lauren6
25.01.22, 18:05
Czy coś się zmieniło w polskich szpitalach położniczych po śmierci Izabeli z Pszczyny?
Otóż, okazuje się, że tak. Teraz szpitale odsyłają kobiety z bezwodziem do domu z receptą na antybiotyk, by tam czekały na obumarcie płodu. Jeśli lekarstwo nie zadziała i kobieta umrze na sepsę to swoim zgonem nie obciąży szpitala: będzie jej wina, że za późno zgłosiła się na oddział:
wyborcza.pl/7,162657,28036767,szpitale-odsylaja-do-domow-ciezarne-kobiety-ktore-zglaszaja.html
Federa przytacza jeden z listów, który ostatnio otrzymała od przerażonej kobiety:
"Mam na imię Anna, mam 32 lata. Proszę o pomoc. W nocy z 5 na 6 stycznia pękła mi błona płodowa i zaczęły sączyć się wody. Zostałam przyjęta do szpitala z zakażonym organizmem. Otrzymałam antybiotyk. Po dwóch dniach stwierdzono bezwodzie. Wody już się nie zbierają, a błony nie da się zakleić. Dziecko jest zbyt małe, aby wdrożyć sterydy, przez co jego płuca nie będą się już rozwijać. Lekarze mówią, że nic nie da się zrobić. Mamy czekać, aż serce dziecka przestanie bić i poronię. Albo mój stan pogorszy się tak, że będzie bezpośrednie zagrożenie mojego życia. W przeciwnym razie są bezsilni. Sytuacja określona jest jako bardzo ciężka, zagrożenie utraty dziecka jest bardzo duże. Dziś kończę brać antybiotyk. Mam monitorować ruchy płodu, robić co kilka dni USG. Jestem kompletnie załamana, boję się, że za chwilę zacznę siebie nienawidzić. (...) Zwracam się do was po pomoc, gdzie mogłabym w bezpieczny sposób zakończyć tę ciążę".
Ale nie zapominajmy, że jest pięknie w Polsce i radujmy się z ochrony ŻYCIA.