bene_gesserit
12.02.22, 17:18
Na marginesie wątku o jajkach w tiramisu:
Spora część ludzi ma nakolenny - nieuzasadnienie - stosunek do oryginałów.
Oczywiście, marszcząc nosek na pesto z innych niż pesto genovese składników, carbonarę ze śmietaną, pizzę z ananasem, spaghetti bolońskie (a już nie daj borze z klopsikami) albo niewinny biszkopt ze szczyptą proszku do pieczenia można wykazać się znawstwem i obyciem. To pesto to nie jest żadne pesto, prawdziwe pesto ma takie-a-takie składniki, a od pewnej nonny w Montemaggio nauczyłam się, że trzeba dać połowę parmezanu i połowę pecorino. I już wiadomo, kto jest lepszy - nieszczęsna ignorantka, która ośmiela się nazwać niepesto pestem czy ta, która WIE.
A przecież naprawdę nie ma obowiązku uznawania tego co autentyczne za smaczniejsze, jeśli nam smakuje coś innego. Ja np uwielbiam pizzę z tuńczykiem, bananami i curry. Kto mi zabroni? Są jakieś konsekwencje za nazwanie tego pizzą?
Z drugiej strony, kiedy w knajpie dają mi to nieszczęsne spaghetti bolońskie z sosem, który gotował się jedynie jakieś pół godziny i najwięcej w nim jest marchewki, to mnie trafia szlag.
Ematki z której opcji?