Dodaj do ulubionych

Ktoś mi zabrał tożsamość...

02.11.21, 19:17
Tak się czuje. Rzadko płacze albo wcale a dzisiaj autentycznie się popłakałam.
Jestem sobie sama winna...
Od przynajmniej 10 laty nosiłam jasne wlosy, w balejazu i coś mi odbiło,bo zachciało mi się zmiany, ombre...
Od fryzjera wyszłam w poczuciu,że wyglądam jak kleopatra. To jest dla mnie tak wielka rewolucja,że aż mnie nerwica ściska w gardle,klatce piersiowej i brzuchu...mam ochotę się zakopac pod ziemię...

Czy przesadzam?
Pocieszcie...pliz
Obserwuj wątek
    • aguha Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 19:30
      Współczuję 😑 Kiedyś zapłaciłam kupę kasy za podobno rewelacyjnego fryzjera. Taki był rewelacyjny, że po wyjściu płakałam jak bóbr. Chciałam mieć dobrze podcięte włosy i naturalny kolor. Włosy może i były dobrze podcięte, ale te pasemka🥵 (blond + wiśnia). Na drugi dzień w pracy mnie nie poznali. 🤣😅🥴 Dwa dni później miałam poprawiany kolor u miejscowej fryzjerki. Dobrze, że moje włosy to wytrzymały.
        • tt-tka Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 19:36
          bominka napisała:

          > Poproszę wiecej takich historii na pocieszenie...
          >
          >
          > CHlip chlip..😪😪

          Uprzejmie sluze smile - nie przyznam sie, ile mialam wtedy lat, ale kolezanka zaofiarowala sie zrobic mi balejaz. Tyle ze te pasemka robila szczoteczka do zebow i wyszla mi na lebie regularna szachownica - ciemnorude pomieszane z blondem.
          Chodzilam tak jakis czas...
          • podaje_haslo_okon Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 19:44
            O, taką amatorską też mam. Za młodu zapragnęłam zostać blondynką, więc dorwałam się do jakiegoś dekoloryzatora, położyłam to na włosy i czekałam dwa razy dłużej niż trzeba, bo naturalnie jestem brunetką. Po zmyciu miałam jakieś 2cm od czubka głowy blond platyny, następnie z 5cm rudoblondu, następnie z 15 cm rudego i końcówki w kolorze brązowo rudym. Jak moja matka to zobaczyła, to mi wypisała zwolnienie z lekcji na kolejny dzień, kupiła brązową farbę i kazała naprawić. Przez kolejne kilka miesięcy byłam ruda (ale przynajmniej w miarę jednolicie). Dzięki temu eksperymentowi nauczyłam się, że: nie znam się na farbowaniu włosów, nie wyglądam dobrze w rudym, następnym razem jak będę potrzebować zwolnienia z lekcji, to upier*olę sobie grzywkę smile
            • cosmetic.wipes Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 22:34
              Po zmyciu miałam jakieś 2cm od czubka głowy blond platyny, następnie z 5cm rudoblondu, następnie z 15 cm rudego i końcówki w kolorze brązowo rudym.

              O, widzę, że miałyśmy podobne doświadczenia. Z tym, że moje końcówki były w kolorze niemowlęcej kupy, takie lekko zgnilo- zielonkawe.
        • kocynder Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 20:12
          O fryzjerach, zwłaszcza tych "och-ach-i-z-szykanami) to bym mogła epopeję trzynastozgłoskowcem napisać, tylko nie wiem, czy objętość panaadasiowych ksiąg by wystarczyła... Przykłady (nie że jedna fryzjerka, tylko różne, na przestrzeni x lat). Dysponuję włosami mocno falującymi, ciemnymi, raczej cienkimi, ale gęstymi.
          1. Miałam włosy mniej - więcej do pół pleców. Weszłam "Proszę tylko podciąć końcówki", fryzjerka radośnie u...rąbała mi grube pasmo na wysokości połowy szyi z optymistycznym "Tak będzie ok?". Nie, przecinek, nie będzie ok, ale co mogę w tym momencie zrobić, skoro paniusia już ciachnęła?
          2. Postanowiłam nieco "podrasować" kolor i rzuciłam się na "złote refleksy. Fryzjerka na całym łbie zrobiła mi coś w odcieniu jajecznicy.
          Generalnie 90% fryzjerów płci dowolnej kompletnie nie słucha co klientka/klient do nich mówi. A nawet jak słucha to wie lepiej. A jeśli nawet nie wie lepiej - to nie jest w stanie się przyznać, że takiego cięcia jak chce klientka po prostu niedasię, albo tez ona/on nie potrafi.
          Z zasady włosów nie układam. I już się przekonałam, że jeśli fryzjerka WBREW mojemu "Ale proszę nie układać" suszy wyciągając na szczotce - to już wiem, że jest d... a nie fryzjerka i cięcie włosów kręconych ją przerasta, a za durna, żeby się przyznać, że nie umie. No i oczywiście, że w domu, jak zmoczę włosy i wyschną "same" to będzie bezlitośnie widać, że paniusia reklamująca super-duper-kreatynowanie-woskowanie-prostowanie po prostu nie umie strzyc włosów innych niż proste jak drut. Przyznam, że dotąd tylko jeden raz spotkałam fryzjerkę, która popatrzyła na moją czuprynę, pomacała włosy i orzekła, że ona się nie podejmie, bo nie będę zadowolona. I powiem, że mam dla niej ogromny szacunek.
          Inna kwestia, że bardzo często klientka albo sama nie wie czego chce, albo też chce czegoś, co na jej włosach jest po prostu nieosiągalne... smile
          • kocynder Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 20:17
            A, miałam opisać efekt ostatniej wizyty u fryzjera: chciałam podciąć końcówki i położyć kolor, miodowy brąz, taki prawie naturalny. Nie układać, nie używać ŻADNYCH środków do stylizacji (lakierów, pianek itp). "Końcówki" zdaniem pani fryzjerki (a jakże, z dyplomami, kursami, nagrodami i Bóg-wie-czym) to kosmyki około 15 cm. Miodowy brąz wyszedł jej czarny jak najczarniejsze piekło. A "na deser" umazała mi łeb pianką, wysuszyła na szczotce i zlała lakierem... Nie wiem, może mówiłam po chińsku? Co prawda nie znam chińskiego, ale...
          • turzyca Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 22:21
            Jeśli to Cię jakoś pocieszy, to prostych włosów fryzjerzy też nie potrafią strzyc. Tzn. dramatycznie krzywo zazwyczaj nie będzie, ale żeby włosy same z siebie się układały, to też zapomnij. Serio, jak trafiam na fryzjera, który umie strzyc, to trzymam się zębami i pazurami, bo to jest rzadkość niespotykana.
            • allijja Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 03.11.21, 02:02
              > jak trafiam na fryzjera, który umie strzyc, to trzymam się zębami i pazurami, bo to jest rzadkość niespotykana.


              to akurat tez się zmienia. Ja miałam taka fryzjerke i nagle cos jej sie zmieniło i zamiast podcinać mi włosy prosto na całym obwodzie to robiła taki ząbek przy uchu, ktory mnie wqriwał. Sto razy jej tłumaczyłam, że ma być prosto. Przynosiłam swoje zdjęcie fryzury, którą sama kiedys wykonała - i nie, ciagle ten pieprzony ząbek.
              No i przestałam do niej chodzic.
            • novembre Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 03.11.21, 22:29
              Moja córka (6l) ma lekko falowane włosy. Poszłyśmy podciąć końcówki, a fryzjerka, że ojej, bo one falowane, to czy ja bym miała coś przeciwko jeśli ona wyprostuje prostownicą, bo wtedy będą równe i ona wtedy łatwo podetnie.
              Że też nie znała tego tajemnego tricku ze spryskaniem włosów wodą...
        • mondaymorning1987 Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 23:45
          mnie na blondzie zrobiła pani czekoladowe pasemka, jak wyszłam z salonu auto sie zatrzymało i pan mnie podrywał, taki to był spektakularny efekt. Niestety musiałam umyć głowę i te kolory sie, że tak powiem wymieszły i wyglądały jak taka stara ścierka do podłogi😁
        • allijja Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 03.11.21, 01:51
          >Poproszę wiecej takich historii na pocieszenie...

          moja koleżanka miała swoja ulubiona fryzjerkę, która ongis zrobiła jej fryzurę wampa, włosy gdzieś tak do polowy pleców, mocno "napuszone", w kolorze blond. Tyle, że koleżanka ma jakieś 150 cm i najpierw do pokoju wchodziły włosy a potem koleżanka. Już to powinno mnie tknąć ale nie...dałam sie namówic. Chciałam sobie u niej zrobic "mokrą Włoszke" to zrobiła mi "ondulację" na głowie taką, że z kolei u mnie wchodziły najpierw włosy a potem ja - a włosy mam gęste, ciemne, wtedy tez tak do łopatek. Wygladałam jakbym przyjechała przed chwilą z Afryki...
          Na odrosniecie "ondulacji" czekałam zdecydowanie dłużej niz ty - mozesz zmienic fryzurę od razu, farbę też. Ja musiałabym sie ogolic na łyso.
    • lot_w_kosmos Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 19:45
      Ja kiedyś poszłam ze zdjęciem subtelnego scieniowanego pazia.
      Potencjał włosowy był.
      Wyszlam kufa z takim garnkiem na głowie że myślałam że skonam.
      To było 100 lat temu na studiach.
      Jak widzisz żyję, wytrzymałam, a trzeba było odczekać aż odrosną, nic innego nie pozostało.

      Wszystko mija, bawet najdłuższa żmija.
    • magdallenac Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 19:47
      Dawaj zdjecie, na pewno nie jest tak zle, jesteś tylko nieprzyzwyczajona. Ja przez ostatni rok przechodziłam przez 3 włosowe rewolucje, za każdym razem przez pierwsze tygodnie było dziwnie. Długie brązowe w długie blond w krótki blond bob, na odwrócony bob- najciemniejszy, możliwy brąz.
      • bominka Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 20:30
        Dziękuję Dziewczęta, już mi trochę lepiej... na pewno na zmiany reaguje się latwiej jak się ma około 20tki a inaczej po 40tce. Nie jestem gotową przyjmować wyzwań tego kalibru.
        Do wizyty się przygotowałam, zrobilam sobie kilka fotek z netu jakie mam oczekiwania. Zdjęcia wszystkie podobne do siebie.poszlam do salonu,zeby obgadać oczekiwania i umówić termin.
        Tak,przyznam racje,że fryzjerzy robia tak jak potrafią,ze świeczki szukać takich z powołania.
        Zawsze wyciągam wnioski z ciężkich doświadczeń...nie ma tego złego. Wezme sprawy w swoje ręce i będę ogarniać kolor w warunkach domowych. Na ciemnych włosach latwiej będzie podjąć wyzwanie.
        • tt-tka Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 22:36
          bominka napisała:

          > Dziękuję Dziewczęta, już mi trochę lepiej... na pewno na zmiany reaguje się lat
          > wiej jak się ma około 20tki a inaczej po 40tce.

          he he he. Kolezanka chciala sobie dac zelu na grzywke, machnela kremem do depilacji smile
          nacisnela czapke na czola i poszla. Ale sama powiedziala, i ja jej wierze, ze gdyby jej sie to zdarzylo 20 lat wczesniej, to ryk byloby slychac na kilku okolicznych osiedlach, a z domu nie wyszlaby na pewno !
    • marinella Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 20:20
      Jako dwunastolatka poszłam pierwszy raz do fryzjerki. Ze słoneczno-mysiego blondu po połowy pleców opitolila mnie na kevina z backstreet boysow’ grzybek nad uchem i zostawiła kilka długich pasemek na szyji w stylu dietera bohen’a.

      Płakałam przez kilka tygodni, jako młoda nastolatka w newralgicznym okresie. 40 mi stuknęła a do tej pory pamietam te rozpacz jak wczoraj.
    • dvdva Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 20:22
      Kiedyś trafiłam na nawiedzonego frzyzjera, ktory zrealizował swą wizję artystyczną. By nadać fryzurze lekkości, zdegażował mi włosy od skóry głowy i po całości. Gdy zobaczyłam te kłęby włosów na ziemi to straciłam głos. Wyglądałam, jakby mnie krowa oblizała, gumka na tej marnej kitce nawet się nie chciała trzymać.
      Pan również wkręcił mi włosy w suszarkę, myślę, że coś wziął.
      Lata mi zajęło by pozbyć się tych mizernych warstw i by je wyrównać.
      Aha, oczywiście płakałam całą drogę do domu
    • mashcaron Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 21:11
      Nic się nie martw, włosy odrastają 😘
      Jestem tego świetnym przykładem :p
      W maju 2020 tchnięta jakąś idiotyczną chęcią zmiany przefarbowałam się ( sama w domu) z ciemnego brązu na jasny blond. Włosy miałam już przed tym rozjaśnianiem w nienajlepiej kondycji więc PO były wręcz tragiczne. Kruche blond siano wprost z manieczek czy innego disco 2000 🙄 tyle dobrego, że kolor wyszedł zadziwiająco równy, bez plam itp. Wytrzymałam z tym sianem miesiąc, po czym zafarbowałam na brąz i poszłam do randomowego fryzjera żeby mi to obciął ( wiecie, lockdowny, cuda na kiju, u mnie wtedy otwierali i zamykali co chwila, nie było wyboru) i wyszłam z brązowym kotem w arbuzie z którego po tygodniu cała farba splynęła, bo włosy były tak zniszczone, że nie trzymały pigmentu 😩 i tak obcinałam, obcinałam, obcinałam, aż obcięłam :p
      Więc tego, cierpliwości, wszystko da się odkręcić:p
      • massinga Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 22:38
        Na moje wesele zeobilam trwala. Po pol roku zachcialo mi sie blond pasemek. Jak fryzjerka zdejmowala folie, to od razu czesc wlosow odpadla (te bardziej zniszczone trwala). Jak zmywala, to nadal wychodzily garsciami. Zostalam z nedznymi resztami i obawa, ze nic na glowie nie bedzie po kilku dniach.
        Niedlugo potem scielam na bardzo krotko, bo fryzura wygladala zalosnie.
    • hannah_weaver Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 22:13
      No weź, z opisu wyglądasz jak $1.000.000

      Jak nie przywykniesz to najwyżej się przefarbujesz 😉 było radykalne cięcie? Jak nie to nie ma sprawy.

      Ja ryczałam po cięciu z włosów do pasa i farbie z platyny na beż. A potem drugi raz z rzędu po Ciociu na chłopca z przemarszu wojska i farbie na ciemno. To były dwie ostatnie wizyty w tym salonie. Wyłam już na fotelu.

      Będzie ok, prześpij się z nowym lookiem
    • lumeria Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 02.11.21, 22:22
      Pocieszam, ze nie ty jedna!

      Dłuższy czas korciło mnie by wypróbować truskawkowy blond (taki rudawy) zamiast mojego zwykłego chłodnego. No i popełniłam to.

      Głupio mi - szczegolnie dlatego, ze jestem umówiona na strzyżenie 🙄
    • k.messi Re: Ktoś mi zabrał tożsamość... 03.11.21, 22:22
      W wieku 12 lat postanowiłam zostać blondynką (naturalnie ciemny brąz), farbowania podjęła się mamusia. Farby starczyło na dokładnie połowę włosów, bo włosów mam mało, ale za to są gęste. Zostawiwszy mnie z farbą na połowie włosów mamusia hyżo pomknęła do drogerii, i musiała ubłagać sprzedawczynię, żeby jednak otworzyła zamknięty już sklep i sprzedała jej farbę, bo dziecko będzie wyglądać jak Cruella de Monn.

      Drugie opakowanie farby trzymałam na włosach krócej, niż pierwsze, więc chwyciło różnie - z lewej strony byłam platynową blondynką, z prawej zaś - radosnym kurczakiem.

      Nie poznała mnie ciocia, nie poznała mnie najlepsza przyjaciółka, ja sama siebie nie poznawałam w lustrze. Mama wymownie milczała.

      Włosy z długości za łopatki zostały obcięte następnie 'na chłopaka' podczas wakacji nad morzem, po jakimś miesiącu od farbowania, bo przeszkadzały mi w pływaniu. Miałam wspaniały, brązowy odrost i wyglądałam jak uosobienie tandety.

      Na wrzesień włosy zostały przefarbowane z powrotem na brąz, a ja na lata zatraciłam chęć bycia blondynką. Rozjaśniłam włosy dopiero przed trzydziestką - i wyglądam super! smile

      Innym razem poszłam podciąć włosy z długości za łopatki, miały być 3cm. Fryzjerka ciachnęła przy szyi. Tak wspaniale je 'umyła', że po zdjęciu ręcznika przedziałek nadal miałam w tym samym miejscu, co przed myciem. W domu umyłam włosy po swojemu i niestety, nadal wyglądałam fatalnie - jak Maćko z Bogdańca. Na cito jechałam do fryzjerki, do której chodziłam zawsze, i przepraszając ją od progu za zdradę, błagałam o wybaczenie i ratunek.

      Wyszłam od niej z bardzo zgrabną fryzurką, najdłuższy włos sięgał mi do linii brody, miałam też grzywkę. A przypominam, że weszłam obciąć włosy sięgające za łopatki o 3 cm smile

      To z historii z kategorii zabawnych.

      A z historii strasznych: siedząca obok mnie u fryzjera klientka kichnęła w momencie, kiedy fryzjer skracał jej grzywkę.

      Cisza, jaka zapadła w salonie po kłapnięciu nożyczek była bardziej wymowna, niż wszystkie przekleństwa świata. Efekt był taki, że po zejściu z fotela pani wyglądała naprawdę świetnie, ale po jej minie widać było, że nadprogramowa i bardzo krótka grzywka nie jest, delikatnie mówiąc, po jej myśli.

      Pani za wizytę nie zapłaciła, ale od mojej fryzjerki wiem, że nadal jest klientką - tylko jak tnie pasmo włosów, które jest 'grzywką', to nie kicha, nie gada i ogólnie nie oddycha big_grin


      Włosy nie zęby, odrosną!
      Trzymaj się, rozumiem Twój ból smile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka