lumeria
16.01.22, 11:50
Potrzebuje zweryfikować poglądy bo możliwe, ze to co uznaję za normalne jest przemocą ekonomiczną i patologicznym brakiem integracji miedzy bądź co bądź obcymi osobami - nową partnerką bądź partnerem rodzica a nastoletnimi dziećmi jednego (bądź każdego z nich).
Na sąsiednim forum w wątku o tej tematyce wychodzi na to, ze forumki uważają, ze małżonkowie w takiej składankowej rodzinie powinni mieć WSPÓLNY FRONT w relacjach z nastolatkami. Także, ze finanse powinny być wspólne, przez co rozumiem zrzucane dochodów/oszczędności do jednej puli, z której wydatki powinny być uzgadniane przez obojga w równej mierze.
Moje doświadczenia własne (jako pasierbica, oraz ze związku z mężczyzną z nastoletnimi dziećmi) wskazują, ze coś takiego jest wręcz niemożliwe. (Choć wydaje mi sie, ze związki zawarte kiedy dzieci były małe bądź takie, gdzie jest dziecko wspólne maja inne dynamiki).
Jeśli zostałyście pasierbicami jako nastolatki, to czy ten obcy Wam człowiek miał wspólny front z matką? Bo u mnie nie, a z perspektywy czasu to szkoda, ze nie, bo był w porządku człowiekiem - ale równie dobrze mógł sie okazać pedofilem, nie? Albo jeśli macie pasierbów, to czy macie poczucie, ze macie wspólny front z ich ojcem, czy raczej pozostawiacie ogarnianie nastolatków w rękach ich rodzica/ów? Albo mając swoje dzieci czy Wasz partner ma pełną decyzyjność wobec nich?
Także jak wyglądają finanse w Waszych składankach? Wszystko wspólne? Decyzje wspólne?
Jak układają sie takie składankowe relacje z nastolatkami? Jakie są szanse, by zbudować zjednaną, kochającą rodzinę w takich okolicznościach?