Dodaj do ulubionych

Ukraińcy z sąsiedniego domu - co można zrobić?

09.04.22, 19:53
Ta sprawa jest jednostkowa, problem zupełnie indywidualny (proszę nie przenosić na wszystkich uchodźców), a że bliski mi terytorialnie, to jakoś mnie tam uwiera i chciałabym pomóc sąsiadce.
To starsza pani, ale jeszcze aktywna zawodowo (tłumaczka). Była jedną z pierwszych, którzy otworzyli swój dom dla uchodźców. Zaoferowała w ankiecie dwa pokoje z osobną małą łazienką na 2 tygodnie. Dostała rodzinkę składającą się z babci (60 lat), mamy (40 lat), syna (17 lat) i psa rasy cane corso. Przybyli ze Lwowa, uciekli głównie z powodu nastolatka, żeby nie załapał się do mobilizacji. To ludzie wykształceni, mówiący po angielsku (mama i syn), podobno zamożni. Problem polega na tym, że mieszkają już w tym mieszkaniu 6 tygodni i zupełnie, ale to zupełnie nic nie robią. Nie sprzątają po sobie. Nie wstają z łóżek, póki gospodyni nie zrobi śniadania. Czekają na obiady i kolacje. Nic nie kupują (sąsiadka nie wie nawet, czy mają dostęp do swoich środków płatniczych, bo nic nie przynoszą do domu ze sklepu, a ona się wstydzi zapytać). Wychodzą z domu tylko z psem na spacery do pobliskiego parku. Sąsiadka od 6 tygodni ich wszystkich w 100 proc. utrzymuje, opiera ich i po nich sprząta (części wspólne). Jedynie do ich pokojów i łazienki się nie zapuszcza, ale powiedziała mi, że tam jest "strasznie". Utrzymuje też ich bardzo dużego psa, kupuje mu karmę suchą i puszki.
Na chwilę wyjechali dwa tygodnie temu (do domu do Lwowa po jakieś zapomniane dokumenty + udostępnić swoje mieszkanie rodzinie z innej części kraju), ale wrócili jak do siebie i od tego czasu nie ma w ogóle mowy, żeby gdzieś się mieli wybierać. Sąsiadka będzie składała wniosek o to dofinansowanie 1200 zł, ale jak mi powiedziała "choćby po to, żeby im dać" to mnie szlaczek trafił. Babka jest totalnie nieasertywna. Mówi, że nie umie im nic powiedzieć, a nie chce złej atmosfery w domu. Wszystkie te informacje muszę z niej wyciągać, bo jest jakaś taka zahukana i nieśmiała. Mówi, że "daje radę", ale bardzo czeka, aż coś się zmieni. Samo uncertain
Czy w takiej sytuacji ona w ogóle może coś zrobić, jakoś drogą oficjalną? Zgłosić gdzieś, że zgadzała się na 2 tygodnie, a to już właśnie minęło 6? Mój pomysł, to że jak już dostanie te 1200 zł x3 za miesiąc, to od razu znaleźć im mieszkanie do wynajęcia i opłacić tym pierwszy miesiąc czy dwa. A dalej niech sobie radzą, są dorośli. Nie zwróci jej się co prawda za żywienie trzech osób i psa przez x tygodni, ale może warto. Mam ochotę podejść do tych ludzi, gdy ich widzę z psem, i powiedzieć to i owo. No ale zafunduję jej w ten sposób tę "złą atmosferę".
Jakieś pomysły?
Obserwuj wątek