Dodaj do ulubionych

Kandydat na partnera ma... serio?

28.09.21, 12:37
Rozkminiałyście takie rzeczy w stanie ciężkiego zakochania w wieku dwudziestu kilku lat?
Uciekałyście z krzykiem, kiedy luby wyznawał, że ma diagnozę/przeszłość?
Czy ewentualny kandydat informował o swoich wadach najpóźniej na drugiej randce?

Czy też raz sparzone, zanim wejdziecie w kolejny związek poddajecie kandydata pięcioletniej próbie, skreślając za:
- nadwagę (nie dba o siebie, będzie chorować, po co mi gruby cukrzyk, żebym się nim po wylewie opiekowała?)
- epizod depresyjny, załamanie w wywiadzie (było raz, może się powtórzyć)
- chorobę przewlekłą
- byłą żonę, nie daj Boże istniejące dzieci (alimenty, czas itd.)
- żyjącą mamusię (na co mi teściowa)
- pokonane uzależnienie (do końca życia jesteś alkoholikiem, wuj, że niepijącym)
- rodzaj ukończonych studiów i wykonywanej pracy (historyk sztuki jest biedny, wojskowy bije dzieci, prawnicy są nieetyczni, nauczyciel to łamaga życiowa, profesor puka studentki...)
- inne

W każdym razie zawsze dokonujecie zimnej i bezstronnej analizy SWOT, i znajdujecie faceta idealnego, a dopóki go nie ma, radośnie trwacie w samotności?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 12:41
      Mam oczy i nawet majac 20 lat, choć wówczas i doświadczenie i sytuacja życiowa inna, to tak, były takie cechy u facetów/chłopaków, że absolutnie no-go. Ba, nawet w wieku lat 15 jedne leciały jak ćmy w ogień do przypadków co najmniej kontrowersyjnych, podczas gdy ich RÓWIEŚNICE, nie babcie, komentowały, że gość nie rokuje i na chłopaka się nie nadaje. Co w tym szokującego?
    • daniela34 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 12:48
      W wieku dwudziestu+ lat trwałam przez kilka lat radośnie w samotności, jak mi żaden facet nie pasował, owszem. I o ile kryterium "depresja" może nie dyskwalifikować, o tyle opisywane przez liczne forumki (a może ciągle jedną i tą samą) akcje: "nie odzywa się, nie inicjuje kontaktu, nie proponuje spotkań, bo ma depresję" już tak. I nie doszłoby u mnie do stanu "ciężkiego zakochania" w facecie, który prezentuje powyższe.
      • geoardzica_z_mlodymi Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 12:57
        Też trudno mi sobie wyobrazić zakochanie w facecie biernym, niedostępnym, nieszanującym i niezainteresowanym moimi sprawami. Kręcili się koło mnie tacy wydymacze energii ale mnie w młodym wieku pociągali aktywiści społeczni, z którymi można było robić ciekawe rzeczy - podróże, współtworzyć teatr, organizować wolontariaty. Też typ trudny na rodzinę, bo w miejscu nie usiedzi ale w końcu można było wypośrodkować i wybrać kogoś między romantykiem a aktywistą.
        • daniela34 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:02
          I tak z boku patrząc na związek przyjaciółki, której narzeczony miał depresję, to też nie zakochała się w nim na etapie, w którym był "bierny, niedostępny, nieszanujący" itd. Facet, jak dla mnie, specjalnie nie rokował od samego początku, ale z innych względów i uczciwie muszę przyznać, że na etapie poznawania i zakochania nawet on był aktywny, energiczny, starał się ją zdobyć. To dopiero potem pojawiła się depresja (pół biedy) i opór wobec leczenia (cała bieda), ostatecznie związek się rozpadł. Więc jak czytam te wpisy arghail i paru innych nicków (nadal nie wiem, te same forumki li to, czy każda inna), to mam wytrzeszcz ócz, bo nijak nie mogę zrozumieć, czym opisywany egzemplarz mianowicie ujął za serce.
      • tiszantul Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:37
        "I o ile kryterium "depresja" może nie dyskwalifikować, o tyle opisywane przez liczne forumki (a może ciągle jedną i tą samą) akcje: "nie odzywa się, nie inicjuje kontaktu, nie proponuje spotkań"

        Zainicjuję kontakt w celu zerwania kontaktu.
        Nie proponuje spotkań, więc powiem mu, ze nie chcę się z nim spotykać.
        Nie odzywa się, to ja się odezwę i powiem mu, żeby się do mnie więcej nie odzywał.
        Ciekawa sprawa
        • netlii Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:00
          A to nie tak.
          Nie wiem na ile podejście do sprawy daniela34 jest podobne do mojego, ale ja nie jestem zwolenniczką ciotkowych "nie odzywaj się pierwsza, nie naciskaj". Nie uważam również, że jestem w czymś gorsza lub lepsza od faceta czy też skrępowana konserwatywnym "kobiecie nie wypada" w związku z czym nigdy nie miałam hamulców by zadzwonić do osoby, z którą się spotykałam acz czuć było, że kontakt się rozluźnia z propozycją wyjścia na miasto.
          Gdy jednak konkretne pytanie spotykało odpowiedź w formie dźwiękonaśladowczej "eee yyyy booo... znaczy się, bo chodzi o to że... pfff" to i ja sugerowałam typowi, że nie to nie, niech się dłużej jąka/zapowietrza po którejś tam próbie kontaktu.
          Czy jego bierność spowodowana była depresją czy brakiem zainteresowania nie wnikałam.
          Najogólniej można to ująć w ramy zaproponowane w stylu: nie odzywa się to się odezwę i rezultatem będzie jawna sugestia, że JUŻ w sumie może się nie odzywać.
          • daniela34 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:06
            Ja w zasadzie wpissu wielkiej damy tego forum -tiszantul, nie odczytałam do siebie, bo strategia:
            "Zainicjuję kontakt w celu zerwania kontaktu. Nie proponuje spotkań, więc powiem mu, ze nie chcę się z nim spotykać. Nie odzywa się, to ja się odezwę i powiem mu, żeby się do mnie więcej nie odzywał" to zupełnie nie jest mój modus operandi. W zetknięciu z takim indywiduum w ogóle bym nie inicjowała kontaktu ani się nie odzywała.
            • netlii Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:18
              Ale początkowo nawet najbardziej zaangażowane indywiduum może przepoczwarzyć się z model milknący. Jeśli spędzony czas dawał dużo uniesień i radości uważałam, że warto podjąć próbę wyciągnięcia typa albo na miasto albo z niego klarownej deklaracji.
              A jak zderzałam się z powyższym (jak wyżej napisałam w poprzedniej wiadomości) czyli albo zgrywa niedostępnego księcia albo ma depresje - no to dziękowałam. Szkoda mojego czasu.
              • daniela34 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:23
                A nie no, to tu mam tak samo. Mogę zaproponować spotkanie facetowi, ale jak zaczyna stękać, to kończymy kontakt. Natomiast tiszantul pisze wyraźnie: "ja się odezwę i powiem mu, żeby się do mnie więcej nie odzywał" i "zainicjuję kontakt w celu zerwania kontaktu". Tak to ja się nie bawię.
    • 35wcieniu Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 12:54
      Myślę że każdy ma jakieś wyobrażenie o cechach, które są absolutnie nieakceptowalne i nic w tym dziwnego. Np. dla mnie: alkoholik i chory psychicznie to opcja po moim trupie, żyjąca matka i dziwne studia mi nie przeszkadzaja, a nadwaga jest z rodzaju "no trudno, chociaż wolałabym bez". Zakładam że każdy ma jakieś rzeczy których nie zdzierży.
    • tt-tka Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 12:55
      Lover moze miec dowolne wady, stan ciezkiego zakochania wiele potrafi przeslonic tongue_out
      natomiast gdy lover mial sie stac zyciowym partnerem, czyli juz nie tylko kochanie, ale i wspone zycie - o tak, wlaczal mi sie ostry selekcjoner
    • kaki11 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:06
      Właśnie przed chwilą w wątku o potencjalnym partnerze z Aspergerem pisałam komentarz, że nie rozumiem trochę tego rozmieniania.
      Większość sytuacji wyglądała tak, że kogoś gdzieś poznawałam (przez pracę, znajomych, podróże, sporty) i jak mnie do kogoś ciągło, to się z nim spotykałam i nie potrafiła bym sobie zrobić analizy plusów i minusów. Taka rzecz, to u mnie mogła by wystąpić chyba tylko jakby mnie koleżanka umówiła na randkę w ciemno (słuchaj znam takiego Zdziśka, pasowalibyście do siebie tylko jeden minus, on ma dziedziczną depresję słabo reagującą na leki to się zastanów czy go chcesz za partnera) ale ile związków się tak zaczyna? mnie się w każdym razie nie zdarzyło a jak już kogoś znałam i się umawiałam to albo mnie czymś przyciągał i nie uciekła bym z krzykiem bo mi powiedział o czymś takim.
    • ruscello Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:24
      W wieku dwudziestu kilku lat byłam już po 2 związkach (jeden z chłopakiem z depresją) oraz miałam dość flirtów i randek. Chciałam poważnego związku, potencjalnie do założenie rodziny i zwyczajnie nie dopuszczałam do angażowania się w nierokujących facetów. Wolałam być sama. Oczy lekko przymykałam w liceum i na pierwszym roku studiów - byłam z młodym żołnierzem (nigdy więcej) oraz właśnie z chłopakiem z depresją bez wcześniejszej diagnozy (również świadomie się na to nie piszę). Uzależnieni, z problemami z prawem czy potem z dziećmi nigdy nie wchodzili w grę (teraz pewnie tak, aczkolwiek z jednym jak ja). W dużym uproszczeniu z facetem ma mi być lepiej niż bez niego, bo inaczej nie opłaca mi się być w związku.
    • kobietazpolnocy Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:34
      Nigdy nie byłam ciężko zakochana, to raz.
      W młodości dawałam większą taryfę ulgową - z powodu braku doświadczenia, naiwności, ale też ciekawości.
      Ale tam, gdzie było zbyt dużo wyrzeczeń z mojej strony, zawsze prędzej czy później się kończyło.

