kosmos_pierzasty
04.10.21, 13:22
Wiem, że emama może niekoniecznie jest najlepszym miejscem na zadanie tego pytania. Aczkolwiek tak czy inaczej cenię jej kolektywną mądrość

Btw, może przy okazji wiecie, gdzie zwrócić się z następującą kwestią, bo ani w literaturze, ani w prasie, ani w necie nie znalazłam odpowiedzi:
Wybaczanie... Jak je rozumiecie?
Mówi się o tym, żeby nie tkwić w przeszłości, że wybaczenie jest zdrowe dla ciała i ducha, że należy przedefiniować rzeczywistość, swoją historię, albo znaleźć przyczyny, motywy działania sprawcy krzywdy i go zrozumieć... Że dobrze jest uruchomić współczucie, bo to prowadzi do rozwoju, duchowego lub osobistego - to już zależy od okoliczności, gdzie się na tę prawdę natkniemy.
Za wzór godny podziwu podaje się osoby, które wybaczyły przestępcom - mordercom (też dzieci), gwałcicielom, piratom drogowym, itp. Tego typu wynurzenia są nabożnie traktowane przez media, a wybaczający powszechnie podziwiani.
I tu nasuwa mi się takie pytanie:
Gdzie leżą granice wybaczania? Bo ok, rozumiem, że przestępca ot tak nie popełnił czynu karalnego, a został w znacznym stopniu uwarunkowany. Jestem w stanie mu współczuć, że jego życie tak się ułożyło, że nie miał zasobów, pozwalających się zmienić na czas, itd... Ogarniam. To takie problemy powiedzmy światopoglądowe, czy wręcz natury religijnej.
Jednak mamy też znęcających się rodziców. I tu od ich dzieci nie oczekuje się medialnego wybaczania wzbudzającego zachwyt wszelkich postronnych, lecz czułej opieki na starość...
W tym punkcie jest tak: ofiara spotyka się z krzywdzicielem, a społeczeństwo odmawia jej poniekąd ludzkich odruchów i wymaga, wręcz żąda, by w ramach wybaczenia znosiła bez słowa i poruszenia emocjonalnego dalsze zadawanie bólu przez swojego seniora. Bo przecież człowiek dorosły ma olewać - z seniorem to jak u małego dziecka, nie brać jego jazd sobie do serca, ot taki etap rozwoju... (pokażcie mi małe dziecko rzucające naprawdę podłe teksty).
Tu pojawia się też presja społeczna, by zaopiekować się rodzicem, bez względu na wszytsko - by "wybaczyć".
I teraz... Uważam się za osobę dość inteligentną i co najmniej przeciętnie samoświadomą. Mimo to nie umiem "być ponad to" i wolę wyjść, gdy jestem obrażana czy moja wiedza lub doświadczenie są dyskredytowane. Ale ja mam ten komfort - nie muszę konfrontować się z uwagami starego rodzica, mentalnie nadal będącego roszczeniowym trzylatkiem.
A co z ludźmi, którzy tego komfortu nie mają? Co z tymi, którzy swego toksycznego seniora musieli wziąć pod własny dach ze względu na brak kasy? Albo w tzw. domu wieopokoleniowym kotłują się razem od lat?
Czy pojawienie się przemocy wobec seniora nie jest w tym miejscu naturalnym zjawiskiem? To taki poboczny wątek...
I znów... mamy media, które wygrzebią przypadek, jak to wredne dziecko nie zapewniło godnej starości, mówiąc eufemistycznie. I tu jest potępienie, jednoznaczne. Jak to dzieco mogło! No jak?
Jednak ten rodzic, ten sprawca, inaczej niż w przypadkach związanych z łamaniem prawa między obcymi, gdzie sprawca idzie do więzienia, a ofiara do swego domu, cały czas jest w miejscu zamieszkania ofiary, cały czas uruchamia ten sam schemat... A "społeczeństwo" w takich przypadkach bynajmniej nie wielbi wybaczających ofiar (jeśli go, kurna nie wyrzucili na ulicę, to chyba jednak częściowo wybaczyli?) , a żąda: olej, wybacz, bo jesteś dorosły... Bądź wobec niego czuły, dobry i troskliwy... Zdystansuj się, zrozum.
To gdzie leży ta granica wybaczania? Czemu gloryfikuje się wręcz osoby wybaczające przypadkowym kryminalistom, z którymi nie muszą mieć po przestępstwie nic wspólnego i jednocześnie potępia dorosłe dzieci, które sobie rzekomo nie radzą, bo w swoich relacjach rodzinnych nie są w stanie czule i z zaangażowaniem zająć się swym seniorem, dawnym oprawc? Przy czym on być może obecnie nie jest w stanie skrzywdzić fizycznie, ale np. na poziomie języka trwa przy tych samych schematach, które nabruździły byłemu dziecku w dorosłości?
Tak więc:
Czy prawdziwe przebaczenie rodzicowi to wydobycie z siebie takiego miłosirdzia, by bez drgnienia zająć się troskliwie dawnym "nienawróconym" katem, nadal wierzącym w swą nieomylność i bezgrzeszoność?