Dodaj do ulubionych

Byłam na przyjęciu...

01.10.21, 22:21
W restauracji. Co sądzicie o takiej organizacji: miało się zacząć o 16. Byliśmy o czasie, przy stole siedziało juz z 10 osób, na stole miski z kluskami do rosołu, surówki, woda i soki. I tak siedzimy nad tymi kluskami, nic się nie dzieje. Podchodzi kelnerka, pyta czy nalewać zupę. Organizator mówi ze nie bo czekamy jeszcze na trzy osoby. No dobra. Czas mija, kluski obsychają, ludzie z głodu zaczynają popijać wodę i soki. Po pół h organizator dzwoni do spoznionych, ci mówią ze coś ich zatrzymało w pracy, ale niedługo kończą i jadą.
Wychodzimy z mężem na papierosa. Wracamy, dalej nic się nie dzieje, organizator ponownie odsyła kelnerke, która znowu chce przyjść z tym rosołem. Nie, mowi, czekamy. Czas mija, ja mam juz głodu ból głowy i zastanawiam się, czy się nie przesiąść do innego stolika i sobie normalnie coś zamówić.
Spoznialscy przybywają o 17:30 i dopiero wtedy dostajemy ten rosół, potem drugie. Miałam juz tak zaciśniety zoładek, ze połowę drugiego dania zostawiłam. Po czym na stół wjechaly michy sałatek, talerze wędlin, tatary, śledzie, jajka itp.
A po tym wszystkim - jeszcze zupa gulaszowa. No i ciasta.
Ja juz nie miałam ochoty tego jeść, jak widziałam parę innych osób tez, zresztą niektórzy poszli jeszcze przed zupą i ciastami, no bo jednak zrobiło się późno, wszystko się opozniło o te 1,5 h.
Ni cholery nie rozumiem czemu sterczeliśmy o suchym pysku tyle czasu, ci spoznialscy mogli sobie potem zjeść ten rosół i kotleta....albo można było choć cześć tych zimnych zakasek wystawić na początek, w oczekiwaniu choć by się coś przegryzło, a nie tylko o wodzie 1,5 h....
I nie, to nie byli jacyś goście honorowi, jubilaci itp. Normalnie zaproszeni jak my. Poniekąd to mój mąż był raczej kimś w rodzaju gościa honorowego, ale to juz inna historia.
Obserwuj wątek
    • gaskama Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:29
      Nie wiem, w jakim charakterze tam byliście. Piszesz bardzo enigmatycznie. Ja po 30 minutach poszłabym sobie. Serio. Jestem już w tym wieku, że szkoda mi życia na idiotow I chamów. Organizator to idiota a spóźnialscy to zwykłe chamidła.
      • default Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 11:26
        To było coś w rodzaju przyjęcia firmowego. Maz zna tych ludzi - choć nie wszystkich, ja nikogo. Firma (duża fabryka) należała do siostry mojego męża, która zmarła 2 miesiące temu. Teraz nie wiadomo co z nimi dalej będzie. Może chcieli się spotkać aby o tym pogadać. A męża znają, bo on dużo z siostrą współpracował. Dużo było wspominek o tym jaką była świetną szefową.
        Ja tam byłam w zasadzie obca wiec trudno żebym od razu wyskakiwała z awanturą.
    • januszekxxl Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:29
      default napisała:
      miało się zacząć o 16.
      Czas mija, ja mam juz głodu ból głowy
      > Spoznialscy przybywają o 17:30 i dopiero wtedy dostajemy ten rosół, potem drugi
      > e. Miałam juz tak zaciśniety zoładek, ze połowę drugiego dania zostawiłam.


      Takie objawy nie są normalne po tak krótkiej głodówce. Idź do lekarza.
      • allijja Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 01:31
        normalny człowiek nie wpie*dziela obiadu kiedy w zanadrzu ma wystawne przyjecie z obiadem, przystawkami i deserami. Nawet przeciwnie, przegładza sie. I ma prawo padać z głodu po 1,5 godz czekania, szczególnie jak mu kluchy pod nosem postawili.
        • januszekxxl Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 04:15
          allijja napisała:
          > normalny człowiek nie wpie*dziela obiadu kiedy w zanadrzu ma wystawne przyjecie
          > z obiadem, przystawkami i deserami. Nawet przeciwnie, przegładza sie. I ma pra
          > wo padać z głodu po 1,5 godz czekania, szczególnie jak mu kluchy pod nosem post
          > awili.