      I tak na marginesie: może (oby) teraz jest inaczej, ale te 15-20 lat temu naprawdę nie byłam pod wrażeniem większości rówieśników: zaniedbani, samolubni, dość mocno konserwatywni, mniej lub bardziej zaburzeni, z jakimiś ciężarami w rodzinie typu alkoholizm, toksyna, itd. A chętne jakoś się znajdowały, raz szybko raz później. Nie do końca umiałam się w tym odnaleźć.
        • ludzikmichelin4245 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:53
          Pod względem czysto wizualnym to w ogóle ludzie en masse się "poprawili" od tego czasu. Jednak jesteśmy zamożniejsi i bardziej zadbani. Z ciekawością obserwuję teraz młodych chłopaków i dziewczyny i widać regularną siłownię - za "moich czasów", czyli lata dwutysięczne nie było to jeszcze tak popularne. Liczyła się oczywiście szczupłość i wysportowanie, ale nie pamiętam, żeby standardowo ktoś rzeźbił ciało.
          • simply_z Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:03
            i niestety rowniez grubsi. natomiast fakt, ze roczniki 20 plus wygladaja lepiej, od facetow 30 plus-najczesciej lysych i z wielkim bebzolem. Na plus-styl ubierania sie. Za tzw, moich czasow chlopaczki ostrzyzone na zero, noszace polary-byly standardem.
          • netlii Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 15:24
            Poniekąd też jest to znak czasu jak zmieniło się podejście młodych do siłowni i poszerzona została wiedzę w zakresie ogólnego dbania o zdrowie.
            Roboczo rzecz ujmując w etap randkowania wchodziłam mniej więcej 20 lat wstecz i z uwagi na to, że wyczynowo trenowałam sporty walki działał pewien atawizm, mianowicie chłop musiał być większy ode mnie wink
            Jak rozmawiam o tym jakie były początki mojego męża z siłownią i wspominam doświadczenia innych facetów to wspólnym mianownikiem jest: siłownia w piwnicy, mentorami koledzy wyciskający więcej, trening Arnolda Schwarzeneggera jako niedościgniony model (nieważne, że żarł wiadro koksu, on robi tygodniowo 100 serii na klatę to i Ty młody też musisz). Odnowa biologiczna? Co to? Nie pójdę dotlenić cielska bieganiem, jeszcze schudnę itd.
            Ogólnie panowała moda by być wielkim, a nie jak dziś fit i ogólnie sprawnym.
            Trochę lepiej było przy okazji sportów stójkowych, chociaż jak mojemu znajomemu poszły więzadła krzyżowe przednie na kb to w gips wsadzili... Dziś szukałby ortopedy sportowego i zamiast rtg otrzymałby skierowanie na rezonans magnetyczny.
            Dziś siłownia jest w każdym eleganckim kompleksie, yt wypełniony jest filmami instruktażowymi i ludzie świadomi, że nie ma co produkować kortyzolu, robisz 45 minut treningu, idziesz na rundę interwałów albo wybiegać na bieżni a dla odnowy biologicznej po zimnym prysznicu wskakujesz do sauny.
            Ogólnie można pozazdrościć opcji wejścia dla młodych.
          • waleria_s Re: Kandydat na partnera ma... serio? 29.09.21, 05:12
            Jest ciśnienie na zadbany wygląd i obowiązuje pewien kanon. Widać po młodych dziewczynach, że ideałem jest bycie wymuskaną jak topowe gwiazdy instagrama, dopracowany makijaż, fryzura, outfit. Mam pod nosem duży zespół szkół i obserwuję licealistki i uczennice technikum. To jest szok, jakie one potrafią mieć piękne makijaże! My się malowałyśmy, wiadomo, ale to amatorszczyzna była. Teraz małolaty mają miliony darmowych filmików krok po kroku na yt i czasem faktycznie człowiek się zapatrzy, bo makijaż genialny. U młodych facetów znowu parcie na fit ciało, zadbany zarost i fryzurę. Zmiana jest ogromna. Kiedyś młody chłopak chodził do osiedlowej pani Grażynki i miał fryzurę na rekruta, dziś barber to raczej taka podstawa męskiego dbania o siebie i widać różnorodność. U obu płci zauważam niesamowotę zmianę w stanie cery i uzębienia. Kiedyś trądziku i blizn nie leczyło się tak skutecznie, teraz na każdym kroku są gabinety medycyny estetycznej i można fundować sobie lasery i inne cuda. To samo z zębami, pojawiło się pełno różnych możliwości na poprawę uśmiechu i coraz bardziej przystępnych cenowo (jak bonding). Tak naprawdę dziś młody człowiek będzie zaniedbany tylko na własne życzenie, bo jest od groma możliwości na poprawę i pracę nad wyglądem i to wcale nie za koszmarne pieniądze.
    • angazetka Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:41
      Z tej listy stanowczo odpada mi tylko alkoholik. I wojskowy.
      Partnera życiowego znalazłam w wieku słusznym, wiedziałam, że ma depresję, ale ja sama mam depresję, więc ten, no. Wiem, że samo słowo "depresja" jeszcze o niczym nie przesądza. Można być dupkiem z depresją albo wrażliwym, empatycznym, dbającym facetem z depresją.
    • podaje_haslo_okon Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:48
      Nie i bawią mnie niektóre odpowiedzi. Wiele chorób psychicznych jest bardzo trudnych do zdiagnozowania i nawet psychiatrzy mają z tym problemu. Przeciętna, zakochana 20latka raczej nie będzie w stanie poprawnie zdiagnozować potencjalnego partnera po kilku randkach. Po drugie,wiele chorób psychicznych ujawnia się / nasila z wiekiem. Jak miałam 20 lat, to mało kto z mojego otoczenia miał epizody depresyjne. Mam 35lat i po takich epizodach jest już większość moich znajomych. Poza tym, problemy psychiczne mogą się ujawnić / nasilić wskutek jakiegoś ciężkiego przeżycia. No generalnie jest tyle opcji, że odpowiedzi typu -nigdy nie zwiazalabym się z facetem z depresją są imho pozbawione sensu. Chyba, że dotyczą sytuacji, w której babka poznaje faceta , a ten mówi -jestem Marcin, mam depresję. To ok, też bym miała wątpliwości.
      • daniela34 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 13:53
        podaje_haslo_okon napisała:

        Chyba, że dotyc
        > zą sytuacji, w której babka poznaje faceta , a ten mówi -jestem Marcin, mam dep
        > resję. To ok, też bym miała wątpliwości.

        No właśnie chyba tego dotyczy wątek. W starterze czytamy: "Uciekałyście z krzykiem, kiedy luby wyznawał, że ma diagnozę/przeszłość?"
          • waleria_s Re: Kandydat na partnera ma... serio? 29.09.21, 05:16
            Teraz są o tyle dobre czasy, że o depresji się trąbi. Kiedyś tak nie było i faktycznie można było chorować i męczyć się latami, a diagnozę dostało się dopiero w mocno dorosłym wieku.
            Ten moment +/- 20 lat taki krytyczny jest i wtedy lubią uaktywnić się choroby. Wywrotka w życiu, bo często wyjazd na studia, daleko od rodziny, inne miasto, brak znajomych i np. depresja potrafi się rozhulać.
    • solejrolia Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:06
      Rozkminiałam ,
      oczywiście, że tak, takich decyzji jak wybór z kim chce się związać, a nawet spędzić życie nie podejmuje się bez przemyślenia pewnych rzeczy.
      Ale w wieku 22 - 23 lat rozkminiałam inne aspekty niż te tu wymienione. , choćby to, że moi rówieśnicy nie mieli byłych żon, ani tym bardziej dzieci z poprzednich związków, żyjąca teściowa- olaboga, zdecydowana większość ludzi w tym wieku ma żyjących rodziców, czy skończony rodzaj studiów- studia w trakcie, razem na jednym roku, ba nawet specjalizację zrobiliśmy razem.
      Ale już choroba przewlekła- TAK , jak najbardziej.
      I jeszcze kilka.
        • iwoniaw Re: Kandydat na partnera ma... serio? 30.09.21, 16:16
          igge napisał:

          > I dlatego jak bierzesz dwa gabarytowe szczeniaki że schronu ( albo haszczaki)
          > - to nie należy rozkminiać😉
          > Jak rozkminisz - w życiu się nie zdecydujesz🤣

          Trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby podejmować takie decyzje "bez rozkminiania", zwłaszcza nie dysponujac nieograniczonymi środkami (materialnymi, lokalowymi, osobowymi) czyli będąc w sutuacji jakichś 99% ludzi.
          • ludzikmichelin4245 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 30.09.21, 16:27
            iwoniaw napisała:

            > Trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby podejmować takie decyzje "bez rozkminia
            > nia", zwłaszcza nie dysponujac nieograniczonymi środkami (materialnymi, lokalow
            > ymi, osobowymi) czyli będąc w sutuacji jakichś 99% ludzi.
            >

            Zgoda. Przy czym być może igge miała na myśli rozkminy dotyczące rachunku opłacalności pewnych decyzji (pisała wprawdzie o szczeniakach, ale często przewija się ten argument w dyskusjach o decyzjach prokreacyjnych). Na zasadzie, że jak zaczniesz wnikliwie analizować, ile zasobów (finansowych, energetycznych, czasowych) pochłania opieka nad kimś (i ewentualne niekorzystne scenariusze), to nijak nie wyjdzie to jako inwestycja, która się opłaca. Niektórzy zatem w obliczu paraliżu decyzyjnego decydują się na "go with the flow" lub podejmują decyzje na haju hormonalnym. Było chyba nawet takie powiedzenie, że człowiek to jedyny gatunek, który najpierw zakłada rodzinę, a potem buduje gniazdo smile
    • lauren6 Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:24
      Liczyło się, żeby był wysoki, dobrze zbudowany, miał dłuższe (ale nie za długie) włosy i mieszkał sam, bo głupio randkować z rodzicami za ścianą.

      Przykro mi, ale jako 20 latka nie miałam w sobie nic z rozważnej jematki.
    • jeziorowa Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 14:33

      Z wymienionych przez ciebie wad w wieku 20+ nie uznawałam za wadę: „żyjąca matka” - to normalne, a nie wada, „rodzaj ukończonych studiów i wykonywanej pracy” -analiza na zaawansowanym etapie związku. Pozostałe wady nie wymagały żadnej analizy tylko po ich ujawnieniu natychmiast kastrowały zakochanie. Informacja „mam dziecko” (i inne z twojej listy) powodowała taki sam odruch jaki powodowałaby informacja „fizycznie jestem kobietą”, czyli nie ma co rozkminiać. Wady typu otyłość uniemożliwiają w moim przypadku zakochania. Ponadto brak związku w wieku 20+ to norma taka sama jak bycie w związku a nie samotność.
    • extereso Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 15:23
      Tak, ja w 18 roku życia wzięłam od uwagę wiedzę że facet jest depresyjny, choć dla mnie był super. Ale zobaczyłam że może mieć depresję, zrozumiałam to w naglym Eureka i skończyłam relację.o depresji wiedziałam tyle co o sąsiadce, ale pomyślałam, po co mam się ładować w to, jeszcze kiedyś będę musiała leczyć jego smutki. Na pewno zniechęciloby mnie picie w wywiadzie, już nie mówię o narkotykach. Dzieci czy była żona to w ogóle nie rozkminiam, byłabym na nie. Bycie maminsynkiem też mnie zniechęciło, choć mama chłopaka była w innym mieście i mnie osobiście nie wadziła, ale pomyślałam że na przyszłość będą problemy i po co.
    • malia Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 16:37
      Ciężkie zakochanie w wieku lat 20 nie miało nic wspólnego z podejmowaniem decyzji o partnerze na reszte życia. Wtedy poznawałam, bawiłam się, zakochiwałam sie, ale tylko tyle.
      Po drugie, całkiem pomieszałaś wszystkie "wady" - bylam wtedy straszna idealistka i nie przeszkadzałby mi brak kasy, ale była zona i dzieci juz tak, ciężka depresja od 10 lat - tez , zapasiony grubas - to samo.
      Wiem, ze to uproszczenie, ale twój post ma wydźwięk przeginający w druga stronę - nieważne jakie, byle portki byly
      • igge Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 17:17
        U nas i u moich przyjaciół najbliższych akurat takie ciężkie zakochanie w wieku ok 18 lat skończyło się ślubem x2 i wyjątkowo udanymi całożyciowymi dwoma związkami. Wtedy to nawet nie zdawałam sobie w najmniejszym stopniu sprawy jakie to istotne tzn jaki to hmm fart w życiu.
        Rozkminy? Wolne żarty.
          • igge Re: Kandydat na partnera ma... serio? 30.09.21, 01:09
            Poznaliśmy się mniej więcej w wieku 18/21.
            Mieszkaliśmy razem bez ślubu. Mąż miał 22 lata jak był już żonaty. Ze mną.
            Planów też jak Ty żadnych nie miałam ani on jeśli o śluby itp chodzi. Dzieci, których nieoczekiwanie ewentualne nazwisko trza było wpisać w USC to był kosmos I totalnie abstrakcja.
            Nie było tematu dzieci.
            Swojego nazwiska nie zmieniłam.
            Ślub wzięliśmy zupełnie znienacka bo wpadło nam to do głowy mijając w drodze od weta USC. Był to dobry pomysł by wyłudzić miesiąc urlopu w pracy na super wyjazdowy miesiąc miodowy, choć szef naciskał, że czemu nie tydzień tylko.
            Kandydatowi bez sensu było się przyglądać bo we wspólnym ponad dwuletnim mieszkaniu pod jednym dachem nic niepokojącego z niego nie wyszło, przeciwnie, jak był słodziakiem tak i pozostał słodziakiem. Zresztą 30 lat minęło i nadal słodziak.
            Że mnie wylazło parę wad, fakt. Ale był zakochany, kocha nadal i moje wady są nieistotne.
            • iwoniaw Re: Kandydat na partnera ma... serio? 30.09.21, 16:19
              igge napisał:

              > Kandydatowi bez sensu było się przyglądać bo we wspólnym ponad dwuletnim mieszk
              > aniu pod jednym dachem nic niepokojącego z niego nie wyszło,

              "Dwuletnie wspólne mieszkanie" to nie jest definicja " wyszłam za gościa nie przyglądając mu się specjalnie", więc piszesz bez sensu i sama sobie przeczysz.
              • igge Re: Kandydat na partnera ma... serio? 30.09.21, 16:39
                Jak zwał tak zwał. Dla mnie nie było to przyglądanie się.
                Wydaje mi się, że byliśmy młodzi I zakochani i nie przyglądaliśmy się sobie zbyt dokładnie i mając w głowie jakąś listę zdroworozsądkowych cech i unikając tego wspomnianego worka z napisem NIE i po moim trupie.
                Na pewno zerwałam z.jakimś wcześniej chłopakiem bo raz podniósł na mnie głos w czasie burzy i fal na jeziorze w łódce. Więc, zgaduję, takim NIE byłby wtedy dla mnie nie akurat stan zdrowia tylko używanie/ użycie niemiłego tonu.zamiast oczekiwanej łagodności i czułości.
                Innych NIE nie pamiętam.
    • igge Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 17:12
      Mając niewiele lat nigdy takich rozkmin sobie nie przypominam, żebym miała. U moich rówieśników znajomych też nie.
      Widać wszyscy byliśmy bardzo młodzi, bardzo zdrowi, bardzo piękni I bardzo bogaci. Oraz bardzo beztroscy😄
      • igge Re: Kandydat na partnera ma... serio? 28.09.21, 17:30
        Aha, wydaje mi się też, że zawsze trafiałam na tzw bardzo dobrze rokujących partnerów.
        Intuicja jakąś czy co, pojęcia nie mam.
        Może nie potrafię / nie potrafiłam ciężko zakochać się w nie rokującym na udany związek.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka