Rozmowy o śmierci.

02.11.04, 12:11
Popatrz Michałku, tu jest pochowany tatuś tatusia - powiedział mój mąż
stojąc we Wszystkich Świętych przed grobem teścia.

- Mamo, a dlaczego tatusia tatusia zakopali pod ziemią?
- Bu umarł.
- Ale dlaczego?
- Pamiętasz bajkę o Kamyczku? Tam ptaszek umarł ze starości. Ludzie też tak
umierają.
- Ale dlaczego tak głęboko zakopali tatusia tatusia? - Michał sprawiał
wrażenie przestraszonego.
- No bo umarł. Ale popatrz, jak ładnie jest na cmentarzu. Ile światełek się
pali, jakie ładne kwiaty postawiliśmy na grobie. Świeczki zapaliliśmy, żeby
dziadek wiedział, że o nim pamiętamy, a kwiatki przynieśliśmy dlatego, żeby
było mu przyjemnie. Żeby dziadek się cieszył.
- A dziadek przyjdzie kiedyś do nas?
- Tak. Jak będzie koniec świata.
- Ale ja nie chcę żeby był konieć swiata. Ja się boję.
- Ale jak się swiat skończy, będzie fajnie. Będziemy się wtedy bawić z
aniołkami. A aniołki przecież są bardzo fajne.
- Mamo, a dlaczego jak ktoś umrze, to sie go zakopuje tak głęboko do ziemi?
- Bo taka jest tradycja.

Padło jeszcze wiele innych trudnych pytań, ktrych teraz nie mogę sobie
przypomnieć (spróbuję potem uzupełnic te notkę o tamte pytania).

To była bardzo trudna rozmowa.
Dla nas obojga.
Michał ją bardzo przeżył.
Spał niespokojnie, wybudzał się.

Najgorsze, że ciągle mam dylematy. Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci. Jak
przzy okazji pokonywać własny strach i przełamywać tabu związane z umieraniem.
Co dziecku mówić? Tak, żeby odpowiedzieć na pytania, żeby nie oszukać, nie
fałszować rzeczywistości. Ale żeby też nie przerazić.

Cholerne dylematy.
Stare jak świat.
    • katarka Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 12:40
      No wlasnie, te rozmowy o smierci. No bo o czym innym rozmawiac na cmentarzu gdy
      idzie sie na groby. Dzieci naturalnie zadaja takie pytania: a czy ja tez umre?
      a czy w niebie bede mogla miec swoje lalki? To ze czlowiek jest pochowany w
      ziemi u nas jakos przeszlo, choc moim zdaniem to jest najtrudniejsza rzecz do
      wytlumaczenia (kostki w ziemi, a dusza w "niebie", troche jak w bajce o malej
      syrence, ktora jak umiera, jej duszek wylatuje z wody w powietrze). Mi sie
      wydaje ze u nas w rodzinie popadlismy niestety w taka druga skrajnosc -zeby
      dzieci sie smierci nie baly - tlumaczymy jak to bedzie fajnie w niebie, bedzie
      mozna sie bawic, latac jak aniolki, patrzec z gory, spotkac sie z innymi
      ludzmi. Trudno to troche odkrecic, ale z drugiej strony mlodsza corka sie nie
      odzywala (bardziej zamknieta w sobie i silniej przezywa) no i nie wiadomo kiedy
      tak naprawde temat znowu wyskoczy. A potem wieczorem ta dobranocka o dziadku,
      na koncu dziewczynka wchodzi do pokoju i dziadka nie ma - czy on umarl?
      Najgorsze sa pytania: a dlaczego on umarl? No, dziadek bo byl stary. A ten
      malutki grob - dziecko, mamo, mi zal tego dziecka. I tak przez cala droge -
      mamo, zal mi tego dziecka, ze umarlo.
      Napiszcie dziewczymy jak wasze dzieci podeszly do tej wizyty na cmentarzu.
    • magda1711 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 12:42
      Wyobrażam sobie jak trudna musiała być ta rozmowa...
      My też byliśmy z naszym synkiem na cmentarzu, tyle tylko że on ma prawie
      roczek i narazie takie tematy są przed nami...narazie tylko przyglądał się
      bacznie zapalonym zniczom...
      A natknęłam się już na podobny wątek dzisiaj na forum, gdzie mamy pytaja jak
      właściwie wytłumaczyć dziecku takie sytuacje.Jeżeli chcesz zjarzeć podaję link:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=17158583
    • melka_x Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 12:49
      Ja patrzę na to z drugiej strony, ale może właśnie dlatego warto mnie
      wysłuchać.. Dzieci zazwyczaj przejmują stosunek do śmierci od otoczenia, budują
      sobie wyobrażenie na podstawie reakcji (czy to zwerbalizowanych czy nie,
      odbieranych na pół intuicyjnie) rodziców, dziadków, przedszkolanek, nauczycieli
      itd. Psychoterapeutka z Fundacji Rodzić po Ludzku prowadząca grupy wsparcia dla
      rodziców po stracie a propos dyskusji jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci
      powiedziała kiedyś, że to właśnie my dorośli nieświadomie uczymy lęku przed
      śmiercią. Zasłaniamy dziecku oczy na widok martwego ptaka czy kota, odciągamy
      je, czasem nawet kłamiemy, mówiąc, że ktoś wyjechał, a nie umarł, nie zabieramy
      dzieci na pogrzeby. Dzieci uczą się w ten sposób, że śmierć jest czymś
      strasznym i przerażającym, no bo skoro nawet dorośli boją się o tym mówić...
      Ciekawą rzecz powiedział ksiądz z hospicjum, jest ogromna różnca między tym jak
      umierają dzieci a jak dorośli. Otóż dzieci najczęściej nie boją, umierają w
      ogromnym spokoju, to by świadczyło, że mają naturalny stosunek do śmierci.
      Pamiętam też rozmowę z trzyletnią córeczką moich przyjaciół, kiedy zmarła moja
      córka (rozmowę prowadziłam oczywiście za zgodą i w obecności jej rodziców).
      Mała zapytała mnie, czy to, że Natalia zmarła znaczy, że nigdy nie urośnie.
      Potwierdziłam. Przyniosła wtedy kask rowerowy i powiedziała, że chciała go dać
      Natalii i czy to, że ona nie żyje, znaczy że nigdy go nie włoży i że nigdy nie
      będą się razem bawić. Potwierdziłam. Wtedy zapytała czy zakopaliśmy ją.
      Powiedziałam, że nie, że chowa się tylko ciało, a ciało po śmierci jest tylko
      ciałem, nie osobą. I ona przyjęła to bardzo naturalnie, do tej pory gdy tylu
      moich znajomych ma problem jak z nami rozmawiać o Natalii, ta mała potrafi
      powiedzieć coś w rodzaju "to jest zabawka, którą chciałam dać Natalii, wiesz
      smutno mi, że nie będziemy się razem bawić, skoro nie mogę jej dać zabawki, to
      zapalę lampkę. Tobie też jest smutno?". Ta w tej chwili już 4-latka jest chyba
      jedyną osobą w naszym otoczeniu, która rozmawia z nami o śmierci bez
      zakłopotania i co najważniejsze bez strachu, ze smutkiem, ale przyjmując to
      jako coś będącego naturalnym porządkiem rzeczy. Dzieci są dużo mądrzejsze niż
      nam się wydaje. Jeśli rodzice nie będą rozmawiać z dziećmi o śmierci, jeśli
      będą udawać, że jej nie ma, dziecko i tak będzie szukać odpowiedzi na własną
      rękę, bo wcześniej czy później będzie musiało sobie poradzić z pytaniem czym
      jest śmierć. Ale wtedy będzie szukać tej odpowiedzi już z ogromnym lękiem, z
      poczuciem, że narusza tabu i dotyka straszliwej tajemnicy dorosłych, bo jak
      bardzo coś musi być przerażające, jeśli dorośli boją się o tym rozmawiać?
      • pola777 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 13:07
        masz racje melko, boje sie tej odpowiedzialnosci tlumaczenia dziecku i zasiania
        w nim strachu. Ja sama boje sie bardzo, nie rozumiem i nie wiem o co w tym
        wszystkim chodzi.
    • ewaand książki o śmierci. 02.11.04, 13:17
      może znacie jakieś książki ,które pomogłyby wytłumaczyć dzieciom zjawisko
      śmierci. Coś dla 4-latka. Dla starszych dzieci przychodzi mi do głowy książka
      Astrid Lindgren "Bracia lwie serce", ale to dla troche starszych dzieci.
      pozdrawiam
      Ewa
    • mama_szefusia Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 13:29
      Jedziemy na cmentarz. Mówię do Jasia:
      - Jedziemy teraz na cmentarz do Twojej babci. Zapalimy lampki, postawimy kwiaty.
      Na cmentarzu przy grobie mojej mamy:
      - Mamo, gdzie jest moja babcia? Mówiłaś, że do niej jedziemy.
      - Synku, babcia nie żyje, umarła i tutaj jest pochowana. To takie miejsce gdzie
      przychodzimy żeby ją powspominać, palimy lampki na znak, że pamietamy o niej i
      o niej myślimy.
      - Ale gdzie jest teraz babcia?
      - W niebie.
      - Nie, bo w niebie latają ptaszki
      - Ale to jest inne niebo, tylko tak samo się nazywa...
      - A dlaczego jesteśmy teraz tutaj (na grobie)?
      - Bo tu jest pochowane ciało babci
      - Gdzie? Nie widzę?
      - Pod ziemią
      - Dlaczego? (widzę w oczach niepokój)
      - Bo taki jest zwyczaj, tradycja

      Bardzo, bardzo trudne rozmowy.

      Pozdrawiam
      Ola mama Jasia
    • mama_kasia Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:04
      A ja byłam dzisiaj z moją trójką na grobie dzieci naszych przyjaciół.
      Posiedzieliśmy na ławce, zapaliliśmy znicz, porozmawialiśmy...
      Było o ciele, które jest zakopane w ziemi, ale nie tylko... Było o duszy,
      która przebywa z Bogiem. To nie była nasza pierwsza rozmowa o umieraniu.
      Dzieci mają 9 i 5 i pół. O duszy rozmawialismy kiedyś, że jest to to
      wszystko, co nie jest ciałem; myśli, uczucia (jak to Melka nazwała - osoba).
      Rozmawialiśmy o tym, że Tymoteusz chodziłby z naszą Gabrysią do jednej
      klasy, gdyby żył na ziemi. Ania spytała też, gdzie jest grób jej brata
      albo siostry. Nie zdążyłam wytłumaczyć, gdy Maciek (9 lat) jej odpowiedział.
      Nasze dziecko było tak małe i w brzuchu mamy trafiło tam, gdzie nie mogło
      żyć (to była ciąża pozamaciczna) i tam zmarło. Było tak malutkie, że nie
      ma jego grobu. Pokazałam jej jak było maleńkie.

      U nas w domu tych rozmów jest dużo i dzieci przyjmują je naturalnie. Wiem,
      że nasza wiara ułatwia nam rozmawianie o śmierci. Te rozmowy nie są już
      trudne. Był jeden moment (kiedyś, już dawno), gdy Ania po raz pierwszy
      uświadomiła sobie, że człowiek umiera. Płakała wtedy, ale udało się
      jej spokojnie wytłumaczyć, jak my rozumiemy śmierć. Przede wszystkim
      w tych rozmowach najpierw jest nasza wiara i przekonanie o życiu z Bogiem,
      a dopiero potem przekazywanie jej dzieciom.
    • yenna_m Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:13
      dobra, tylko co wterdy, gdy my, rodzice nie wierzymy? albo nie jesteśmy zbyt
      gorliwi w wierze.
      jesli zamiast przyjmowac pewnik: zmarli idą do nieba - stawiamy pytania: co
      wtedy?

      jesli błądzimy po omacku i szukamy sami odpowiedzi, na pytania, czym jest
      smierc?

      jak wtedy rozgrywac takie rozmowy?

      bo opowiadanie o aniolkach, niebie i te de wydaje mi sie wtedy nieuczciwe.
      chyba.
      • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:25
        Myślę, że wtedy trzeba powiedzieć uczciwie o swoich wątpliwościach. O tym, że
        nie wiemy co nas spotka po śmierci, że wierzący wierzą w dalsze życie, a
        niewierzący w nie nie wierzą. Po prostu.
        • melka_x Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:38
          Zastanawiałam się nad tym, tym bardziej, że moje dziecko (dzieci) będą mieć
          nieżyjącą siostrę, pytania o śmierć pojawią się więc pewnie wcześnie. W dodatku
          z własnego dzieciństwa pamiętam, że grób rodzinny, w którym leży wiele pokoleń,
          gdzie dziecko widzi niemal całą swoją rodzinę automatycznie nasuwa myśl, że to
          jest miejsce, w którym ktoś kiedyś złoży twoje własne ciało. A z tej myśli
          wypływają określone pytania. Zamierzam odpowiedzieć uczciwie, czyli, że są
          ludzie, którzy wierzą, że po śmierci nie ma żadnych trosk (raj, niebo), że są
          ludzie, którzy wierzą w reinkarnację i że są ludzie tacy jak ja, którzy
          uważają, że istnieniem po śmierci jest dla nas niewyobrażalne i nieopisywalne,
          jest nieprzekraczalną tajemnicą, której nie da się zrozumieć za życia. To jest
          koncepcja, w której zamyka się i chrześcijańskie rozumienie śmierci (i
          wszelkich innych religii), i świadomość agnostyka, i przekonanie ateisty.
          • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:45
            Dla mnie nie jest tajemnicą, dla mnie jest końcem sad
            • melka_x Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 15:11
              maika7 napisała:

              > Dla mnie nie jest tajemnicą, dla mnie jest końcem sad

              Nie uzyłam słowa tajemnica w znaczeniu 'rozwiązanie zagadki istnienia po
              śmierci'. Koniec jest tajemnicą, bo to nieprzeżyte (nomem omen) przez nas,
              niewyobrażalne, nieopisywalne.
              • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 19:14
                Teraz rozumiem, o czym myślałaś smile Dzięki
                M.
        • mama_szefusia Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:58
          maika7 napisała:

          > Myślę, że wtedy trzeba powiedzieć uczciwie o swoich wątpliwościach. O tym, że
          > nie wiemy co nas spotka po śmierci, że wierzący wierzą w dalsze życie, a
          > niewierzący w nie nie wierzą. Po prostu.

          tak, ale gdy mówimy o tych wątpliwościach to to rodzi właśnie strach u dzieci,
          niepewność. Bo jeśli nawet rodzice nie wiedzą a do tego są smutni gdy o tym
          mówią to dzieci odbieraja to jako niepkojace, dziwne. Nie chca tego. Jak oswoic
          dziecko ze śmiercią nie wywołując strachu i zachowując uczciwość? Mało z nas
          dorosłych jest oswojonych ze śmiercią a mamy przecież za zadanie oswoić nasze
          dzieci. Trudne, trudne, bardzo trudne

          Ale i ważne
          • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 19:25
            >tak, ale gdy mówimy o tych wątpliwościach to to rodzi właśnie strach u dzieci,
            > niepewność. Bo jeśli nawet rodzice nie wiedzą a do tego są smutni gdy o tym
            > mówią to dzieci odbieraja to jako niepkojace, dziwne. Nie chca tego. Jak
            oswoic dziecko ze śmiercią nie wywołując strachu i zachowując uczciwość? Mało z
            nas dorosłych jest oswojonych ze śmiercią a mamy przecież za zadanie oswoić
            nasze dzieci. Trudne, trudne, bardzo trudne

            Trudne. Tym bardziej,że, jak zauważyłaś, często sami nie jesteśmy "oswojeni" ze
            smiercią i z mówieniem o niej. Ale ja nie myślałam o rozbudzaniu strachu. Ja
            nie wiem co będzie po śmierci. Myślę, że nikt z nas nie wie. Można wierzyć w
            dalsze życie i tę wiarę przekazywać dzieciom, a jeśli się nie ma tej wiary to
            chyba najuczciwszym wyjściem jest przyznanie się do swojej niewiedzy. Patrzę na
            moje dzieci - dziś już dość duże (13 i 16). Narozmawialiśmy się o śmierci
            sporo. Nazapalalismy swiatelek na zapomnianych grobach. Dzieci mówiły o swoim
            smutku, lęku, obawach i myślę, że to tez jest cenne, że nie zrobilismy ze
            śmierci tematu tabu, albo nie opakowaliśmy jej w "złocenia".
      • mama_kasia Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:32
        Wtedy jest znacznie trudniej... Ale może wtedy mówić, że niektórzy ludzie
        wierzą... i tu o Bogu. Tylko, że wtedy pojawi się pytanie: a Ty, mamusiu?
        Czy ty wierzysz? Może wtedy powiedzieć o swoich wątpliwościach, o swoich
        myślach. Nie wiem... Ale jak inaczej?
        • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:40
          Pisałam już dzisiaj o tym na "forum pogańskim" smile

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23383&w=17253625&a=17255839
          Dzieci są czułymi barometrami. Wiedzą kiedy jesteśmy nieszczerzy wobec nich.
          Możemy się mylić, ale nie kłamać. Tak myślę.
          Za mną już pytania
          - czy ty, mamo boisz się śmierci,
          - co się dzieje z ciałem
          - czy zupełnie nic nie zostaje z człowieka
          - czy dzieci też umierają
          itd....
          Smutne rozmowy, ale ważne niezmiernie.
          M.

      • katarka Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 14:40
        Yenna, a jakby ci wtedy odpowiadalo cos takiego: dokladnie nie wiadomo co jest
        po smierci, bo nikt nie byl tam i nie wrocil. Nasz duch odlacza sie od ciala,
        ulatuje i zajmuje sie tym na co ma ochote: moze sie bawic, moze zbierac
        kwiatki, moze obserwowac z gory co robi jego rodzina, spotyka tez inne duchy (i
        tu mozna troche pofantazjowac). Mi sie to wydaje byc do przyjecia i przez
        dziecko i przez rodzica ktory nie jest "gorliwie" wierzacy.
        • lucasa Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 15:12
          katarka napisała:

          > Yenna, a jakby ci wtedy odpowiadalo cos takiego: dokladnie nie wiadomo co
          jest
          > po smierci, bo nikt nie byl tam i nie wrocil. Nasz duch odlacza sie od ciala,
          > ulatuje i zajmuje sie tym na co ma ochote: moze sie bawic, moze zbierac
          > kwiatki, moze obserwowac z gory co robi jego rodzina, spotyka tez inne duchy
          (i
          >
          > tu mozna troche pofantazjowac). Mi sie to wydaje byc do przyjecia i przez
          > dziecko i przez rodzica ktory nie jest "gorliwie" wierzacy.


          a co zrobisz jak w tym fantazjowaniu dziecko zauwazy niespojnosc, ze np. duch
          nie moze bierac kwiatkow, a jezeli obserwuje rodzinke to dlaczego z nimi nie
          rozmawia? a co np. jak dziecko nie ma ochoty na zabawe z aniolkami bo woli z
          kolegami?

          my jeszcze takie rozmowy mamy przed soba, ale wydaje mi sie ze sporo racji ma
          melka mowiac, ze dzieci przejmuja stosunek do smierci od otoczenia. ale poglady
          tez... dobrze by bylo samemu miec najpierw wiare, wizje/przeczucie czy jak to
          nazwiecie, tego co sie dzieje po smierci. i to przekazywac dziecku. moze
          faktycznie jak sie wierzy to (w tym przypadku) jest latwiej...
          pozdrawiam i dzieki za temat do rozmyslan
          Agnieszka
    • beata32 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 15:09
      Maciuś od pewnego czasu zadaje mi takie pytania np. 'Czy Ty mamo tes umzesz? 'a
      ja nie chcę zebyś umzyła'.
      Strasznie przeżywa wszystkie bajki w któych temat się przewija. Ostatnio po
      obejrzeniu programu o wyginięciu dinozaurów muszę w kółko opowiadać co jak i
      dlaczego i że napewno nie możemy ich już uratować.
      Mam problem w odpowiadaniu. Zwłaszcza jak widzę jak to przeżywa z łezkami w
      oczach. Niby staram się mówić normalnie i prawdę, ale chyba on rzeczywiście
      jakoś wyczuł mój strach - skoro tak to przeżywa.
    • isma Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 15:47
      Mysle, ze to zalezy od wieku dziecka. Bardzo male dzieci kazde wytlumaczenie
      przyjma naturalnie, bez wiekszych emocji.

      Nie pamietam gdzie, ale pewnie w klasycznej ksiazce Elisabeth Kubler-Ross
      Rozmowy o smierci i umieraniu, jest mowa o tym, ze wlasnie czterolatek zaczyna
      miec poczucie integralnosci swojego ciala, zaczyna sie o nie obawiac. I wtedy
      temat smierci jest dla niego bardzo wazny. Dziecko identyfikuje sie ze swoim
      cialem, nie chce jego naruszenia. Ale jesli jest wychowane tak, ze rodzice
      podkreslaja, ze cialo to "nie wszystko" (niekoniecznie w sensie religijnym, ale
      np. stykajac sie z niepelnosprawnym fizycznie, o widocznym kalectwie czy
      uposledzeniu rowiesnikiem), to i rozmowa o smierci jest latwiejsza.

      Nasza corka jest jeszcze troche za mala, ale siostrzenicy maz mowil dawniej o
      umieraniu pokazujac plonace lampki: cialo to taki szklany, piekny, kruchy
      wazon, w ktorym wypala sie dusza. Nie wiadomo, skad ten ogien sie wzial, i nie
      wiadomo, gdzie znika, kiedy lampka sie dopala. A jednak swiatla ciagle plona ;-
      ))).

      No i my wierzymy, ze nasze zycie zmienia sie, ale sie nie konczy wink)).
    • yenna_m Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 19:41
      Wszystko pięknie-ładnie.

      Tylko w tej całej dyskusji zapominamy o tym, że rozmowy o śmierci często nie
      bywają abstakcyjne.
      Że przy takich rozmowach trudno o zimnąkalkulację, bo w grę wchodzą potężne
      (zwykle dorosłe) emocje.

      Że to pytanie: "a dlaczego on jest zakopany?" dotyczy naszego bliskiego.

      Ze zwykle jest tak, że jak ktoś nam bliski umiera, to nigdy do końca nie
      pozbywamy się bólu związanego z jego odejsciem. Nie potrafimy poradzić sobie z
      brakiem tej osoby w naszym życiu. Zapełnić luki.

      I teraz padają dziecinne pytania.
      Ważne.
      Pytania, które nawet, gdy dotyczą abstrakcji, a nie kogos, kogo pożegnaliśmy na
      zawsze, są wyjątkowo trudne...
      • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 20:01
        Ale nie rozumiem dlaczego emocje mają utrudniać te rozmowy? Dlaczego śmierć w
        rozmowach z dziećmi ma być odarta z emocji? Dlaczego nie można powiedzieć o
        rozpaczy? O tęsknocie? o bólu? Przecież dzieci będą też przeżywać odejścia -
        dziadków, nas, swoich kolegów. Może jak będą wiedziały, że nam jest trudno
        poradzić sobie z brakim bliskiej, umarłej osoby, będą otwarcie i swobodnie
        przeżywały swoją rozpacz, bo będą wiedziały, że to naturalne, normalne i, że
        znajdą u nas zrozumienie?
        Jesli rozmowa o smierci jest dla nas za trudna, zaskakujaca itd. możemy zawsze
        o tym też powiedzieć dziecku. I wrócić do tematu, jak trochę ochłoniemy.
        • yenna_m Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 20:44
          maika, a ja mysle, ze na pewnym etapie utrudniają

          jesli rozmawiasz ze starszym dzieckiem, to nie musisz starac sie minimalizowac
          szok związany z informacjami na temat smierci tak, jak to robisz przy rozmowie
          z 3-4 latkiem.

          Wtedy strasznie trudno o niezrecznosc.

          Dlaczego tak mowie?
          Bo widzialam twarze mojej tesciowej i mojego meza, gdy padlo pytanie,
          skierowane do mnie: dlaczego dziadka zakopali tak gleboko?

          takie pytanie, choc zadane w dziecięcej ciekawosci, jest zrodlem bólu.
          i niespodziana konfrontacja z takim pytaniem moze po prostu przerosnąć
          doroslego.

          dzis dokonczylam rozmowe z Michalem (Michal ma 3 lata i 10 miesiecy).
          Spytalam, czy wie, co sie dzieje z balonikiem, kiedy pęknie.
          Przypomnialam mu, jak cale powietrze ucieka z balonika, a na ziemi zostaje
          kawalek gumki.
          I porownalam cialo do tego kawalka gumki.
          A powietrze do duszy.

          Potem bylo juz infantylizowanie i łagodzenie ewentualnego stresu związanego z
          opowieścią o smierci (to bardzo wrazliwy trzylatek z ogromna wyobraznia w
          koncu, i na takie informacje, jak wyszlo w pranie, dzieciak reaguje
          emocjonalnie). Opowiesc o skrzydelkach, ktore dusza dostaje od Boga, o zabawach
          w niebie w berka.

          Nie wiem, na ile zrozumial.
          Dzis juz nie dopytywal sie o nic.
          W sumie sama na sile wywolalam te rozmowe/monolog.

          zycie, zycie...
          samo zycie.
          • inka_sama Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 22:20
            yenna_m napisała:
            > maika, a ja mysle, ze na pewnym etapie utrudniają
            > jesli rozmawiasz ze starszym dzieckiem, to nie musisz starac sie
            > minimalizowac szok związany z informacjami na temat smierci tak, jak to
            > robisz przy rozmowie z 3-4 latkiem.


            Ja mam wrażenie że sie mylisz. Młodsze dziecko łatwiej przyjmuje że "babcia
            poszła do nieba" niz satrsze. Starsze dziecko dużo trudniej łagodnie
            przeprowadzic przez ten szok. Im bliższa dziecku osoba - tym trudniej.


            > Wtedy strasznie trudno o niezrecznosc.
            > Dlaczego tak mowie?
            > Bo widzialam twarze mojej tesciowej i mojego meza, gdy padlo pytanie,
            > skierowane do mnie: dlaczego dziadka zakopali tak gleboko?
            > takie pytanie, choc zadane w dziecięcej ciekawosci, jest zrodlem bólu.
            > i niespodziana konfrontacja z takim pytaniem moze po prostu przerosnąć
            > doroslego.

            To problem nie dziecka a dorosłych - związany z tym że nie potrafili przezyc
            swojego bólu, że może tkwi w nich jakies poczucie winy wobec zmarłego, że może
            jest to zbyt świeze, że to jeszcze okres żałoby.
            Dzieci zdecydowanie otwarciej podchodzą do śmierci niż dorosli - pod warunkiem
            że już ktos z dorosłych nie zakodował w nich tego strachu przed dotykaniem
            tematu. Zapewniem cię.

            > dzis dokonczylam rozmowe z Michalem (Michal ma 3 lata i 10 miesiecy).
            > Spytalam, czy wie, co sie dzieje z balonikiem, kiedy pęknie.
            > Przypomnialam mu, jak cale powietrze ucieka z balonika, a na ziemi zostaje
            > kawalek gumki.
            > I porownalam cialo do tego kawalka gumki.
            > A powietrze do duszy.

            Sama z siebie znowu zaczełaś temat czy Michał do niego wrócił? Bo moim zdaniem
            z rozmowami na takie tematy nie trzeba wychodzic "przed" dziecko. Nie unikać
            ale też nie inicjowac ich specjalnie. Chyba, że akurat sytuacja tego dotyczy.

            > Potem bylo juz infantylizowanie i łagodzenie ewentualnego stresu związanego z
            > opowieścią o smierci (to bardzo wrazliwy trzylatek z ogromna wyobraznia w
            > koncu, i na takie informacje, jak wyszlo w pranie, dzieciak reaguje
            > emocjonalnie). Opowiesc o skrzydelkach, ktore dusza dostaje od Boga, o
            > zabawach w niebie w berka.
            >
            > Nie wiem, na ile zrozumial.
            > Dzis juz nie dopytywal sie o nic.
            > W sumie sama na sile wywolalam te rozmowe/monolog.
            >
            > zycie, zycie...
            > samo zycie.

