troompka
09.11.21, 10:08
w skrócię się postaram.
Para się rozwodzi, on nie może sie z tym pogodzic, mimo że rozwód z jego winy i od kiedy ona wyprowadziła się do matki za granicę i złożyła pozew, to on już kilka jeśli nie kilkanaście razy próbował się zabić. Dwa razy była policja z pogotowiem, raz ledwo go odratowali-przymusowe skierowanie na leczenie psych. To było ponad rok temu, po tym jakby lekko się uspokoił, byc może brał leki. Teraz od kilku m-cy jest to samo, wypisuje do niej że się żegna z tym światem, ewidentnie listy pożegnalne, ona w panice dzwoni po znajomych, aby ktoś do niego podszedł, no oczywiście idziemy i zwykle on naprany do nieprzytomności i jedyne co to bełkot. Takich interwencji wykonalismy w ostatnim kwartale z 6. Wczoraj niemal o północy jej tel., żeby wezwać pogotowie, szybko szybko bo on najpierw do niej wypisuje standardowe pożegnania, a potem zamilknał. I znów ubieramy sie, jedziemy, wszędzie ciemno, brama zamknieta (mieszka w domu), mąż przechodzi przez płot, wybija szybę w łazience (ona cały czas na tel., żebyw ezwac pogotowie, bo nie zdążą mu pomóc, niech juz jadą...), wchodzimy, a on leży w piżamce w łóżku, wstawiony ale nie kompletnie, i o co chodzi, on nic nie pisał (wysłała mi screeny z tej korespondencji i faktycznie były niepokojace), on grzecznie śpi, jak mu powiedzieliśmy, że wybiliśmy szybe, aby wejść to sie wkurzył i kazał nam wypierd....-dosłownie. Jestem umęczona całą ta sytuacją, oni juz tak zadręczyli swoich sąsiadów, że juz nie reagują na takie akcje (choć wczoraj też podeszli). To wygląda jak przedstawienie, granie na jej uczuciach, taki szantaż klasyczny, ale z kolei-jak nie zareagujesz i cos sie stanie (tym bardziej, że były juz konkrety w jego wykonaniu)?.
Co mozna zrobic w takiej sytuacji (męskie rozmowy juz były-na koniec obiecuje że sie ogarnie i tyle z tego-do nastepnego razu), olewać? Obiecał, że ograniczy alko...., ale jak widać bez efektu, a głównie wtedy te cyrki odstawia. Dzis od rana piszemy do niego, dzwonimy-cisza. Tel. wyłaczony-wszyscy w pracy, nie ma nawet jak podjeść do niego, a mnie znów sumienie szarpie-zrób coś, zrób cos, a jak faktycznie się zabije.....!