ajr27
07.10.21, 05:29
Nie śpię, bo jestem załamana. Od ponad tygodnia syn choruje. Zaczęło się od paskudnej wirusówki, po 4 dniach ból ucha, po weekendzie okazało się, że uszy lepsze, ale za to słychać oskrzela. Dostaliśmy inhalacje i dwa dni odroczki, czy pomoże, czy antybiotyk. Niestety, leczenie mojego dziecka to koszmar. Żeby zrobić mu 3 razy dziennie inhalacje z dwóch leków, podać 3 razy syrop i wpuścić krople do nosa musiałabym cały dzień siedzieć w domu, przemocą podawać leki, walczyć z ciągłą histerią. Wpuszczenie mu jednego psika kropli graniczy z cudem, bo on ucieka, wrzeszczy, robi sceny. O syropie nie ma mowy, bo pluje, lub wręcz rzyga z nerwów. Inhalator zrywa z twarzy po maks paru minutach, w skutek czego dziś w nocy znowu obudził mnie jego kaszel i jestem pewna, że jest już zapalenie oskrzeli. Koszmar jakiś.
Tłumaczyłam mu godzinami, że jak jest się chorym, to trzeba się leczyć, ale z każdym dniem choroby jest coraz gorzej. Nie mam już siły.