            :o)
            Bo jak widac to nie dziecko ma problem tylko mama.
            To znak, że tak naprawdę musisz o tym porozmawiac sama ze sobą. Sama musisz sie
            z tym uporać czym jest dla ciebie śmierć.
          • maika7 Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 22:32
            Zgadzam się, mogą utrudniać. Tym bardziej, gdy rany są jeszcze bardzo swieże.
            Nie chciałabym lansować "jedynie słusznego sposobu rozmawiania o śmierci".
            Wiem, że dużo zależy od tego jak sami w sobie poukładamy te sprawy. Wiem też,
            że jedne dzieci reagują tak, inne inaczej. I, że od naszej (rodzicielskiej)
            intuicji zależy bardzo dużo. Dzieci zadają najdziwniejsze pytania, bo one
            inaczej zupełnie postrzegają życie i chwała im za tą szczerość i
            bezkompromisowość. Niezręczność w wykonaniu trzylatka? Nie odebrałabym chyba
            tego tak, tak jak nie odebrałam jako niezręczność pytania mojej córki "mamo, a
            dziadek umrze" - gdy okazało się, że mój Tato jest ciężko chory.
            Rozmów zbliżających Michała do Ciebie, Wam życzę
            M.
    • gemma.v Re: Rozmowy o śmierci. 02.11.04, 23:04
      Hmm.. U nas temat śmierci jest ostatnio, że się tak niefortunnie wyrażę, na
      topie. Zuzka (3,5 roku) rozmawia o śmierci jak o pogodzie. Jakiś czas temu
      umarła moja babcia i był to pretekst, żeby Zu delikatnie wprowadzić w temat.
      Nie opowiadałam jej o niebie, duszy itd - sądzę, że jest na to trochę za mała -
      póki co opowiadam się za mozliwie najprostszym przekazywaniem trudnych spraw.
      Kiedy tłumaczyłam np., że moja babcia umarła, a to znaczy, że nigdzie jej nie
      ma, Zuzka zaglądała pod łóżko, żeby się upewnić, czy rzeczywiście _nigdzie_.
      A niedawno co rano wstawała z gotowym pytaniem, juz tych pytań niestety nie
      pamiętam...
      "Mama, a kiedy my umrzemy?"
      Tłumaczyłam, że żeby umrzeć, to trzeba być albo bardzo chorym, albo mieć
      wypadek, albo być bardzo starym.
      "Mama, a ja byłam chora, a nie umarłam." (przeziębiona była)
      "Mama, a kto umarł? A jak się nazywała Twoja babcia, ta która umarła?"
      I w ten deseń.
      Ostatnio opowiadalam jej o zniczach, które się zapala na grobach, ale ponieważ
      byla chora i nie poszliśmy z nią na cmentarz, temat ciał sie nie pojawił...

      Naprawdę, Zuzka przyjmuje rozmowy o śmierci bardzo naturalnie. Temat jest dla
      niej sensacyjny o tyle, że się wiąże z czymś niespotykanym (babci nigdzie nie
      ma, jak to mozliwe? co to znaczy "nigdzie"?).
      Póki co nie chcę jej opowiadać niczego w stylu "babcia jest w niebie" albo
      "babcia _leży_ na cmentarzu", bo do dziś pamiętam artykuł z listopadowego
      "Dziecka" z poprzedniego roku - polecam wszystkim, którzy zastanawiają się, jak
      z dzieckiem rozmawiać o śmierci.

      Przy tych rozmowach bardzo ważny jest mój spokój i możliwie "naturalne"
      podejście do tematu. Wiadomo, ze we mnie to tez wzbudza wiele emocji, ale
      staram się je tłumić i spojrzeć na wszytsko oczami mojej córki. I to pomaga -
      po pierwsze jej, bo dostaje ode mnie w miarę konkretne informacje (a takich
      chyba oczekuje, pytając), po drugie mnie - bo uczę się trochę innego podejścia
      do sprawy.

      No więc sądzę, że w przypadku rozmów z tak małym dzieckiem potrzebny jest
      spokój i tak naprawdę niewiele informacji. Odnosząc się do konkretnego
      przykładu - tego który podałaś. Nie użyłabym słowa "pochowany" na pierwszy raz
      - to się dziecku kojarzy nieco inaczej. Pochowany - schowany. Brr, ktoś dziadka
      schował pod ziemią. Gdybym to ja stała z Zuzką nad grobem, nie powiedziałabym,
      że tu jest ktoś pochowany, powiedziałabym tylko, że tu jest grób, czyli
      miejsce, w którym zapala się lampki - żeby w ten sposób uczcić pamięć tych,
      którzy umarli. Sądzę, że na jakiś czas by jej to wystarczyło. To tak jak z
      pytaniem, skąd się biorą dzieci - na początku wystarczy powiedziec, ze z
      brzucha mamy, koniec kropka, dziecko jest taką odpowiedzią usatysfakcjonowane.
      Owszem, pyta o coraz więcej szczegółów, ale po czasie, kiedy jest starsze i
      kiedy przetrawiło poprzednie informacje.

      Ten "koniec świata" też brzmi okropnie, sama przyznasz. Nie lepiej byłoby
      powiedzieć, że kiedyś, kiedyś wszyscy sie spotkamy - i dziadek, i bacia, i
      ciocia Krysia i wszyscy inni - ale bez używania tego okropnego wyrażenia?
      Dzieci biorą wszytsko dosłownie - to co dla nas jest zlepkiem słów o określonym
      znaczeniu, one rozkładają na poszczególne wyrazy. Koniec - świata, jak to
      brzmi, kiedy się w to wczytać. Albo to, ze dziadek "leży" (to sie kojarzy ze
      sjestą, a nie śmiercią), jest pochowany. Umarł, a się cieszy z kwiatków.
      W ogóle chyba w Waszej rozmowie za dużo było szczegółów, na które Michał nie
      był przygotowany, takie mam wrażenie. Owszem, pytał, ale tak naprawdę każde
      pytanie było konsekwencją Waszej wcześniejszej odpowiedzi.
      Dobra, rozpisałam się trochę, kończę
      POzdrawiam smile
      gemma
      • yenna_m Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 08:55
        ideał: powinnaś zareagować jak w podręczniku dla studentow psychologii mądry
        wykladowca radzi

        zycie: reagujesz roznie, nie zawsze jestes przygotowana na zadane pytania

        nie tlumaczcie mi, ze reakcja byla zla

        rownie dobrze dziecko naslucha sie w kosciele o koncu swiata, ogniu piekielnym,
        potępieniu, i tego typu przyjemnosciach, ktore gwarantuje niezbyt prawnym
        chrzescijanstwo wink I slutki tego mogą być rownie oplakane.

        Mi chodzi o cos innego - jasne, że mama ma problemy ze zrozumieniem smierci.
        Ale konia z rzędem temu, kto nie ma.
        Smierc jest, jak napisala bodajze melka_x TAJEMNICĄ.

        To, co niezbadane przeraza w dwojnasob.

        Co sie ze mna stanie po smierci?
        Czy rzeczywiscie tylko cialo umiera?
        Czy zakopuje sie zwloki do grobu i czesc?

        Dziecko widzi grób.
        Dziecko ma bogatą wyobraznie. JEst inteligentne.
        Do niego nie przemawia (widze to) argument z aniolkami.
        Ono zobaczylo grób. Dowiedzialo sie (tu moj maz zle zaczal te rozmowe) że tatus
        tatusia umarl, w domysle czeka to kazdego, nawet i jego tatusia.
        Ale to tez prawda.

        Smierc jest nieodlacznym elementem zycia.

        Nie wiem, czy nasi rodzice nie mieli lepiej - zwlaszcza ci, ktorzy byli
        wychowywani na wsi. Tam smierc jest czyms naturalnym. W koncu zabijasz na obiad
        kure, bvijesz swinie. O tym sie mowi.

        Dla dziecka wychowywanego w miecie grob, do ktorego kogos sie zakopuje nie jest
        czyms normalnym.
        I niech mi nikt nie sugeruje, że dobrze wtajemniczony czlowiek nie boi sie
        smierci.

        Zawsze istnieje lęk przed smiercią.
        Zawsze są obawy.
        Dlatego ewolucja nas wyposazyla w instynkt samozachowawczy.
        Smierc uniemozliwia dalsze przenoszenie genow, prawda?

        gemma, dla mnie mowienie, ze dziadek lezy jest nieuczciwe. On tam nie lezy. Nie
        odpoczywa. Dla mnie jest pochowany.
        To nie lozko. To grob.

        Mysle, ze pomimo tego calego oswajania ze smiercia, nalezy dziekco uczyc tez
        szacunku do smierci. Dla grobu.
        Uczyc ciszy.

        Dzis, madrzejsza o wczorak twierdze, ze strachu nie wyeliminujemy.
        Nawet, jesli przekazemy dziecku wszystkie koncepcje filozoficzne swiata.

        Bo nie ma naukowych dowodow na zycie po zyciu.
        Na raj.
        Na istnienie duszy.

        Jest metafizyka, ktora mozna przyjąc, albo tez odrzucic.

        Jest cala abstrakcja z pochowanym cialem w centralnym miejscu.

        I dlatego to takie trudne.

        PS: Są dzieci, ktore jednak nie przyjmują pewnych rzeczy za zupelnie naturalne.
        Zwlaszcza, gdy te zjawiska nie towarzyszą im na codzien.
        • procesor Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 11:04
          yenna_m napisała:
          > ideał: powinnaś zareagować jak w podręczniku dla studentow psychologii mądry
          > wykladowca radzi
          > zycie: reagujesz roznie, nie zawsze jestes przygotowana na zadane pytania

          Bez przesady, wiadomo że zycie przynosi różne próby. Warto się też nauczyc że
          dorosły ma prawo sie przyznac do niewiedzy, do niepewności.

          > nie tlumaczcie mi, ze reakcja byla zla
          > rownie dobrze dziecko naslucha sie w kosciele o koncu swiata, ogniu
          > piekielnym, potępieniu, i tego typu przyjemnosciach, ktore gwarantuje niezbyt
          > prawnym chrzescijanstwo wink I slutki tego mogą być rownie oplakane.

          Chyba nie chodzisz do kościoła zbyt czesto. smile)
          Nie podejrzewam cie tez o bycie tak wiekową osobą.. bo taka postawa kościola
          jest raczej nieaktualna od paru dziesiątków lat.. Zwłaszcza posoborowo.. Raczej
          mówi sie o miłosierdziu i co jak co ale nie słysząłm by ktos dzieci straszył
          pekłem. Nawet mnie nie straszono juz. smile

          > Mi chodzi o cos innego - jasne, że mama ma problemy ze zrozumieniem smierci.
          > Ale konia z rzędem temu, kto nie ma.
          > Smierc jest, jak napisala bodajze melka_x TAJEMNICĄ.
          > To, co niezbadane przeraza w dwojnasob.
          > Co sie ze mna stanie po smierci?
          > Czy rzeczywiscie tylko cialo umiera?
          > Czy zakopuje sie zwloki do grobu i czesc?

          Ale to jest okazja by z samym soba pogadać o stosunku do śmierci. Przerobic ten
          swój strach. Zastanowic się. Bo wcześniej czy później każdego z nas dotyka.
          Babcie, rodzice, znajomi.. Ofiar minionego weekendu na drogach było koło 70ciu.
          A przecież oni jechali na czyjeś groby a nie wybierali sie do własnych, nie?
          Właśnie w tym jest dla mnie sens 1 i 2 listopada, w ogóle odwiedzania grobów.
          Oswajanie, szukanie swojej drogi rozumienia. Może twojemu dziecku będzie
          łatwiej sie z tym uporać bo ty z nim o tym rozmwiasz?

          > Dziecko widzi grób.
          > Dziecko ma bogatą wyobraznie. JEst inteligentne.
          > Do niego nie przemawia (widze to) argument z aniolkami.
          > Ono zobaczylo grób. Dowiedzialo sie (tu moj maz zle zaczal te rozmowe) że
          > tatus tatusia umarl, w domysle czeka to kazdego, nawet i jego tatusia.
          > Ale to tez prawda.

          A moim zdaniem to tylko projekcja twoich niepewności na dziecko. Oczuwiście to
          z kolei tylko moja interpretacja. smile Nie denerwuj sie na mnie, ja nie pisze
          tego wszytskiego w tonie agresywnym - wole uprzedzić bo w necie nie widac i nie
          słychać..


          > Smierc jest nieodlacznym elementem zycia.
          > Nie wiem, czy nasi rodzice nie mieli lepiej - zwlaszcza ci, ktorzy byli
          > wychowywani na wsi. Tam smierc jest czyms naturalnym. W koncu zabijasz na
          > obiad kure, bvijesz swinie. O tym sie mowi.
          > Dla dziecka wychowywanego w miecie grob, do ktorego kogos sie zakopuje nie
          > jest czyms normalnym.

          Po pierwsze nie wszyscy rodzice wychowali się na wsi. smile Po drugei miejskość
          nic do tego nie ma. Raczej przekazywane z pokolenia na pokolenie wzorce a to
          nie jest ważne czy w mieście czy na wsi.
          A o biciu świni czy kury się nei mówi tylko isę to robi.. smile
          Wiesz nie zauważyłam żeby dla dziecka w mieście grób był czymś nienormalnym.
          Ani żeby w ogóle mijsckość/wiejsckość grała tu jakąs role.

          > I niech mi nikt nie sugeruje, że dobrze wtajemniczony czlowiek nie boi sie
          > smierci.
          > Zawsze istnieje lęk przed smiercią.
          > Zawsze są obawy.
          > Dlatego ewolucja nas wyposazyla w instynkt samozachowawczy.
          > Smierc uniemozliwia dalsze przenoszenie genow, prawda?

          Lek przed śmiercią nie jest aż tak powszechny jak ci sie zdaje. W dodatku wiele
          osób boi się nei tyle śmierci co samego procesu umierania. Bólu, cierpienia
          opuszczenia.
          A menopauza tez uniemożliwia przenoszenie genów..

          > gemma, dla mnie mowienie, ze dziadek lezy jest nieuczciwe. On tam nie lezy.
          > Nie odpoczywa. Dla mnie jest pochowany.
          > To nie lozko. To grob.
          > Mysle, ze pomimo tego calego oswajania ze smiercia, nalezy dziekco uczyc tez
          > szacunku do smierci. Dla grobu.
          > Uczyc ciszy.
          > Dzis, madrzejsza o wczorak twierdze, ze strachu nie wyeliminujemy.
          > Nawet, jesli przekazemy dziecku wszystkie koncepcje filozoficzne swiata.
          > Bo nie ma naukowych dowodow na zycie po zyciu.
          > Na raj.
          > Na istnienie duszy.

          Wiara tym się własnie różni od prawd naukowych. smile Ale tym którzy mają wiarę
          jest dużo łątwiej sie uporać z rzeczami ostaecznymi. Co nie zmienia faktu że
          ludzie którzy nie wierza tez szukają, interesują sie tym co dalej. Koncepcej
          pozostaną koncepcjami, oparcai a nich nie znajdzie się. Chyba ż esie w nie
          uwierzy. Al ewtedy to nie koncepcje sa oparciem - ale WIARA w nie. smile)

          > Jest metafizyka, ktora mozna przyjąc, albo tez odrzucic.
          > Jest cala abstrakcja z pochowanym cialem w centralnym miejscu.
          > I dlatego to takie trudne.

          W tym problem. W tym że ciało się stawia w centarlnym miejscu. Bo jak w centrum
          postawi sie dusze (no, ale to dla wierzących w nia!) to od razu wszystko sie
          zmienia.


          > PS: Są dzieci, ktore jednak nie przyjmują pewnych rzeczy za zupelnie
          > naturalne.
          > Zwlaszcza, gdy te zjawiska nie towarzyszą im na codzien.

          Ale one nam towarzysza na codzień. Tylko czasem dorośli izolują dzieciw
          przekonananiu że kontakt ze śmiercią im zaszkodzi. A przecież kwiaty
          przekwitają, liście opadaja z drzew, czasem całe drzewa usychają lub zostają
          ścięte. Martwy ptak na trawie, kot polujący na myszy. Wypadek samochodowy,
          choroba kogoś znajomego, odwiedzenie grobu kogoś bliskiego - nie tylko raz w
          roku bo 1 listopada..

          Póki nie uporasz sie sama z tym co czujesz gdy myślisz o śmierci - trudno ci
          będzie z dzieckiem rozmawiac o tym. Warto poczytać artykuły które czasem sie
          pojawiają - także te o hospicjach, o opiece paliatywnej, o tym jak ludzie
          dorosli i dzieci w stanach terminalnych radza sobie z tym.
          Spokoju życzę. smile
        • gemma.v Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 11:08
          > gemma, dla mnie mowienie, ze dziadek lezy jest nieuczciwe. On tam nie lezy.
          Nie
          >
          > odpoczywa. Dla mnie jest pochowany.
          > To nie lozko. To grob.
          >

          No własnie ja o tym samym pisałam wyżej - chodziło mi właśnie o uzycie słow,
          które na codzien mają nieco inne znaczenie - "leży", "spoczywa" to chyba nie są
          najlepsze słowa na ten pierwszy raz... Ale także słowo "pochowany" ma dla
          dziecka nieco inną konotację - o ile dla nas jest ono związane raczej tylko z
          ciałem złożonym w grobie, o tyle małym dzieciom bardziej się kojarzy z
          chowaniem. Tylko o to mi chodziło.
          Nie było moim celem zruganie Cię, że źle zareagowałaś... Wiadomo, że nie ma
          mocnych, nie da się reagować książkowo. Chociaż do tej akurat rozmowy można
          było się jakoś przygotować - w końcu pójście na cmentarz było planowane. smile

          Natomiast schodząc nieco z tematu - zgadzam się z Tobą w jednej kwestii: to, co
          dzieci moga usłyszeć w kościele czy czasem na religii, to jest po prostu
          tragedia... Sama z nauki religii w szkole pamiętam tylko strach i ciągle
          podsycane przez księdza poczucie winy. Dopiero po ładnych paru latach zdałam
          sobie sprawę, ze jak ośmioletnie dziecko nie byłam takim strasznych
          grzesznikiem, jak wtedy o sobie myslałam... Heh, szkoda zreszta gadać.
          POzdrawiam
          gemma
    • mama_szefusia Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 08:42
      Ja zgadzam się z Yenną i rozumiem ją. Kiedy sami zmagamy się ze śmiercią kogoś
      bliskiego to rozmowa z dzieckiem jest bardzo trudna (tez mam trzylatka).
      Dziecko doskonale wyczuwa nasz żal, smutek - budzi to w nim lęk.

      Jednocześnie dla nas temat ten jest zbyt ważny, "święty" aby zbywać dziecko
      najprostszymi wyjaśnieniami. Z szacunku dla tych co odeszli chcemy przekazać
      dziecku najpełniejszą prawdę, a jednocześnie z miłości do niego osdzczędzić mu
      bólu, który sami odczuwamy. Dlatego dla mnie te rozmowy są takie trudne.
      • yenna_m Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 09:02
        dokladnie o to mi chodzilo smile
        dziekuje smile
      • melka_x Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 11:28
        > Kiedy sami zmagamy się ze śmiercią kogoś
        > bliskiego to rozmowa z dzieckiem jest bardzo trudna (tez mam trzylatka).
        > Dziecko doskonale wyczuwa nasz żal, smutek - budzi to w nim lęk.

        Nie zgodzę się z tym. Owszem dziecko wyczuwa nasz żal i smutek, ale to chyba
        dobrze. Kiedy dziecko jest już na etapie, że rozumie, że śmierć to (między
        innymi) fizyczna nieobecność, czyli niemożność porozmawiania, pobawienia się,
        przytulenia się z daną osobą, samo dochodzi do wniosku, że to smutne. Żal
        rodziców jest wtedy czymś naturalnym. Lęk moim zdaniem budzi dopiero strach
        rodziców przed takimi rozmawami, wykrętne odpowiedzi, zmienianie tematu.
        Dziecko doskonale wyczuwa strach. A strach nienazwany jest dużo gorszy niż ten
        zwerbalizowany. Sprzeczność komunikatów podsyca lęki. Jeśli rodzice nie
        przyznają się do lęku, żalu i smutku, a dziecko i tak wyczuwa te emocje, to
        strach będzie większy. Bo -powtórzę- z punktu widzenia dziecka to wygląda tak:
        jak bardzo coś musi być strasznego, jeśli nawet niemalże wszechmocni dorośli
        boją się o tym mówić?

        A do Gemmy - zgadzam się, że wystarczy odpowiadać na pytania i nie dokładać
        więcej wiedzy niż dziecko w danej chwili potrzebuje. Ale jeśli dziecko pyta
        dlaczego lampki stawiamy akurat na grobie (a nie pod drzewem, nie w mieszkaniu
        zmarłego czy na łące), to dla mnie uczciwą odpowiedzią jest powiedzenie, że
        tutaj leży ciało. Jak sobie przypominam rozmowę z 3-letnią córką przyjaciół to
        mam wrażenie, że to dopiero my dorośli przekazujemy dziecku komunikat, że w
        pochówku jest coś makabrycznego. Jeśli temat ominiesz, dziecko również dojdzie
        do wniosku, że to jakaś makabra, wszak nie mówimy o rzeczach strasznych. Ta
        dziewczynka z którą rozmawiałam przyjęła jako coś zupełnie naturalnego, że
        ciało się grzebie. Ona uważa, że śmierć jest czymś bardzo smutnym, jest jej
        bardzo przykro, że tak czekała na Natalię (jest jedynaczką, a my z jej
        rodzicami jesteśmy bardzo blisko i mieszkamy koło siebie),a śmierć Natalii
        oznacza, że nigdy nie pójdzie z nią na rower jakby chciała, ale sam fakt
        grzebania ciała uznała jako coś neutralnego, smutna jest sama śmierć, a nie
        pochówek, który jest jej konsekwencją.
        • mama_szefusia Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 13:27
          Tak melko zgadzam się, że unikanie rozmów, kręcenie, kombinowanie, kłamstwo -
          to wzbudza w dzieciach lęk bezsprzecznie, ale mi chodziło o cos innego.

          Myślę, że dla trzylatka to bardzo trudne aby uświadomić sobie czyjąś
          nieodwracalną nieobecność, na zawsze. Dziecko w tym wieku nie jest w stanie
          ogarnąć takiej abstrakcji.

          Dziecko w tym wieku rozumuje bardzo blisko rzeczywistości dlatego z rozmowy o
          smierci zapamięta głównie motyw grobu i pochowanego / spoczywającego / lężącego
          pod ziemią ciała - bo to widziało, nawet jesli my położymy najsilniejszy akcent
          na tematy duchowości (to też jest jednak abstrakcja - trudna dla trzylatka).

          Narodziny dziecka są dla mnie zaprzeczeniem śmierci. Urodzenie i wychowanie
          dzieci to cel naszego życia, zwycięstwo nad śmiercią, która jest dla każdego
          nieuchronna, ale przecież cząstka nas przeżyje w naszych dzieciach. I teraz nad
          grobami naszych bliskich mamy, jako rodzice, zadanie odpowiedzi na pytanie o
          nieuchronność śmierci. Dziecko nie zdaje sobie sprawy, że wszystko przemija a
          my musimy mu to uświadomić w pełni zdając sobie sprawę z tego, że ta świadomość
          jest bolesna i bardzo, bardzo trudna do zniesienia. Chcielibyśmy z całego serca
          oszczędzić im tego bólu, a jednocześnie z szacunku do życia i smierci musimy
          powiedzieć prawdę. To, że mamy świadomość, że tak trzeba nie czyni tego
          łatwiejszym. Po prostu.
          • melka_x Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 13:34
            Mamo_szefusia, ja przecież nie chciałam powiedzieć, że to jest proste,
            doskonale zdaję sobie sprawę, że takie rozmowy są bardzo trudne i doskonale
            rozumiem opory.
            • mama_szefusia Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 14:45
              To nawet nie chodzi o opory, bo to, że trzeba rozmawiać jest dla mnie
              bezdyskusyjne i szczerze powiem, że mam potrzebę rozmawiania o smierci z
              synkiem. Chciałam tylko wyjaśnić dlaczego te rozmowy bolą (w tym sensie są
              trudne).
              Generalnie zgadzam się z Tobą co do meritum!
        • gemma.v Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 21:30
          melka_x napisała:

          > A do Gemmy - zgadzam się, że wystarczy odpowiadać na pytania i nie dokładać
          > więcej wiedzy niż dziecko w danej chwili potrzebuje. Ale jeśli dziecko pyta
          > dlaczego lampki stawiamy akurat na grobie (a nie pod drzewem, nie w
          mieszkaniu
          > zmarłego czy na łące), to dla mnie uczciwą odpowiedzią jest powiedzenie, że
          > tutaj leży ciało.

          Zgadzam się, Melka, wcale nie twierdzę, że kwestię ciała w grobie trzeba
          pominąć, bo jest makabryczna. Moja Zuzka po prostu jeszcze o to nie spytała, bo
          nie miała okazji. Gdybyśmy jednak byli z nią na cmentarzu i ona by zapytała,
          powiedziałabym po prostu, niemal Twoimi słowami - "tu leży ciało babci" (jednak
          wyraźnie akcentując, że to ciało babci a nie babcia) . Uważam, że dziecku
          trzeba odpowiadac wprost i nie migać się od odpowiedzi, choćby była bardzo
          trudna. Tylko wtedy nie tworzy się wokół danego tematu (bo ta zasada dotyczy
          nie tylko rozmów o śmierci, ale także innych trudnych problemów) takiej
          zupełnie niepotrzebnej otoczki sensacji czy wręcz tabu.
          I wydaje mi się, że moje dziecko przyjmuje tego typu historie tak spokojnie
          właśnie dlatego, że mówimy o tym po pierwsze maksymalnie prostym językiem, po
          drugie - bez przemilczania czegokolwiek, o co pyta. Bez zakłopotanych
          uśmieszków, westchnień itp. Po prostu mówimy tak jak o każdej innej sprawie.
          Zgadzam, że to dorośli w rozmowach o śmierci przekazują dziecku większość
          uprzedzeń czy negatywnych emocji - robią to gdzies pomiędzy wierszami, do słów,
          niby to neutralnych, dokładając bagaż swoich własnych odczuć.

          I jeszcze jedno mi przyszło do głowy. Wcale nie uważam, że gdybym powiedziała
          coś w stylu "babcia jest w niebie i teraz patrzy z góry na nas", złagodziłoby
          to trzyletniej wtedy Zuzce szok. To by jedynie zagmatwało jej odbiór całej
          sytuacji, dla trzylatka rozmowy o niebie to mimo wszytsko za duża abstrakcja. U
          nas było (choć na pierwszy rzut oka brzmi to nieco brutalnie) powiedziane po
          prostu "babcia umarla, a to oznacza, że nigdzie jej już nie ma" i koniec.
          Jeszcze kiedyś przyjdzie czas na rozmowy o duszy, niebie itd. Ale póki co jest
          na to za wcześnie, przynajmniej u nas. A dzięki takiemu postawieniu sprawy
          wprost moje dziecko nie zastanawia się np., kiedy babcia z tego nieba wróci.
          Dobra, kończę, bo mam wrażenie, ze się powtarzam.
          Pozdrawiam smile)
          gemma
    • odalie Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 15:41
      Kiedyś na eDziecku znalazłam ywjaśnienie z rękawiczką - że dusza to jak dłoń, a
      ciało, martwe, jak pusta rękawiczka, jak osłonka - tylko ta rękawiczka idzie do
      grobu.
    • odalie Re: Rozmowy o śmierci. 03.11.04, 17:25
      ...dokończę.

      No i w tym roku opowiedziałam to młodej, że tam w grobie nie ma dziadka, tylko
      puste ciało. A ona na to, wiem, wiem, machnęła ręką. Pytała o dziadka, na
      którego grobie byliśmy, to ją interesowało, jaki był za życia. Nawet się...
      zaśmiała, aż nas zamurowało, dosłownie - no wiecie, na zasadzie, "jestem taka
      duża i wiem, a wy mi tu bajki...".

      Co do grobów dzieci, spawy chorób i śmierci. Mówimy o tym, wydaje mi się, że
      stosunkowo - wprost. To trudne, żeby nie przesadzić, ale wolę mówić wprost.
    • evee1 A u nas... 04.11.04, 00:14
      Moim dzieciom zostala juz tylko jedna babcia, moja mama. Mame mojego meza
      dzieci poznaly (obaj dziadkowie zmarli przed ich urodzeniem) i starsza nawet
      troche pamieta.
      Mialam widocznie szczescie, bo u nas tego typu rozmowy przebiegaja bez zbytnich
      emocji. O dziadkach i o babci rozmawiamy od czasu do czasu, wspominajac rozne
      historyjki z ich zycia. Ogladamy zdjecia, filmy i dzieci sa ciekawe jacy oni
      byli i fakt, ze byli, a ich teraz nie ma jest dla nich w miare naturalny.
      Kiedy dzieci po raz pierwszy zobaczyly cmentarz, to zapytaly sie "co to za
      lozeczka". Wtedy powiedzielismy, ze kiedy czlowiek umiera, to zostaje
      pochowany. Owszem jakies pytania na temat smierci wtedy byly. Syn przez jakis
      czas dopytywal sie kiedy umrze, ale jakos nie wspominam tych rozmow jako
      trudne. Ja jestem wierzaca i mowie, ze my wierzymy w to i to, ale jak jest
      naprawde, to przekonamy sie sami jak juz przyjdzie nasz czas.
      Corka swego czasu miala okres, ze bala sie smierci, po tym jak dostala
      strasznego krwotoku (po Neurofenie zreszta smile), ktorego nie moglismy opanowac
      i trafila do szpitala. Ale z czasem jakos jej lek minal i teraz juz krew z nosa
      nie budzi w niej takich emocji smile).
      To nie chodzi o to, ze ten temat bagatelizujemy, ale raczej staramy sie
      traktowac wlasnie jako cos naturalnego. Nigdy nie "cenzurowalam" zadnych bajek
      ani specjalnie nie chronilam dzieci przed widokiem zabitych pieskow na drodze,
      bo nie uwazam, aby cokolwiek dobrego z tego moglo wyniknac. Wtedy na swoj
      dzieciecy sposob radza sobie z tym tematem.
      Chociaz wiem, ze jakby ktoremus z nas rodzicow przyszlo umrzec, to pewnie i tak
      dzieci musialyby to przezyc, kazde na swoj sposob. Tak jak ja musialam kiedy
      zmarl moj tata. A mialam wtedy 22 lata i wcale nie bylo to latwe - chociaz moze
      okolicznosci w jakich to sie stalo nie za bardzo mi pomogly...
Pełna wersja