte zapachem papierosów (matka paliła i pali jak smok) rzadko prane, bo mamusi szkoda było proszku i wody, wieczny brak przyborów do szkoły, flaszki poutykane, gdzie się dało - w pralce, w szafie, w kuble na śmieci. Wrzaski, krzyki i przemoc psychiczna. Ale nikt o tym nie wiedział - my z siostrą milczałyśmy, uczyłyśmy się dobrze, bo za każdą trójkę dostawałyśmy łomot i szlaban na gary na dwa dni - więc nikt się nie wtrącał. Na rodzinnych imprezach wszystko było cacy. Mamusia chodziła do pracy, była kierowniczką działu księgowości w wielkiej państwowej firmie - zawsze elegancka, pachnąca, nikt by nie przypuszczał, co dzieje się u nas w domu. To cud, że wyszłyśmy z siostrą na ludzi.
      • aniani7 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 20:12
        A wez, ja bylam uczona, ze kazde moje slowo poza domem bylo potem oceniane, czesto oczywiscie negatywnie, az przestalam mowic (wszyscy uwazali, ze taka grzeczna jestem, a to byla zwykla tresura). W koncu sie odblokowalam, bo nie mam natury introwertyka, czego i Tobie zycze.
      • alina_z_komina Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 11:37
        Przytulam. Podziel się. To pomaga jeśli znajdziesz zrozumienie i współczucie. Nie przestaniesz wprawdzie wspominać dzieciństwa ze smutkiem, ale to łagodzi trochę ból i daje siłę. Oczywiście trzeba to rozważnie zrobić, wybadać rozmówcę na ile empatyczny i życzliwy Tobie.
      • pade Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 16.09.21, 11:39
        bo_jestem_jedna napisała:

        > Nigdy nie poprosilabym o zadne przeprosiny. Ja nawet nie umialabym zaczac takie
        > j rozmowy. Nie i juz. Bylo i minelo.
        > Swoje dziedzinstwo wspominam ze smutkiem, ale nie dziele sie tym z nikim.
        > Jestem nauczona, ze slabosci sie ukrywa.

        Czyje słabości się ukrywa?
    • sanciasancia Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 16:33
      Nie byłam bitym ani krzywdzonym dzieckiem, rodzice wyrządzili mi pewną krzywdę psychiczną już jako osobie dorosłej, zresztą z powodu własnej słabości, cierpienia i przekonania, że troszczyć się należy wyłącznie o starszych. Nie przeprosili nigdy, usłyszałam tylko "nie mogliśmy inaczej", przyjęłam to do wiadomości i nie oczekuję przeprosin, ale wyciągnęłam wnioski i przeorganizowałam priorytety. W efekcie nie mam poczucia jakiejkolwiek bliskości z rodzicami i w ogóle potrzeby bliskości. Wiem, że jest im przykro, co generuje masę konfliktów teraz, ale, jakby to powiedzieć, "nie mogę inaczej" się zachowywać.
    • piesiedwa Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 15.09.21, 19:16
      Moja mnie przeprosila za to ze nie widziala ze lekarz mnie niewlasciwie dotyka na badaniach. Wierze, ze nie podejrzewala nic. Mimo to przeprosila . Innych tematow nie poruszam bo sama z tym pracuje a rozumiem jej polozenie. Rozumiem, ze nie mogla inaczej.
    • kitty4 Re: A czy jakiś rodzic przeprosił? 17.09.21, 09:22
      Mój znęcający się nade mną ojciec twierdzi że nic nie robił z tego co mu zarzucam, a juz na pewno nie pobił mnie nogą od składanego biurka, na pewno nie bił mnie szerokim wojskowym pasem (specjalnie go moczył żeby bardziej bolało), a w ogóle naderwanie mojego ucha to moje zmyślanie. Moje sine plecy na W-F to nie jego sprawka itd......i tak jak pisałam - ma wielkie poczucie krzywdy że zerwałam z nim kontakty. Nawet nie pamięta tego że ze trzy lata temu kiedy się przemogłam i pojechałam do niego z synem , rzucił we mnie ciężkim kryształowym wazonem, bo miałam inne poglądy polityczne nie on. I twierdzi że to rzucenie we mnie wazonem sobie wymyśliłam sad, bo on jest biedny starszy, chory człowiek. Jak ja go nienawidzę.....

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka