Dodaj do ulubionych

Jeszcze o konkursach przedmiotowych.

12.04.22, 12:18
Jako szczęśliwa matka 14 letniego dziubdziusia i laureata konkursu przedmiotowego, który ma możliwość wyboru liceum takiego jakie chce, przeglądam sobie właśnie listę laureatów i finalistów ( Wielkopolska). Mam dostęp do niejawnego panelu, więc są tam nazwiska, szkoły, daty urodzenia itp. Ogłoszenie na stronie kuratorium nazwisk pewnie lada moment ( publicznie dostępne są jedynie kody i można się zorientować w liczbie laureatów).
Wniosek generalnie taki, że te konkursy są do wielkiej reformy. Laureatów ponad 200 więc sporo plus tabuny finalistów. W samym Poznaniu jest ok 4000 miejsc w liceach. Z tych ponad 200 laureatów jest zaledwie 15 laureatów z matematyki, podobnie z polskiego, z geografii 7, z chemii 19. Za to 60 laureatów z biologii i 32 z WF- u. Jeszcze biologię jakoś tam rozumiem, chociaż na pewno konkurs był za łatwy, natomiast 32 laureatów z WF- u to juz przegięcie. Te osoby mają wolny wstęp do liceum. Potem zacznie sie płacz w topowym liceum, słabe stopnie, załamania itp.
Drugi cyrk to konkursy przedmiotowe językowe. Na szczęście w Poznaniu nie ma konkursu z rosyjskiego. W Warszawie na liście same rosyjskie/ukraińskie nazwiska. Natomiast i w Poznaniu co najmniej połowa to dzieci dwujęzyczne o czym świadczą ich nazwiska lub miejsce urodzenia. Sama znalazłam na liście dziecko koleżanki, które orłem w szkole nie jest, za to ojciec jest cudzoziemcem i rozmawia z dzieckiem tylko po angielsku. Dziewczynka zresztą bardzo fajna jest, jednak nie uważam, że w nagrodę powinna pójść do TOP 5 liceum a najlepiej mat- fiz, jak chce jej mama. Po prostu nie da rady i to będzie dla niej wielka krzywda.
Moim zdaniem reforma powinna polegać na tym, że tytuł laureata powinien uprawniać wyłącznie do wyboru liceum i klasy zgodnym z profilem konkursu. Jeżeli chce wybrać inny profil to powinny być tylko dodatkowe punkty jak dla finalisty. Wtedy będzie jakiś odsiew intelektualny. Inaczej dzieciaki po WF- ie beda zabierać miejsca naprawde zdolnym matematykom i fizykom, polonistom. itp. A za rok zmiana szkoły bo poziom za wysoki.
I jeszcze ostatnie spostrzeżenie- większość laureatów i finalistów to dzieci ze szkoł prywatnych, społecznych, katolickich.
A jak to wygląda w innych województwach, słyszałam że małopolska ma jakieś inne zasady?
Obserwuj wątek
    • saszanasza Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 12:50
      Wejdź sobie w wykaz konkursów i zobacz jakie są punktowane. Niektóre w ogóle nie powinny być brane pod uwagę przy przydzielaniu dodatkowych punktów. W szkole córki są pojedyncze przypadki osób którym rodzice załatwili miejsce w drużynie a które mają status „permanentnych rezerwowych” i nigdy nie grają, ale jak drużyna wygrywa mecz na wyższym szczeblu im również przypisywane są punkty.
      Zasadniczo zgadzam się, laureaci powinni mieć wstęp wolny tylko na profil obejmujący przedmiot z którego zostali laureatami. Konkursy plastyczne powinny dawać wolny wstęp do szkół plastycznych, konkursy przedmiotowe, na kierunki przedmiotowe dedykowane, konkurs robienia palmy wielkanocnej i inne głupoty religijne nie powinny być w ogóle punktowane.
      • renia266 Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 12:57
        Konkurs z WF- to konkurs przedmiotowy taki sam jak np matematyka. Na takich samych prawach. Była część teoretyczna ( historia sportu, zasady dyscyplin sportowych itp) plus czesc sprawnościowa, moją uwage przykuła np. pozycja - jazda na rolkach do tytułusmile
        Z tego co widziałam trzeba było obniżyć próg punktowy bo nikt nie uzyskał 90%. Siadła część teoretyczna, czyli tam gdzie trzeba było się czegoś nauczyć. Więc obniżyli próg ( z historii było podobnie). Nie przecze, ze w konkursie z WF-u startuje fajna utalentowana młodzież, która też często ma coś w głowie, jednak swobodny wybór liceum to przegięcie.
        • saszanasza Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 13:02
          renia266 napisała:

          > Konkurs z WF- to konkurs przedmiotowy taki sam jak np matematyka. Na takich sam
          > ych prawach. Była część teoretyczna ( historia sportu, zasady dyscyplin sportow
          > ych itp) plus czesc sprawnościowa, moją uwage przykuła np. pozycja - jazda na
          > rolkach do tytułusmile
          > Z tego co widziałam trzeba było obniżyć próg punktowy bo nikt nie uzyskał 90%.
          > Siadła część teoretyczna, czyli tam gdzie trzeba było się czegoś nauczyć. Więc
          > obniżyli próg ( z historii było podobnie). Nie przecze, ze w konkursie z WF-u s
          > tartuje fajna utalentowana młodzież, która też często ma coś w głowie, jednak
          > swobodny wybór liceum to przegięcie.


          Cóż, no ja się z tobą zgadzam, natomiast uważam, że jeżeli ktoś uzyska taki tytuł mając słabe oceny i marną wiedzę, nawet najlepsze liceum mu nie pomoże. Owszem szkoda dzieci zdolniejszych, ale te jeśli bedą chciały sie uczyć, to nawet po słabszej szkole mają szanse dostać się na studia i je skończyć.
    • mysiaapysia Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 14:23
      Mój 13-latek, 7-klasista został właśnie laureatem z matematyki i biologii. Są to przedmioty, które najbardziej lubi i "czuje", ma do tego talent, dlatego przygotowania nie były bolesne, udało się już w 7 klasie i w międzyczasie uczył się do trwających już egzaminów rocznych z innych przedmiotów (jest na ED), nie ma żadnych korepetycji, uczestniczy tylko w zajęciach dla uzdolnionych uczniów z matematyki (już drugi rok online, ale jest ok). Za rok wybierze na pewno klasę o ścisłym profilu, raczej biol-chem-mat.
      Co do ilości laureatów - u nas z każdego przedmiotu (nie było w-fu, XD) były progi takie: 5% uczestników etapu szkolnego przechodziło do etapu powiatowego, 10% uczestników etapu powiatowego przechodziło do etapu finałowego, a z finału 50% uczestników zostawało laureatami. Czyli np. z matematyki tych 50 laureatów na całe województwo to 0,25 procenta uczestników etapu szkolnego. Nie uważam, że to za dużo.
    • furiatka_wariatka Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 14:42
      Nawiązując do przykładu, który podałaś, czyli dziecko dwujęzyczne od urodzenia, olimpijczyk z angielskiego, idzie do topowego liceum na mat-fiz. Prawda jest taka, że jeśli to dziecko jest słabe z matmy, to zwyczajnie nie utrzyma się z mat fizie, więc nie wiem co się martwisz. Będzie musiało zmienić profil lub nie zda. A może się też okazać, że radzi sobie z matmą i wtedy się utrzyma. I tyle.
    • magata.d Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 15:55
      Czy do tych konkursów szkoły zgłaszają dzieci? Czy nauczyciele te dzieci przygotowują w ramach dodatkowych zajęć, kółek zainteresowań? Nauczyciele się tak sami z siebie angażują? Nauczyciele sami proponują dzieciom te konkursy, motywują je? Jak to u was wygląda?
      • mysiaapysia Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 16:26
        W tych szkołach, które znam (bezpośrednio lub z opowiadań bliskich znajomych) to jest z reguły tylko ogłoszenie o możliwości udziału w konkursie. Do konkursu uczniowie przygotowują się sami, z rodzicami, z korepetytorami.
        W moim mieście jest kółko matematyczne, dodatkowo płatne (ale to są niewygórowane opłaty, max. 40 zł za zajęcia) w grupach kilkunastoosobowych.
        Starsze dziecko (nie mające ED) w swojej SP miało ITN i w jego ramach 1 indywidualną lekcję tygodniowo z nauczycielką matematyki dodatkowo na trudniejsze zadania właśnie typu kuratoryjnego. Teraz nie mam kontaktu z tą szkołą i nie wiem, czy nadal uczniowie na ITN mają taką możliwość, to są pieniądze z miasta.
      • katriel Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 17:51
        W szkole mojego syna do pierwszego etapu dzieci przygotowują się same, szkoła tylko zbiera zapisy chętnych. Ewentualnie jakieś działania w ramach lekcji, na przykład matematyczka przynosi alternatywne trudniejsze zestawy zadań dla chętnych. Dopiero jak ktoś się dostanie wyżej, to organizują dla nich dodatkowe zajęcia.
        Co do proponowania i motywowania, to zależy od nauczyciela, jest paru takich co namawiają, na przykład wyżej wymieniona matematyczka.
    • kropkaa Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 17:23
      Przede wszystkim konkursy z języków obcych to porażka. O w-fie nawet nie słyszałam.
      W ub. roku przeglądałam listy mazowieckie - w niektórych przedmiotach przewija się kilka szkół prywatnych (dużo katolickich), widać, że jest jakiś nauczyciel,.który produkuje tych laureatów. W szkołach podstawowych, cały ciężar spada na rodziców i lekcje prywatne. Koleżanki córka poprosiła panią od chemii o książki do przygotowania się, nauczycielka odpowiedziała, że to nie jest jej obowiązek, dopiero od II etapu musi taką listę dać.
    • volta2 Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 17:48
      chyba pod kamieniem siedziałaś przed wielką reformą
      to gimnazja nierejonowe i prywatne były kuźnią laureatów, dziś to już bułka z masłem

      a ilość laureatów niech cię nie przeraża, połowa z nich to multilaureaci, przyanajmnej z takimi spotkał się mój syn w IB w batorym, połowa, nawet może więcej miała tytuł jak z matmy to i z fizy, jak z biologii to i z chemii, angielski robili już zupełnie hobbystycznie, przypadkiem, historyczny był do kompletu z geografią i tak dalej.

    • lwica_24 Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 18:52
      Biologia nie jest przedmiotem łatwym. Jest ciekawym , więc może dlatego tylu laureatów.
      Jedyna rzecz, która powinna obowiązywać przy konkursach kuratoryjnych to ograniczenie wyboru co do profilu.
      I taklaureat z chemii niech ma wstęp do klasy biol-chem czy mat-fiz ( human juz nie).Geografowi niech sie trzymaja daleko od biol-chemów i humanów itd.
      Nie słyszałam o kuratoryjnych konkursach z w-f, ale jeśli takie są to super! Trenowanie i nauka to spore wyzwanie.
    • cegehana Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 19:11
      Moim zdaniem bardziej motywująca i ogólnorozwojowa jest możliwość wyborów różnych przedmiotów. Wybór profilu innego niż ten, w którym odnosi się sukcesy weryfikuje potencjał dziecka. A co do drugiego problemu to cóż - życie nie jest sprawiedliwe a sukcesy tak młodych osób w baaardzo dużym stopniu zależą od tego jacy rodzice im się trafili.
      • renia266 Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 20:10
        Ja bym konkursy jezykowe w podstawowce zlikwidowala. Tutaj nie ma równych szans. Konkurs z angielskiego na poziomie native'a. To jest nieosiagalne nawet dla bardzo zdolnego dziecka ze szkoly podstawowej
        . Podobnie z konkursami z rosyjskiego. To jest konkurs wyłacznie dla rosyjsko czy ukraińskojezycznych dzieci. Moim zdaniem konkursy jezykowe powinny byc dopiero w liceum wtedy juz uczestnicy jezyk znaja a konkurs dotyczy bardziej literatury niz gramatyki.
      • geoardzica_z_mlodymi Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 20:24
        Mój syn w gimnazjum odnosił sukcesy w konkursach z historii i wosu a wybrał profil mat- geo, uparł się na rozszerzenie z matmy, żeby mieć wyzwanie. Zaczynał od 2, skończył na 4.. W trakcie liceum wystartował w 4 olimpiadach, głównie ekonomicznych, docierał do końca etapu okręgowego w 3, teraz w klasie maturalnej został finalistą. Za chwilę będzie miał szeroki wybór kierunków od politechnicznych do humanistycznych. Po obserwacji jego drogi nigdy nie zamykałaby drogi laureatom odgórnie. Życie zweryfikuje.
    • widosna Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 19:26
      Zerknęłam jak to bo w naszym województwie. Z j. rosyjskiego laureaci i finaliści to wyłącznie dzieci z rosyjskobrzmiącymi imionami i nazwiskami. Ani jednego polskiego. Z wf nie było konkursu. Szkoda. Moje dzieci bardzo pracowite i mądre, brały udział w mistrzostwach świata w pewnej dyscyplinie. Miałyby szanse wink
    • mika_p Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 12.04.22, 22:57
      "Problem" dotyczy kilkunastu miast w Polsce. I tylko tylu. Tam, gdzie faktycznie liczba laureatów jest w stanie wypełnić klasę w topowym liceum albo zająć znaczną część miejsc. W mniejszych miastach laureatów jest garstka - nie na liceum, na całe miasto. I nie mam na myśli kilkutysięcznej pipidówy, tylko byłe miasto wojewódzkie. Bo poza umiejętnościami ucznia i resztą otoczki związanej z przygotowaniem, w grę wchodzi zwyczajna logistyka. Moja córka na finały konkursów przedmiotowych jeździła ponad 100 km do stolicy województwa, i chwała Bogu, że mąż mógł wziąć urlop, dwie godziny w samochodzie i na miejscu. Ja bym do Warszawy nie mogła pojechać autem, więc w mojej obstawie dzieciak przystępowałby do konkursu po kilkugodzinnej podróży.

      Dwa, dużo zależy od nauczyciela, jeśli rodzice nie są nastawieni na produkcję laureata. Są nauczyciele, którzy na uszach staną, żeby uczniowi pomóc, dostarczyć materiały, coś pokazać, nad czymś popracować, a są tacy, co tylko zliżą śmietankę z wierzchu, jak już uczeń samodzielnie osiągnie sukces. Tu pragnę pozdrowić panią od biologii mojej córki, która naprawdę się zaangażowała. A reszty nie, bo palcem nie kiwnęła.

      Trzy, dla topowego liceum, zresztą, nie tylko dla topowego, lepszym nabytkiem jest laureat konkursu biologicznego w klasie humanistycznej czy mat-fiz, niż dziecko, które wykuło podstawę programową i ładnie prowadziło zeszyty, więc ma same piątki i szóstki. Laureat już pokazał, że umie pracować ponad to, co musi i robi to dobrze. "Naprawdę zdolny matematyk i fizyk i polonista" nie jest chyba aż taki zdolny i cenny, skoro daje się wygryźć laureatowi konkursu z biologii. No sorry, każdy może wziąć udział w konkursie przedmiotowym i nastukać sobie punktów do rekrutacji.
      • g.r.uu Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 13.04.22, 12:06
        W ogóle to żadna tajemnica, że sukcesy edukacyjne to w dużej mierze efekt zaplecza i kapitału kulturowego, a nie szkoły. Bo niby dlaczego dziecko z rodziny dwujęzycznej nie mogłoby brać udziału, ale dziecko z rodziny po prostu bogatej, które było w dwujęzycznym żłobku, a potem przedszkolu i na obozach zagranicznych już tak?
        • iwoniaw Re: Jeszcze o konkursach przedmiotowych. 13.04.22, 12:39
          g.r.uu napisała:

          > W ogóle to żadna tajemnica, że sukcesy edukacyjne to w dużej mierze efekt zaple
          > cza i kapitału kulturowego, a nie szkoły. Bo niby dlaczego dziecko z rodziny dw
          > ujęzycznej nie mogłoby brać udziału, ale dziecko z rodziny po prostu bogatej, k
          > tóre było w dwujęzycznym żłobku, a potem przedszkolu i na obozach zagranicznych
          > już tak?


          No otóż to. I co dalej? Z konkursu matematycznego, historycznego czy biologicznego też eliminujemy dzieci i wnuki profesorów i pasjonatów, które od kołyski mogły rozwijać swe zainteresowania, w ich dzieciecym pokoju na wyciagniecie rączki stały wszystkie nawet najtrudniej dostepne i najatrakcyjniejsze pozycje traktujące o tematyce konkursu, a entuzjastyczna babcia czy ojciec od żłobka zawsze chętnie strzelili pogadankę tematyczną w atrakcyjnej formie albo zadali łamigłówkę rozwijajacą w konkretnym kierunku?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka