arista80
10.11.21, 09:33
Wczoraj robiłam mammografię i w związku z tym udałam się do centrum diagnostycznego. Centrum prywatne, ale ma umowę z państwowym systemem zdrowia (który we Włoszech jest współfinansowany, czyli za wiele badań trzeba płacić, ale są to kwoty dość niskie). Jak wiadomo, we Włoszech teraz wprowadzono słynny paszport covidowy, czyli po naszemu green pass. No i wczoraj na wejściu każdemu sprawdzają. Ja mam, wchodzę bez problemu. Za mną jest kobieta, bez. Więc nie chcą jej wpuścić. Ona zaczyna się denerwować, bo ma skierowanie, bo już zapłaciła, bo nikt jej nie powiedział. Recepcjonista we wejściu grzecznie informuje, że co tu jest do informowania, od dawna wiadomo, jakie są zasady dostępu do pomieszczeń zamkniętych. Oni mogą jej przełożyć termin (nie musi już płacić ponownie), a ona, jeżeli nie zaszczepiła się, to max 72h przed datą badania musi wykonać test i pobrać green pass. Do kobiety to nie przemawia, dalej wykłóca się, tym razem twierdząc, że przyjechała z daleka, potem lecą teksty o segregacji sanitarnej, w końcu interweniuje służba i de facto siłą zmuszają ją do wyjścia. Co sądzicie? Kto miał rację?