mmoni
05.03.22, 00:35
Żeby na chwilę zająć głowę czymś innym... taki link lata od kilku godzin po moim twitterze
www.rareddit.com/r/relationships/comments/t5n70s
W skrócie dla nieczytatych: rzecz się dzieje w USA, nieformalna para około 30stki ("spiritually married"

), oboje bardzo dobrze zarabiający, osobne konta, wszystkie wydatki do tej pory dzielone 50/50. Podjęli decyzję o staraniu się o dziecko, po czym pani oznajmiła panu, że ponieważ jej miejsce pracy daje jej 6 miesięcy urlopu macierzyńskiego z pensją 50% i kolejne 6 miesięcy bezpłatnego, pani oczekuje od pana, że jej zwróci te 50%, jakie straci przez pierwsze 6 miesięcy. Zamierza potem wrócić do pracy, ale ponieważ różnie może być, to gdyby zdecydowała się wziąć ten urlop bezpłatny, to oczekuje, że pan zwróci jej połowę utraconych zarobków za te 6 miesięcy bezpłatnego. Pan powiedział, że się zastanowi, ale trochę jest zgorszony tym, że pani "żąda, abym jej zapłacił za urodzenie dziecka". Opinie na TT są raczej po stronie pani, nie ukrywam, że moja również. Co myśli ematka?