Dodaj do ulubionych

W45, czyli szkło w łapie

05.12.21, 01:24
Dwa miesiące temu miałam taką przygodę, że idąc po schodach ze szklanką w ręku potknęłam się i upadłam. Szklanka się stłukła, odłamki wbiły mi się w rękę, jeden z nich przeciął jakąś pomniejszą tętnicę, pół domu obryzgałam krwią. Mąż owinął mnie bandażem i foliowym workiem, wsadził do samochodu i zaczął w panice jeździć po mieście w poszukiwaniu placówki świadczącej nocną i świąteczną (była 22) opiekę zdrowotną. (We Wrocławiu jest takich placówek 4, tyle samo co w 3 razy mniejszych Kielcach.)

Jak w końcu znalazł, to już było z górki. Położyli mnie na kozetce, przepłukali ranę polewając wodą z dzbanuszka, zatamowali krwawienie i zeszyli. Na do widzenia poinformowali, że tam pewnie jeszcze jakieś szkło zostało, bo chrzęści. Ale może samo wyjdzie. No więc po dwóch miesiącach, czyli jakoś w czwartek, faktycznie zaczęło wyłazić. Przebiło skórę i tak jakby trochę wystawało. Można było poskrobać na przykład igłą (albo zębem) i wyczuć coś ostrego i twardego.

Zadzwoniłam do swojego lekarza rodzinnego i pytam się grzecznie, co robić. Rodzinny orzekł: na cito do chirurga. I faktycznie pięć minut później miałam w IKP skierowanie, z rozpoznaniem jak w tytule: W45 - Ciało obce lub przedmiot przechodzący przez skórę. No to zadzwoniłam do poradni chirurgicznej (oddzielna epopeja) i umówiłam się na środę rano. Proponowali poniedziałek, ale pracuję wtedy. Uznałam, że jak i tak do poniedziałku muszę chodzić ze szkłem w łapie, to kolejne dwa dni już wielkiej różnicy nie zrobią. No ale że szkło mi przeszkadzało, to je tam trochę próbowałam poszturchać albo poluzować i w końcu mi się udało. Wydłubałam sobie (igłą) z nadgarstka półcentymetrowy kawałek szkła.

No i do sedna, czyli pytanie: co teraz? Mam odwołać wizytę? Czy iść do tego chirurga, skoro już mnie tam skierowali, pokazać wyciągnięte szkło i liczyć - sama nie wiem, na co: że chirurg potrafi stwierdzić, czy to już wszystko, czy jeszcze trzeba dłubać?
Obserwuj wątek
    • jasnoklarowna Re: W45, czyli szkło w łapie 05.12.21, 01:32
      Jak mój syn u teściowej ugryzł szklankę i nie mogli się kawałka szkła dopatrzyć (w sensie teściowa z teściem, tą szklankę sztukowali i kawałka brakło, stwierdzili ze może mały połknął) to na sorze prześwietlali go. Szkło nawet przezroczyste jest ponoć widoczne. Może jeszcze coś zostało? Może jakieś prześwietlenie czy usg pokaże? Ja bym poszła.
    • pani_tau Re: W45, czyli szkło w łapie 05.12.21, 08:30
      I od dwóch miesięcy masz kawałek szkła w ręce, bo na pogotowiu nie zajakneli się na temat chirurgicznej interwencji???
      A jakby się wdała infekcja?
      Ci, którzy tam pracują nie powinni mieć kontaktu z pacjentami.

      Bezwzględnie należy sprawdzić czy żaden fragment szkła nie pozostał w ciele.
      • katriel Re: W45, czyli szkło w łapie 05.12.21, 10:04
        > I od dwóch miesięcy masz kawałek szkła w ręce, bo na pogotowiu nie zajakneli się na temat chirurgicznej interwencji?

        Wiesz co, ja mam znacznie więcej zaufania do mechanizmów obronnych swojego organizmu niż do kompetencji losowego chirurga. Więc jak pogotowie powiedziało (a mój rodzinny potwierdził), że wystarczy obserwować, bo jest szansa, że szkło wylezie samo, bez interwencji chirurgicznej, to tego się trzymałam. No i w sumie miałam rację, bo wylazło. Tylko nie wiem, czy całe - bo w końcu ten pierwszy kawałek też przez dwa miesiące się ukrywał.

        Ja rozumiem, że ludzie mają różnie. Z poronieniem zatrzymanym (obumarłą ciążą) też dziewczyny często pędzą natychmiast na łyżeczkowanie, bo nie mogą znieść myśli, że noszą w sobie martwy zarodek. A ja chodziłam trzy tygodnie (od diagnozy, plus nie wiadomo ile wcześniej) i czekałam, aż ciało sobie samo poradzi. I też się doczekałam, to znaczy w końcu potem i tak trzeba było łyżeczkować resztki, ale zasadniczą część samoistnego poronienia przeszłam we własnej łazience - i wspominam to dużo lepiej i mniej traumatycznie niż wcześniejsze o kilka lat poronienie w szpitalu. Jakoś tak bardziej po ludzku było.

        Więc ja ogólnie staram się unikać interwencji medycznych tam gdzie to tylko możliwe i jak na razie dobrze na tym wychodzę.

    • slonko1335 Re: W45, czyli szkło w łapie 05.12.21, 08:53
      "Na do widzenia poinformowali, że tam pewnie jeszcze jakieś szkło zostało, bo chrzęści. Ale może samo wyjdzie"

      Ja pierdziu. ...


      Ja w piątek przeżyłam szok jak mi z dzieckiem ze złamaniem w stopie kazano czekać do lutego bo nie ma terminów, więc chyba trzeba się przyzwyczaić że pomocy na NFZ już człowiek nie dostanie..
    • mid.week Re: W45, czyli szkło w łapie 05.12.21, 08:59
      to chyba jakaś długa tradycja, kiedy miałam kilka lat odesłali nas po lekkim obmyciu rany z informacja, ze cos mogło zostac ale to nic takiego. Do dziś chodzę z kawałkiem metalu pod skórą. Jakby to było szkło to chyba bym jednak poszła sprawdzić dokładniej

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka