hrabina_niczyja
03.03.22, 22:59
Miałam odpocząć. Siedzę w jakiejś chałupie i ryczę. Czekamy na osierocone dzieci, 30 dzieci, niepełnosprawne, z Zespołem Downa. Jutro przyjeżdża kolejna grupa. Prezeska fundacji mówi mi Hrabina, ich jest 500! Siedzimy już razem i ryczymy. Kombinujemy skąd tu jeszcze wytrzasnąć domy i pomoc. Uruchomiamy kontakty już w innych miastach. Wszyscy, bez patrzenia na stanowiska, pieniądze, poglądy zapier...my jak maszyna, jedna linia, która musi współdziałać, żeby wyszło, żeby było. Trzeba wolontariuszy, każdy już liczy w głowie swoje dzieci, dzieci znajomych, rodzinę. Trzeba tłumaczyć, szukamy w głowie znajomych Ukrainek, jutro będziemy dzwonić. I do nas też dzwonią, non stop... I to pytanie, możecie pomóc? Telefony się teraz odbiera mówiąc czego ci trzeba, a nie jakieś tam halo czy cześć. Wpada kolejny do pomocy, wrócił spod granicy, ledwo mówi. Zachrypniętym głosem opowiada o rodzinie 5 kobiet i 3 dzieci, dwoje to bliźniaki, które mogly się urodzić w każdej chwili, pewnie urodzą się jeszcze dziś, szczęśliwie tu w Polsce. Jechali 5 dni, szli kilkanaście albo i kilkadziesiąt kilometrów. Boże chroń bliźniaki i ich matkę. Wychodzi ocierając łzy. Płacze każdy i nie ma znaczenia czy płacze kobieta czy mężczyzna, bogaty czy biedny, dyrektor czy sprzątaczka, wszyscy są tu równi i każdy ma miotłę, ścierę i dres. To wszystko rozrywa po prostu serca i nie da się ogarnąć rozumem. Prezeska mówi do mnie Hrabina w ten świat musi coś większego pierdol...ć, tu musi się coś stać, żeby ludzie zrozumieli. Jak, jak qwa jeden człowiek może być taka bestia? I nikt, nikt go za wczasu nie odstrzelił 😪