Dodaj do ulubionych

żale odchudzającej się :(

09.11.21, 09:13
W całym moim 37 letnim życiu dwukrotnie udało mi się schudnąć. Pierwszy raz w wieku około 17 lat - zrzuciłam 10 kilo i z pulchnej nastolatki stałam się szczupłą młoda kobietą. Drugi raz po urodzeniu pierwszego dziecka - około 8 kilo z pomocą kalkulatora i tabeli kalorycznych doszłam do swojej standardowej wagi 58 kilo. Po urodzeniu drugiego dziecka został mi nadbagaż i jakoś ciągle nie było mi z odchudzaniem po drodze, aż zobaczyłam swoje zdjęcia z wesela kuzynki surprised Motywacja pojawiła się natychmiast i tak się sobie odchudzam już około 3 tygodnie.
Liczę kalorie, piję tylko wodę i niesłodzoną herbatę, nie tykam słodyczy (nawet na nie nie patrzę), jem dużo warzyw, drób, ryby, naturalny nabiał i "ciemne" węglowodany. W pierwszym tygodniu spadło 2 kg, w drugim 0,5, a teraz od tygodnia waga stoi sad
Przy poprzednich dietach szło jakoś lepiej. Nawet sięgnęłam do swoich zapisków sprzed kilku lat i wtedy chudłam w trybie ciągłym 0,2-0,3 kg dziennie! Stara już jestem czy co?
Dajcie trochę motywacji, bo czuję, że opadam z mentalnych sił...
Obserwuj wątek
      • trzytysiacesiedemset Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 09:31
        Jadam 3, staram się zmieścić w 8 godzinnym oknie żywieniowym. Jak jem więcej posiłków o mniejszej kaloryczności to mam wrażenie , że jestem ciągle głodna uncertain teraz jem 3 po około 400-500 kcal i nie czuję wcale głodu.
        Z ruchem gorzej. Mam pracę siedzącą, ale po pracy dużo chodzę, kilka razy w tyg ćwiczę w domu (30-45 min), ale na zajęcia zorganizowane lub nawet bieganie nie bardzo mam możliwości, bo jestem uziemiona z 2 dzieciaków (mąż w rozjazdach).
            • mashcaron Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 09:54
              Policz sobie zapotrzebowanie kaloryczne z jakimś kalkulatorem, bo być może jesz za mało a to stopuje metabolizm.
              Na oko wydaje mi się że te 1400 to okolice twojej podstawowej przemiany materii i powinnaś jeść 1600-1700 żeby schudnąć zdrowo i bez jojo.
              • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 10:05
                mashcaron napisała:

                > Policz sobie zapotrzebowanie kaloryczne z jakimś kalkulatorem, bo być może jesz
                > za mało a to stopuje metabolizm.
                > Na oko wydaje mi się że te 1400 to okolice twojej podstawowej przemiany materii
                > i powinnaś jeść 1600-1700 żeby schudnąć zdrowo i bez jojo.


                😂😂😂 ta z takimi radami to w obozach wszyscy powinny być o normalnej wadze. Bo zastopowali metabolizm.
                • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 10:48
                  3-mamuska napisała:


                  > 😂😂😂 ta z takimi radami to w obozach wszyscy powinny być o normalnej wadze.
                  > Bo zastopowali metabolizm.

                  Przestań gadać bzdury. Po pierwsze w obozach ludzie dostawali o wiele mniej kalorii, niż jedzą dziś dietetujące kobiety. Zdaje się, że taka przeciętna racja, pomimo wyższych wytycznych, wynosiła wtedy około 800kcal.
                  Po drugie, obozowa "dieta" trwała zwykle o wiele dłużej, niż ktokolwiek potraf dziś w normalnych warunkach wytrzymać.
                  Po trzecie, oczywiście, że ludziom w obozach też metabolizm się zwolnił, ale to nie znaczy, że zatrzymał. Tego się nie da, dlatego po około 30 dniach całkowitej głodówki przeciętny człowiek umiera. A przy trwałym niedożywieniu organizm powoli zaczyna się trawić, co nie jest oznaką zdrowia i nikomu bym takiego odchudzania nie polecała. Widziałaś jak wyglądali ludzie w obozach? To uszkadza wewnętrzne organy, przed wszystkim mięsień sercowy. Dlatego anoreksja jest bardzo niebezpieczną chorobą i około 10% chorych na nią umiera. Bezpośrednią przyczyną są prawie zawsze poważne zaburzenia pracy serca.
                  A po czwarte, ludzie, którzy obozy przeżyli, oprócz szkód zdrowotnych, wykazywali jeszcze długo zachowania wskazujące na zaburzenia odżywiania, niektórzy już do końca życia. Fazy głody mają nie tylko dramatyczne konskewencje dla ogranizmu, ale także dla psychiki.
                  Dziś poza tym, mamy raczej problem z nadmiarem, a nie niedoborem jedzenia, dlatego jeżeli zależy nam na tym by nie tyć, trzeba zawsze starać się mieć maksymalnie podkręcony metabolizm, tak by byle dodatkowa kaloria nie kończyła się wahnięciem wagi w górę. Redukcja kalorii temu nie służy, w wręcz przeciwnie, jest zawsze sygnałem alarmowym, że trzeba oszczędzać i spalać kalorie ostrożniej. Dlatego uparcie powtarzane niskokaloryczne diety prowadzą długoterminowo do tycia. To jest dosyć znany fakt w dietetyce i jakieś tam pojednycze anegdoty tego nie zmienią.
                  "Psucie się" metabolizmu przebiega też indywidualnie. U niektórych widać to już w okolicach 30 tki, u niektórych dopiero sporo później, a gwarantuję ci, że życie nie kończy się po 50 tce i wiele kobiet ma w tym wieku ogromne problemy by zaakceptować galopujące wręcz tycie. A wielu by się to nie zdarzyło, gdyby zaakceptowały wcześniej kilka kilogramów więcej i nie walczyłyby ze swoim ciałem.
                  Do tego efektem zepsutego metabolizmu jest insulinooporność, która nie jest tylko zagrożeniem dla grubasów, jak się potocznie myśli. Każa ekstrema może ją wywołać, zarówno żarcie w nadmiarze, jak i niedojadanie. Kiedyś faktycznie człowiek z otyłością miał wyższe ryzyko insulinooporności i cukrzycy typ. II. Dziś na insulinooporność cierpią już młode kobiety, często z wagą w normie, ale z bogatym dietetycznym życiorysem. Co zresztą też jest dobrze znanym mechnizmem, nawet dzieci matek, które jako młode kobiety głodowały w czasie wojny, mają wyższą skłonność do cukrzycy typ. II. To są bowiem epigenetyczne dopasowania metabolizmu, które mogą być nawet przekazywne na późniejsze generacje. Zjawisko zbadane na mieszkankach kraju Beneluxu.
                    • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:50
                      czerwonylucjan napisał(a):

                      > Na insulinoopornosc cierpia tez szczuple, ktore nigdy sie nie odchudzaly, znam
                      > takie 3 mlode kobiety

                      Skłonność do insulinooprności mamy wszyscy w genach, to jest specyfika naszego oszczędnego metabolizmu. Przejściowa insulinooporność jest regułą w wielu momentach naszego życia, np. podczas przeróżnych chorób oraz w czasie ciąży. Ale u każdego ta skłonność wypada trochę inaczej, u jednych jest genatycznie bardzo silna i wtedy wystarczy słaby stymulant do wywołania jej na dłużej/stale, inni mają metabolizm nieco bardziej odporny i wtedy potrzeba więcej. Już napisałam też, że niska waga przed insulinoopornością nie chroni, wystarczy niekorzystny styl odżywiania - nadmiar kalorii, niedobór, albo inne czynniki związane z odżywianiem, których ty w przypadku tych kobiet nie znasz.
                        • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 20:07
                          czerwonylucjan napisał(a):

                          > Znam to bliskie osoby, ktore nigdy z jedzeniem nie mialy problemu, problemy z i
                          > nsulinoopornoscia u nich wystepuja rodzinnie

                          Rodzinna to może być predyspozycja, podwyższone ryzyko, ale to nie oznacza, że trzeba zachorować. I nawet jak są to osoby ci bliskie, to możesz nie wiedzieć, jakie błędy popełniają. Wielu ludziom się wydaje, że szczupła oznacza zdrowo się odżywiająca, a to nie jest automtycznie prawdą.
                          Rodzinne do tego są też przyzwyczajenia dotyczące kuchni, preferowanych w niej produktów oraz czasów i częstotliwości posiłków, a to sprzyja pojawianiu się insulinooporności w jednej rodzinie. Często dotyczy ona też obu małżonków, których nie łączą żadne geny, a tylko wspólny stół.
                          I nawet jak u tych kobiet akurat predyspzycja jest wyjątkowo silna, to są to ciągle anegdoty, na podstawie których nie argumentuje się w tematych dotyczących większych populacji. Insulinooporność jest wynikiem niekorzystnego odżywiania i można ją korzystynym stylem odżywiania zahamować. Punkt.
                          • czerwonylucjan Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 20:59
                            Czizas...dwie osoby moga palic jedna dostanie raka bo ma predyspozycje, druga nie to samo z insulinoopornoscia, jedna bedzie jesc byle jak cale zycie bez konsekwencji a druga bedzie miec problemy przy zwyczajnym jedzeniu (jak te kolezanki).
                            • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 00:04
                              czerwonylucjan napisał(a):

                              > Czizas...dwie osoby moga palic jedna dostanie raka bo ma predyspozycje, druga n
                              > ie to samo z insulinoopornoscia, jedna bedzie jesc byle jak cale zycie bez kons
                              > ekwencji a druga bedzie miec problemy przy zwyczajnym jedzeniu (jak te kolezank
                              > i).

                              Nie histeryzuj. Insulinooporność to nie rak. To cecha naszego metabolizmu i każdy absolutnie każdy, w jakiejś tam sytuacji naszego życia rozwija przejściową insulinooporność. To, czy komórki stracą wrażliwość na insuliną na dłużej, zależy od wielu czynników, także od genetycznej predyspozycji, przecież o tym pisałam, więc stawiasz sobie chochoła. Ale w dużej mierze jesteśmy sami odpowiedzialni za to, czy do tego dopuścimy, to nie jest los nie do uniknięcia, jak chcesz tu mi wmówić. To, że ktoś ma więcej szczęścia i będzie popełniać błędy żywieniowe bezkarnie, nie oznacza, że ci, których inuslinooporność dopadła, skazani byl na ten los niezależnie od sposobu odżywiania. Oni popełnili jakieś błędy, nawet jak byli szczupli i nie są tych błędów świadomi. .
                              • czerwonylucjan Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 08:44
                                Ja histeryzuje? A co do bledow zywieniowych przypomnij sobie watek o grubym dziecku ok 10 lat, ktorego matce odradzalas dwa - slownie dwa - owoce dziennie bo od fruktozy mozna dostac stluszczenia watroby sic.. malo kto je w modelowy sposob a jednak to czy nam to zaszkodzi zalezy w duzej mierze od genow, nigdzie nie napisalam, ze insulinoopornosc tp najgorsze co sie moze przytafic i ze jest nie od opanowania.
                                • afera.fryzjera Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 12:00
                                  No wiesz, z drugiej strony jak matka pyta na forum o takie rzeczy i słucha porad randoma. Chyba mało inteligentna. Z takimi problemami idzie się do lekarza, a nie do internetowego eksperta od wszystkiego, najczęściej bez wykształcenia.
                                • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 12:14
                                  czerwonylucjan napisał(a):

                                  > Ja histeryzuje? A co do bledow zywieniowych przypomnij sobie watek o grubym dzi
                                  > ecku ok 10 lat, ktorego matce odradzalas dwa - slownie dwa - owoce dziennie bo
                                  > od fruktozy mozna dostac stluszczenia watroby sic.. malo kto je w modelowy spos
                                  > ob a jednak to czy nam to zaszkodzi zalezy w duzej mierze od genow,

                                  Ale pyerdolisz. O tym, że każdy z nas ma inną predyspozycję genetyczną pisałam chyba w każdym wątku. Ale ty wychodzisz najwyraźniej z założenia, że skoro niektórzy mogą jeść co chcą i kiedy chcą bez negatywnych konsekwencji, to mogą to robić już wszyscy, bo i tak niczego nie zmienią. Otóż tak nie jest. I jeżeli ktoś z niekorzystną genetyką dorobił się nadwagi i insulinooporności i chce w jak najszybszym czasie przynajmniej tej drugiej się pozbyć, to powinien uważać także na fruktozę i owoce, zwłaszcze jeżeli te owoce je się jako przekąskę, a nie do głównych posiłków.
                                  Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że każdy tu uważa się tu za specjalistę od odżywiania, bo potrafi odtłuścić rosół.
            • wkswks Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 13:19
              Masz podobne parametry jak ja rok temu. Mi wyszło, ze powinnam zjadać prawie 1800 kalorii. Trzy posiłki to mało, jedz cześciej i nie rób tego co ja- ze same warzywa jako posiłek bo będziesz głodna a ja dodatkowo dostałam kompletnego rozstroju układu trawiennego i skończyło się kompletnymi badaniami z gastro- i kolonoskopia, markerami nowotworowymi itp.
    • heniek.8 Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 09:23
      starość nie radość
      gdzieś czytałem wywiad z polskim aktorem obecnie ok. 40 lat,
      robił niedawno formę do filmu i mówił że w tym wieku to jest mordęga, kilkanaście lat wcześniej taką formę mógł zrobić cheatując co kilka dni, a teraz ściśle musiał się trzymać planu

      dawaj intermittent fasting
    • mama-ola Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 09:42
      Odchudzasz się późną jesienią, a w naszym klimacie zazwyczaj wtedy nabiera się nieco ciała. To może stopować.
      Mógł też Ci siąść matabolizm, skoro organizm dostał informacje: idzie zima, a jedzenia mniej.
    • escott Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 09:51
      Ludzie, a szczególnie kobiety, z wiekiem ważą trochę więcej, ten tłuszcz skądinąd się organizmowi przydaje, nawet lekka nadwaga jest zupełnie zdrowa i nie ma żadnych badań, jakoby komukolwiek szkodziła.
      Można ten fakt zaakceptować i cieszyć się nowym etapem życia, jedząc normalnie, albo tracić nerwy, wolę, myśli, stres, wysiłek, na wyliczanie sobie i głodzenie się w imię ideałów przemysłu urodziwego i wyfotoszopowanych okładek czasopism, na których normalnych kobiet po 30, 40 nie ma nigdy.
        • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 11:15
          Nie "sprzed drugiej ciąży", a swojej "młodszej ja". Jeżli już w wieku nastoletnim nie byłaś tchrzinką i musiałaś się odchudzić o 10 kg, by osiągnąć upragnioną wagę, to oznacza, że walczysz trochę ze swoją genetyczną predyspozycją. Owszem, utrzymywałaś niższą wagę, ale zapewne trochę sztucznie, kontrolując stale mniej lub bardziej swoje odżywianie. W ciąży kiedy nie możesz być już tak restrykcyjna, organizm walczy o swoje zmieniając do tego metabolizm na jeszcze trochę bardziej oszczędny. Dowodem na to może być właśnie, że zbierasz tłuszcz na tułowiu, typowe dla ludzie z tendencją do insulinooporności.
          Obecnie masz BMI w okolicach niecałego 24, to jeszcze nie nadwaga. Zachowaj rytm jedzenia, czyli 3 razy dziennie, może być IF, który robisz, czyli jedzenie w ciągu ośmiu godzin, ale zwiększ ilość kalorii do 1700-1800. Nawet gdybyś przy tym nie chudła. To pomoże wyregulować metabolizm, ale nie oczekuj szybkich efektów. Znajdź sobie koniecznie aktywność ruchową, która sprawia ci przyjemność, ale uprawiaj ją albo codziennie przez 30-45 minut, albo przynajmniej co drugi dzień. Ale nie na siłę i nie z zagryzionymi zębami, bo tu chodzi o obniżenie kortyzolu, który hamuje odchudzanie. Dlatego warto poszukać, przy czym naprawdę się odprężamy, nawet jakby to miał być zamiast tabaty tylko kurs wolnego tai chi.

          Przy twoich warunkach na mniej niż 63 kg i tak nie powinnać sIę fiskować. Po co ci to? Pracujesz jako modelka?Do modelownia i ujędrnienia sylwetki dobry jest pilates. Nie niska waga gwarantuje przecież dobrą sylwetkę. Nawe jak schudniesz 10 kg, to wcale nie będziesz wyglądać jak nastolatka. Niekorzystne rozłożenie tłuszczu zostanie, a zredukowanie wagi do kości, by tego nie było widać, nie jest wcale oznaką zdrowia i przysporzy ci tylko kłopotów za 10 lat, kiedy zaczniesz przekwitać i kompletnie stracisz sylwetkę, bo organizm dowali z nawiązką właśnie tam, gdzie się obawiasz. W tym wieku bardzo często właśnie widać, która kobieta była szczupła, bo wcześniej głodowała, a która była szczupła bo metabolizm pracował lepiej. A metabolizm zmienić możesz tylko prawidłowo kalorycznym odżywianiem i treningem.
          • trzytysiacesiedemset Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 12:44
            Dzięki, za odpowiedź. Wiem - cudów nie ma, figura z matury raczej nie powróci wink
            Chciałabym dojść do 60 kg, żeby nieco wyrównać proporcje ciała. Jak tyję to na brzuchu, ale jak chudnę, to także z brzucha. Modelką oczywiście nie jestem i nie mam szansy zostać. No chyba, że jakąś ekscentryczną wink
            Najgorzej jednak jest ze sportem - zwyczajnie tego nie lubię. A jak coś nawet szczątkowo polubię, to po kilku tygodniach nudzi mi się. Najdłużej wytrzymałam na zumbie - 1 rok.
          • alfa36 Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 00:14
            Dzięki Snake za ten wykład. Co polecisz, oprócz pilatesu... Byłam pierwszy raz, wydawało mi się lajtowo, ale nie udawo mi się zrobić ćwiczeń na mięśnie brzucha. Taka słaba jestem...
            Wcześniej chodziłam na tabatę i step, który lubię najbardziej.
            Co ćwiczyć, żeby ukształtować sylwetkę? Pilates, step, tabatę, spinning? Przy czym z ruchu najbardziej lubię rower😁, wersję spacerową🤣, ale wiem, że to nie pomoże 🙄
            • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 00:27
              Najlepiej to, co sprawia ci przyjemność, choć oczywiście pilates jest genialny, bo to z założenia jest trening dla tancerzy, którz potrzebują silne męśnie, ale niekoniecznie takie, by były one widoczne. Możesz też pracować z ciężarami, albo inne ćwiczenia siłowe z własnym ciężarem ciała.
              Doskonałym treningiem jest też pływanie. Ostatnie badania pokazują, że tai chi jest też świetnym sportem, choć nie wygląda to wcale na ciężką pracę.
              Generalnie jednak wiele kobiet robi błąd zaczynając sport, który ma służyć budowaniu mięśni i jednocześnie się odchudza niskokaloryczną dietą. To nic nie da, bo przy negatywnym bilanasie kalorycznym nie zbudujesz żadnych mięśni. Jeżeli chcesz więc wymodelować sylwetką i wzmocnić mięśnie nie redukuj kalorii. Uda ci się zbudować dodatkową masę mięśniową, podkręcisz metabolizm i będziesz spalać automatycznie więcej kalorii.
              • alfa36 Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 00:37
                Dzięki. Pływać niespecjalnie lubię. Choć nie wykluczam. A te ciężarki to pumpy?
                Na step będę chodziła, bo sprawia mi frajdę (również to, że pamiętam kroki mimo, że ponad rok przerwy miałam). W domu mam stacjonarny rower (ślę jak tk się ma do budowania mięśni?). A do wybory pilates, pump, tabata, body shap (nie byłam) i TBC (wzmacnianie), TBC (spalanie).
      • 21mada Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 17:37
        >okładek czasopism, na których normalnych kobiet po 30, 40 nie ma nigdy.
        Sugerujesz, że szczupłe kobiety są nienormalne?
        Jesteś kolejna dla której normalna = gruba natomiast szczupła = chuda. Bo w reklamach to podobno "same chude modelki". Nie widziałam w reklamach osób z anoreksją, wręcz przeciwnie, w większości są piękne, szczupłe kobiety o zdrowym BMI. I one są jak najbardziej normalne. Grubaski natomiast usilnie dążą do zmiany nazewnictwa żeby szczupłą nazywać chudą a grubą - normalną.
    • nowaktola78 Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 10:05
      w tym wieku trzeba wiecej cierpliwości w zrzucaniu wago niż w wieku lat 20 to raz dwa uciełaś sobie za bardzo kaloryczność i organizm gromadzi zapasy na walkę z głodem, musisz trochę dodać tych kalorii juz teraz bo organizm w końcu odpuści ale przy kejnym przestoju nie bedziesz miała już z czego ucinać, bedziesz musiała się głodzić żeby chudnąc dalej i tutaj wjedzie jojo w tym wieku murowane.
      Do tego jak masz ruch organizm potrzebuje wiecej kalorii, inaczej zemdlejesz gdzieś i tyle bedzie
    • zuzanna_a Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 10:36
      Normalne w trzecim tygodniu, to tw efekt platau - (wygoogluj sobie) - kluczem jest go przetrwać, potem znów będzie duży spadek.
      No i waż się zawsze raz na miesiąc.
      Inaczej nie ma to sensu, bo szybko się załamiesz.
    • jeste_m_sobie Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 10:36
      Może nieco więcej kalorii ze zdrowych tłuszczy i do tego wysiłek fizyczny typu tabata? Można w domu przy youtube. Nawet jeśli za dużo nie schudniesz, będziesz ładniej wyglądała, a to przecież ważniejsze. Aha: mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, ale zajmują mniej miejsca. Zwróć więc uwagę nie tylko na liczbę kilogramów, ale też na obwody.
    • nightdream Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 10:39
      Wspieram!
      Mam to samo.. nadbagaż duży, za duży - z 15 kg lekko do zgubienia, albo i więcej sad
      Od 1,5 miesiąca ćwiczę (2x w tygodniu intensywnie + 2 razy lżej), liczę kalorie… i kicha..
      schudłam 3kg, czuje się totalnie zdemotywowana - wszystko mnie boli a nie chudnę sad
      • fortalesa Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 11:15
        U mnie kluczem do sukcesu jest nie skupiać się za bardzo na zadaniu i tak ustawić jedzenie/ ćwiczenia, aby nie były bardzo dolegliwe
        Głodzenie się(czy li ciągle myślę, kiedy zjem) i intensywne ćwiczenia (bolące mięśnie, zmęczenie) daje gwarancję szybkiego zaprzestania diety.
        Ja się odchudzam od 3 miesięcy, zeszło 8 kg, chciałabym jeszcze z 5 - teraz waga stanęła, ale ponieważ jem tyle, że nie odczuwam głodu i ćwiczę tak jak lubię (pływanie) i kiedy mam ochotę, to nie rwę włosów z głowy.

        Co mnie natomiast boli to utrata tłuszczu na klatce piersiowej - co na to mogę poradzić? Pewnie nicuncertain Ćwiczenia, żeby rozbudować ten mięsień? Buuuu, dupa wygląda lepiej to biut gorzej...life is a bitch
    • volta2 Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 13:34
      166 cm wzrostu i 66 kg wagi- to chyba te zdjęcia z wesela kuzynki przez filtry oglądałaś, że zaczęłaś się odchudzać, ja przy takim parametrze odwracam połowę męskiego zespołu w swoją stronę. dawno już tak nie wyglądałam, ale coś niecoś jeszcze pamiętam (to było 10 kg temu)
        • mashcaron Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 13:54
          Ja przy 168 i 66kg nie byłam jakaś opasła ( ale mi się tłuszcz w miarę równomiernie rozkłada, więc proporcje zostają zachowane) ale też na pewno nie jakaś wyjątkowo szczupła:p teraz ważę 62 i nadal mam i biust i na czym usiąść :p
          • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 14:17
            No ja też się nie toczyłam i mogłam nadal ubrać w zwykłym sklepie , anie z modą xxl wink i mimo, że tłuszcz był i w fajnych miejscach, bo cycki i tyłek, to jednak talii nie miałam, nogi zawsze szczupłe, to po mamie mam wink
            62 to fajna waga.
        • trzytysiacesiedemset Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 14:12
          Jakby ktoś chciał ocenić, to mam figurę niemal identyczną jak Anna Mucha w swoich "grubszych" czasach. No może biust trochę jeszcze większy, co potęguje efekt szerokiej góry. Bogini dzięki, że nogi też mam jak AM wink
          Jak byłam schudnięta, to także wyglądałam jak AM w chudych czasach i do tego tęsknię crying
        • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 15:27
          magdamajak napisała:

          > O nie zgodzę się. Ja przy 169 i 66 byłam otłuszczona, nosiłam rozmiar 40/42. To
          > był kiepski czas.
          > Teraz ważę 58 i jest idealnie.


          Przy 169 i 58 kg, masz BMI zaledwie ciut powyżej 20, to jest dla większości kobiet powyżej 35 roku nierealna wartość. Możliwa do utrzymwania jedynie wielkimi wyrzeczeniami, dietami i niedojadaniem.
          Rada dla wszystkich, zamiast się ciągle odchudzać i definiować przez niską wagę, zacznijcie pracować nad masą mięśniową, by poprawić stosunek mięśnie/masa tłuszczowa. Bo przy BMI 20 ma się zwykle bardzo mariniutkie mięśnie, a to oznacza, że każdy dodatkowy kilogram wygląda wtedy jak otłuszczenie.
          • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 15:53
            Mam prawie 37 lat. I co Ty na to?

            Nie jestem i od dłuuugich lat nie byłam na żadnej diecie. Najadam się tyle, ile potrzebuję, nie cierpię chodzić głodna.
            Wiele lat temu zmieniłam nawyki żywieniowe na zdrowe. Pożegnałam złe nawyki i zbędne kilogramy.
            Mięśnie mam wystarczające do pracy fizycznej po 12h dziennie, łącznie z dźwiganiem. Nie jestem wyrzeźbiona, ale tylko dlatego, że nie chcę.

            I nie, to nie sławne magiczne geny wink
            • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 20:29
              magdamajak napisała:



              > I nie, to nie sławne magiczne geny wink

              Tak, to są te magiczne geny. Większość dojrzałych kobiet nie utrzymuje BMI w okolicach 20 tylko "zdrowym odżywianiem". Te kilka kilogramów, które tam kiedyś miałaś więcej, to były tylko małe wahania w zakresie twojego szczupłego set pointu. Ciesz się, ale lepiej nie obiecuj innym, że wystarczy tylko zmienić odżywianie i każda może by taka szczupła. To nie zgadza się z moim profesjonalnym doświadczeniem i innych specjalistów zajmujących się odchudzaniem ludzi.
              • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 21:16
                No stara, ja serio wiem, jakie mam geny 🙄

                Widziałam kiedyś własną babcię i mamę. Zanim się ogarnęlam, wyglądałam dokładnie jak one, więc sorry, ale nie chrzań bzdur. Pierdyliardy wspaniałych diet, tabelek, liczenia kalorii, ćwiczeń do obsrania również mam za sobą. Jedyne co mi z tego było, to niechęć do jedzenia, to ciągłe liczenie i ważenie doprowadzało mnie do szaleństwa.

                Większość kobiet? Jeśli nie potrafią się wziąć w garść, to tylko ich wina, jeśli potrafią - ich zasługa. Nie mówię o kobietach chorych, które z tych przyczyn trzymają wagę.

                Te "kilka kilogramów" to było KILKANAŚCIE przez CAŁE życie. A ogarnęłam się jak miałam jakieś 31/32 i tak zostało.
                To nie zmiana odżywiania, a TOTALNA zmiana STYLU ŻYCIA. Niby subtelna różnica ale, ogromna.

                Jeśli Ty piszesz o "ogromnych wyrzeczeniach" w kontekście zła koniecznego, to ja nie mam pytań. Albo rybki albo akwarium.

                Zmiana myślenia na wielu płaszczyznach pociąga za sobą szereg innych zmian, które stają się naszym nowym ja.

                A żeby było śmieszniej, mój mąż przeszedł dokładnie to samo. A żebyś zobaczyła jego rodziców, o matulu! Takie te geny wspaniałe.
                • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 21:33
                  magdamajak napisała:


                  > Większość kobiet? Jeśli nie potrafią się wziąć w garść, to tylko ich wina, jeśl
                  > i potrafią - ich zasługa. Nie mówię o kobietach chorych, które z tych przyczyn
                  > trzymają wagę.

                  Pracuję od wielu wielu lat z ludźmi z nadwagą, więc nie wiesz o czym piszesz. To jest trochę bardziej skomplikowane. Jeżeli nigdy nie miałaś nadwagi, czyli BMI powyżej 25, to masz szczupłe geny, nawet jak nie wchodziłaś kiedyś w rozmiar 36. Ja sama w wieku lat 54 noszę rozmiar 38 na dole, 40 na górze (mam biust) i uważam się za genetyczną szczęściarę, pomimo tego, że też oczywiście muszę prowadzić zdrowy tryb życia, bo przytyć nie jest bardzo trudno. Wiem jednak, że należę do ludzi, którzy tyją wolno i otyłość, czyli BMI powyżej 30, mi raczej nie grozi, dzięki właśnie szczupłym genom. Inni ludzie mają jednak inną genetyczną predypozycję i to co robisz ty, by utrzymywać BMI w okolicach 20 muszą robić, by utrzymać poniżej 25, albo nawet nie przekroczyć 30.
                  Jeszcze raz, ciesz się, że jesteś szczupła, ale arogancja jest nie na miejscu. Swoją drogą, jesteś jeszcze bardzo młoda i twój metabolizm może jeszcze też cię zaskoczyć i nagle się okaże, że to wcale nie jest takie łatwe do ogarnięcia jak ci się wydaje.
                  • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 08:39
                    W najgorszym momencie ważyłam 72kg, bmi powyżej 25. Szalenie łatwo było doprowadzić się do tego stanu. Coraz większe bmi było tylko kwestią czasu.

                    Powtórzę - geny to wspaniała wymówka dla leniwych.
                    Był taki film o jedzeniu na Netfliksie, gdzie gość był właśnie "obciążony genetycznie zawałem", bo tata miał, dziadek też. Szybko okazało się, że to styl życia determinuje takie zjawiska, a nie geny. I on nie jest skazany na zawał. Warto obejrzeć, niestety nie pamiętam tytułu.

                    Przestańcie kultywować jedzenie, liczyć kalorie, ważyć, mierzyć, jednym słowem wpadać w obsesję, gdzie całe życie podporządkowane jest jedzeniu, a zacznijcie się przyglądać temu, co jecie. Liczy się jakość, a nie ilość.
                    Rzadko bywam w markecie, ale jak widzę, co ludzie wyrzucają na taśmę, to cieszę się, że ja się opamiętałam.

                    Wszyscy moi znajomi, którzy żyją tą filozofią są szczupli jak szczypiorki. Ale my nie kupujemy śmieci, dokładnie czytamy, zanim coś kupimy, w większości nie pijemy alkoholu, jemy pysznie i kolorowo. Nie obżeramy się. Nie jemy 5 posiłków co 3h, bo ktoś mówi, że tak jest zdrowo. Jemy, jak jesteśmy głodni. Większość z nas nie je mięsa, krowich przetworów etc. Choć też nie uważam, że trzeba być wege świrem, by wyglądać i żyć zdrowo. Po prostu u nas to się sprawdziło. Kluczowe znaczenie ma jakość, niezależnie co to jest.

                    Mój prawie trzylatek dostał ostatnio lizaka i on nie wiedział co to jest i jak się do tego zabrać. Je słodkości, ale dbam, by były raczej domowe. I to jest filozofia życia i styl, a nie dieta i odchudzanie.

                    To nie jest arogancja, a moje doświadczenie i obserwacje, wyrażone w dobitny i szczery sposób.
                    • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:24
                      magdamajak napisała:

                      > Mój prawie trzylatek dostał ostatnio lizaka i on nie wiedział co to jest i jak
                      > się do tego zabrać.

                      Jak do tej pory wszystko było ok ale tego typu deklaracje wzbudzają już mój niepokój
                      Bo granica między zdrowym rozsądkiem a przesadą jest cieniutka

                      • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:58
                        Dla mnie nie pasienie dziecka słodyczami ze sklepu to nie tylko zdrowy rozsądek, a wiedza, czym ten lizak jest, dbanie o jego zdrowie, kształtowanie fajnych nawyków od małego. Lepiej zrobić wspólnie ciastka w domu.
                        Uważam, że kupowanie tego typu rzeczy to właśnie przekroczenie granicy.
                        Ja jestem z tego dumna, bo jestem świadoma i mam bardzo w nosie co kto o tym myśli. Jemu krzywda się nie dzieje.
                        • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 13:46
                          magdamajak napisała:

                          > Dla mnie nie pasienie dziecka słodyczami ze sklepu to nie tylko zdrowy rozsądek
                          > , a wiedza, czym ten lizak jest, dbanie o jego zdrowie, kształtowanie fajnych n
                          > awyków od małego. Lepiej zrobić wspólnie ciastka w domu.
                          > Uważam, że kupowanie tego typu rzeczy to właśnie przekroczenie granicy.
                          > Ja jestem z tego dumna, bo jestem świadoma i mam bardzo w nosie co kto o tym my
                          > śli. Jemu krzywda się nie dzieje.

                          Aha czyli ktoś z liczenia kalorii ma nie być dumny , bo nie może być świadomy ile zjada, ale ty możesz bo jesteś świadoma i nie przekraczasz granic. Sprawdzając skład produktów.
                          Dla ciebie liczenie kalorii są obsesja da innych takie trzymanie dziecka pod ciągłym kloszem.
                          Masz taka sama obsesje jedzeniowe o jaka oskarżasz liczących kalorie. Tylko tego nie widzisz.

                          I tak tak ja tez wole zrobić domowe jedzenie domowe słodycze niż kupne. I tez szukam zdrowszych zamienników.
                          I tak tez sprawdzam skład czy ilość kalorii. Ale nie jestem z tego duma bo to nie powód do dumy a świadomość.
                          Ps Obsesja. Masz obsesje tak jak inni z liczeniem kalorii.
                          Choć owszem w wielu kwestiach masz racje.
                          • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 14:27
                            3-mamuska napisała:

                            > magdamajak napisała:
                            >
                            > > Dla mnie nie pasienie dziecka słodyczami ze sklepu to nie tylko zdrowy ro
                            > zsądek
                            > > , a wiedza, czym ten lizak jest, dbanie o jego zdrowie, kształtowanie faj
                            > nych n
                            > > awyków od małego. Lepiej zrobić wspólnie ciastka w domu.
                            > > Uważam, że kupowanie tego typu rzeczy to właśnie przekroczenie granicy.
                            > > Ja jestem z tego dumna, bo jestem świadoma i mam bardzo w nosie co kto o
                            > tym my
                            > > śli. Jemu krzywda się nie dzieje.
                            >
                            > Aha czyli ktoś z liczenia kalorii ma nie być dumny , bo nie może być świadomy
                            > ile zjada, ale ty możesz bo jesteś świadoma i nie przekraczasz granic. Spraw
                            > dzając skład produktów.
                            > Dla ciebie liczenie kalorii są obsesja da innych takie trzymanie dziecka pod ci
                            > ągłym kloszem.
                            > Masz taka sama obsesje jedzeniowe o jaka oskarżasz liczących kalorie. Tylko te
                            > go nie widzisz.
                            >
                            > I tak tak ja tez wole zrobić domowe jedzenie domowe słodycze niż kupne. I tez s
                            > zukam zdrowszych zamienników.
                            > I tak tez sprawdzam skład czy ilość kalorii. Ale nie jestem z tego duma bo to n
                            > ie powód do dumy a świadomość.
                            > Ps Obsesja. Masz obsesje tak jak inni z liczeniem kalorii.
                            > Choć owszem w wielu kwestiach masz racje.
                            >

                            Trzymanie dziecka pod kloszem, bo nie kupuję mu lizaków?😄
                            W czasach, kiedy są zdrowe słodycze, nawet w zwykłych sklepach, to obciach wypowiadać takie zdanie 😉

                            Ja nie myślę w kółko o jedzeniu, więc to nie jest obsesja. Mogę być zafiksowana na zdrowy styl jedzenia, ale nie zajmuje mi to głowy non stop. A ważenie, mierzenie, liczenie, kalkulowanie, planowanie, zajmuje.
                            Nie sprawdzam nigdy ile co ma kalorii. Generalnie nie kupuję w sklepach, zakupy robię na kilogramy na bazarku. Nie muszę poświęcać więcej czasu niż kupienie i przygotowanie, bo wiem że burak jest zdrowy, soczewica też. I to jemy.

                            A świadomość to wystarczający powód do dumy. W końcu musiałaś przejść jakąś drogę, zdobyć jakąś wiedzę, podjąć decyzje, a wreszcie dokonać zmiany, na co nie każdego stać. Jest więc z czego być dumną.
                            • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 17:32
                              Trzymanie dziecka pod kloszem, bo nie kupuję mu lizaków?😄
                              W czasach, kiedy są zdrowe słodycze, nawet w zwykłych sklepach, to obciach wypowiadać takie zdanie 😉

                              Nie tylko lizaków ale raczej wszystko co dzieci jedzą jest zdrowe, ze sprawdzonego źródła.
                              To samo jest u kogoś kto liczy kalorie.
                              Tego nie zrozumiałaś.
                              Po prostu dla mnie temat jedzenia nie jest taką obsesja ,żeby ciagle o tym myśleć i być dumnym.
                              Chodzi to ze krytykujesz ludzi liczących kalorie samemu mając obsesje zdrowego żywienia.

                              I super ze je zdrowo odżywiasz serio.
                              Tylko nie krytykuj ludzi który tez myślą co jedzą tyko w inny sposób.
                              • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 17:49
                                Ja też o tym nie myślę, jak już wspominałam. Ale dumna jestem, że prowadzę dom tak a nie inaczej. To jednak osiągnięcie w czasach, gdzie z każdej strony zalewa nas syf. To nie oznacza przecież, że myślę o tym nieustannie.
                                Liczyłaś kiedyś kalorie, byłaś na rozpisanej diecie, ważyłaś jedzenie przed, po, wpisywałaś dane do tabelki? To jest mordęga i droga przez mękę. Stąd tyle niepowodzeń, bo w końcu do Ciebie dociera, że podporządkowałaś życie pod jedzenie, na nic nie masz czasu, stresujesz się i pierdolniesz tym prędzej czy później. Samo to już może spowolnić Twoje chudnięcie (choćby stres, czy nie zjadłaś o 10g za dużo węgli w stosunku do białka).

                                Ja nie mam obsesji powtarzam. Obsesja to natręctwo myśli, nie myślę o zdrowym jedzeniu non stop, po prostu tak żyję. W przeciwieństwie do osób, które liczą kalorie i wypełniają tabelki. To serio zajmuje głowę na cały dzień, codziennie, aż do wyrzygania.

                                Nie krytykuję ludzi, krytykuję sposób, który jest im przedstawiany jako jedyny słuszny. Człowiek szukający pomocy nie zasługuje na krytykę. W skrócie: bardziej krytykuję dietetyków niż osoby, które z ich usług korzystają.
                                • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 18:19
                                  magdamajak napisała:

                                  > Liczyłaś kiedyś kalorie, byłaś na rozpisanej diecie, ważyłaś jedzenie przed, po
                                  > , wpisywałaś dane do tabelki? To jest mordęga i droga przez mękę. Stąd tyle nie
                                  > powodzeń, bo w końcu do Ciebie dociera, że podporządkowałaś życie pod jedzenie,
                                  > na nic nie masz czasu, stresujesz się i pierdolniesz tym prędzej czy później.
                                  > Samo to już może spowolnić Twoje chudnięcie (choćby stres, czy nie zjadłaś o 10
                                  > g za dużo węgli w stosunku do białka).

                                  kazda dieta jest przywiazaniem do schematu a ludzie nie lubią podporządkowywać sie schematom
                                  dieta 1000kcal którą zaliczyłam jako nastolatka ( z zatrzymaniem miesiączki, a jakże ! tongue_out ) nauczyła mnie jednak świadomości kalorycznej-która jest ważna , jak równiez oceniania "na oko" gramatury - równie ważne



                                  W skrócie: bardzie
                                  > j krytykuję dietetyków niż osoby, które z ich usług korzystają.

                                  A dlaczego ?
                                  Dietetyk uczy nowego stylu życia
                                  • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 19:58
                                    > kazda dieta jest przywiazaniem do schematu a ludzie nie lubią podporządkowywać
                                    > sie schematom
                                    > dieta 1000kcal którą zaliczyłam jako nastolatka ( z zatrzymaniem miesiączki, a
                                    > jakże ! tongue_out ) nauczyła mnie jednak świadomości kalorycznej-która jest ważna , ja
                                    > k równiez oceniania "na oko" gramatury - równie ważne
                                    >
                                    A ja z kolei nie patrzę na kalorie jako takie. Wiem, że pączek ma ich milion, ale bardziej zwrócę uwagę na niezdrowe połączenie cukru z tłuszczem niż liczbę kalorii.

                                    >
                                    > W skrócie: bardzie
                                    > > j krytykuję dietetyków niż osoby, które z ich usług korzystają.
                                    >
                                    > A dlaczego ?
                                    > Dietetyk uczy nowego stylu życia

                                    Dobry, bardzo dobry, tak. Przeciętny pokazuje jak schudnąć.
                                    • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 11:57
                                      magdamajak napisała:


                                      > >
                                      > A ja z kolei nie patrzę na kalorie jako takie. Wiem, że pączek ma ich milion, a
                                      > le bardziej zwrócę uwagę na niezdrowe połączenie cukru z tłuszczem niż liczbę k
                                      > alorii.


                                      ledwie 300 suspicious

                                      >
                                      > Dobry, bardzo dobry, tak. Przeciętny pokazuje jak schudnąć.
                                      Dietetyk robi to, czego wymaga od niego klient. Klientowi który chce schudnąć pomaga osiągnąć cel, klientowi który chce nabrać masy-pomaga osiągnąć cel. Tyle że klient jak już osiągnie cel przestaje korzystać z usług dietetyka bo uwaza że wie wszystko i nie przechodzi na dalsze etapy "prowadzenia" a więc naukę "zdrowego talerza" i uczenia zasad zdrowego żywienia
                                      No i- nie można generalizować. Wszędzie w każdym zawodzie są specjaliści dobrzy i słabi
                        • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 14:17
                          magdamajak napisała:

                          > Dla mnie nie pasienie dziecka słodyczami ze sklepu to nie tylko zdrowy rozsądek
                          > , a wiedza, czym ten lizak jest, dbanie o jego zdrowie, kształtowanie fajnych n
                          > awyków od małego.

                          Pisząc w przypadku lizaka o "pasieniu" sama wykazujesz brak zdrowego rozsądku. Bo jedno to dbanie o zdrowie i kształtowanie nawyków a drugie wychowywanie do życia w społeczeństwie, w grupie rówieśniczej -pokazanie i nauczenie czym ten lizak jest,. Takie zakazy-wg mnie-to stapanie po kruchym lodzie w kierunku zaburzeń odżywiania ( zjedzenie po kryjomu lizaka którego da najlepsza koleżanka, kłamanie rodziców, wyrzuty sumienia etc ). Zdrowy rozsądek-to balans- a nie wykluczenie. Zyjemy w świecie takim a nie innym a na forum były już historie ( poszukaj, poczytaj bo chyba nowa jesteś ) o dzieciach zdrowo żywionych które przegrywały w zderzeniu ze światem zewnętrznym - urodzinami i chipsami, kinem i popcornem, czekolada, lodami na szkolnej wycieczce etc

                          Lepiej zrobić wspólnie ciastka w domu.
                          Nie, nie lepiej. Dobrze robić wspólne ciastka w domu i nie demonizować lizaków


                          > Uważam, że kupowanie tego typu rzeczy to właśnie przekroczenie granicy.
                          Ok, twoje zdanie. Może zmienisz jak dziecko podrośnie


                          > Ja jestem z tego dumna, bo jestem świadoma i mam bardzo w nosie co kto o tym my
                          > śli. Jemu krzywda się nie dzieje.

                          Tia. Z bogiem
                          • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 14:59
                            wapaha napisała:

                            > magdamajak napisała:
                            >
                            > > Dla mnie nie pasienie dziecka słodyczami ze sklepu to nie tylko zdrowy ro
                            > zsądek
                            > > , a wiedza, czym ten lizak jest, dbanie o jego zdrowie, kształtowanie faj
                            > nych n
                            > > awyków od małego.
                            >
                            > Pisząc w przypadku lizaka o "pasieniu" sama wykazujesz brak zdrowego rozsądku.
                            > Bo jedno to dbanie o zdrowie i kształtowanie nawyków a drugie wychowywanie do ż
                            > ycia w społeczeństwie, w grupie rówieśniczej -pokazanie i nauczenie czym ten li
                            > zak jest,. Takie zakazy-wg mnie-to stapanie po kruchym lodzie w kierunku zaburz
                            > eń odżywiania ( zjedzenie po kryjomu lizaka którego da najlepsza koleżanka, kła
                            > manie rodziców, wyrzuty sumienia etc ). Zdrowy rozsądek-to balans- a nie wykluc
                            > zenie. Zyjemy w świecie takim a nie innym a na forum były już historie ( poszuk
                            > aj, poczytaj bo chyba nowa jesteś ) o dzieciach zdrowo żywionych które przegryw
                            > ały w zderzeniu ze światem zewnętrznym - urodzinami i chipsami, kinem i popcorn
                            > em, czekolada, lodami na szkolnej wycieczce etc
                            >
                            > Lepiej zrobić wspólnie ciastka w domu.
                            > Nie, nie lepiej. Dobrze robić wspólne ciastka w domu i nie demonizować lizaków
                            >
                            Wiesz, ja nie rozumiem kompletnie takiego myślenia. Analogicznie lepiej dać mu wódki i peta w domu. A według mnie nie, lepiej mu nie dać i wytłumaczyć dlaczego to jest złe.

                            Jemy popcorn, chipsy i słodycze. Domowe, smaczniejsze, zdrowsze i sami to robimy, więc jest też zabawa. Lody jemy na mieście ze sprawdzonego źródła, z dobrym składem. I też nie codziennie, a kilka razy w ciągu wakacji. Tak więc balansuje, ale z głową.

                            Skoro wiem, że taki lizak to szit, rozumiem jego skład, to dlaczego miałabym to gówno kupić dziecku, skoro sama bym tego nie zjadła? Bo koledzy jedzą? Idiotyczny argument. A jak koledzy idą na maka, to też ma iść, bo oni idą? Do czego prowadzi takie uleganie grupie to chyba każdy wie. A jeśli jakiś kolega bedzie się śmiał, że Filip nie je lizaków, to nie jest on wart przyjaźni Filipa.
                            Za mną też dzieci biegały po osiedlu i krzyczaly "szatan", bo nie chodziłam na religię. A były to lata 90. A jednocześnie były zafascynowane moją odmiennością. Więc nie będę ulegać presji otoczenia również w aspekcie żywienia dziecka.
                            Przy czym będę mu tłumaczyć dlaczego jest u nas tak a nie inaczej. Bo to nie jest "nie bo nie" Póki ma niecałe 3 lata niewiele zrozumie, ale z czasem będzie latwiej.
                            • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:45
                              magdamajak napisała:


                              > >
                              > Wiesz, ja nie rozumiem kompletnie takiego myślenia. Analogicznie lepiej dać mu
                              > wódki i peta w domu. A według mnie nie, lepiej mu nie dać i wytłumaczyć dlaczeg
                              > o to jest złe.
                              >

                              widzę, że nie rozumiesz ale dzisiaj kompletnie nie czuję się na siłach by ci to tłumaczyć- zwłaszcza że wiem z doświadczenia że to nic nie da wink Dziewczyny niżej widzę próbują



                              • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:54
                                wapaha napisała:

                                > magdamajak napisała:
                                >
                                >
                                > > >
                                > > Wiesz, ja nie rozumiem kompletnie takiego myślenia. Analogicznie lepiej d
                                > ać mu
                                > > wódki i peta w domu. A według mnie nie, lepiej mu nie dać i wytłumaczyć d
                                > laczeg
                                > > o to jest złe.
                                > >
                                >
                                > widzę, że nie rozumiesz ale dzisiaj kompletnie nie czuję się na siłach by ci to
                                > tłumaczyć- zwłaszcza że wiem z doświadczenia że to nic nie da wink Dziewczyny ni
                                > żej widzę próbują
                                >
                                >
                                > A ty dałaś/dasz zapalić dziecku, kreskę mu sypniesz? Nonsens.
                      • mashcaron Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 14:23
                        Nie no,moja młoda pierwszego lizaka dostała od pani w sklepie jak miała trzy lata z hakiem, też mogę się chwalić że wcześniej nie wiedziała co to :p ale ja jej lizaków nie dawałam ( ani cukierków) nie dlatego, że słodkie, tylko mam paniczny strach przed zaksztuszeniem :p
                    • magata.d Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 14:56
                      magdamajak napisała:

                      t.
                      >
                      > Mój prawie trzylatek dostał ostatnio lizaka i on nie wiedział co to jest i jak
                      > się do tego zabrać. Je słodkości, ale dbam, by były raczej domowe. I to jest fi
                      > lozofia życia i styl, a nie dieta i odchudzanie.


                      > E tam, trzylatek, zobaczymy co będzie jak pójdzie do szkoły, jak zacznie być samodzielny. Myślę, ze nie tylko lizaki pozna wink
                      • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:02
                        Serio nie znacie starszych dzieci, które nie rzucają się na słodycze jak pies na kości?
                        Ja mam z kolei bratanka, który mógłby żreć tylko słodkie, a tego nigdy u nich w domu nie brakowało i raczej dzieciom się nie wydzielało. I on tylko zobaczy słodycze, to opierdoli całą miskę i poprosi o dokładkę.
                          • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:46
                            mashcaron napisała:

                            > I myślisz, że jak dziecku nie dasz lizaka to je od tego uchronisz? To tak nie d
                            > ziała, serio.

                            Nie, ale. Nie widzę powodu, żebym ja miała mu dawać coś, co uważam za gówno.
                            I wiem też, że smaki się kształtuje i być może takie sklepowe słodycze będą dla niego zbyt słodkie albo niedobre.
                            Ja miałam bardzo złe nawyki wychodząc z domu, na śniadanie jadłam marsa i popijałam colą. Nie będę się nawet przyznawać, ilu już nie mam zębów.
                            • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:52
                              magdamajak napisała:

                              > Ja miałam bardzo złe nawyki wychodząc z domu, na śniadanie jadłam marsa i popij
                              > ałam colą. Nie będę się nawet przyznawać, ilu już nie mam zębów.


                              I teraz masz obsesję
                              I przeginasz w drugą stronę
                            • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 00:17
                              magdamajak napisała:

                              > mashcaron napisała:
                              >
                              > > I myślisz, że jak dziecku nie dasz lizaka to je od tego uchronisz? To tak
                              > nie d
                              > > ziała, serio.
                              >
                              > Nie, ale. Nie widzę powodu, żebym ja miała mu dawać coś, co uważam za gówno.
                              > I wiem też, że smaki się kształtuje i być może takie sklepowe słodycze będą dla
                              > niego zbyt słodkie albo niedobre.
                              > Ja miałam bardzo złe nawyki wychodząc z domu, na śniadanie jadłam marsa i popij
                              > ałam colą. Nie będę się nawet przyznawać, ilu już nie mam zębów.

                              Masz racje smaki nawyki wyrazie się kształtuje od małego. I super ze dbasz o dzieci. Ja sama znam dzieci które zamiast loda, ciastka na deser wybiorą ogórka/kawałek papryki i takie które zjedzą kabanosa. Widać to wyrazie w szkole.
                              Widać tez preferencje smaków u różnych narodowości, bo są do tego nauczeni.
                              Wiec fajnie ze tak robisz jednak faktem jest ze kiedyś twoje dzieci coś niezdrowego skosztują i tylko do nich zależy czy im zasmakuje.
                              Ale dzięki twoim staraniom jest szansa ze będą żyć zdrowo , a napewno w większym % niż dzieci niż karmione byle czym.
                        • magata.d Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 21:00
                          magdamajak napisała:

                          > Serio nie znacie starszych dzieci, które nie rzucają się na słodycze jak pies n
                          > a kości?
                          > Ja mam z kolei bratanka, który mógłby żreć tylko słodkie, a tego nigdy u nich w
                          > domu nie brakowało i raczej dzieciom się nie wydzielało. I on tylko zobaczy sł
                          > odycze, to opierdoli całą miskę i poprosi o dokładkę.
                          Znamy. I znamy też takie, co to nigdy w domu lizaka nie dostały, a u kogoś czy w szkole rzucają się na słodycze. Różnie bywa i pewności, jak będzie z twoim dzieckiem nie masz, niestety. Moim zdaniem nie można przeginać w żadną stronę, bo to powoduje niebezpieczeństwo popadania z jednej skrajności w drugą.
                          • wapaha Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 12:05
                            magata.d napisała:

                            > Znamy. I znamy też takie, co to nigdy w domu lizaka nie dostały, a u kogoś czy
                            > w szkole rzucają się na słodycze. Różnie bywa i pewności, jak będzie z twoim dz
                            > ieckiem nie masz, niestety. Moim zdaniem nie można przeginać w żadną stronę, bo
                            > to powoduje niebezpieczeństwo popadania z jednej skrajności w drugą.

                            no dokładnie
                            nie wiem na ile to kwestie wychowania, środowiska, osobowości
                            ja jestem typ zdecydowanie słodyczowowy- słodki to mój smak, uwielbiam zwłaszcza ciasta i torty. Mój syn na obecnym etapie nie lubi za bardzo słodyczy- lubi żelkii i zjada je chętnie, ale sfiksował się ostatnio na gorzką czekoladę. Ze słodkości to najchętniej właśnie lizaki. Zdobycze haloween stoją rok czasu, łakocie pod choinkę także samo - mimo ze jest tego niewiele bo wiemy że on nie zje ( ale my tak tongue_out )
                            bezpiecznie jest zachować właśnie umiar i zdrowy rozsądek i nauczyć dziecko poprzez świadomość, przykład, różnorodność, -że wszystko jest dozwolone ale nie w nadmiarze, bo to nadmiar szkodzi. Ja widziałam dzieci wychowywane w duchu "jagielnika" ( taki skrót, trochę nie fair, bo sama robię jagielniki tongue_out ) do którego wpisuje się też często " bez elektroniki, tv i bajek - gdy puszczone samopas ( bez rodzica ) zachowywały sie jak małpki ...wyżerając wręcz chipsy, cukierki, pianki
                        • mikams75 Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 22:16
                          magdamajak napisała:

                          > Serio nie znacie starszych dzieci, które nie rzucają się na słodycze jak pies n
                          > a kości?

                          Znalam takie dziecko - moje wlasne, poczestowane czyms slodkim jak ugryzlo to az sie wzdrygalo i wypluwalo. Serio. Ale do czasu. Pare lat pozniej musialam slodycze chowac i wydzielac, bo to samo dziecko pozarloby kazda ilosc i odchorowalo. Jeszcze wiele przez Toba. Niestety nie ma prostego przelozenia pomiedzy tym jak sie zywi dziecko w domu a jego preferencjami w nieco starszym wieku.
                  • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 23:31
                    simply_z napisała:

                    > nie, to nie są geny ale słowo klucz-praca fizyczna po 12 godzin. Z tym jestem w
                    > stanie się zgodzić.

                    Ciężka praca fizyczna, owszem, spala kupę kalorii i można wtedy utrzymywać niską wagę z łatwością. Ale nikt nie jest w stanie utrzymać takiego pensum ruchu przez całe życie, a dla wielu wygospodarowanie godziny na ruch w ciągu dnia to już spory wysiłek organizacyjny.
                    Ciekawym przypadkiem są w tym konteście zawodowi sportowcy, którzy przy odpowiedniej predyspozycji, po zakończeniu kariery sportowej gwałtownie tyją. Albo aktorki/modelki, jako młode kobiety szczupluteńkie trzcinki i nagle bach, w okolicach 50 tki stają się nie do poznania.
                  • veryvery Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 23:57
                    simply_z napisała:

                    > nie, to nie są geny ale słowo klucz-praca fizyczna po 12 godzin. Z tym jestem w
                    > stanie się zgodzić.

                    Oj nie, nie zgodzę się. Sama przez kilka lat pracowałam fizycznie I to w kilku miejscach I ludzie tam pracujący to nie były wcale szczupłe trzcinki, sporo z nadwagą. Zapewne jeśli robisz codziennie określone czynności organizm się do tego dostosowuje I nie traktuje tego jak extra wydatku energetycznego
                    • simply_z Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 00:24
                      zależy też od rodzaju pracy fizycznej. Może pracuje w szklarni albo w ogrodzie/polu, na powietrzu, ma ruch ale nie zarzyna się. Kiedy pracowałam jako pilot wycieczke, po całym dniu łażenia, miałam super krzepę i duużo mniej kg..eh
                      • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 00:37
                        Widziałam kiedyś w telewizji kobietę pracującą w magazynie amazona. Zaczęła pracę z bardzo dużą nadwagą. Ponieważ jej praca polegała na chodzeniu od pojemnika z towarem do pojemnika, to przez cały dzień nabijała masę kilometrów. Po 6 miesiącach straciła tylko przez to ponad 20 kg. Ale ciągle nie miała rozmiaru 36 i nie jest pewne, czy waga nie ustabilizuje się na pewnym poziomie i więcej nie spadnie. Zwykle bowiem, gdy zbliżamy sią do naszej dolnej granicy set pointu, to organizm zaczyna się upominać głodem o dodatkowe kalorie zapobiegające dalszemu chudnięciu. Aż tak dowolnie nie da się naszej wagi kształtować. Jeżeli próbuje się to wymusić siłą ograniczając kalorie, to organizm może jeszcze spalić masę mięśniową, spowolnić metabolizm i grozi nam przez to kiedy insulinooporność.
                    • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:21
                      veryvery napisała:

                      > simply_z napisała:
                      >
                      > > nie, to nie są geny ale słowo klucz-praca fizyczna po 12 godzin. Z tym je
                      > stem w
                      > > stanie się zgodzić.
                      >
                      > Oj nie, nie zgodzę się. Sama przez kilka lat pracowałam fizycznie I to w kilku
                      > miejscach I ludzie tam pracujący to nie były wcale szczupłe trzcinki, sporo z n
                      > adwagą. Zapewne jeśli robisz codziennie określone czynności organizm się do teg
                      > o dostosowuje I nie traktuje tego jak extra wydatku energetycznego


                      Albo jedli dużo bo skoro ciężko pracuje to mi się należy. Wracają siadają bo zmęczeni i nadrabiają.
          • verdana Re: żale odchudzającej się :( 09.11.21, 17:28
            Jako rekordzistka w odchudzaniu się mogę powiedzieć jedno - po pierwszych szybkich efektach waga staje. Nie mówię u wszystkich, mówję u mnie, ale Ty być moze masz tak samo. Schudłam w 3 miesiące pięc kg, teraz od trzech tygodni waga stoi. Są dwie mozliwości, albo pogodzić się z tym, że nie osiągniesz swojej wymarzonej wagi, albo spokojnie poczekać. Zwykle po pewnym czasie znowu zaczyna się chudnąć.
            • heniek.8 Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 07:13
              Warto też pamiętać o tym, że bazowe zapotrzebowanie spada wraz ze spadkiem masy ciała
              Ten kto zaczyna od np. 1800kcal i na tym chudnie, dochodzi po pewnym czasie do wagi przy której to 1800 to jest utrzymanie a nie deficyt
                  • magdamajak Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 08:47
                    W zasadzie tak, wyłączając dwa przypadki:
                    - ktoś robi to za Ciebie (masz ułożony codzienny plan żywieniowy lub zamawiasz boxy), a Ty tylko wcinasz,
                    - po wielu latach liczenia i ważenia masz już wszystko w głowie i robisz to na oko.
                    Cały dzień z tyłu głowy ile to waży, ile kcal, ile już zjadłam, ile jeszcze mogę etc. Jeśli coś zajmuje moją głowę cały dzień, codziennie, uważam to za obsesję.
                    Byłam tam i nigdy więcej.
                    • heniek.8 Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 08:56
                      A z drugiej strony jeżeli ktoś chce schudnąć to dobrze mieć obraz tego co się zajada
                      Amerykańscy naukowcy doszli do wniosku że ludzie licząc na oko podają za mało kalorii o chyba 450/dzień a nawet zawodowi dietetycy połowę tego
                      Jak ktoś nie chudnie przy 1800 to może warto, bez obsesji, sprawdzić czy to przypadkiem nie jest 2200
                    • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:34
                      magdamajak napisała:

                      > W zasadzie tak, wyłączając dwa przypadki:
                      > - ktoś robi to za Ciebie (masz ułożony codzienny plan żywieniowy lub zamawiasz
                      > boxy), a Ty tylko wcinasz,
                      > - po wielu latach liczenia i ważenia masz już wszystko w głowie i robisz to na
                      > oko.
                      > Cały dzień z tyłu głowy ile to waży, ile kcal, ile już zjadłam, ile jeszcze mog
                      > ę etc. Jeśli coś zajmuje moją głowę cały dzień, codziennie, uważam to za obsesj
                      > ę.
                      > Byłam tam i nigdy więcej.


                      Jeśli kto jest na diecie /zmienia styl życia i kształtuje nawyki to licznie tego co zje jest dobre.
                      Poza tym ludzie najczęściej jedzą więcej niż im się wydaje i jeśli posiłki przygotowują i liczą uczą się jak jest zdrowo to nie jest to obsesja.
              • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:23
                heniek.8 napisał:

                > Warto też pamiętać o tym, że bazowe zapotrzebowanie spada wraz ze spadkiem masy
                > ciała
                > Ten kto zaczyna od np. 1800kcal i na tym chudnie, dochodzi po pewnym czasie do
                > wagi przy której to 1800 to jest utrzymanie a nie deficyt


                Dokładnie do tego zapotrzebowanie kaloryczne z wiekiem spada.
                • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:35
                  3-mamuska napisała:

                  > Dokładnie do tego zapotrzebowanie kaloryczne z wiekiem spada.


                  Spadek zapotrzebowania kolorycznego z wiekiem nie ma tak naprawdę wiele wspólnego z wiekiem, a ubytkiem masy mięśniowej. Od 30 roku życia tracimy bez treningu co roku 1% masy mięśniowej. W wieku lat 50 spalamy więc prawie 20% mniej. Starsi ludzie nie muszą jednak wcale spalać znacząco mniej kalorii niż w młodszym wieku, jeżeli dbają o swoje mięśnie.
                  I nie spadek masy ciała definuje, ile kalorii potrzebujemy, a nasza masa metaboliczna. Jeżeli więc odchudzamy się w niekorzystny dla nas sposób, podczas którego nasz organizm pozbywa się masy mięśniowej, to po diecie faktycznie potrzebujemy mniej kalorii i już w młodszym wieku redukujemy sobie metabolizm . Dlatego większe ograniczenie kalorii jest bardzo niebezpieczne i prowadzi przy takim samym odżywianiu jak przed dietą, do szybkiego jo-jo.
                  • heniek.8 Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 12:48
                    Ale okazuje się że ta legendarna utrata mięśni przy diecie (którego ludzie boją się jak diabeł wody święconej). Trzeba by naprawdę długo żyć w skrajnych warunkach, coś jak w lagrze przy wyrebie lasu żeby zacząć spalac białko z mięśni. Zwłaszcza jak ktoś twierdzi (nie mówię że ty) że organizm spala mięśnie i oszczędza tłuszcz to mnie śmiech ogarnia

                    W latach 1980tych był strajk glodowy członków IRA w brytyjskim więzieniu. Zmarło ich tam ok 10, wytrzymali prawie 2 miesiące (a więc mit że wystarczy zapasów na parę tygodni) i stracili prawie cały tłuszcz a mięśni też oczywiście trochę ale to było parę procent.

                    Jak ktoś mi opowiada że żeby szybciej schudnąć trzeba więcej jeść to wielkie xDsmile
                    Magiczne myślenie dorosłych ludzi.

                    Z punktu widzenia technicznego,
                    NIE psychologicznego
                    nic nie przebije głodówki
                    • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 10.11.21, 15:19
                      heniek.8 napisał:

                      > Ale okazuje się że ta legendarna utrata mięśni przy diecie (którego ludzie boją
                      > się jak diabeł wody święconej). Trzeba by naprawdę długo żyć w skrajnych warun
                      > kach, coś jak w lagrze przy wyrebie lasu żeby zacząć spalac białko z mięśni. Zw
                      > łaszcza jak ktoś twierdzi (nie mówię że ty) że organizm spala mięśnie i oszczęd
                      > za tłuszcz to mnie śmiech ogarnia


                      A ty skąd niby o ty wiesz? Ja w moim życiu przeprowadziłam już tysiące pomiarów masy ciała metodą impendancji bioelektrycznej przy monitorowaniu procesu odchudzania. Na początku, by ustanowić prawdiłową ilość kalorii (nie ślepo według wagi) i przy każdej następnej kontroli. W większości przypadków po schudnięciu był spadek masy mięśniowej. Przy chudnięciu więcej niż 7-10kg nie można tego uniknąć. Im bardziej obetniesz kalorie tym gorzej to wygląda, a kiedyś masowo robiło się diety 1000kcal, coś, co dziś żaden sensowny dietetyk już nie poleca.

                      > W latach 1980tych był strajk glodowy członków IRA w brytyjskim więzieniu. Zmarł
                      > o ich tam ok 10, wytrzymali prawie 2 miesiące (a więc mit że wystarczy zapasów
                      > na parę tygodni) i stracili prawie cały tłuszcz a mięśni też oczywiście trochę
                      > ale to było parę procent.

                      Normalna dieta przy nadwadze nie polega na ograniczeniu kalorii przez 2 miesiące, a o wiele dłużej. W 2 miesiące, to chudnie się kosmetyczne 4-6 kg. A pomiary uzyskane na pojedynczych przypadkach młodych mężczyzn z zdrowym metabolizmem nie mają przełożenia na resztę populacji. Z tego samego powodu należy bardzo ostrożnie podchodzić do dietetycznych reguł, bo one bardzo często dotyczą młodych sportowców płci męskiej, bo na nich się takie badania robi. I poten wychodzą takie kwiatki jak sport bez śniadania w celu podkręcenie metabolizmu i lepszego spalania tłuszczu. U niewytrenowanych kobiet to tak jednak nie funkcjonuje i przynosi tylko wyczerpanie glikogenu, złe samopoczucie, spadek formy, wilczy apetyt na słodkie przez resztę dnia i zerowy efekt na spalanie tłuszczu.
                      Swoją drogą, miesiąc to jest statystycza wartość, po której człowiek bez jedzenia umiera. Młody zdrowy człowiek, oraz ludzie z nadwagą, wytrzymają może ciut dłużej, ale nie wierzę, że ci terroryści ograniczyli kalorie do pełnego zera. Mogli pić np słodzone płyny, co przedłuża agonię.


                      > Z punktu widzenia technicznego,
                      > NIE psychologicznego
                      > nic nie przebije głodówki

                      Za to powinieneś dostać bana na tym forum, bo to najprostsza droga do rozwalenia sobie matabolizmu i zdrowia. O zaburzeniach odżywiania nie wspomniając. Obecnie drugą najbardziej zagrożoną tym grupą po młodziutkich nastolatkach są kobiety w okolicach 40-50 roku życia, bo to moment kiedy błędy młodości prowadzące do zwolnienia metabolizmu trafiają na zmiany hormonalne i organizm zaczyna się buntować, co kobiety próbują wyregulowć głupimi dietami. A potem co chwila któraś zakłada tu wątek o insulinooporności, przypadłość, której nikt przed 60 tym rokiem życia mieć nie powinien.
                      • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 00:21
                        . Im bardziej obetniesz kalorie tym gorzej to wygląda, a kiedyś masowo robiło się diety 1000kcal, coś, co dziś żaden sensowny dietetyk już nie poleca.

                        To dziwne znajoma odchudzała się u dietetyka i to pracującego w szpitalu i obciął jej kalorie do 800 bo jak stwierdził miała z czego zrzucać. Była pod ciągła kontrola wyniki krwi co miesiąc.
                        Od roku jest szczupła nauczyła się jeść inaczej ,wybierać produkty, które mają dla niej jakaś wartość nie tyje.
                        • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 00:41
                          3-mamuska napisała:


                          > To dziwne znajoma odchudzała się u dietetyka i to pracującego w szpitalu i obci
                          > ął jej kalorie do 800 bo jak stwierdził miała z czego zrzucać. Była pod ciągł
                          > a kontrola wyniki krwi co miesiąc.
                          > Od roku jest szczupła nauczyła się jeść inaczej ,wybierać produkty, które mają
                          > dla niej jakaś wartość nie tyje.

                          To, że nazywa się dietetyk i pracuje w szpitalu nie jest dowodem na nic. Ja nie znam nikogo z soldiną fachową wiedzą w tej dziedzinie, kto zachowyałby się tak nieodpowiedzialnie w stosunku do pacjentów. Więcej, im wyższa waga wyjściowa, zwykle tym większe zapotrzebowanie na kalorie i tak duża redukcja może się fatalnie skończyć. U ludzi z dużą nadwagą zaczyna się często nawet od 2000 kcal, a nie redukuje poniżej wartości podstawowej przemiany materii.
                        • snakelilith Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 00:52
                          3-mamuska napisała:

                          obci
                          > ął jej kalorie do 800 bo jak stwierdził miała z czego zrzucać.

                          Swoją drogą, to musiała być straszna trauma. Ja nie mam i nigdy nie miałam nadwagi. Do utrzymania tego co ważę, mogę jeść w okolicach 1800-2000kcal dziennie, w zależności od pensum ruchu. Przy 1700 czują wyraźny niedosyt, przy 1600kcal zaczynam być nerwowa, a przy 1500kcal jestem po prostu wściekle głodna. Kilka razy wypróbowałam na sobie IF 5+ 2, z czego zawsze wychodziło tylko 6+ 1, bo nie dałam rady wytrzymać więcej niż jednego dnia z 500 kcal. 800kcal przez dłuższy czas nie potrafię sobie nawet wyobrazić, nie byłabym chyba zdolna do życia i dostałabym depresji.
                          • 3-mamuska Re: żale odchudzającej się :( 11.11.21, 01:06
                            Nie wiem ,dziewczyna zrzuciła tyle ile chciała ma się super, powoli wychodziła z diety. Je racjonalnie ,od czasu do czasu coś tam zje kalorycznego/tłustego/niezdrowego w dosadnych ilościach , kawałek ciasta na nie pół blachy. ale to mówi raz na kilka tygodni urodziny czy coś. I jej styka na długo.
                            Może taki typ.