Dodaj do ulubionych

Taka historia o nieudanej adopcji

20.04.22, 09:18
katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,28348576,siostry-juz-nie-chca-mieszkac-z-weronika-zmysla-kradnie-bije.html
Rodzina adoptuje 3 siostry. Najstarsza ma zdiagnozowany RAD. Mija 10 lat. Terapie dziewczynki niewiele pomagają. Po tym, gdy nastolatka odkręca w domu kurki z gazem rodzice decydują się na rozwiązanie adopcji nastarszej dziewczynki. Biegła z Cieszyna stwierdza, że dziewczynka jest nieadopcyjnym dzieckiem, powinna żyć w specjalistycznej rodzinie zastępczej, w której nie ma innych dzieci i opiekunowie mogą poświęcić jej 100% czasu.

Tymczasem kolejni biegli stwierdzają, że więzi pomiędzy rodzeństwem są ważniejsze od więzi z rodzicami, bo rodzice szybciej umierają i rodzeństwo ma się dłużej. W związku z tym rekomendują, by sąd rozwiązał adopcję wszystkich 3 sióstr i umieścił je razem w domu dziecka. Rodziców adopcyjnych krytykują m.in. za:
- wyjazdową pracę ojca
- pomoc dziadków przy dzieciach
- oddanie najstarszej dziewczynki do przedszkola, gdy matka siedziała w domu z jej młodszą siostrą.

Moim zdaniem sprawa ma spełnić rolę straszaka na rodziny adopcyjne: męczcie się w ciszy z nieadopcyjnym, agresywnym dzieckiem, bo jeżeli zaczniecie podskakiwać to zabierzemy wam wszystkie dzieci. Oczywiście mogę się mylić, a biegli mają rację rozbijając patologiczną rodzinę.
Obserwuj wątek
    • furiatka_wariatka Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 09:29
      Czytałam ten artykuł wczoraj, i też mnie to podłamało. Oczywiście historia przedstawiona dość jednostronnie, w dużej mierze na podstawie rozmów z matką adopcyjną, więc wychodzi na to, że jest ideałem, a może tam było jednak coś nie halo, o czym nie wiemy. Bo nie rozumiem jak można uznać, że tym "zdrowym" młodszym siostrom lepiej będzie w domu dziecka że starszą siostrą, niż w rodzinie. Może o czymś artukul nie wspomina, nie wiem.
      • sol_13 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 16:22
        Właśnie, też zwróciłam na to uwagę. WTF? Zwłaszcza ostatnie. To lepiej, żeby starsze dziecko nudziło się w domu, gdy matka zajmuje się maluchem? Co z kontaktem z rówieśnikami , z rozwojem, nauką w przedszkolu?
        Zresztą dwa pierwsze też od czapy.
    • niemoralna Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:02
      Ja zawsze powtarzałam, że Ci eksperci od wychowywania dzieci ,lub pomocy / biegli/ specjaliści/ pedagodzy często mają u siebie takie szambo jakich mało, ale u kogoś innego to się potrafią dosrać o najmniejszy detal najmniej istotny
      Sama osobiście poznałam panią psycholog dziecięca bardzo rekomendowana, która swoje 4 dzieci szkoliła regularnie pasem w imię wychowania biblijnego i była dosłownie nietykalna .
      Wychodzi na to, ze pozostałe rodzeństwo musi zostać ukarane za siostry zaburzenia i odbiera im się dorastanie w normalnym domu , bo są skazane na towarzystwo siostry z odpalami psychicznymi zagrażające życiu i zdrowiu nie tylko jej samej . Dno !!
    • dr.amy.farrah.fowler Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:17
      Czyli jedni specjaliści, że najstarsze dziecko jest zaburzone i powinno przebywać w specjalnej rodzinie zastępczej jako jedyne, a inni że powinno się rozwiązać adopcję także w przypadku sióstr, żeby rodzeństwo było razem? No genialnie po prostu. Z powodu mocno zaburzonego dziecka biorącego się do bicia szczeniaka łopatą i odkręcającego kurki z gazem pozbawia się dwie jakoś rokujące dziewczynki szans na normalne życie.
    • kropkacom Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:24
      Do czego tu potrzebne moje zdanie? Stało się tak i już się tego nie odkręci bez strat, prawda? Poza tym nie wiem wszystkiego. Za to wiem, nawet jako laik, że adopcja to nie przelewki i operowanie na żywym organizmie a dzieci z DD często potrzebują specjalnej opieki. Na tyle specjalnej, że trzeba temu poświęcić życie. Na szczęście ta opcja jest dla chętnych.
    • asia_i_p Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:26
      Bo najprawdopodobniej rzeczywiście o to chodzi. Gdyby po prostu wysyłali ją do kolejnych ośrodków resocjalizacji, utrzymując ją, to nikt by się nie przyczepił.

      Z drugiej strony marnie widzę szanse, żeby sąd to przyklepał. To jest rodzina adopcyjna, nie zastępcza, więc w przypadku młodszych dziewczynek to musiałaby być sprawa o odebranie praw rodzicielskich, a do tego nie ma podstaw. Nie można odebrać praw rodzicielskich po to, żeby inne dziecko miało towarzystwo w domu dziecka, trzeba wykazać złe sprawowanie władzy rodzicielskiej w stosunku do dzieci, do których prawa się odbiera.
    • ursula.iguaran Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:26
      Ale z drugiej strony.
      Ci rodzice podjęli się opieki nad tymi dziewczynkami. Zaadoptowali je - uznali za swoje dzieci.
      Gdy w rodzinie zwyczajnej - nieadopcyjnej rodzi się trójka dzieci z czego najstarsze jest psychicznie chore to rodzice nie mogą oddać tego chorego dziecka bo im ono nie pasuje. Jeżeli ktoś decyduje się na adopcję starszego dziecka to bierze na klatę że mogą byc też problemy. Takie jest życie.

      Nie znamy sytuacji dokładnie ale nie wydaje mi się żeby biegli wydali takie rekomendacje całkiem bez podstaw. Nie każdy nadaje się na rodzica ...

      Najbardziej szkoda tych dziewczynek ... najstarsza pewnie najdłużej tkwiła w bagnie i dlatego z nią są największe problemy. Możliwe że ma zaburzenia więzi wywołane przez traumę z dzieciństwa.
      • asia_i_p Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:33
        Ale biegli nie krytykują ich jako rodziców młodszych dziewczynek. Uznają tylko, że więzi dziewczynek z rodzicami są mniej ważne niż wieź z siostrą. Na podstawie wyłącznie obserwacji, bez dodatkowych badań tych dziewczynek, więc jeśli wersja matki jest prawdziwa - że dziewczynki się tej starszej boją, a ona za nimi nie przepada - to fundują tym dzieciakom głęboką traumę.
          • lauren6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 11:27
            Tam zdaje się biegła oceniła, że między dziewczynkami jest silna więź, bo się serdecznie odnoszą do siebie w czasie spotkań. Z tym, że co innego spotykać się ze sobą raz na jakiś czas, co innego żyć pod jednym dachem z mocno zaburzoną osobą, która dla zabawy będzie cię krzywdzić.
            • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 11:47
              Ja bym tych wszystkich biegłych nie powiem gdzie wsadziła.
              U nas w domu dziecka jest matka 3 dzieciaków ( w innym dd ma 4), od lat nie ejst zainteresowana dziećmi....przychodzi tylko aby odbębnić wizytę aby jej dzieci nie zabrano. Dzieci już nawet do niej nie wychodzą, ona stoi pod domem dziecka, dzieci są w srodku. Wypali fajkę i pójdzie.
              Od lat wychowawczynie piszą w tej sprawie do sądu....i co? Nico. Kolejna biegła stwierdziła, ze dzieci mają silną więź z matką...
                • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:35
                  Nie powiem ci. Nie pracuje w DD, jestem tam wolontariuszem. Dziewczyny tam pracujące znam od lat. Nie mam pojęcia kto to jest. I czy to nawiedzona baba "rodzina biologiczna to świętość" czy ma odgórnie nakaz "pilnowania więzi rodzinnych".
                  Ja ta "matkę" widuję regularnie od 2 miesięcy i wiem ze wiezi nie ma. Od lat wiedzą o tym wychowawcy, piszą regularnie...zero reakcji.
                  Nie rozumiem, też sytuacji w ktorej wychowawca znający dzieciaka od lat, znający matkę sytuacje mnie mniejszą siłę przebicia w sądzie niż randomowa pani biegła, która z rodzina gadała 15 minut.
                • berdebul Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 14:06
                  Nie są. To są ludzie totalnie oderwani od rzeczywistości, często piszący te dyrdymały na podstawie jednej obserwacji.
                  Wiesz, ja się zajmuję szkoleniem psów, w życiu po jednym, 15 minutowym widzeniu, nie podjęłabym decyzji dotyczącej dalszych losów psa. A co dopiero dziecka, kurfa.
      • niemoralna Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:34
        Ależ pewnie ,że może oddać nieadopcyjne nastrasze , to juz nawet nie istotne jaks kolejnosc . Bo dlaczego uważasz że nie można? Można i prawdopodobnie jakby mi się trafił skrajnie ciężki przypadek zrobiłabym to dla dobra każdej strony
        • ursula.iguaran Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:44
          Nie znam szczegółów, możliwe że rodzice zrobili wszystko co w ich mocy żeby tej najstarszej pomóc. A możliwe że nie zrobili nic plus dla młodszych też nie są najlepszymi rodzicami. Róznie bywa, nie nam oceniać, ale biegli mają raczej większy wgląd w sytuację niż my.

          Chociaż jest faktem, że więzi między rodzeństwem czasem są przeceniane. Kiedyś czytałam bloga rodzica z pogotowia rodzinnego i tam była sugestia, że czasem dla tych młodszych dzieci wybawieniem by było gdyby poszły do adopcji beż bagażu w postaci zaburzonego starszego rodzeństwa. Bo czasem jest tak, że dla tego starszego dziecka ratunku już nie ma, ale młodsze mają jeszcze szansę na szczęsliwe życie.

      • tt-tka Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 10:44
        ursula.iguaran napisała:

        > Ale z drugiej strony.
        > Ci rodzice podjęli się opieki nad tymi dziewczynkami. Zaadoptowali je - uznali
        > za swoje dzieci.
        > Gdy w rodzinie zwyczajnej - nieadopcyjnej rodzi się trójka dzieci z czego najst
        > arsze jest psychicznie chore to rodzice nie mogą oddać tego chorego dziecka bo
        > im ono nie pasuje.

        Alez moga. Nawet najrodzensze.


        > Nie znamy sytuacji dokładnie ale nie wydaje mi się żeby biegli wydali takie rek
        > omendacje całkiem bez podstaw. Nie każdy nadaje się na rodzica ...

        Panstwo najwyrazniej nadaja sie na rodzicow mlodszych dzieci, tam nie ma zdaje sie zastrzezen.
      • anvalley Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 11:10
        ursula.iguaran napisała:


        > Gdy w rodzinie zwyczajnej - nieadopcyjnej rodzi się trójka dzieci z czego najst
        > arsze jest psychicznie chore to rodzice nie mogą oddać tego chorego dziecka bo
        > im ono nie pasuje.

        Niby dlaczego nie mogą? Zawsze można oddać dziecko - nie ma takiego prawa, które zmuszałoby do wychowywania dziecka jeśli się nie chce. Trzeba to płacić alimenty, ale nie trzeba zapewniać osobistej opieki.
      • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:03
        Nie znamy sytuacji dokładnie ale nie wydaje mi się żeby biegli wydali takie rekomendacje całkiem bez podstaw.

        Ale którzy? Pierwsi czy drudzy?

        Nie każdy nadaje się na rodzica ...
        Oczywiście wiesz co to jest RAD i z czym się wiąże oraz jakie są rokowania?
      • livia.kalina Re: Taka historia o nieudanej adopcji 21.04.22, 09:49
        > Gdy w rodzinie zwyczajnej - nieadopcyjnej rodzi się trójka dzieci z czego najstarsze jest psychicznie chore to rodzice nie mogą oddać tego chorego dziecka bo im ono nie pasuje.

        Nie „jak nie pasuje”, nie wiem po co tak trywializujesz, ale jak najbardziej mogą oddać dziecko do specjalnegomosrodka, jeśli sobie z nim nie radzą, wymaga specjalistycznej opieki, rodzina sobie z nim nie radzi, zagraża pozostałemu rodzeństwu.
    • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 11:58
      Oczywiście mogę się mylić, a biegli mają rację rozbijając patologiczną rodzinę.

      Przepraszam, od kiedy praca wyjazdowa, pomoc dziadków w opiece nad trójką jednocześnie przyjętych, trudnych dzieci oraz wysłanie dziecka do przedszkola to patologia? Ktoś tu się mocno w główkę trzepnął.
      Jeśli dziecko ma RAD, to żadna terapia nie pomoże i faktycznie, jedyna opcja to ta dziewczynka do specjalistycznej RZ, a dwie młodsze do adopcji, z opcją utrzymania kontaktu. Tak na marginesie - nie znam specjalistycznej RZ z jednym dzieckiem, bo zazwyczaj ładują na maxa lub więcej (zgodnie z ustawą do 3 dzieci może być), bo takich RZ jest zwyczajnie za mało i skoro już powiat ma z nimi umowę, wykorzystuje ile da fabryka. Ale może gdzieś tam w świecie są takie cuda.

      Moim zdaniem sprawa ma spełnić rolę straszaka na rodziny adopcyjne: męczcie się w ciszy z nieadopcyjnym, agresywnym dzieckiem, bo jeżeli zaczniecie podskakiwać to zabierzemy wam wszystkie dzieci.

      Tak dokładnie myślę.
        • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:39
          Jest w dd dziewczynka. Nieadopcyjna, podowbne powody....ale system uparcie chce ją wypchnąć od siebie. Dzieciak ma rodzenstwo ( w innym, dd bo się nad młodszą siostrą pastwiła) i mimo, ze nie mieszkają razem 3 lata...biegła orzekła ze dzieci mają silną więź (ze względu na biezpieczeństwo młodszą przeniesiono do innego dd czego się zazwyczaj nie robi). Młodsza ma iśc do adopcji, bo finalnie matka straciła prawa.
          I teraz wychowawczynie i pracownicy dd, w ktorym jest to nieadopcyjne dziecko nie chcą jej dac do adocji z siostrą...bo skonczy się jak tutaj. Ten dzieciak się nie nadaje do adopcji, siostra tak. Wiec to nie zawsze pracownicy DD chcą wepchnąc takie dziecko rodzicom adopcyjnym a urzednicy aby sie pozbyć problemu. Tutaj nawet główna wychowawczyni (dawny dyrektor) miała problemy i kontrolę czemu nie chce wydac dziecka do adopcji...dziecka nieadopcyjnego.
          • eriu Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:45
            Oczywiście nie można uogólniać zawsze. Ale jak widać po Twoim przykładzie jest silne parcie na rodzinę biologiczna systemu. Że rodzina biologiczna jest najważniejsza i ona ma być realizowana kosztem dzieci. Pytanie w imię czego tak naprawdę? Bo to jest realnie rzecz biorąc ideologia. Bycie rodziną biologiczną nie gwarantuje miłości, troski. Bądźmy szczerzy gdyby gwarantowało to te dzieci przecież często gęsto by się w ogóle nie znalazłyby w domu dziecka.

            W tym przypadku, o którym piszesz dziecko miało ogromne szczęście, że trafiło na ludzi w DD, którzy podeszli do sytuacji z taką świadomością i tak naprawdę troską o to młodsze dziecko. Mam nadzieję, że wygrają z systemem i to dziecko będzie mieć szansę na normalny dom. Oczywiście szkoda tego drugiego dziecka, ale czasem po prostu no nie da się nic zrobić i jedyną opcją jest wybrać mniejsze szkody.
            • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:18
              Tutaj urzednicy chcą wepchnąc to nieadopcyjne razem z siostrą. Bo dzieci do adopcji jest mało. Mała nie ma problemów, w dd nie była tak długo, matka ciąze spedziła w zakłdzia karnym wiec nie mogła pić alkoholu (starsza ma FAS m.in).
              Mnie tylko zastanawia jak działa taki biegły który orzeka, ze dzieci mają więź (a nie mają, zreszta starsza ma problemy w nawiązywaniu więzi nad młodszą się znęcała) albo ze więź ma matka która przychodzi do dd i odbębnia tam swoje 20 minut nawet sie z dziecmi nie widząc. Nie wiem czy są jakieś wytyczne aby te więzi (nieistniejące) widzieć??
          • panna.nasturcja Re: Taka historia o nieudanej adopcji 22.04.22, 18:14
            Hnausina, pracownicy DD nie maj ąnic wspólnego z adopcją, nie decydują również czy dzieci pójdzie do adopcji czy nie. Oczywiście, ze maja swoje zdanie na ten temat i mogą (nie zawsze są) być pytani o opinie, ale nikt je nie musi brać pod uwagę i naprawdę nie oni „wydają dziecko do adopcji” lub nie.
    • eriu Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:26
      Mi się to kojarzy z tym podejściem, że tylko polskie rodziny mają adoptować chore polskie dzieci i w konsekwencji te polskie chory dzieci nie są adoptowane, bo polskie rodziny nie mają takiego zaplecza jak rodziny z zagranicy żeby się tymi dziećmi zająć.

      W imię czego poświęcać 2 dzieci, które stworzyły więź, które potrzebują opieki - co oczywiste - i odsyłać je do domu dziecka skoro problem jest z jednym dzieckiem? Oczywiście, że najlepiej gdyby nie rozbijać rodzin. Ale tu próba była jak najbardziej i ona jest nieskuteczna i są problemy. Po prostu warto uznać, że się próbowało, ale to nie zdaje egzaminu i dla dobra tej pozostałej dwójki oraz tego dziecka trzeba szukać innych rozwiązań.

      Jeżeli dziecko ma tak głębokie problemy to jest fair żeby poświęcić dwójkę innych dzieci bo to jest rodzeństwo? A co będzie jeśli problemy tego dziecka są tak głębokie, że ono popełni samobójstwo? Wtedy ludzie sobie rączki otrzepią i powiedzą "dobra robota"? A tamta dwójka będzie sobie żyła w domu dziecka i ze wszystkimi tego konsekwencjami?
    • samawsnach Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:41
      Najstarsza z dziewczynek została wykopana do ośrodka socjoterapii w wieku 7 lat. Bez kontaktu z rodzicami, siostrami, bez relacji. To normalne według ciebie? Nie mam zgody na wizerunek rodziców jako skrzywdzonych aniołów, kiedy krzywda tej dziewczynki jest tutaj pomijana.
      • samawsnach Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:50
        I jeszcze jedno- gdyby byli rodzice, którzy kilkuleynie chore/ trudne dziecko oddaliby do ośrodka, bo nie unieśli tych trudności, zrzekajac się wszystkich praw i obowiązków, kontaktu oraz jakiejkolwiek relacji, to myslelibyscie o nich jako o kompetentnych rodzicach, którzy poradzą sobie z pozostałymi dziećmi? Dla mnie takie postępowanie jest okrutne i nieodpowiedzialne.
        • alicia033 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:58
          samawsnach napisała:

          > I jeszcze jedno- gdyby byli rodzice, którzy kilkuleynie chore/ trudne dziecko oddaliby do ośrodka, bo nie unieśli tych trudności, zrzekajac się wszystkich praw i obowiązków, kontaktu oraz jakiejkolwiek relacji, to myslelibyscie o nich jako o kompetentnych rodzicach, którzy poradzą sobie z pozostałymi dziećmi?

          Możliwe.
          Niestety są takie uszkodzenia mózgu, że specjalistyczny ośrodek to najlepsze rozwiązanie dla wszystkich.

          >Dla mnie takie postępowanie jest okrutne i nieodpowiedzialne.

          lepiej, żeby cierpiała cała rodzina? Aha.
            • tt-tka Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:25
              samawsnach napisała:

              > Bardzo wybiórcze te uszkodzenia mózgu. Raz są, raz ich nie ma.

              gdzie ich nie ma w tej konkretnej sprawie ?


              > Ja jednak zostanę przy swoim zdaniu. Nawet w tak trudnej sytuacji można było za
              > chować się opowiedzialnie i po ludzku.

              To znaczy JAK ? Sprecyzuj. Co uwazasz za zachowanie sie odpowiedzialne i po ludzku w tej konkretnej sprawie ?
            • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:25
              Nawet w tak trudnej sytuacji można było zachować się opowiedzialnie i po ludzku.

              Czyli konkretnie - JAK. Zachowując zasady bezpieczeństwa dla siebie i pozostałej dwójki. Czekam z niecierpliwością na receptę na życie z dzieckiem z RAD. Myślę, że dając rozwiązanie zostaniesz bohaterką wielu rodzin i zarobisz fortunę. No, to dawaj, nie krępuj się.
              • samawsnach Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:36
                Konkretnie tak, ze niezależnie od sytuacji nadal jestem rodzicem i nadal jest to moje dziecko, które nadal ma rodzinę i siostry, nawet jeśli jest konieczność pobytu w ośrodku.
                Jestes w stanie wyobrazić sobie jakiekolwiek problemy zdrowotne, które spowodowałyby, że porzuciłabyś któreś że swoich dzieci, odcinając je od rodziców i rodzeństwa? Jakie?
                • aandzia43 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:54
                  > Jestes w stanie wyobrazić sobie jakiekolwiek problemy zdrowotne, które spowodow
                  > ałyby, że porzuciłabyś któreś że swoich dzieci, odcinając je od rodziców i rodz
                  > eństwa? Jakie?

                  Eeee... nie słyszałaś o chorych spędzających całe życie w szpitalach psychiatrycznych bo zagrażają sobie i innym, nie doświadczają poprawy przez 40 lat i raczej już jej nie doświadczą? Nie, nie chodzi mi o lot nad kukułczym gniazdem wink Nie słyszałaś o młodych ludziach tak uszkodzonych, zdemoralizowanych, psychopatycznych czy jak tam to nazwać z którymi przebywanie jest niebezpieczne fizycznie i okaleczające psychicznie?
                • alicia033 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:55
                  samawsnach napisała:

                  > Jestes w stanie wyobrazić sobie jakiekolwiek problemy zdrowotne, które spowodowałyby, że porzuciłabyś któreś że swoich dzieci, odcinając je od rodziców i rodzeństwa? Jakie?

                  Po pierwsze: oddanie dziecka do wyspecjalizowanego ośrodka to nie porzucenie.
                  Po drugie: bez problemu jestem w stanie sobie wyobrazić takie problemy. Nie tylko RAD ale np. choroba psychiczna czy upośledzenie umysłowe z agresją, stwarzającą zagrożenia dla zdrowia/życia innych członków rodziny.
                  Był tu kiedyś długi wątek na bazie reportażu o takiej rodzinie. Matka i babka (ojciec chyba odszedł, w każdym razie nie występował w historii) nie były w stanie zapanować nad zaburzonym kilkunastolatkiem, który bił i je obie i młodszego brata.
                • heca7 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 14:02
                  A kto mówi o porzuceniu dziecka w lesie? Oddanie ciężko zaburzonego nastolatka, agresywnego, rzucającego się z nożem czy szpadlem na innych gdzie nie ma nadziei na poprawę nie jest porzuceniem. Jest uniemożliwieniem mu popełnienia przestępstwa jakim było by zabójstwo. Co postawiło by takie dziecko w jeszcze gorszej sytuacji. Zamknięty zakład psychiatryczny właśnie po to istnieje.
                  • geoardzica_z_mlodymi Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 16:07
                    Dokładnie myślę tak jak Heca piszesz. Zwłaszcza, ze dla mnie nie są to rozważania teoretyczne, bo jedno z moich biologicznych dzieci ma bardzo chory mózg i różne rzeczy już się wydarzyły. Historia nie ma jeszcze rozwiązania ale życie w ośrodku to może być jedyna droga.
                • tt-tka Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 14:09
                  samawsnach napisała:

                  > Konkretnie tak, ze niezależnie od sytuacji nadal jestem rodzicem i nadal jest t
                  > o moje dziecko, które nadal ma rodzinę i siostry, nawet jeśli jest konieczność
                  > pobytu w ośrodku.

                  No i dalej konkretnie prosze. Jak sobie wyobrazasz i praktykujesz to zycie rodzinne z dzieckiem w osrodku, a pozostalymi w domu, jak przebiegaja kontakty, jesli je utrzymujesz, jak wyciagasz domowe dzieci z zapasci psychicznych i emocjonalnych po zetknieciu/ach z osrodkowym dzieckiem, jak wyciagasz siebie. konkretnie


                  > Jestes w stanie wyobrazić sobie jakiekolwiek problemy zdrowotne, które spowodow
                  > ałyby, że porzuciłabyś któreś że swoich dzieci, odcinając je od rodziców i rodz
                  > eństwa? Jakie?

                  Nie musze sobie wyobrazac, ja je znam. Stykam sie z nimi. Nie ze wszystkimi zapewne, ale tego, z czym sie zetknelam, wystarczy.
                  Ale od ciebie nie wymagam wysilkow wyobrazni, dowiedz sie, czym jest RAD i jak sie przejawia, a potem odnies sie do przykladow tam podanych. Prosze, czekamy.
                  • samawsnach Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 14:49
                    " jak wyciagasz domowe dzieci z zapasci psychicznych i emocjonalnych po zetknieciu/ach z osrodkowym dzieckiem"
                    Nie, no wiadomo, jak istnienie "ośrodkowego dziecko" spuścimy zasłonę milczenia i niepamięci, to "domowe dzieci" w końcu odetchną tęczą i jednorożcami.

                    • aandzia43 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 15:08
                      samawsnach napisała:

                      > " jak wyciagasz domowe dzieci z zapasci psychicznych i emocjonalnych po zetknie
                      > ciu/ach z osrodkowym dzieckiem"
                      > Nie, no wiadomo, jak istnienie "ośrodkowego dziecko" spuścimy zasłonę milczenia
                      > i niepamięci, to "domowe dzieci" w końcu odetchną tęczą i jednorożcami.
                      >

                      Tak, w końcu odetchną i zaczną nowy rozdział w życiu z szansą na spokojnie, nie patologiczne relacje i fizyczne bezpieczeństwo. Zasłony milczenia nie trzeba spuszczać ani trupów do szafy wpychać, można zrobić to jawnie.
                    • triss_merigold6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 15:24
                      Tak, zwykle zdrowe dzieci oddychają z ulgą po oddaniu tego trwałe i ciężko zaburzonego rodzeństwa pod opiekę ośrodka. Mogą w końcu uczyć się w spokoju, zapraszać kolegów bez wstydu, nikt im nie niszczy rzeczy, nie atakuje fizycznie, nie molestuje widokiem kompulsywnej masturbacji.
                • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 15:21
                  Konkretnie tak, ze niezależnie od sytuacji nadal jestem rodzicem i nadal jest to moje dziecko, które nadal ma rodzinę i siostry, nawet jeśli jest konieczność pobytu w ośrodku.

                  Czekaj czekaj, czyli nie chodzi o samo umieszczenie dziecka na stałe (!) w ośrodku, ale o rozwiązanie adopcji?
                  Jednym słowem - niech dziewczyna żyje w ośrodku, ale niech się nazywa, że ma rodzinę?
                  I uważasz, że to robi różnicę? - to było pytanie.
                  Wiesz, w sumie o ile dla rodziców to oznacza po prostu dożywotnie wyskakiwanie z kasy za ośrodek ( chyba coś koło 2 tyś, ale ręki nie dam sobie uciąć), to dla sióstr jest to realne obciążenie na przyszłość...
                  • samawsnach Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 15:47
                    "Jednym słowem - niech dziewczyna żyje w ośrodku, ale niech się nazywa, że ma rodzinę?"
                    Nie. Nie "niech się nazywa", tylko niech MA tę rodzinę. Z odwiedzinami, relacjami, przepustkami, w końcu powrotem do rodziny.
                    I jakie na stałe Ona po ośrodku trafiła do domu dziecka, w którym nadal jest - doczytałaś? Czy to niewygodna informacja, bo nie pasuje do narracji w tym wątku demonizującej zachowania dziewczynki?
                    Ciekawe co się stało z tymi potężnymi zaburzeniami i zagrożeniem dla innych, że ktoś podjął taką decyzję.
                    • tt-tka Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 16:26
                      samawsnach napisała:

                      > "Jednym słowem - niech dziewczyna żyje w ośrodku, ale niech się nazywa, że ma r
                      > odzinę?"
                      > Nie. Nie "niech się nazywa", tylko niech MA tę rodzinę. Z odwiedzinami, relacja
                      > mi, przepustkami, w końcu powrotem do rodziny.

                      No wiec ODPOWIEDZ, jak ty to przeprowadzasz. jak KONKRETNIE ona ma miec te rodzine i jak rodzina ma miec ja.

                      > I jakie na stałe Ona po ośrodku trafiła do domu dziecka, w którym nadal jest -
                      > doczytałaś? Czy to niewygodna informacja, bo nie pasuje do narracji w tym wątk
                      > u demonizującej zachowania dziewczynki?
                      > Ciekawe co się stało z tymi potężnymi zaburzeniami i zagrożeniem dla innych, że
                      > ktoś podjął taką decyzję.

                      Nadal sa. Tylko gdzies to dziecko byc musi, poki nie znaleziono kwalifikowanej zastepczej rodziny, jest w dd. zapewne pacyfikowana lekami, a moze i sila. Wyrosnie z wieku dzieciecego, odstawia do osrodka.
                        • ichi51e Re: Taka historia o nieudanej adopcji 21.04.22, 07:14
                          rece opadają - co to znaczy poprawnie funkcjonuje? Czy to znaczy ze nie sprawia kłopotów? Tak to zapewne rutyna i genialne metody wychowawcze zawodowców (sarkazm). po prostu w domu dziecka ona nikogo nie obchodzi - tak jak w szkole - przemoc?! jaka przemoc??
                        • tt-tka Re: Taka historia o nieudanej adopcji 21.04.22, 09:08
                          igge napisał:

                          > Zapewne?
                          > W artykule jest, zdaje się, napisane, że ta konkretną dziewczynka z RAD popraw
                          > nie funkcjonuje akurat w domu dziecka.
                          > Nic nie było napisane o pacyfikowaniu lekami i siłą.

                          Oczywiscie, ze nie bylo napisane. Ale ja wiedze o zyciu takich dzieci czerpie nie tylko z artykulow. I tak, jesli takie dziecko zaatakuje inne dziecko, jest od niego odrywane sila, a nie perswazja. Takze jesli zaatakuje zwierzaka, okno czy cokolwiek.
                          Inna sprawa, ze tam, gdzie takie dziecko nie musi tworzyc wiezi, moze byc mniej agresywne niz w domu. Moze byc.
                    • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 20:24
                      Nie. Nie "niech się nazywa", tylko niech MA tę rodzinę. Z odwiedzinami, relacjami, przepustkami, w końcu powrotem do rodziny.

                      Że co proszę? Uważasz, że ona wyrośnie z RADu?? 🤣🤣🤣
                      Jeszcze raz - z tego się nie wyrasta, tego się nie leczy ani jeszcze nikt nie znalazł skuteczniej terapii.
                      Dziewczyna ma zapędy do robienia krzywdy ludziom, w tym, uwaga - swoim siostrom. I Ty chcesz, żeby te siostry przez cały czas żyły w stresie, że ona wróci do domu? Sadystka z Ciebie, naprawdę... Żądasz, żeby 4 osoby, w tym dwoje dzieci, żyły pod nieustanną presją...

                      I jakie na stałe

                      No właśnie przecież o to pytałam. Rozumiem, a Ty nie miałabyś problemu żyć pod jednym dachem z osobą pozbawioną empatii, nie potrafiącą dać ani przyjąć uczucia? Taką, która raz wpada na pomysł odkręcenia gazu, innym razem naparzania psa łopatą, a może kolejnym razem przyłożenia łopatą śpiącej siostrze w głowę?

                      Ona po ośrodku trafiła do domu dziecka, w którym nadal jest - doczytałaś

                      Ona jest w DD, bo nie ma kto finansować ośrodka, w DD opiekunowie się zmieniają,. mają szansę odpocząć i wyspać się. W przeciwieństwie do rodziców.

                      demonizującej zachowania dziewczynki?

                      RAD, ignorantko, to nie demonizowanie.
                      To zachowania nieakceptowalne społecznie, w tym agresywne, destrukcyjne i autodestrukcyjne. RAD to brak fizycznej możliwości odczuwania, brania i dawania takich emocji jak przywiązanie, współczucie, miłość. To brak hamulców. Lub przeciwnie, całkowite zahamowanie.
                      Osoby z RAD są NIEBEZPIECZNE dla otoczenia i dla siebie.
                      Trzeba mieć naprawdę socjopatyczną osobowość, żeby żądać, by 4 osoby poświęciły życie dla kogoś,.kto nawet tego nie widzi i dla kogo jest to kompletnie bez znaczenia.
                    • panna.nasturcja Re: Taka historia o nieudanej adopcji 22.04.22, 18:24
                      Ośrodek nie wyleczy RAD, żaden.
                      Dziecko z RAD nie korzysta z dobrostanu jaki daje rodzina, w żadnen sposób, na tym właśnie ten RAD polega.
                      Owszem, pomoc można. W specjalistycznej rodzine zastępczej, w której nie ma więcej dzieci a rodzice zastępczy są super przeszkoleni i cały czas współpracują ze specjalistami od RAD. W Polsce jak jednorożec.
                      A i tak dziecko w tym wieku objęte opieka już nigdy nie będzie zdrowe i całkiem normalne, RAD powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu.
            • lauren6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:26
              > Bardzo wybiórcze te uszkodzenia mózgu. Raz są, raz ich nie ma.

              Najwyraźniej nie rozumiesz tekstu pisanego.

              > Nawet w tak trudnej sytuacji można było zachować się opowiedzialnie i po ludzku.

              O umieszczeniu dziewczynki w Ośrodku zdecydował Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych. Kumasz? Zespół. Nie rodzice. Nie widzimisię pojedynczej osoby. Kilkoro specjalistów przebadało dziewczynkę i uznało, że nie może przebywać w rodzinie.

              Młody wiek to nie jest zarzut. Młody wiek świadczy o tym jak bardzo zaburzone jest to dziecko, skoro specjaliści (liczba mnoga) skierowali ją do ośrodka.
            • heca7 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 14:05
              samawsnach napisała:

              > Bardzo wybiórcze te uszkodzenia mózgu. Raz są, raz ich nie ma.
              > Ja jednak zostanę przy swoim zdaniu. Nawet w tak trudnej sytuacji można było za
              > chować się opowiedzialnie i po ludzku.

              Ależ zachowano się po ludzku. Nie wywieziono do lasu i nie pozostawiono na pastwę przysłowiowym wilkom. Ludzkie zachowanie to właśnie odseparowanie od innych tak aby nie zrobiło krzywdy sobie i otoczeniu.
            • panna.nasturcja Re: Taka historia o nieudanej adopcji 22.04.22, 18:19
              Poczytaj o RAD, bo bzdury piszesz.
              Ani nie jest to wybiórcze, ani, w zasadzie, naprawiane, jeśli RAD jest pelnoobjawowy.
              Zwykła rodzina adopcyjna nie poradzi sobie z tym nigdy, te dzieci wymagają wyjątkowych specjalistów, których w Polsce prawie nie ma.
        • asia_i_p Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 12:58
          Gdyby to byli rodzice biologiczni, których dziecko miałoby zespół zaburzenia więzi, to przede wszystkim dowodziłoby to, że nawalili kiedy dziecko było niemowlakiem, więc to byłaby kompletnie inna sytuacja. Pomiędzy niedoprowadzeniem do tego, że dziecko pozostające pod twoją opieką ma zespół zaburzenia więzi, a wyprowadzeniem go z zespołu, który już ma, jest taka różnica jak między nieobcięciem dziecku palca, a przyszyciem obciętego.
          • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:22
            Któremu pomóc się nie da. No nie da się i już Za duże spustoszenia. Jeżeli na "ratowanie takiego dziecka" decyduje sie bezdzietna para ok. Ale nie kosztem pzoostałych dzieci. Nie bez powodu określono, ze dziecko moze trafić ale do specjalistycznej rodziny zastęczej gdzie NIE MA INNYCH DZIECI.
        • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:27
          Znam rodzinę która oddała do sordka swojego syna. Bo zagrażał reszcie rodziny. Matka długo tego nie chciała. Ponieważ był agresywny wobec siostry, siostra przeprowadziła się do babci. Rodzina się prawie rozpadła...dzieciak i tak nie skorzystał. Jest w tak cięzkim stanie ze jemu nic nie daje ze to matka się nim zajmuje.
          Oddanie syna nastąpiło po wielu rozmowach z róznymi specjalistami, kazdy mówił, ze to jedyne dobre wyjscie. I tak jakieś pociotki pewnie myślą, ze to wyrodna matka jest (dziwne ze o ojcu juz sie tak nie mowi).
          Ci którzy znają chłopaka, widzieli jego akcje, złamanę rąkę siostry i inne cyrki wiedzą, ze dobrze zrobili.
        • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:24
          Nie. Ona uważa, ze dzieciom w dd dolega jedynie brak rodziców i miłości. I miłością i niedzielnym obiadem naprawi się wszystko. Te dzieci mają takie problemy z których wychdozi się latami i co jest okupione wielkim poświęceniem reszty rodziny. Z pewnych rzeczy dzieciaka się nie wyciagnie nigdy.
          Znam nieadopcyjne dziecko z RADem i FASem oraz milionem innych problemów. Tam tez panie z urzadu chcą wypchnąc dzieciaka do adopcji.
        • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:28
          Wiesz na czym polega RAD i jak się objawia?

          No właśnie, ona nie ma bladego pojęcia. I że nie ma, to nic złego, cała masa ludzi nic o tym nie wie. Gorzej, że nawet jak na twarz dostaje informacje, to ich n ie przyswaja i klepie dalej swoje bzdurki. A to już jest zwyczajnie szkodliwe.
          • kicifura Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:32
            Ale zawsze można mieć o sobie dobre mniemanie: bo ja bym się na pewno umiała zachować po ludzku i odpowiedzialnie, nie to co ci rodzice adopcyjni.

            Szkoda że to tylko gdybanie na sucho, jest mnóstwo dzieci z RAD którymi samawsnach mogłaby się zająć z całą odpowiedzialnością i człowieczeństwem jakie naturalnie ma w ilości przekraczającej normę.
            • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 21.04.22, 08:51
              Ale zawsze można mieć o sobie dobre mniemanie: bo ja bym się na pewno umiała zachować po ludzku i odpowiedzialnie, nie to co ci rodzice adopcyjni.

              Chyba właśnie na tym to polega, na dodawaniu sobie poczucia wyższości.

              Szkoda że to tylko gdybanie na sucho, jest mnóstwo dzieci z RAD którymi samawsnach mogłaby się zająć z całą odpowiedzialnością i człowieczeństwem jakie naturalnie ma w ilości przekraczającej normę.

              Ależ oczywiście, że ona tylko w teorii jest taka świetna smile To właśnie symptomatyczne bardzo.
          • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:37
            Znam panią psycholog, która stwierdziła, że niedzielny obiad i ciepło domowe wyleczą z RADu...ze tu tylko miłości trzeba.
            Tak, pani była w DD przelotem i dzieci w DD widziała po raz pierwszy na oczy (przy czym nie kryła się z odrazą jaką na nie patrzyła).
      • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:22
        Nie mam zgody na wizerunek rodziców jako skrzywdzonych aniołów, kiedy krzywda tej dziewczynki jest tutaj pomijana.

        Ale KTO robi z nich skrzywdzonych aniołów? Zwykli ludzie, których przerosła opieka nad dzieckiem z RAD. Hallo! A kogo nie przerasta? W specjalistycznych ośrodkach jest cały sztab ludzi do opieki i terapii. Terapii, która i tak nie zmienia stanu dziecka na tyle, by mogło bezpiecznie wrócić do rodziny. Bo RAD to trwałe uszkodzenie mózgu, jego obszarów odpowiedzialnych za przywiązanie i empatię.
        Tekst linku
        To jest coś, co dziecku zafundowała rodzina biologiczna, a później system. Rodzice adopcyjni nie ponoszą ŻADNEJ winy. Absolutnie żadnej. Także nie są winni tego, że chcą mieć w miarę normalne życie i takie życie zapewnić pozostałej dwójce. Życie z dzieckiem z RAD to życie na bombie z opóźnionym zapłonem.
        Poczytaj, porozmawiaj, a potem oskarżaj.
      • woman_in_love Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 18:44
        Najstarsza z dziewczynek została wykopana do ośrodka socjoterapii w wieku 7 lat.

        I tam powinna pozostać. Natomiast twoim śmierdzącym obowiązkiem było do tego ośrodka iść na wolontariat by pomóc temu dziecku.

        Jedyną osobą winną jesteś ty samawsnach .
    • megwhite25 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 13:49
      Czyli co czekamy aż ktoś nie zdąży zakręcić kurków z gazem ?

      Uważam że jeżeli rodzice adopcyjni pojęli decyzję o rozwiązaniu adopcji powinien sąd na to pozwolić bez szukania drugiego dna. Po prostu adopcja była nie udana. Na pewno ciężko im było podjąć taką decyzję ale tu mamy zagrożenie życia dla innych członków rodziny. Czytałam kiedyś artykuł o rozwianiu adopcji przez kobietę która wzięła rodzeństwo które ciągle ze sobą kopulowalo a z nią nie mieli żadnej więzi.
      To nie są kolorowe historię to ogromny trud. Jeżeli ktoś sądzi że dostanie dziecko że wpadki młodej studentki to jest bardzo w błędzie. Jest wiele dzieci które jest nieadopcyjnych nie bez powodu.
      • lauren6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 14:02
        > Czytałam kiedyś artykuł o rozwianiu adopcji przez kobietę która wzięła rodzeństwo które ciągle ze sobą kopulowalo a z nią nie mieli żadnej więzi.

        Czyżby o chodziło o historię z bloga "Droga przez piekło"?

        Z tego co pamiętam tam rozwiązano adopcję z dziećmi z FAS i RAD dopiero po tym, gdy zaburzony nastolatek zaczął molestować seksualnie zdrowego brata (bo równie zaburzona siostra współżyła z nim z własnej woli).

        Ale to pewnie nadal nie jest sytuacja, w której samawsnach oddałaby dziecko. Nie wiem co by zrobiła w takiej sytuacji? Nie spała w nocy, bo by pilnowała najmłodszego dziecka przed gwałtem?
        • bulzemba Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 16:34
          Pamiętam że ta pechowa kobieta której system wepchnął mocno skrzywione dzieci (czego pracownicy systemu byli świadomi) dostała po uszach od psychologa za swoją ciążę bo UWAGA nie będzie mogła poświęcić całego swojego czasu starszym dzieciom.
            • ichi51e Re: Taka historia o nieudanej adopcji 22.04.22, 14:17
              "Usłyszałam też, że jeśli w moim domu dzieją się takie rzeczy i ja temu nie mogę zapobiec, to państwo zainterweniuje i zabiorą mi Jasia, aby go chronić przed patologią.

              Stanęłam przed wyborem. Albo rozwiążę przysposobienie, albo zabiorą mi dziecko.

              Wiem, że nie jest to dla mnie żadne usprawiedliwienie. Wiem też, że sama bym tej decyzji nie podjęła. Prokurator podjęła ją za mnie. Ja musiałam się pod nią tylko podpisać.

              Cztery rozprawy w cztery miesiące. Ola nie potrafiła w sądzie powiedzieć, czego chce. Tomek sprzeciwił się rozwiązaniu przysposobienia. Zapytany przez sędziego o powód, odpowiedział: "Bo będę miał pod górkę". Po rozprawie powiedział tylko: "To ja idę mamo, cześć".

              Ola do końca roku szkolnego i uzyskania pełnoletności została, tak zdecydował sąd, u Gabrieli. Tomek zamieszkał z ojcem - rozwiązanie przysposobienia dotyczyło tylko matki. Po roku wyprowadził się do hostelu, a Ola do ojca. Dziś Tomek jest sąsiadem Gabrieli - wynajął pokój w tej samej kamienicy."
          • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 19:06
            Ale bo bardzo duzo z tych dzieci nie nawiąze więżi. To ze dziecko ma RAD jest pewnie wykrywane w 1/10 przypadków. To są dzieci które nie umieją nawiązywać więzi. Niestety ale szybkie odebranie praw i umieszczenie w rodzinie adopcyjnej lub zastępczej daje jakieś szanse tym dzieciom.
            Znam dziewczynę która trafiła do kochającej rodziny w wieku lat 7, nawet się wydawało ze będzie ok. Teraz ma 16 i nie jest. Nie nawiązała więzi mimo wielkich staran rodziców i rodzeństwa.
            To też bardzo widać w rodzinnych domach dziecka....te dzieci tam mają o niebo lepiej oczywiście ale nadal budowanie więzi im idzie słabo albo wcale.
            Świętość rodziny biologicznej to największe skurwysyństwo jakie może być.
            • panna.nasturcja Re: Taka historia o nieudanej adopcji 22.04.22, 18:48
              Pomaganie dzieciom z RAD nie polega na tym, ze się im miłością i ciepłem pokazują jak nawiązać więź. To jest skomplikowana trudna terapia, fachowców w Polsce w zasadzie nie ma, zwykły psycholog nie pomoże, bo się nie zna, zywczjanie metody wychowywania dzieci dzieciom z RAD ńienie tylko nie pomagają, ale szkodzą.
              To są zmiany w mózgu, większość nieodwracalna, owszem im młodsze dziecko tym więcej można, ale cześć zostanie na zawsze.
              Pracuje się najpierw przede wszystkim z ciałem, dotykiem, by ograniczy produkcje kortyzolu.
              One nie nawiążą relacji, gdy się im pokaże jak.
              To nie o przykład chodzi.
              Dlatego wmawianiemrodzinie adopcyjnej, ze miłość leczy krzywdzi zarówno te rodzine jak i samo dziecko, bo,ono potrzebuje profesjonalnej pomocy a nie dalszego krzywdzenia przez ludzi, którzy maja dobra wole i zero wiedzy w temacie.
      • umi Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 20:42
        "Jeżeli ktoś sądzi że dostanie dziecko że wpadki młodej studentki to jest bardzo w błędzie" - Tego akurat ciezko mi zalowac. Zerowanie na studentce, zeby jej wykrasc bejbisia, bo ja nie stac i na studia i na opieke nad dzieckiem jest wredne jak ch.lera i w porzadnym kraju studentka powinna miec za co dzieciaka utrzymac (moze byc zwrotnie) albo moc zrezygnowac z interesu bez narazania sie na utrate zdrowia lub zycia/
          • paskudek1 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 21.04.22, 06:11
            koktailz6 napisała:

            > A może ta młoda studentka po prostu nie chce mieć dziecka? Ani w tym momencie,
            > ani nigdy? Czy to się nigdy nie zdarzyło?

            Owszem, i dlatego powinna moc dokonać aborcji do 12 ty ciąży bez tłumaczenia się komukolwiek z czegokolwiek. To właśnie napisała forumka wcześniej.
            • koktailz6 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 21.04.22, 08:54
              dlatego powinna moc dokonać aborcji do 12 ty ciąży bez tłumaczenia się komukolwiek z czegokolwiek.

              Powinna MÓC. Możliwość jest kluczowa. Dokładnie tak samo jako możliwość urodzenia i oddania do adopcji. Bo tak, bo takie ma na przykład poglądy. Powinna móc zrobić to, co dla niej jest słuszne.
    • mamamisi2005 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 16:30
      No cóż, znam historię adopcji sprzed ponad 30 lat, gdy moi wujostwo adoptowali kilkuletniego chłopca, o którego szczegółach kondycji, głównie psychicznej, starannie przemilczano co najważniejsze fakty.
      Byli wytrwali, więc przeżyli kilkanaście lat horroru, łącznie ze spaniem na zmianę w obawie przed podpaleniem domu. Nie otrzymali żadnej pomocy ze strony ośrodka adopcyjnego
      Jedyny happy end jest taki, że kuzynowi udało się spłodzić 2 dzieci. Wujostwo na pocieszenie po przeżytej gehennie ma wnuczęta, a była synowa z dziećmi na szczęście utrzymuje z nimi serdeczny kontakt.
      • bulzemba Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 17:13
        Znajoma przez lata szukała specjalisty który by jej dał instrukcje obsługi dziecka bo standardowa psychologia przy nim wysiadała. W końcu dokopała się do rdzenia problemu. Gdy spotkała przypadkiem opiekunkę z ośrodka adopcyjnego radośnie poinformowała o swoim drobnym zwycięstwie bo w końcu wie co jest dziecku i jak mu pomóc.
        Babka spojrzała na nią jak na głupią. Bo co dzieciakowi jest wiedzieli wszyscy w ośrodku tylko frajerom którym wepchnąć chcieli to cudo słówka nie pisneli.
        • bulzemba Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 17:25
          Najlepsze że jak dzieciak był u niej parę lat OA zadzwonił z propozycją by przyjęła kolejne dziecko z tej samej matki bo rodzeństwo, bo więzy ... Wyśmiała bo dziecko było urodzone dopiero co a ona walczyła by dojść jak pomóc starszemu.
          • mamamisi2005 Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 17:57
            Straszne. Miałam nadzieję, że to, co spotkało moją rodzinę już jednak sporo lat temu, teraz się nie zdarza. No i niestety, byłam naiwna sad
            Mój kuzyn był i jest zaburzonym człowiekiem. W dzieciństwie był postrachem na rodzinnych spotkaniach (do dziś pamiętam "zabawę" w duszenie). Jako nastolatek bywał agresywny, ale na szczęście nie na tyle, by doszło do jakiegoś większego nieszczęścia. Jako dorosły jakoś funkcjonuje w sensie, że się utrzymuje samodzielnie, natomiast jego małżeństwo było totalną porażką, z wujostwem kontaktuje się sporadycznie, popija. Może i ma RAD, kto wie.
            • hanusinamama Re: Taka historia o nieudanej adopcji 20.04.22, 19:12
              Zdarza sie bo system chce takie dzieci wypychać. Pisałam wyżej jak teraz wychowawcy i dyrektor dd walczą aby jednego dziecka z dwójki rodzenstwa nie dawać do adopcji. Dzieciak ma papiery, ze nie ejst adopcyjny, FAS i RAD. Oddzialona od młodszej siostry aby jej nie krzywdzić...i sąd dostał opinie biegłej, ze dzieci mają silną więź (SIC!!!) i mają isc obie do adopcji.
              Taka adopcja zniszczy tą rodzinę i wyrządzi krzywdę temu młodszemu....a starszej dziewczyne z RAD nic nie da.