Dodaj do ulubionych

kiedy ja chodziłem do szkoły...

15.10.21, 07:10
www.edziecko.pl/Junior/7,160030,27690210,czwarta-fala-uderzy-w-dzieci-wirusolog-kiedy-ja-chodzilem.html#do_w=48&do_v=60&do_st=RS&do_sid=417&do_a=417&e=PSzPopImg1
z całym szacunkiem ale chyba w alternatywnej rzeczywistości 30 lat temu ktoś zostawiał w domu dziecko z katarkiem a już pielęgniarka odsyłająca kogoś do domu to chyba jak sobie człowiek narysował.
Obserwuj wątek
        • chatgris01 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 13:57
          ela.dzi napisał(a):

          > Poza tym jak pielęgniarka miała sprawdzić 1000 dzieci w szkole każdego dnia ?

          U mnie w szkole było 200 dzieci, i higienistka (dyplomowana pielęgniarka).
          Nie sprawdzała każdego dnia, ale regularnie robiła szczepienia i okresowe badania (wzrost, waga, stopy, przegląd głów). Z chorobą (typu ból głowy, ból brzucha, gorączka) samemu się do niej szło, nie musiała wszystkich codziennie oglądać i szukać chorych.
          Ale to było w PRL-owskiej tysiąclatce w latach 70.
            • chatgris01 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 14:08
              Sama nic nie sprawdzała (oprócz tych badań/kontroli okresowych), trzeba było pójść do niej do gabinetu. Z katarem akurat nigdy nie poszłam, to nie wiem, czy odsyłała (z bólem głowy czy żołądka też raczej nie odsyłała, dawała tabletkę albo krople i kładła na godzinę u siebie w gabinecie na kozetce). Ja byłam odesłana dalej tylko po tym złamaniu ręki.
              • ela.dzi Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 14:13
                Słowa klucz - poszłaś sama do pielęgniarki, znaczy w Twoim poczuciu coś było nie tak. Nikt nie wysyłał wszystkich z katarem do domu, o tym cały czas piszę i odnoszę się do tego zdania :

                'Kiedy ja chodziłem do szkoły, to zasmarkane czy kaszlące dziecko zostawało w domu. Dlaczego? Bo w przeciwnym razie szkolna pielęgniarka, lekarz, czy nawet wychowawczyni odsyłali dziecko do domu.'
            • daniela34 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 14:11
              Dziecko do pielegniarki/higienistki mogło trafić na dwa sposoby
              - samo zgłosiło zle samopoczucie
              -nauczyciel się zorientował i wysłał

              Nie kojarzę by którykolwiek z moich nauczycieli wysłał do higienistki dziecko z katarem. Ale może w szkole pana doktora byli czujni nauczyciele i gorliwa higienistka.
              "Odeslanie" to raczej z gorączką. I u mnie w szkole (chwała mojej higienistce) nie odsyłano dziecka z gorączką do pustego domu.
      • fitfood1664 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 20:59
        ja musiałam z byle g**nem zostawać w domu ale to wina nadopiekuńczej mamy, dopiero w liceum się zbuntowałam i chodziłam do szkoły w każdym stanie, w podstawówce nikt mnie nie odsyłal, nawet po zgłoszeniu ew problemu, nad nikim się nauczycielki nie rozczulały, pielęgniarki nie było, kaszel i zielony gil nikogo nie wzruszał, jedynie co to bóle brzucha i zasikane majtki
    • kochamruskieileniwe Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 07:19
      40 lat temu dzieci przeziębione często zostawaly w domu. I często same. na poczatku lat 90. tak samo - tylko do telefony z wyjściem na miasto były kolejki, bo mamy dzwoniły i sprawdzały co jakiś czas.
      Pielęgniarki często w szkołach były - i tak - potrafiły odesłac dzieci do domu.
      (Gorzej! Gabinety stomatologiczne bywały nierzadko!Choc o jakości leczenia trudno mówić. Aczkolwiek zdarzały sie wyjątki)
    • heca7 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 09:24
      Ja akurat nie miałam "katarków". Mój organizm od razu walił z grubej rury- angina ścinała mnie w pół godziny (co najmniej 20 razy do 20 roku życia). Wysoka gorączka i leżałam jak trup dwa tygodnie w domu, zapalenie płuc, zapalenie oskrzeli. Zwykłych katarków nie miewałam. Od razu coś wielkiego więc nie było problemów z decyzją o zostawieniu mnie w domu. Z tym, że rodzice prowadzili własną działalność i ktoś zawsze był w domu lub w pobliżu. No i brat był 10 lat starszy więc było łatwiej.
    • alicia033 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 09:37
      A bo to pierwsza bzdura tego patocelebryty? Dziwne, to by było, gdyby udało mu się coś sensownego powiedzieć.
      Btw. w normalnych krajach nieposylanie dziecka do szkoły z powodu katarku oznacza ściągnięcie sobie na kark opieki społecznej.
      • wapaha Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 09:58
        alicia033 napisała:

        >
        > Btw. w normalnych krajach nieposylanie dziecka do szkoły z powodu katarku ozna
        > cza ściągnięcie sobie na kark opieki społecznej.
        >
        No i słusznie. Katar to reakcja obronna organizmu i umacnianie się systemu immunologicznego- im więcej gili tym lepiej ( patrząc na zbiorowość)-bo różne zarazki, wirusy bakterie się mieszają, atakują , stawiając w rezultacie na baczność układ odpornościowy.
        ( oczywiście pisze o samym katarze-bez atrakcji typu gorączka , bóle, kaszel )

        BTW
        chciałabym osobiście poznać lekarza który wystawi rodzicowi l4 z pracy, gdy ten zjawi się u niego z zasmarkańcem tongue_out
        • hanusinamama Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 13:20
          Dzisiaj wystawi ci każdy. Dzieciak z gilem nie bedzie przyjety w przedszkolu. O wzmacnianiu mozna mówić jak sie ma w miare odporne dziecko. MOje tak miały: 2 razy w roku krtaniowe zapalenie gardła. Ale jest sporo dzieci które kazdy katar konczą zapaleniem oskrzeli czy ucha i ja sie nie dziwie, ze rodzice mają wkurw ze do przedszkola chodzą zasmarkane dzieci.
          • nimaletko Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 13:53
            Ja mam właśnie takie dziecko, każdy katar kończył się zapaleniem oskrzeli.
            Ale nie obwiniałam za to całego świata, brałam na klatę to, że miałam pecha i dostało mi się takie chorowite dziecko.
            Ja naprawdę rozumiem frustrację i wkurzenie takiego rodzica, ale litości, cały świat nie zatrzyma się tylko dlatego, że moje dziecko choruje.
            Skrajnym egoizmem jest oczekiwanie, że ogólnie zdrowe dzieci z lekkim katarem będą siedzieć w domu, bo MOJE dziecko się zarazi i za parę dni będzie miało zapalenie oskrzeli.
            MOJE chore dziecko to MÓJ problem. To ja mam je chronić i dopasowywać styl życia do choroby - JA, a nie wszyscy wokół.
            I żeby było jasne: piszę o katarze, a nie zatajaniu choroby dziecka i przyprowadzaniu do placówki dzieci na ibupromie, z rotawirusem, ostrym zapaleniem spojówek, itp.
            Tu nie jestem tak wyrozumiała.
            • berdebul Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 13:58
              Moja koleżanka ma podobne do Twoich poglądy, dlatego z ospą (własną) chodziła wszędzie - koncerty, praca, zakupy, kino itd, bo czuła się dobrze. A to, że jej ciężarna koleżanka złapała? No pech.
              Lepiej i łatwiej żyje się, jeżeli nie otaczają nas sami egoiści.
              Osobiście jestem zachwycona maskami, przypominaniem o myciu rąk, gonieniu do domu chorych ludzi z pracy itd.
            • ela.dzi Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 14:00
              nimaletko napisał(a):

              > Ja mam właśnie takie dziecko, każdy katar kończył się zapaleniem oskrzeli.
              > Ale nie obwiniałam za to całego świata, brałam na klatę to, że miałam pecha i d
              > ostało mi się takie chorowite dziecko.
              > Ja naprawdę rozumiem frustrację i wkurzenie takiego rodzica, ale litości, cały
              > świat nie zatrzyma się tylko dlatego, że moje dziecko choruje.
              > Skrajnym egoizmem jest oczekiwanie, że ogólnie zdrowe dzieci z lekkim katarem b
              > ędą siedzieć w domu, bo MOJE dziecko się zarazi i za parę dni będzie miało zapa
              > lenie oskrzeli.
              > MOJE chore dziecko to MÓJ problem. To ja mam je chronić i dopasowywać styl życi
              > a do choroby - JA, a nie wszyscy wokół.
              > I żeby było jasne: piszę o katarze, a nie zatajaniu choroby dziecka i przyprowa
              > dzaniu do placówki dzieci na ibupromie, z rotawirusem, ostrym zapaleniem spojów
              > ek, itp.
              > Tu nie jestem tak wyrozumiała.

              Możemy przybić sobie piątkę, z tym, że ja miałam taką dwójkę, u której katar to zapalenie uszu. Mam dokładnie takie samo zdanie na temat przyprowadzania dzieci, które ewidentnie źle się czują.
              • wapaha Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 14:15
                ela.dzi napisał(a):


                > Możemy przybić sobie piątkę, z tym, że ja miałam taką dwójkę, u której katar to
                > zapalenie uszu. Mam dokładnie takie samo zdanie na temat przyprowadzania dziec
                > i, które ewidentnie źle się czują.

                Ale to chyba nie podlega nawet dyskusji- piszemy po prostu o katarze- jakże typowym dla okresów przesileń jesienno-wiosennych, związanych z okresem grzewczym, wynikającym z suchego powietrza/przegrzania/zmarznięcia itd( tudziez alergii)
          • kafana Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 17.10.21, 10:29
            No wiec to jest odwieczna walka rodziców
            „ moj ma katar przez pół roku i nic więcej a siedzenie z nim w chacie przez ten czas nie ma najmniejszego sensu ” kontra „ byle katar i już angina/ zapalenie ucha ect, to wina tych z katarem”

            • thank_you Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 17.10.21, 13:38
              Ale dzieci nie maja kataru przez pol roku (jesli maja, to rodzic powinien odwiedzić specjalistów), po prostu katar kilka razy w roku jest absolutna norma i nie ma w tym
              Niczego do niepokoju. Co innego, gdyby dziecko miało katar i zle sie czuło, ale nawet bez kataru, gdyby Zle sie czuło, to zostawiłabym w domu.
      • wapaha Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 09:59
        mae224 napisała:

        > E tam, moja pielegmiarka z liceum dokładnie 24 lata temu odeslala mnie z bólem
        > glowy. Wykorzystywaliśmy to zawsze, bo odsylala kazdego, kto sie na cokolwiek p
        > oskarżył.


        przepraszam bardzo- ale postąpiła słusznie- wszelkie bóle w obrębie głowy powinny być traktowane poważnie tak samo jak wszelkie nawet wydawałoby się niepozorne urazy, uderzenia
        • memphis90 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 11:34
          >wszelkie bóle w obrębie głowy powinny być >traktowane poważnie

          Czyli dziecko z bólem głowy, traktowane poważnie, czyli jak rozumiem jako ryzyko sepsy, zapalenia opon lub pękniętego tetniaka, odsyła się SAMO do domu...? Jesli dopuszczasz możliwość, że to może być tętniak albo zapalenie mózgu, to tym samym bierzesz na klatę, że dziecko puszczone samo do domu samo sobie tam umrze...
          • wapaha Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 11:51
            memphis90 napisała:

            > >wszelkie bóle w obrębie głowy powinny być >traktowane poważnie
            >
            > Czyli dziecko z bólem głowy, traktowane poważnie, czyli jak rozumiem jako ryzyk
            > o sepsy, zapalenia opon lub pękniętego tetniaka, odsyła się SAMO do domu...?

            Nie samo, masz niżej napisane że było odprowadzane ( chętnie)
            I ty rozumiesz ból głowy jako tętniak/sepse/zapalenie opon mózgowych -swoją droga straszne masz skojarzenia

            Je
            > sli dopuszczasz możliwość, że to może być tętniak albo zapalenie mózgu, to tym
            > samym bierzesz na klatę, że dziecko puszczone samo do domu samo sobie tam umrze


            ale to ty dopuszczasz, bo ty o tym piszesz wink


            BTW-uważasz, że nieprawdą zatem jest stwierdzenie : "wszelkie bóle w obrębie głowy powinny być >traktowane poważnie"?
            >
            • mae224 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 12:54
              Mnie się wydaje, że pielegniarka powinna mieć elementarna wiedze, czy cziecko wymaga pomocy na już czy może po prostu potrzebuje wziąć lek i się położyć (tak, ja akurat mialam migreny i pielegniarka to wiedziała), poza tym gabinety szkolne maja tez dokumentacje medyczne, bilanse i co tam jeszcze.
              Pamiętam wizytę u pielegniarki w glebokich latach dziewięćdziesiątych, mialam pęknięta kość w obrebie dłoni: wystaczył rzut oka i był tel do domu, żeby zabrać dziecko do szpitala, co oczywiscie rodzic uczynił natychmiast.
            • memphis90 Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 21:04
              >I ty rozumiesz ból głowy jako >tętniak/sepse/zapalenie opon >mózgowych -swoją droga straszne >masz skojarzenia

              "wszelkie bóle w obrębie głowy powinny być traktowane poważnie"
              To przecież Twoje wlasne słowa... Poważne przyczyny bólu glowy to właśnie np zapalenia opon lub tętniaki - i dlatego silne bóle głowy powinny być traktowane powaznie. Zapytaj sama siebie co miałaś na myśli, skoro jednak nie poważne przyczyny bólu glowy i nie takie wymagające poważnego traktowania ...

              >ale to ty dopuszczasz, bo ty o tym >piszesz
              Jesli zakładam, że ból głowy ma "poważną przyczynę" i powinien być "poważnie potraktowany", to wykonuję stosowną diagnostykę lub wręcz wołam karetkę. Nie wysyłam takiego dziecka samego do domu...

              >BTW-uważasz, że nieprawdą zatem >jest stwierdzenie : "wszelkie bóle w >obrębie głowy powinny być >traktowane poważnie"?
              Nie nie uważam. Nie WSZYSTKIE bóle głowy muszą być traktowane "poważnie" . Ból głowy może oznaczac zmęczenie, przebodzcowanie, zmianę pogody, brak śniadania, infekcję zatok. Żadne z nich życiu nie zagraża. Poważne traktowanie oznacza natomiast podejrzewanie chorób zagrażających zdrowiu I w przypadku takiego podejrzenia konieczna jest stosowna diagnostyka.
              • wapaha Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 17.10.21, 10:15
                memphis90 napisała:


                > Nie nie uważam. Nie WSZYSTKIE bóle gło wy muszą być traktowane "poważnie" . Ból
                > głowy może oznaczac zmęczenie, przebodzcowanie, zmianę pogody, brak śniadania,
                > infekcję zatok. Żadne z nich życiu nie zagraża
                >

                Napisałam , że powinny byc traktowane poważnie a nie że MUSZĄ byc traktowane poważnie.
                MOGĄ oznaczać coś poważnego ale nie MUSZĄ

                .Poważne traktowanie oznacza nat
                > omiast podejrzewanie chorób zagrażających zdrowiu I w przypadku takiego podejrz
                > enia konieczna jest stosowna diagnostyka.

                Wg ciebie
                Wg mnie poważnym traktowaniem jest niespławienie dzieciaka z powrotem do klasy z tezą, że "paluszek i główka " a zrobienie choćby rzetelnego wywiadu
      • pierwszychleb Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 11:12
        W mojej podstawowce pielegniarka dawala herbate, sprawdzala temperature i dawala aspiryne na wszystko. Mozna bylo przesiedziec u niej pare minut lekcji smile
        Do domu odsylala z powodu wymiotow albo goraczki (dalo sie wykorzystac te herbate zeby rozgrzac termometr gdy sie odwtocila).
      • iwles Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 11:17
        mae224 napisała:

        > E tam, moja pielegmiarka z liceum dokładnie 24 lata temu odeslala mnie z bólem
        > glowy. Wykorzystywaliśmy to zawsze, bo odsylala kazdego, kto sie na cokolwiek p
        > oskarżył.


        a ilu było chętnych, żeby odprowadzić do domu, coby choremu po drodze nic się nie stało! big_grin
    • wkswks Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 15.10.21, 18:50
      Ja zostałam kilka razy odesłana do domu, nirmalnie sie pytali czy ktos jest w domu i odsyłali. Albo dzwonili do pracy. Raz odprowadzała mnie pani szatniarka. Wiec nie wiem czy takie bzdury. No akurat plus minus było to 30 lat temu.
    • kub-ma Re: kiedy ja chodziłem do szkoły... 16.10.21, 20:19
      Nie pamiętam jak to było z katarem, ale raz podczas lekcji rozbolało mnie ucho. Nauczycielka wezwała moje starsze rodzeństwo (w tej samej szkole) i wysłała do przychodni. Tam zostałam sama w kolejce a rodzeństwo wróciło do szkoły smile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka