ziazia17
14.11.21, 20:16
I mnie się przytrafiło, dorwał mnie covid. W nocy ze środy na czwartek miałam już niewielką gorączkę (37,5), a samopoczucie jakby to było 39 i bóle kości i głowy. W czwartek ledwo się podnieśliśmy na testy, wyszły dodatnie, już bez sił totalnie, gorączka do 39,5. Bóle głowy i kości nadal. Od piątku lekarka włączyła antybiotyk i sterydy (mam astmę, nie biorę leków, astma bardziej infekcyjna niż całoroczna). W sobotę straciłam węch i smak, bóle kości nadal, osłabienie potworne również, odpuściła głowa, lekki stan podgorączkowy. Dziś brak już gorączki, osłabienie zostało. I teraz do sedna: czy mogę spodziewać się pogorszenia stanu zdrowia, który wymagałby pobytu w szpitalu? Wiem, że nie jesteście wróżkami, ale opiszcie swoje doświadczenia, bo ciągle boję się, że wyląduję pod respiratorem. Jestem otyła, z astmą i NT. Wiek też już bliżej trumny niż studniówki. Zaszczepiona podwójną dawką. Mąż przechodzi to identycznie jak ja, prawie jak bliźniak.