jowita771
25.10.21, 11:58
Jak starsza córka miała kilka lat, może z pięć, to pierwszy raz zobaczyłam wredne dziecko, wcześniej myślałam, że takie zachowania u dzieci nie występują. To była dziewczynka, może w wieku mojej córki, która bywała na tym samym placu zabaw. Jej zachowanie zawsze wyglądało tak samo: przychodziła, obserwowała przez chwilę dzieci, potem wybierała jakieś, które bawiło się z drugim, podchodziła, odciągała to dziecko i zaczynała nadawać na to, z którym tamto się wcześniej bawiło. Dziewczynka nie interesowała się dziećmi, które bawiły się w pojedynkę, chodziło o "odebranie" komuś towarzysza zabawy, przyłączenie się nie wchodziło w grę. Raz podeszła też do mojej córki i próbowała "podkraść" ją mówiąc: "nie baw się z nią, bo ona jest gruba". Ta "gruba ona" to był córki towarzysz z placu zabaw, który faktycznie był okrągły i wyglądał jak dziewczynka, dlatego "ona". Moja córka nie zrozumiała, dlaczego ma się nie bawić, popatrzyła na podjudzaczkę, potem na kolegę, wzruszyła ramionami i pobiegła kontynuować zabawę. Ta dziewczynka zachowywała się tak zawsze, gdybym nie widziała, to bym nie uwierzyła, że dziecko może być takie wredne. I teraz mam czasem kontakt z dziewczynką o podobnym charakterze. Dziewczynka ma jedenaście lat, dwa lata temu, między drugą a trzecią klasą, zmieniła szkołę, bo "nie dogadywała się z kolegami w poprzedniej". W klasie wcześniej fajnej, dość zgranej, jak na takie małe dzieci, pojawiły się zgrzyty. Podjudzanie jednych dzieci przeciwko innym, intrygi, są na porządku dziennym u tej dziewczynki, np. mówi Kasi, że Weronika jest brzydka, Kasia nie komentuje, intrygantka idzie do Weroniki i mówi: "Kasia powiedziała, że jesteś brzydka". I robi się kwas między Weroniką i Kasią. Albo wysmarowała czekoladą krzesło kolegi, żeby potem się naśmiewać, że zrobił kupę w spodnie. Sytuacje maja miejsce w klasie młodszej córki, jak dziecko opowiada, to mi się włos jeży. Starsza córka mówi, że niezła toksyna z tej koleżanki i to fakt, myślę tak samo. Młodszej mówię, żeby jak najmniej rozmawiała z toksyną, ale wyjaśniała każde niedomówienie i broniła się w razie intryg. Poradziłam też, że jeśli będzie świadkiem jakiegoś incydentu, to może koleżankę dyskredytować mówić głośno, że przecież to nie pierwszy taki wybryk, kłamała już tyle razy, odwracała kota ogonem, więc pewnie teraz też to robi. Pewnie niepedagogicznie, ale trudno. Co jeszcze można zrobić?