          Przegładza się? Czyli co, od rana nic nie je bo po południu czeka go darmowa wyżerka?
    • magdallenac Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:30
      Jeśli spóźnionym nie są państwo młodzi, babcia jubilatka, czy wujek solenizant, to po 45 min. takiego czekania ciśnienie mi się podnosi i zamawiam sobie danie z karty, za które płace sobie sama.
    • 35wcieniu Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:31
      Nic nie sądzę.
      Organizator chciał czekać, to czekał. Pewnie nie wziął pod uwagę że ktoś jest tak wygłodzony że jak zje godzine później to będzie mdlał z głodu.
      Chociaż mógł się zorientować bo jak już po pół godzinie ludzie z głodu pili soki to chyba faktycznie towarzystwo mocno niedożywione. big_grin
        • solejrolia Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:43
          agonyaunt napisała:

          > Nie niedożywione, tylko wygłodzone. Mnie by burczało w brzuchu - jadam obiad ok
          > . 15, do 16 wytrzymam bez problemu, o 17:30 będę skłonna gryźć talerzesmile


          U nas podobnie. Zwykle jem ok 15.00-15.30. O 16.00 to już jestem porządnie głodna.
          O 17.30, sądzę, że miałabym potężny ból głowy, plus byłabym wściekła.
          Oj chyba by zrobiła aferę.
        • paulownia88 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 08:05
          agonyaunt napisała:

          > Nie niedożywione, tylko wygłodzone. Mnie by burczało w brzuchu - jadam obiad ok
          > . 15, do 16 wytrzymam bez problemu, o 17:30 będę skłonna gryźć talerzesmile
          Naprawdę nie wytrzymasz bez obiadu? Jestem od niedawna na IF 18/6, 20/4 i z powodzeniem wytrzymuję, ba, czuję się świetnie. Gdyby ludzie mniej żarli byłoby o połowę chorób mniej na świecie. Jak ktoś nie jest w stanie wytrzymać jednego dnia bez jedzenia to coś z nim nie halo.
        • 35wcieniu Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:53
          Po prostu nie chodzę na obiady do obcych ludzi, a do znajomych i tak w celach towarzyskich więc godzina rozpoczęcia jedzenia jest mi obojętna. Jak nie jest punktualnie to posiedzę i pogadam. Ale jeżeli są osoby, którym przesunięcie posiłku o godzinę czy nawet pół (picie soków z głodu po takim czasie) czyni taki dyskomfort no to przyjmuje do wiadomości. Nigdy się z tym nie spotkałam ale może są i tacy, na szczęście rzecz mnie nie dotyczy.
      • default Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:42
        No patrz, a ja tak mam ze jak zjem śniadanie o 8, to koło 15 jestem głodna. Ponadto - pewnie gdybym była czymś zajęta w tym czasie, to może bym tak nie odczuwała, ale jak się siedzi w restauracji, wśród zapachów jedzenia i widoku jedzących - to jednak inaczej się to odczuwa....
        • leanne_paul_piper Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:56
          default napisała:

          > No patrz, a ja tak mam ze jak zjem śniadanie o 8, to koło 15 jestem głodna. Pon
          > adto - pewnie gdybym była czymś zajęta w tym czasie, to może bym tak nie odczuw
          > ała, ale jak się siedzi w restauracji, wśród zapachów jedzenia i widoku jedzący
          > ch - to jednak inaczej się to odczuwa....

          O tym samym pomyślałam, jak człowiek jest zajęty robotą, to łatwiej wytrzyma, nawet gdy go skręca z głodu, niż, gdy tak po prostu siedzi i czeka.
          U nas też mieliśmy ostatnio spóźnialskich w restauracji i czekaliśmy na nich z zupą i daniem głównym, ale chociaż przystawki były wystawione. I pożarte do ostatniego okruszkawink.
      • heca7 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 00:26
        Półtorej godziny a nie godzina. Ja przed takimi imprezami nie jadam. Niby po co? Jeśli pójdę najedzona to po pierwsze nic nie zjem. A nawet jak coś bym wcisnęła to skończyło by się to wielkim bólem brzucha, trwającym do następnego dnia. Mój układ pokarmowy jest zniszczony po ciężkim zatruciu w dzieciństwie. W powyższej sytuacji siedziałabym pewnie o suchym pysku bo picie zimnej wody i soków (o ile to w ogóle były soki a nie rozcieńczone napoje smakowe) skończy się krótko mówiąc u mnie biegunką.
          • iwles Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 00:48

            Jeżeli mam iść na 2-daniowy obiad z deserem i przystawkami, to jem tylko śniadanie o 7-8 rano, około 11 pije kawę, a potem to nic, ewentualnie jabłko. Więc około 15 zaczynam być kekko głodna, ale postanawiam wytrzymać do 16.
            No, do 16!, nie do 17:30.
            Też bym próbowała czymś zapełnić brzuch, bo z głodu zaczęłoby mnie mdlić. Wystarczyłaby łyżka sałatki, albo ze 2 plasterki samej wędliny.
            Ponieważ tego nie było- pilabym wodę.
            • mia_mia Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 11:35
              I to pewnie sprawa kluczowa, mnie z głodu zaczęłoby mdlić po dwóch, trzech dniach, do czasu aż poznałam męża nie wiedziałam, że tak można przeżywać brak posiłku na czas, on ma świra na punkcie śniadania i obiadu, po obiedzie nie jada w zasadzie, nawet jeśli obiad zje o 12, u nas kolację jada tylko dziecko, mamy IF od czasu zanim ktoś to nazwałwink Ja zwyczajnie czasem czuję, że jestem głodna, ale jakiś emocji to we mnie nie budzi.
              Pewnie tacy ludzie zorganizowali to przyjęcie i nie pomyśleli, że większość ludzi ma inaczej i to ich duży błąd.
          • koronka2012 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:17
            35wcieniu napisał(a):

            > Półtorej godziny a nie godzina
            >
            > No tak. Ale już po 30 minutach z głodu pili soki, co jest dla mnie dość zaskaku
            > jące.

            No ale co cię zaskakuje konkretnie?
            Obiady u nas jada się standardowo około czternastej, a skoro impreza była na szesnastą to większość ludzi prawdopodobnie nie zjadła nic od śniadania, licząc na posiłek mniej więcej o tej godzinie. 2 godzinny poślizg z obiadem jest do zniesienia ale tu zrobiło się 3,5

            Dla mnie nic dziwnego że byli głodni.
      • mama-ola Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:39
        My takim podajemy wcześniejszą godzinę spotkania. Kiedyś myśleli, że było na 15, przyjechali o 15.40, przepraszają, ja na to, że 10 minut spóźnienia to nic wielkiego (bo było na 15.30). Mieli nieprzyjemnie (!) zdziwione miny. Czuli się oszukani.
        • kocynder Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 20:01
          Miałam taką koleżankę - potrafiła się spóźnić np 40 minut do godziny. Przy czym spóźniała się WYŁĄCZNIE gdy jej spóźnienie nie powodowało konkretnych strat: np gdy wybierałyśmy się na koncert, do kina albo dalszy wyjazd pociągiem - potrafiła być nawet przed czasem - bo wiedziała, że muzycy, seans czy pociąg na "gwiazdę" czekać nie będą. Jeśli byłyśmy umówione u mnie, u niej czy w kawiarni - miałam jak w banku, że ona nie zdąży, bo coś tam. Tłumaczenia kretyńskie w rodzaju, że jej poszło oczko w rajstopach i nie mogła znaleźć innych, autobusy wykonywały najdziwniejsze sztuki, byle tylko nie dotarła na czas... Znajomość z "gwiazdą" upadła po tym, gdy po prostu przestałam czekać. Czyli umówiłyśmy się na 15:00 u mnie, czekam do 15:15, nie ma ani koleżanki, ani telefonu - wychodzę i nie odbieram od niej telefonów. Umówiłyśmy się w kawiarni - to samo. Czekam kwadrans po czym wychodzę. Paniusia się ciężko oburzyła jak kilka razy postała sobie u mnie pod drzwiami, albo przyszła do kawiarni a mnie tam nie było, uznała, że jestem (uwaga!) niesolidna i nierzetelna, oraz wystawiłam ją rufą do wiatru, po czym ciężko obrażona zerwała ze mną kontakty. Nie powiem, żebym cierpiała z tego powodu.
          Osoby nie dość, że notorycznie się spóźniające, to jeszcze mające pretensje jak opisałaś - to nie spóźnialscy, a idioci.
          • ponis1990 Re: Byłam na przyjęciu... 03.10.21, 08:30
            O, to ta moja robi identycznie. Na pociągi koncerty i kina się nie spoźnia. na urodziny w domu, posiadówkę albo kawę już tak. I to my jesteśmy ci źli bo mamy zrozumieć, że ona tak ma i koniec. Bo sie autobus zawsze spóźnił albo ona dopiero je obiad po pracy.
        • aqua48 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:13
          default napisała:

          > Ja nie jadłam od 8 rano, a nie przez 1,5 h.

          Dla mnie - dwa błędy - Twój, że nie zjadłaś nic o 12.00, choćby jakiejś owocowej przekąski, a organizatora że trzymał gości przez 1.5 godziny dla kilku spóźnialskich. Ja bym po prostu wyszła z takiej imprezy z pustymi talerzami po godzinie, albo jeśli organizator to ktoś bliski, wzięłabym go na stronę i powiedziała wprost, że zaproszeni siedzą głodni i niech coś do jedzenia każe podać.
      • profes79 Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:44
        Zależy od metabolizmu. Jak się szykujesz na to, że około 16 masz obiad i masz przesunięcie półtoragodzinne to dla niektórych może to być problem. Ja mogę i pół dnia nie jeść ale rozumiem, że są osoby które szykują się na konkretną godzinę posiłku (zwłaszcza wiedząc, że będzie obiadowo, a więc lepiej się nie napychać) i jakieś dłuższe przesunięcie wywołuje problemy.
      • gaskama Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:46
        Dość dowolnie wrzucasz przecinki. Nie rozumiem twojej wypowiedzi. Ty serio krytykujesz kogoś za to, że jest głodny, bo mu podano obiad 90 min później? Czyli to, że buraki spóźniły się 90 min to nie problem. To, że organizator 90 min obiadu przeznaczył na sączenie wody jest ok. Ale to, że punktualny gość musi siedzieć głodny przez 90 min i jest zły, bo boli go brzuch .... to źle o tym gościu świadczy???? Nie, nie, na pewno nie to miałaś ba myśli, prawda?
        • mia_mia Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:32
          Dla mnie między głodny, a ściska mi się żołądek i nie mogę zjeść jest nie 1,5h, a 1,5 dnia. Przyjęcie beznadziejnie zaplanowane, ale umieranie z głodu po 1,5 h to jakiś kosmos, jak dla mnie.
            • mia_mia Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 00:14
              No dobrze, dla mnie najbardziej rąbniętą na punkcie jedzenia osobą jest mój mąż, ale nawet on po półtorej godziny co najwyżej byłby wściekły, bez kija nie podchodź, ale nie chory z głodu.
                • manon.lescaut4 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:09
                  Ale dlaczego nie zjedli nic wcześniej? Dla mnie to jest kosmos, niestety wyglada na to, ze muszę się zgodzić ze zjebanuszkiem (!), ludzie głodzą się przed proszonym obiadem, przyjęciem, czy innym weselem, żeby więcej zmieścić czy o co w tym chodzi? wink Ja nie wyobrażam sobie iść na umówiony obiad na 16h, nie zjadlaszy choćby jakiegoś lunchu w południe, właśnie żeby uniknąć takiej sytuacji. To nie jest przewidywalny domowy obiad w stałym gronie, tylko przy przyjęciu z duża ilością zaproszonych liczę się z tym, ze ktoś na pewno się spóźni, para młoda zrobi sobie foto sesje przed obiadem, itd. A osobiście ja mam wybiórczośc pokarmowa wiec muszę się liczyć z tym, ze może niewiele będzie dla mnie jedzenia, zawsze traktuje takie imprezy jakoś coś ekstra, a podstawowe posiłki staram się sobie zapewnić rutynowo.
                  • lauren6 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:18
                    > ludzie głodzą się przed proszonym obiadem, przyjęciem, czy innym weselem, żeby więcej zmieścić czy o co w tym chodzi?

                    Ano właśnie.

                    Ja nie twierdzę, że siedzenie 1,5h nad zeschniętym makaronem jest ok. Gospodarze dali ciała.

                    Z drugiej strony nie rozumiem postawy ludzi, którzy od śniadania nic nie jedzą, by na imprezę przyjść na głodnego i potem jak najwięcej się napchać na koszt gospodarzy. Potem okazuje się, że z podawaniem posiłków jest obsuwa, bo np kuchnia dała ciała, i jest dramat. A wystarczyło coś zjeść przed wyjściem z domu.
                    • manon.lescaut4 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:23
                      Dokładnie tak. To fakt, ze organizator nawalił, bo powinien jednak podać ten rosół, a spóźnialscy dojedliby w swoim czasie, w restauracji to nie problem, ale tez wyczekiwać tego posiłku jak kania dżdżu mdlejąc z głodu, to… no coś nie tak.
                    • iwles Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:51
                      lauren6 napisała:

                      > > ludzie głodzą się przed proszonym obiadem, przyjęciem, czy innym weselem,
                      > żeby więcej zmieścić czy o co w tym chodzi?
                      >
                      > Ano właśnie.
                      >
                      > Potem okazuje się, że z podawaniem posiłków jest obsuwa, bo np kuchn
                      > ia dała ciała, i jest dramat. A wystarczyło coś zjeść przed wyjściem z domu.



                      A jak obsuwy nie na, a ty najedzona w domu przed wyjściem, to dasz radę wcisnąć dwudaniowy obiad z deserem? Czy zjadasz tylko po troszku.
                      Fakt, wyżera darmowa, ale dla ciebie. Ktoś inny za to płaci, ktoś jeszcze inny przygotowuje. A ty jedzenie marnujesz.
                      • lauren6 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 11:20
                        Napisałam wyraźnie: zjadam coś lekkiego w domu.
                        Nie napisałam: zjadam w domu dwudaniowy obiad, a potem na imprezie kolejny dwudaniowy obiad i deser.
                        Rozumiesz różnicę?

                        Jeżeli nie idę na imprezę to nigdy się nie głodzę od 8 po to by o 16 zjeść obiad. Jeżeli obiad planuję zjeść po południu to w okolicach południa jem jakiś lekki, nie obiadowy posiłek typu kanapka, sałatka lub sama zupa. Serio to takie dziwne i niespotykane pojęcie żywieniowe, że się je posiłki częściej niż co 8-10h?
                        • hiacynta.bukiet123 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 13:39
                          lauren6 napisała:


                          > Jeżeli nie idę na imprezę to nigdy się nie głodzę od 8 po to by o 16 zjeść obia
                          > d. Jeżeli obiad planuję zjeść po południu to w okolicach południa jem jakiś lek
                          > ki, nie obiadowy posiłek typu kanapka, sałatka lub sama zupa.

                          Ja po lekkim posiłku (zupa, sałatka) o 12 robię się wściekle głodna ok. 16. Kanapka potrafi mnie zapchać i wtedy na przyjęciu jestem w stanie zmieścić tylko danie główne. Bez sensu.
                  • agonyaunt Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:58
                    >Ale dlaczego nie zjedli nic wcześniej?

                    Może dlatego, że skoro impreza była w środku tygodnia, to też przyszli prosto z pracy i nie mieli kiedy?
                    A może dlatego, że nie spodziewali się czekać 1,5 godziny na pierwsze danie?

                    Tu naprawdę nie ma co rozkminiać, bo to gospodarz nawalił. Nie ma znaczenia kiedy goście zjedli ostatni posiłek przed.
                  • profes79 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 11:03
                    Dlatego, że wiedzieli, że o 16 będzie impreza z jedzeniem. Ja w takiej sytuacji pewnie z obiadu/lunchu w okolicy 12-13 też bym zrezygnował i po 17 już pewnie mimo swojej wrodzonej odporności byłbym zwyczajnie głodny. Wybiórczości pokarmowej nie mam, może dlatego nie muszę pilnować skrupulatnie godzin posiłków.
                    • manon.lescaut4 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 11:46
                      Przy wybiórczości pokarmowej nie chodzi o godziny, tylko o to, co podają i niestety, jak jest coś czego nie mogę zjeść, bo mnie odrzuca, to nie zjem niestety. Na szczęście nie jest to rosół, w restauracji powinien być jakiś minimalny wybór, dla mnie osobiście te przystawki to byłby większy problem smile Dla mnie nie do przełknięcia ani jajka ani śledzie, ani tatar, choć chleb i wędlinę z pewnością podają wiec coś bym zjadła.
          • dr.amy.farrah.fowler Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 09:44
            To było 1,5 od zaplanowanej godziny podania obiadu, a nie 1,5 h od momentu, kiedy ludzie ostatni raz coś jedli. Jeśli ktoś jest zapraszany ma obiad na 16:00, to tak sobie mniej więcej planuje posiłki przez resztę dnia, żeby ten obiad zjeść (przychodzenie na obiad i informowanie, że w sumie nie jest się głodnym, to koszmarne buractwo). Oznacza to, że większość gości od śniadania mogła zjeść lekki lunch koło południa, niewielką przekąskę albo w ogóle nic, jeśli się akurat nie złożyło (ktoś mógł nie mieć czasu i nadganiać robotę, żeby móc wcześniej wyjść).

            Organizator to burak i idiota. Można poczekać kwadrans akademicki, wiadomo, piątek, może korki, ale to, co odwalił, to koszmarny brak szacunku dla reszty gości.
    • solejrolia Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:40
      Spóźnialscy to jakieś ostatnie cha, chamstwo!

      Organizator przyjęcia dał dudy, masakra.
      Ale właściciel lokalu też- mógł raz przesunąć danie główne, np o 20minut, i koniec, a po tym czasie wjeżdża obiad i cała reszta.
      A nawet jeśli nie obiad, to normą są przystawki na stole.
    • m_incubo Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 22:44
      Organizator dał ciała, spóźnieni goście też dali ciała, ale to mało istotne, ważniejsze moim zdaniem jest to, że jeśli dostajesz bólu głowy i słabniesz z głodu, bo posiłek przełożono, olaboga, aż o 1,5 godziny, to zdecydowanie powinnaś odwiedzić lekarza.
      • chatgris01 Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:01
        m_incubo napisała:

        > jeśli dostajesz bólu głowy i słabniesz z głodu,
        > bo posiłek przełożono, olaboga, aż o 1,5 godziny, to zdecydowanie powinnaś
        > odwiedzić lekarza.
        >

        To w takim razie wszyscy Francuzi powinni odwiedzić lekarza cool
        • homohominilupus Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 00:00
          chatgris01 napisała:

          > m_incubo napisała:
          >
          > > jeśli dostajesz bólu głowy i słabniesz z głodu,
          > > bo posiłek przełożono, olaboga, aż o 1,5 godziny, to zdecydowanie powinna
          > ś
          > > odwiedzić lekarza.
          > >
          >
          > To w takim razie wszyscy Francuzi powinni odwiedzić lekarza cool
          >
          >

          I Hiszpanie też 😁
      • lauren6 Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:35
        Przecież napisała, że cały dzień się głodziła, bo czekała na ten proszony obiad.

        Moim zdaniem tu tkwi błąd taktyczny. Przed tego typu imprezą zawsze staram się zjeść lekki posiłek, żeby uniknąć takiej sytuacji jak autorka wątku. Nie raz i nie dwa siedziałam głodna przy stole, bo np gospodarze mieli fantazję godzinami biesiadować przy przystawce. To nie jest przyjemne, więc staram się unikać takich sytuacji.
        • mebloscianka_dziadka_franka Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:05
          No to znajomych gospodarzy masz fatalnych. Ale ich znasz, znasz ich zwyczaje, więc możesz sie przygotować. Normalnie jak ktoś zaprasza na obiad o danej godzinie to najpóźniej pół godziny po przybyciu gości obiad wjeżdża na stół, a w restauracji to nawet te pół godziny jest już kwasem, bo jednak restauracja ma cały zespół ludzi do obsługi i timing powinna mieć dopracowany do perfekcji. To nie jet sytuacja gdzie zaprasza się do domu i wszystko ogarnia para gospodarzy. Deafault miała pełne prawo, zamiast taktycznie rozkminiać o której zjeść ostatni posiłek, żeby na imprezie nie być głodnym, założyć, że skoro jest zaproszona na 16, to o 16.15 będzie wcinać pierwsze danie.
          • lauren6 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 10:12
            W idealnym świecie tak jest. Niestety ludzie potrafią odstawić różne numery i już się spotkałam z podejściem, że obiad wjeżdża 2h po rozpoczęciu imprezy. Wcześniej jest zimna płyta lub przystawka. Nie wyobrażam sobie na głodnego siedzieć te 2h o koreczkach. Dlatego w domu coś jem, a potem na imprezie najwyżej zjem mniej.
    • hrabina_niczyja Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:06
      Gospodarz imprezy niezły burak. Jak tak kocha spóźnialskich to mógł tylko ich zaprosić. Dla mnie nie do pomyślenia. Poczekać to można 15 minut, po tym czasie się podaje obiad. Rozumiem jeszcze jakby zadzwonili, będą za pół godziny, samochód im nawalił czy inny korek, można poczekać z ciepłym na umęczonych ludzi. Ale to się stawia przystawki, a nie ich trzyma o suchym pysku. A już w restauracji to już kompletnie nie kumam. Przecież oni by im ciepłe dania donieśli później.
    • kocynder Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:23
      Organizator - brak słów. Spóźnialscy - prostaki.
      Jestem zwolenniczką tzw akademickiego kwadransa. I WCZEŚNIEJSZEGO uprzedzenia telefonicznego, jeśli z jakiejś przyczyny coś mi wypadło i się spóźnię. Czyli:
      a/. W sytuacji gości, których zatrzymała praca - zakładam, że coś nagłego i nie możliwego do przewidzenia, bywa i tak. Gdy tylko zorientowali się, że nie ma opcji, by o 16:00 byli na miejscu - powinni byli SAMI zatelefonować do organizatora, przeprosić i szacunkowo podać realny czas swojego przybycia. I nie wierzę, że "coś" im wypadło nagle tuż przed wyjściem i absolutnie nie mieli jak zawiadomić, skoro organizator się do nich dodzwonił bez problemów to raczej nie przeprowadzali akurat nagłej transplantacji serca...
      b/. W sytuacji organizatora - po mniej -więcej kwadransie kiedy nie ma wszystkich gości dyskretnie dzwonię do "spóźnialskich" i wyciskam z nich realną godzinę przybycia. Nie na zasadzie "A, coś mi w pracy wypadło, tylko to coś skończę i jadę", a konkretnie proszę, czyli "Wiesz, nagle wpadł szef i kazał mi skończyć bilans jeszcze dziś, został mi jeden dział, za piętnaście minut wyjdę, około 40 minut zajmie mi dojazd". I wówczas decyduję: jeśli spóźnieni są tuż, na sąsiedniej ulicy i już pędzą - wracam do czekających i z uśmiechem przepraszam, za chwilową zwłokę, oraz informuję, że zaraz zasiądziemy do posiłku. Jeśli realniejsze jest ich przybycie za godzinę, o ile nie są "gośćmi honorowymi", jubilatem, parą młodą itp - zapraszam do stołu pozostałych gości, spokojnie jemy obiad, a spóźnialscy są normalnie obsługiwani po przybyciu, w zależności co tam chcą - większość stołowników będzie zapewne przy deserze, ewentualnie ciastach i kawie, spóźnialskim kelnerka może podać obiad, a mogą się, według własnej chęci, ograniczyć także do deseru i kawy.
    • sasha_m Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:48
      To oni powinni zadzwonić do organizatora z informacją, że się spóźnią i powinni zrobić to już w momencie, kiedy byli pewni, że nie zdążą na umówioną godzinę.
      Organizator powinien rozpocząć o czasie, spóźnialscy dostać obiad odgrzewany, w restauracji nie jest to problemem. Można ewentualnie poczekać te 15-20 minut, ale nie 1,5 h.
      Spóźnialscy zlekceważyli organizatora, organizator resztę gości.
    • volta2 Re: Byłam na przyjęciu... 01.10.21, 23:58
      oj, byłam kiedyś takim organizatorem

      był roczek syna, goście zaproszeni na obiad, i chrzestny, który akurat był na weekendzie w zakopcu i miał dojechać na ten obiad do nas.
      goście punktualni, jest telefon że chrzestny się trochę spóźni, ok, czekamy
      potem kolejny telefon, że trochę zamieni się w kolejne trochę, ja tu już czekać nie chciałam, patrzę na męża a ten na kogo? na mamusię. i ta mamusia stanowczym głosem oświadczyła, że absolutnie wszyscy musimy na jej syna i jednocześnie chrzestnego, poczekać.

      czekamy, stół pusty, czekamy i oczywiście telefon, że pociąg stanął w polu i będą koło 20. wtedy teściowa łaskawie dała przyzwolenie na podanie obiadu z hasłem: a teraz to róbcie co chcecie.

      podejrzewam, że spóźnieni goście nigdzie w polu nie stali tylko od razu taki mieli plan, pewnie nie spodziewali się, że ktoś ich obecność traktuje tak serio.
      do dziś to pamiętam, mam mega kaca, że nie postawiłam na swoim, ale byłam wtedy młoda, głupia i jeszcze wierzyłam, że teściowa mnie choć nieco lubi.
      jak zaczęła mi fikać na chrzcinach drugiego dziecka to już wiedziałam, że będzie niemiło, bo wciąż pamiętałam ten nieszczęsny obiad.

      ps. przystawek nie podałam, bo nie miałam, zapraszałam na obiad i tort. przy maluchu to i tak był spory wysiłek, a serio, to pewnie mąż te przystawki jakieś miał, bo by był chory jakby nie było, ale chyba w nerwach nie pomyślał.

      czuję, że u autorki było jakoś podobnie, niby mąż gość honorowy ale seniorzy organizują.
    • allijja Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 01:27
      a to, przepraszam, nie mógł ktos podejsc do organizatora (chocby twój honorowy mąż) i wyjaśnic sprawy?? ze ludzie głodni i zaraz wyjda? tylko tak siedzieliscie jak swiete krowy, czekając na wyrok?
    • bi_scotti Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 04:30
      1. Respect nalezy sie przede wszystkim tym, ktorzy przyszli na czas - organiztor beznadziejny!
      2. Nie rozumiem dlaczego siedzieliscie tak spokojnie - gdy przyszla kelnerka z rosolem, ja bym powiedziala prosze lac! a organiztor jak chce czekac, coz - jego free will - jestem pewna, ze wiekszosc podgryzajacych suchy makaron poszlaby moimi sladami wink
      3. Zaskakuje mnie flexibility w samym lokalu - w znakomitej wiekszosci miejsc kazde party ma okreslony czas trwania - extra 1.5 godziny to extra koszty za obsluge etc. - again - organizator beznadziejny ale najwyrazniej niebiedny wink
      4. Taki numer ktos moze mi zrobic RAZ - never again!
      Cheers.
    • qwirkle Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 08:00
      Oj, byłam kiedyś na podobnym przyjęciu big_grin z tym, że tam nie było spoznialskich.
      To były chrzciny, w kościele na 12, obiad 14:00. Ok, fajnie, lekkie, późne śniadanie, dojazd do kościoła potem na przyjecie. Jesteśmy przed 14:00, znajdujemy wlasciwą salę w wielosalowej restauracji. Czas mija. 15:00, kelnerzy przepytują gości, (menu przy każdym nakryciu) kto jaką zupę woli (z dwóch do wyboru). Dla małych dzieci rosołek, podano zaraz. 15:45 wjeżdża pierwsza zupa. 20 minut później druga. Po pół godzinie od drugiej zupy kelnerzy przepytują o wybór drugiego dania. (też dwa do wyboru). Przed 17:00 podano. Potem był deser, całkiem już sprawnie podany. Kawa... A po kawie.... 😁😁 Przystawki: śledzie w różnych wariantach, grzybki w occie, wędliny, sałatka jarzynowa... I to zdziwienie gospodarzy, że wychodzimy zaraz po deserze, bo już o 18:00 (mieliśmy inne zobowiązania wymagające naszej punktualności).

      Podobno to jest jeden słuszny sposób wydawania przyjęć w tamtej okolicy....

      Dla mnie, jeżeli dania ciepłe mają wjechać po godzinie od rozpoczęcia przyjęcia, na stole mają stać przystawki, wtedy przez wszystkich zjedzona są ze smakiem, bo większość z daleka była. A i oczekiwanie na posiłki nie byłoby tak dotkliwe, bo soki szybko się skończyły, został tylko alkohol (wino).
    • pulcino3 Re: Byłam na przyjęciu... 02.10.21, 08:57
      Podziwiam cierpliwość kuchni, u nas kucharze po 1.5 h czekania z przesuszonymi kotletami, byli by już tak wqurwieni że...., ba! 1.5h?!! Nieee ani by to nie przeszło, przecież to kompletnie dezorganizuje pracę w kuchni, bo podejrzewam, że lokal działał dla gości z zewnątrz, wiec są jakieś granice robienia z ludzi idiotów. Umawiasz się na 16.00 jakiś poślizg czasowy jest tolerowany, ale nie 1.5h, heloł?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka